ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Êí³ã³... | Ïàðòíýðû... | Ãàñüö¸¢íÿ... | Ôîðóì...

ñòàðû ñàéò


Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í [Allegro.pl - największy serwis aukcyjny w Polsce]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    óñòîðûÿ
    ˳òàðàòóðà
    Ïåðàêëàäû
    Ìîâà
    Êðûòûêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ïàë³òûêà
    Ãðàìàäçòâà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Akcent
     
Białoruski

  •  ÀRCHE
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  •  ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëîðóññêèé
      Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³

      Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
      Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan

  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû

  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠBelarus-NATO Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêàwww.bialorus.pl ÏÀÃÎÍß BrestOnline Âiëüíÿ ÇÓÁÐ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Ãàñïàäàð Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Äç³ìà Çàâàäçê³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà Âîëüíû Êðàé ZBM

 

 

AKCENT BIAŁORUSKI ÍÀ ÑÒÀÐÎÍÊÀÕ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

 
 AKCENT BIAŁORUSKI 2 / 2004 ã.

„Bratnia przyjaźń” nie wytrzymuje próby gazu

Ludmiła Zach
Dziennikarka mediów białoruskich, m.in. zamkniętej przez władze niezależnej gazety „Nasza Svaboda”. Mieszka 
w Warszawie. 

Ktoś powiedział, że skrót WNP (Wspólnota Niepodległych Państw) tak naprawdę oznacza Wspólnotę Nafty i Gazu. Nie jest jednak odpowiednie użycie słowa „wspólnota”, jeżeli chodzi o całkowitą dominację Rosji w zaopatrzeniu w surowce energetyczne. Bez wątpienia jest to bardzo ważny, jeżeli nie podstawowy instrument utrzymywania byłych republik związkowych w orbicie swoich wpływów. A w to, że władze w Moskwie nie będą miały żadnych zahamowań, by go użyć, raczej nikt nie wątpi. Najlepszym przykładem będzie tu gra, jaką Rosja toczy w stosunku do Białorusi.

Od 1 stycznia tego roku Gazprom zaprzestał dostawy gazu na Białoruś. Liczne spotkania, rozmowy, negocjacje – na wszystkich możliwych poziomach – prezydentów, premierów, kierowników Gazpromu i Biełtransgazu – w ciągu ostatniego pół roku nie przyniosły oczekiwanych wyników. Co prawda, oczekiwania każdej strony były zupełnie różne. Białoruś jest życiowo zainteresowana zwiększeniem dostaw rosyjskiego gazu z zachowaniem uprzywilejowanej ceny – na poziomie V rosyjskiej strefy (czyli jak dla znajdującego się niedaleko granicy z Białorusią Smoleńska). Gazprom zaś „ma chrapkę” na białoruskiego monopolistę Biełtransgaz, przy czym na własnych warunkach: otrzymanie kontrolnego pakietu akcji, za który Rosjanie skłonni są zapłacić według wartości księgowej. Oceniają oni tę wartość na 580–600 mln dolarów. Białoruskie władze, które jeszcze wiosną 2003 roku podpisały umowę o utworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa transportu gazu z Rosją i nawet podjęły pierwsze kroki – przekształciły Biełtransgaz w spółkę akcyjną – mają zamiar zachować nad nią kontrolę, a negocjacje o cenę zaczynają od 5 mld USD – taka bowiem według nich jest wartość rynkowa przedsiębiorstwa. Rosyjskie władze forsują też zamiar wprowadzenia rosyjskiego rubla jako jedynego środka płatniczego w Białorusi, z czym akurat białoruskim władzom nie bardzo się spieszy. A jeżeli już, to Białorusini stawiają swoje warunki, a raczej roszczenia: Rosjanie powinni opłacić 2,1 mld dolarów pośrednich strat dla gospodarki Białorusi.
 

Szef Gazpromu Aleksiej Miller zerwał negocjacje z białoruskim Biełtransgazem o utworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa, ponieważ warunki stawiane przez stronę białoruską były nie do zaakceptowania przez Gazprom. Rosyjskie władze wycofały się więc z zobowiązań cenowych na gaz dla Białorusi na następne lata. W lutym 
na jedną dobę wstrzymano dostawy gazu do Białorusi. 

