Państwo bez mediów
Władze Białorusi stawiają opór istnieniu rynku niezależnych mediów.
Ilona Urbanowič-Sauka – rzecznik prasowy Białoruskiego zrzeszenia dziennikarzy, pozarządowej organizacji, broniącej praw dziennikarzy i wolności prasy. Absolwentka Uniwersytetu lingwistycznego w Mińsku i Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Mieszka w Mińsku.
Białe i czarne
Szczególną cechą sytuacji mediów w Białorusi jest próba zachowania i poszerzenia przez państwo swojego wpływu na mass media. W Białorusi nie tylko pozostał sektor państwowych mediów, lecz ma on rzeczywistą przewagę na rynku bez względu na to, że wśród zarejestrowanych w Ministerstwie informacji na początku bieżącego roku z 1 355. wydawnictw periodycznych do państwa należało tylko 135. Wśród pozostałych periodyków niepaństwowych, których jest ponad tysiąc, tylko około 40 przedstawia problemy społeczne i polityczne. Stosunek nakładów periodyków państwowych i niepaństwowych wypada również na niekorzyść ostatnich: jednorazowy nakład wszystkich państwowych gazet wynosi dziś 900 tysięcy egzemplarzy, podczas gdy nakład społeczno-politycznej prasy niepaństwowej nie sięga nawet 300 tysięcy.
Największą państwową gazetą codzienną do dziś pozostaje Sowietskaja Biełorussija (od początku roku skrótowiec SB odszyfrowuje się jako Biełarus’ Siegodnia, wcześniejsza nazwa jednak również pozostaje na logo), nakład jej przekracza 300 tysięcy egzemplarzy, a założycielem jest redakcja oraz Administracja prezydenta.
Współmierne z SB nakłady w sektorze prywatnym mają jedynie wydawnictwa moskiewskie, które w Białorusi mają swoje regionalne dodatki – Komsomolskaja Prawda w Biełorussii, Argumienty i Fakty, a również Trud. Największą popularnością wśród gazet prywatnych cieszy się Narodnaja Vola, ma ona ponad 30-tysięczny nakład i ukazuje się 5 razy w tygodniu. Największa gazeta wśród prywatnej prasy białoruskojęzycznej - Rehijanalnaja Hazieta – jest wydawana w Maładziecznie i ma nakład około 8 tysięcy. Większość prywatnych gazet w Białorusi ukazuje się w języku rosyjskim albo w języku rosyjskim i białoruskim, nie ma wśród nich żadnej gazety codziennej. W ciągu ostatniego roku z rynku zniknęło ponad 10 prywatnych periodyków – przyczyną tego jest otwarte prześladowanie przez władze państwowe, a również brak inwestorów.
Charakter stosunków między mediami a władzą jest wyznaczony faktem, że nawet dziś, 11 lat od momentu uzyskania niepodległości, państwo białoruskie nadal popiera radzieckie rozumienie roli mediów oraz radzieckie technologie wpływu na myśl społeczną. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów minister informacji Michaił Padhajny wykazał różnice pomiędzy dziennikarstwem a podaniem informacji ubolewając nad tym, że w Białorusi wielu dzisiejszych dziennikarzy podaje czystą informację, podczas gdy minister na stronach gazet chciałby jednak zobaczyć ocenę tego, o czym się pisze oraz refleksje na ten temat.
Dlaczego niezależne gazety „giną”
Na ciężki stan prywatnych mediów w Białorusi złożyło się kilka przyczyn.
Po pierwsze, państwo, chcąc zostawić sobie monopol na interpretację informacji, jest zainteresowane nieobecnością medialnego rynku w ogóle. Zgodnie z postulatem radzieckim kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam, jakiekolwiek media niepaństwowe są postrzegane przez władze jako a priori opozycyjne, a więc bardzo konsekwentnie jest przeprowadzana polityka ograniczeń i zakazów - zgodnie z prawem, a także niezgodnie z ustawami, uchwalonymi przez tę samą władzę. Wykorzystywane są tak administracyjne metody (upomnienia ze strony Ministerstwa informacji, odmowy w udzieleniu informacji, unieważnienie licencji wydawnictwa), jak też ekonomiczne (różna taryfa na druk i rozpowszechnienie wydawnictw w zależności od formy własności).
Ostatnio władze zaczęły stawiać opór prywatnym inicjatywom nawet w czasie rejestracji wydawnictw: według Ustawy o druku, aby zarejestrować nową gazetę, potrzebna jest zgoda odpowiedniej władzy lokalnej. Otrzymanie takiej właśnie zgody jest bardzo ciężkie, a czasem wręcz niemożliwe.
Mikoła Markiewicz, redaktor zlikwidowanej grodzieńskiej gazety Pahonia, zwracał się do miejscowych władz z podobną prośbą 7 razy (!), lecz i tak nie otrzymał pozwolenia. Założycielowi Nowaj Haziety Smarhoni Romualdowi Ułanowi w zarejestrowaniu dwóch nowych gazet nie pomogło nawet postanowienie sądu Gospodarczego obwodu grodzieńskiego, który dwa razy wskazywał na działania dzielnicowego komitetu wykonawczego jako niezgodne z prawem. Założycielowi jeszcze jednej grodzieńskiej gazety Razam! Jerzemu Łakcijonowowi Grodzieński miejski komitet wykonawczy nie udzielił takiej zgody ze względu na to, że petent jest studentem oraz że nie posiada wystarczającej wiedzy jako dziennikarz i wydawca. Siergiejowi Kaściukowiczowi z Pińska (obwód Brzeski) odmowa zgody została wytłumaczona przez władze faktem, że zamiar zajmowania się odpowiedzialnym działaniem zawodowym przy braku specjalnego wykształcenia jest w XXI wieku jawnym anachronizmem.
