UE, Polska, Białoruś
Ludmiła Zach
Rozszerzenie Unii Europejskiej, jak zwykliśmy mówić, „na Wschód”, jeżeli i jest obecne w białoruskiej niezależnej prasie, to raczej tylko w kategoriach wprowadzenia reżimu wizowego na granicy z Polską. Poza uwagą białoruskich mediów były perypetie procesu negocjacyjnego poszczególnych kandydatów z „piętnastką”, ogrom procesu dostosowawczego do wymogów unijnych niedawnych członków „obozu socjalistycznego”, a nawet kwestia stosunku społeczeństw – zarówno krajów-kandydatów, jak i krajów UE – do zbliżającej się integracji. Białoruskie demokratyczne elity raczej bez głębszego zastanawiania się widzą wielkie szanse, jakie niesie integracja z Unią dla Polski, Czech, Estonii i innych kandydatów. Pytanie tylko, czy widzą że ten proces otwiera też pewne szanse dla naszego kraju, mimo, że zostajemy i to raczej na długo „za burtą” wspólnej Europy? I czy potrafią wykorzystać te szanse, by przybliżyć Białoruś do Europy? Partnerów do tego szukać trzeba tak w Brukseli, jak i znacznie bliżej, na przykład, w Warszawie.
Polska ma ambicje na odegranie jeżeli nie przewodniej, to co najmniej znaczącej roli w formułowaniu polityki wschodniej UE. Właśnie teraz otwiera się możliwość dla opracowania strategicznych ram „wymiaru wschodniego UE” podczas pracy nad unijną Wspólną Polityką Zagraniczną i Bezpieczeństwa. Według ministra spraw zagranicznych Polski Włodzimierza Cimoszewicza, wschodnia polityka Unii Europejskiej powinna być bardziej aktywną a jednocześnie elastyczną, by budować stosunki z każdym z krajów indywidualnie. Polski minister widzi konieczność zaangażowania sektora pozarządowego, który posiada własne instrumentarium i doświadczenie w realizacji projektów pomocowych w Rosji, Białorusi, Ukrainie. A właśnie pomoc okazywana przez Unię Europejską i organizacje międzynarodowe dla tych krajów jest efektywnym instrumentem polityki zagranicznej UE, uważa Włodzimierz Cimoszewicz. Pomoc taka powinna być skierowana między innymi na dalsze reformy i rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Motywacją do przyspieszenia zmian w krajach pozostających poza Unią Europejską ma być również to, że perspektywa członkostwa w Unii zależy od postępu reform i osiągnięcia przez nie twardych kryteriów przystąpienia do UE. Taka perspektywa powinna być otwarta również i dla Białorusi pod warunkiem rozpoczęcia demokratycznych reform, uważa polski minister.
Polska propozycja koncentruje się na wymiarze strategicznym, który ma być realizowany poprzez dokładne harmonogramy czy swoistą „mapę drogową”. W opracowaniu tych konkretnych „dróg” prowadzących do realizacji strategii jest jednak „pies pogrzebany”. Jak pokazuje doświadczenie, wyznaczenie słusznych celów i niekiedy zastosowanie sprawdzonych instrumentów nie zawsze prowadzi do zakładanych i oczekiwanych rezultatów.
Czy kraje europejskie a nawet szerzej, społeczność międzynarodowa może wpływać na sytuację w Białorusi?
Na początku grudnia na forum w Mińsku jeden z niemieckich polityków stwierdził: „To iluzja, że istotny zwrot w rozwoju Białorusi może zrobić Zachód czy Rosja. Wszystko zależy od samych Białorusinów”. Tak, bardzo wiele zależy od samych Białorusinów. Ale nie od wczoraj wiadomo, że na politykę jakiegoś kraju wpływają również inne kraje, zwłaszcza prowadzące „aktywną politykę zagraniczną”. Kilkaset lat temu, by „załatwić” przyjaźń pomiędzy Polską a Białorusią, wystarczyłoby wydać córkę Prezydenta Kwaśniewskiego za mąż za syna Prezydenta Łukaszenki. Niestety żyjemy w XXI wieku, i dziś w polityce stosowane są bardziej skomplikowane, a przy tym czasami mniej efektywne instrumenty.
