Mniej więcej w tym samym czasie, czyli połowie grudnia, wyszedł z więzienia redaktor białoruskiej gazety Raboczij Wiktor Iwaszkiewicz, który był osądzony na rok przebywania w zakładzie poprawczym otwartego typu, tak zwanej „chemii”, za próbę obrazy prezydenta w jednym z artykułów. Przy tym cały nakład gazety został skonfiskowany jeszcze w drukarni. Oprócz Iwaszkiewicza „na chemii” siedziało jeszcze dwóch dziennikarzy grodzieńskiej gazety Pahonia. W przeddzień minionych wyborów ośmielili się oni napisać artykuł pod tytułem „Jaki nie powinien być prezydent”. Za obrazę godności prezydenta w Białorusi można dostać do trzech lat więzienia, godność pozostałych obywateli zaś jest broniona wyłącznie przez kodeks administracyjny.
Według Andreja Bastunca, zastępcy przewodniczącego Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy – organizacji niepaństwowej, broniącej praw dziennikarzy i zasad wolnego dziennikarstwa – chociaż swoboda słowa jest gwarantowana przez białoruskie ustawodawstwo, w praktyce wygląda to zupełnie
inaczej:
– Gwarancje te nie są stosowane w praktyce. W tym roku niejednokrotnie łamano swobodę słowa. W latach poprzednich również to miało miejsce, w tym roku jednak atak na mass media przyjął charakter totalny.
Według danych BAŻ (Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy), w 2003 roku przestało się ukazywać około 20 niezależnych periodyków o charakterze społeczno-politycznym – to prawie połowa istniejących w Białorusi niezależnych wydawnictw takiego typu. Dodać należy, jak zaznacza Andrzej Bastuniec, że większa część niezależnych gazet przestaje się ukazywać nie tylko z powodu zamknięcia przez władze.
– Jedne gazety nie mogą znaleźć, gdzie mogłyby się drukować – drukarnie odmawiają, rezygnując ze wcześniej podpisanych umów. Inne poniosły wielkie straty finansowe, gdyż wiosną Ministerstwo Informacji przyjęło postanowienie, aby z różnych przyczyn powstrzymać ich ukazywanie się (7 wypadków) na okres do trzech miesięcy. Gazety te straciły reklamodawców, jak również minął okres prenumeraty. W efekcie nie wszystkie z nich miały możliwość ponownie się ukazywać. W taki sposób działają białoruskie władze: nie zamykają wprost niezależnych gazet, lecz stwarzają nieznośne warunki istnienia.
Wynajęcie lokalu, usługi drukarni i poczty dla niezależnych gazet są 5–10 razy droższe niż dla państwowych.
| |
|
|
Gazeta „Wiciebski kurjer” ukazała się
z białymi plamami, bo jej wydawców
nie stać na kupno programu TV
od państwa-monopolisty
|
W wyniku różnokolorowe wydanie państwowe kosztuje trzy razy taniej niż czarno-białe i mniej pojemne niezależne.
– Pomoc finansowa dla prasy i telewizji państwowej z budżetu wyniosła 35 milionów euro. Dodać należy również budżety lokalne, jak też budżety organów, które są założycielami państwowych mass mediów. Pomoc ta stwarza dla prasy nierówne warunki.
Do wyżej wymienionego Andrej Bastuniec dodaje również metodę administracyjnego oddziaływania, kiedy to Ministerstwo Informacji lub prokuratura przyjmują decyzję o zamknięciu gazety. W walce z niezależną prasą są wykorzystywane również powództwa sądowe wysoko postawionych urzędników.
Teraz na przykład w Białorusi jest rozpatrywane powództwo przewodniczącego państwowej spółki teleradiowej przeciwko jedynej w państwie niezależnej gazecie „Narodnaja Wola”. Sąd pierwszej instancji już zaspokoił roszczenia na sumę 5 tysięcy dolarów, co dla niezależnej gazety jest sumą znaczącą. Kasacyjna instancja zwiększyła jednak tę sumę jeszcze 5 razy, przy czym za publikację, która się ukazała 2 lata temu. Sprawa gazety „Narodnaja Wola” jest jaskrawym przykładem metod białoruskich władz wykorzystywanych w walce z niezależnymi środkami masowej informacji.