Po drugie, sytuacja polityczna w Białorusi nie sprzyja prywatnym inwestycjom prasowym. Przedsiębiorcy po prostu boją się inwestować w niezależne wydawnictwa społeczno-polityczne, albo inaczej mówiąc „pchać się do polityki”. Podobne próby już nieraz powodowały kontrole i rewizje ze strony państwowych organów władzy, a w konsekwencji zamknięcie interesu.
Po trzecie, ogólny stan społeczeństwa w dużym stopniu wpływa na stan prasy. Rozczarowanie w społeczeństwie, przyczyną którego była klęska sił demokratycznych w prezydenckich wyborach 2001 roku, nie mogło się nie przełożyć na zmniejszenie nakładów. Znamienne, że w 2002 roku zmniejszyły się nakłady nie tylko niezależnej, lecz również państwowej prasy mniej więcej o 10%. Wyjątkiem jest tylko Sowietskaja Biełorussija.
Ewolucja
Po objęciu władzy przez A. Łukaszenkę (lipiec 1994r.) presja państwa na prasę znacznie się wzmocniła. Na początku została wprowadzona cenzura. Już w grudniu 1994 roku dzieki postanowieniom administracji prezydenta szereg państwowych oraz prywatnych gazet ukazał się z białymi plamami w miejsce referatu o korupcji władzy i aparatu państwowego. W roku 1995 kilka mińskich gazet zostało zmuszonych drukować swoje nakłady w Litwie, ponieważ administracja prezydenta zażądała od drukarń zerwania umów o druk. W roku 1997 została zamknięta gazeta Svaboda, a w 1999 – Naviny.
W styczniu 2001 roku, jeszcze przed wyborami prezydenckimi, władze wprowadziły dodatkową odpowiedzialność karną za zniewagę honoru i godności oraz rzucenia oszczerstwa na prezydenta (honoru i godności zwyczajnych obywateli Białorusi broni kodeks cywilny). W taki więc sposób obiektem prześladowań stały się już nie tylko wydawnictwa, lecz również poszczególni dziennikarze.
W ubiegłym roku według nowego ustawodawstwa trzech dziennikarzy zostało skazanych na karę więzienia. Dwóch z nich – redaktor oraz dziennikarz grodzieńskiej Pahoni – już dostało zezwolenie władz na powrót do domu. Zmian natomiast w losie trzeciego ze skazanych – redaktora mińskiej gazety Raboczy Viktara Ivaškieviča – do początku następnego roku nie przewiduje się.
Straszenie karą więzienia doprowadziło do autocenzury: ze stron gazet i czasopism ostre polityczne artykuły praktycznie zniknęły. Do tej pory próby Białoruskiego zrzeszenia dziennikarzy wystąpień w Izbie reprezentantów Zgromadzenia Narodowego o zlikwidowanie odpowiedzialności karnej nie odniosły żadnego skutku.
Zwycięstwo A. Łukaszenki w wyborach 2001 roku pobudziło władze do kolejnego „przykręcania śruby” w dziedzinie wolności słowa. Teraz pod presją państwa znajdują się już nie tylko ogólnonarodowe wydawnictwa periodyczne, lecz także prasa regionalna, która rozwijała się w ciągu lat 90-tych. Zamknięcie w listopadzie 2001 roku grodzieńskiej gazety Pahonia rozpoczęło etap walki z regionalnymi gazetami prywatnymi, tradycyjnie bardziej ostrożnymi i rozważnymi, niż ogólnonarodowe.
W tym roku ucierpiała, do tej pory pozostawiana w spokoju, Novaja gazieta Smorgoni, której nakład dwukrotnie przewyższa nakład miejscowej gazety państwowej. Powoławszy się na naruszenie przepisów przeciwpożarowych, a także na dwa upomnienia otrzymane od prokuratury w 2000 roku, wydawca gazety Romuald Ułan został pozbawiony licencji na wydawanie prasy, a gazecie groziła likwidacja. W lutym Ministerstwo informacji wstrzymało pracę gazety Viečernij Stolin (obwód Brzeski). W końcu ubiegłego roku postanowieniem ministra informacji została zamknięta gazeta codzienna Miestnoje vriemia, która zaczęła się ukazywać w trzech miejscowościach z dodatkami regionalnymi i przetrwała tylko 3 tygodnie.
Swobody będzie mniej
Niezdolne do konkurencji na rynku medialnym władze dążą do maksymalnej kontroli nad mediami i dyktują korzystne dla siebie reguły gry. W maju bieżącego roku Izba reprezentantów ma uchwalić nową wersję Ustawy o prasie. Całkiem niedawno A. Łukaszenko publicznie wypowiedział się o nadmiernej liberalności obecnej ustawy (uchwalonej w 1995 roku), ponieważ nie zabezpiecza ona należytego regulowania przez państwo tej dziedziny.
Zakłada się, że nowy projekt ustawy ogarnie również do tej pory prawie niekontrolowaną przez państwo sferę informacyjną – Internet. Strony internetowe będą zaliczone do środków masowego przekazu i w pełnym wymiarze będzie obejmowała je Ustawa o prasie. Pomimo tego według nowej ustawy inwestycje zagraniczne w media będą prawie zabronione.
28 marca A. Łukaszenko publicznie zażądał od ministra informacji przeprowadzenia razem z Administracją prezydenta inwentaryzacji wszystkich zasobów informacyjnych kraju. Nikt dzisiaj w Mińsku nie ma wątpliwości, że po takiej „inwentaryzacji” ilość podmiotów na rynku medialnym w Białorusi znacznie się zmniejszy.
Tłumaczenie: Elwira Pieńkowska