Rola demokracji zachodnich jest nie do przecenienia dla krajów postkomunistycznych. Służyły one za wzorzec dla tych krajów i narodów, wybierających przyszłość. Okazywały pomoc finansową, doradzały, wspierały. Białoruś z początków transformacji również otrzymywała pomoc od Zachodu. Za prezydentury Łukaszenki Zachód wspierał białoruską opozycję, organizacje pozarządowe, niezależną prasę. Sytuacja na Białorusi nie raz była tematem dyskusji na forum międzynarodowym. Polska - jej dziennikarze, przedstawiciele NGO, politycy - odegrali w tym dużą rolę. Nie da się jednak nie zauważyć, że zostało popełnionych kilka istotnych błędów, tak że efekty są dalekie od zamierzeń. Co gorsza, mimo wielu starań by temu zapobiec, sytuacja na Białorusi raczej się utrwaliła, a nawet w pewnym stopniu została zaakceptowana (zgodnie z zasadą „real politics”), przykładem czego jest niedawne uznanie przez Zgromadzenie Parlamentarne OBWE kieszonkowego parlamentu Łukaszenki.
Zadaje sobie pytanie: czy nowa polityka wschodnia UE wobec Białorusi nie okaże się utrwaleniem na papierze stosowanej dotychczas praktyki. I wydaje mi się, że odpowiedź (którą oczywiście przyniesie czas), niestety, może być pozytywna, jeżeli nie zostaną „wyłapane” i wyeliminowane błędy popełnione na tym polu przez ostatnie dziesięć lat.
Po pierwsze, nie można zakładać, że wszyscy Białorusini automatycznie wybiorą demokratyczną przyszłość w pięknym opakowaniu „Unia Europejska”, trzeba zrozumieć ich obawy i lęki.
Polityka zagraniczna Białorusi często, jeżeli nie powiedzieć prawie zawsze, jest postrzegana w Europie w kategoriach Wschód-Zachód, to znaczy jako wybór pomiędzy sojuszem z Rosją a dążeniem do umocnienia stosunków z Europą Zachodnią i USA. Niewiadomo czemu Białoruś pod rządami Łukaszenki, która jest państwem niedemokratycznym, kultywującym totalną kontrolę państwową nad gospodarką i symbole radzieckie, odbierana jest wyłącznie jako naturalny (!!!) partner Rosji, najpierw Rosji Jelcyna, potem Rosji Putina – choć i jeden i drugi swój kraj kierowali w stronę państwa demokratycznego o kapitalistycznej gospodarce. Przewrotność tej logiki polega na tym, że według takiego toku rozumowania Białoruś wyzwolona od Łukaszenki, demokratyczna, z prywatną własnością i kapitalistyczną gospodarką ma zmienić kierunek z niedemokratycznego na demokratyczny, to znaczy ze wschodniego na zachodni, a więc dążyć do integracji z UE, odwracając się od Rosji.
Takie rozumowanie charakterystyczne jest dla Rosjan oraz dla samych Białorusinów, jak również niestety dla części europejskich polityków. W każdym razie nie zrobili oni nic, by rozwiać takie obawy tej części społeczeństwa białoruskiego, która z różnych powodów nie chce tracić z Rosją bliższych kontaktów. Wspiera więc Łukaszenkę i integrację z Rosją, by nie zostać od niej izolowaną. Trzeba też zdawać sobie sprawę z faktu, że w Białorusi potężna machina propagandy rządowej podsyca te obawy, rysując kraje zachodnioeuropejskie jako takie, które są wrogo nastawione wobec „własnego” wyboru Białorusinów. Na dodatek nurt narodowy białoruskiej opozycji kojarzy się wielu mieszkańcom Białorusi (kraju wielonarodowego, gdzie mieszka dużo osób pochodzenia rosyjskiego) z antyrosyjskością.