„Biełorusskaja Diełowaja Gazeta” była jedną z najbardziej poczytnych i wpływowych niezależnych gazet w państwie i ukazywała się 4 razy w tygodniu – wypadek dla Białorusi dość rzadki. Jednak wiosną tego roku gazeta zaczęła mieć problemy z władzą.
Opowiada redaktor naczelny BDG Swiatłana Kalinkina:
– W ciągu dwóch dni BDG otrzymało dwa ostrzeżenia, co stało podstawą dla powstrzymania wydawania gazety w okresie trzech miesięcy. Zarzucono nam łamanie ustawy o druku. Przyczynił się do tego zwłaszcza sondaż przeprowadzony przez gazetę na temat tego, czy może prezydent Białorusi według własnego uznania rozporządzać samolotem prezydenckim. Potraktowano to jako obelgę głowy państwa.
| |
|
|
|
Redaktor naczelny gazety
„Raboczij”
Wiktar Iwaszkiewicz
po wyjściu z więzienia |
Gazeta nie ukazywała się przez trzy miesiące. Minął okres prenumeraty. Wyrzucono nas ze wszystkich drukarni białoruskich – nigdzie nie chcą nas drukować. Mówią, że są zbyt obciążeni pracą, chociaż wszyscy wiedzą, że to nie jest prawdą. Jest to rozkaz Ministerstwa Informacji jak dla państwowych, tak i niepaństwowych drukarni.
Teraz więc oficjalnie zarejestrowane w Białorusi wydanie „Biełorusskaja Diełowaja Gazieta” jest drukowana w Rosji, w sąsiednim Smoleńsku. Na dostarczenie nakładu wydaje się znacznie większe pieniądze, traci się operatywność. Ponadto na białorusko-rosyjskiej granicy, która formalnie nie istnieje, każda produkcja drukowana pod jakimkolwiek pretekstem może zostać poddana ekspertyzie treści.
S. Kalinkina: – Absolutnie nie możemy z tym walczyć, ponieważ wszyscy urzędnicy wskazują oczami do góry i mówią, że sami nie potrafią wytłumaczyć sensu tego, co się dzieje. Muszą wykonać otrzymany rozkaz. Obecnie sytuacja gazety jest bardzo skomplikowana. Ukazywaliśmy się cztery razy w tygodniu, obecnie zaś tylko dwa.
Przykład BDG jest typowy dla Białorusi.
| |
|
|
|
Swietłana Kalinkina – redaktor naczelny BDG,
lider rosyjskiej prawicy Boris Niemcow (po lewej)
i
Pawał Szeramet, dziennikarz rosyjskiej telewizji
wcześniej był osądzony przez białoruski sąd)
|
Według danych Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy, obecnie w Białorusi wydań państwowych ukazuje się 10 razy więcej niż niezależnych, zarówno ze względu na ogólną ilość, jak też biorąc pod uwagę nakład.
Z czym jest związana aktywność państwa białoruskiego w walce z białoruskimi środkami masowego przekazu? Andrzej Bastuniec uważa, że jest to logiczna kontynuacja polityki „przykręcania śruby” rozpoczętą przez władze białoruskie w r. 1994, tuż po wybraniu Łukaszenki na stanowisko prezydenta.
A. Bastuniec: – Obecny przebieg sytuacji w mass mediach jest związany prawdopodobnie z tegorocznymi wyborami parlamentarnymi oraz z problemem przedłużenia kadencji Aleksandra Łukaszenki na trzeci termin. Według konstytucji jest on ograniczony dwoma terminami, trzeba więc przygotować przestrzeń informacyjną kraju do otrzymania potrzebnych wyników. Służy temu między innymi stopniowe wyparcie przez władzę z białoruskiej przestrzeni informacyjnej także rosyjskich gazet i kanałów telewizyjnych.
Tłumaczenie z rosyjskiego
Elwira Pieńkowska