Te swoje uwagi kieruję również wobec Polski, która w obawie przed silną Rosją do niedawna traktowała sojusz Białorusi z Rosją jako zagrażający jej interesom narodowym.
Nie chcę zostać zrozumiana opacznie – nie jestem zwolennikiem polityki i środowisk prorosyjskich w Białorusi, ale uważam, że politycy powinni brać pod uwagę realne, a nie idealizowane postawy społeczne i zjawiska. A więc nie należy kazać Białorusinom wybierać pomiędzy Zachodem a Rosją. Raczej powinien być to wybór demokracji – razem z Zachodem i Rosją.
Po drugie, czas by indywidualne, czasami krótkowzroczne, interesy krajów Unii i jej przyszłych członków nie przeważały nad ogólnoeuropejskimi priorytetami, najważniejszym z których jest stabilność i bezpieczeństwo naszego kontynentu. Nieprzewidywalny białoruski prezydent już nie raz pokazał oblicze prawdziwego dyktatora, nieczułego na wezwania do poszanowania praw człowieka, wartości demokratycznych, norm międzynarodowych.
Realizowana przez UE polityka wobec Białorusi dotychczas była mało konsekwentna. Polegała ona głównie na reagowaniu na zachowanie Łukaszenki, a poszczególne kraje Unii miały dość szeroki margines reagowania – z uwzględnieniem własnych interesów czy ambicji. A więc, jeżeli użyć sportowych analogii, była to nie własna gra, a podążanie za grą przeciwnika. Możliwe, że intencją UE było nie zaostrzać sytuacji. Było to rozsądne, wówczas gdy Łukaszenka rządził dopiero 3-4 lata. Obecnie jest już u władzy 9 lat i zapowiada, że będzie pretendował na urząd Prezydenta Białorusi po raz trzeci. Chyba dawno już powinny były rozwiać się wątpliwości co do natury tego człowieka.
Brak konsekwencji w polityce wobec Białorusi tylko osłabia jej efekty. Czasami pewne „zakręty” tej polityki boleśnie dotykają opozycji, która czuje się zawiedziona a nawet zdradzona postawą Zachodu. Brak wspólnego głosu krajów UE pozostawia również szerokie pole do dowolnej interpretacji tych zachowań przez państwowe media.
I po trzecie. Optymistycznie zakładając, że wschodni wymiar UE naprawdę dostrzeże „indywidualny” charakter ostatniego w Europie totalitarnego reżimu w Białorusi, mam nadzieję, że polityka Unii wobec Białorusi nie ograniczy się realiami tego reżimu. Że będzie ona brała pod uwagę również rozwój Białorusi po Łukaszence, a więc perspektywę czasową, kiedy władzę tam przejmie demokratyczna opozycja. Białoruska opozycja stara się przygotować do ewentualnego rządzenia, pracuje nad strategią budowania demokratycznej konstrukcji państwa i rozwoju gospodarki, jednak w tym procesie jakże ważna jest wymiana doświadczenia i idei z praktykami. Na Zachodzie, może poza Polską, te potrzeby białoruskiej opozycji raczej nie znajdują zrozumienia. Kraje Europy Środkowej okres początkowej transformacji mają już dawno za sobą i nie wydaje im się ten temat interesującym, by wracać do niego w dyskusji z białoruską opozycją. Jednak brak wypracowanych i przedyskutowanych już teraz opcji dla budowania demokracji na Białorusi może przynieść rozczarowanie społeczeństwa nieskutecznością nowej władzy w rozwiązywaniu ich socjalnych i ekonomicznych problemów. W wyborach za 3 lata znów może opowiedzieć się za nowym populistą.
Do tej listy propozycji i życzeń pewnie można dodać jeszcze nie jedno. Ale jeżeli tok myślenia konstruktorów nowego „wymiaru wschodniego UE” będzie szedł w takim kierunku – budowania nowej polityki z uwzględnieniem popełnionych w przeszłości błędów – można oczekiwać, że wkrótce strefa wspólnych demokratycznych wartości obejmie całą Europę – nie wyłączając Białorusi.