Proces negocjacji pomiędzy przedstawicielami dwóch „bratnich narodów”, które 8 lat temu powołały ZbiR i na mocy podpisanych umów „dążą do utworzenia wspólnego państwa”, przypomina raczej walkę, na dodatek taką, w której każde chwyty są dozwolone. I bez zażenowania są one stosowane przez każdą ze stron.

O byłej przyjaźni już nawet publicznie nikt z władz białoruskich czy rosyjskich nie wspomina, a cała ta historia z daleka „pachnie” poważnym konfliktem.

Na dobrze rozgorzał on jeszcze jesienią zeszłego roku. Na początku września Łukaszenka poinformował Putina, że Białoruś nie zamierza wprowadzać od 1 stycznia 2005 roku rosyjskiego rubla jako jedynego środka płatniczego na terytorium Białorusi (na warunkach rosyjskich, porozumienie o tym zostało osiągnięte pomiędzy rządem Rosji a rządem Białorusi). Łukaszenka argumentował swoją decyzję tym, że wprowadzenie rosyjskiego rubla to tylko jeden z elementów integracji i powinno się odbyć już po podpisaniu Aktu Konstytucyjnego o powołaniu wspólnego państwa. W przeciwnym wypadku Białoruś stanie się państwem „drugiej klasy”, do czego on nie może dopuścić, stwierdził Łukaszenka. Jednak dla wielu obserwatorów oczywistym było, że białoruski prezydent nie zamierza „uszczuplać” swojej władzy, czym groziłoby zaakceptowanie rosyjskich warunków unii walutowej. Na taki brak posłuszeństwa ze strony Łukaszenki Rosja zareagowała dosyć ostro grożąc wprowadzeniem od 1 stycznia 2004 r. dla Białorusi cen rynkowych na swój gaz (w tym czasie Gazprom na mocy decyzji władz rosyjskich sprzedawał Białorusi gaz po cenach wewnątrzrosyjskich dla V strefy). Szef Gazpromu Aleksiej Miller dodatkowo zaryzykował stwierdzenia, że zrywa negocjacje z białoruskim Biełtransgazem o utworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa, ponieważ warunki stawiane przez stronę białoruską były nie do zaakceptowania przez Gazprom. Rosyjskie władze wycofały się więc z zobowiązań cenowych na gaz dla Białorusi na następne lata. Białoruska strona nie pozostała „dłużna” i też „pokazała zęby”: po pierwsze ogłosiła, że w związku ze złą sytuacją białoruskich przedsiębiorstw petrochemicznych zmniejszy ilość eksportowanej na Zachód (tranzytem przez Białoruś) rosyjskiej ropy pobierając część dla siebie; a po drugie, prokuratura białoruska aresztowała należące do Rosjan akcje białoruskich przedsiębiorstw.

Rozwiązania tej patowej sytuacji prezydenci Rosji i Białorusi próbowali szukać tuż przed szczytem WNP w Jałcie, gdzie miało dojść do podpisania przez prezydentów czterech krajów (Białorusi, Kazachstanu, Rosji i Ukrainy) Układu o Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Putin i Łukaszenka również spotkali się nad Morzem Czarnym – w Soczi, gdzie rosyjski prezydent odpoczywał w swojej rezydencji. Spotkanie to poprzedziły ostre ataki na Łukaszenkę w telewizji rosyjskiej, na które jest on bardzo uczulony (już kilka dziennikarzy rosyjskiej telewizji było zmuszonych opuścić Białoruś), co nie sprzyjało ciepłej atmosferze rozmów. Wyniki tego spotkania pokazały, że proces integracji dwóch krajów wcale nie idzie we „właściwym” kierunku. Prezydenci ustalili, że rosyjski gaz „pójdzie” do Białorusi od nowego roku po cenach rynkowych (wysokość cen miała być ustalona później: czy na poziomie cen „ukraińskich”, czy krajów bałtyckich, czy „zachodnich”), ale jednocześnie Białoruś wprowadzi ceny rynkowe na tranzyt rosyjskich surowców (ropy i gazu) przez jej terytorium.

W roku 2003 Białoruś kupiła od Gazpromu 10,2 mld m3 gazu po cenie 29 USD za 1000 m3 (oraz 8,5 mld m3 od innych dostawców po cenie 40 USD 1000 m3), Ukraina – po 50 USD, Litwa po 70, Łotwa po 77, natomiast kraje zachodnie – po 80 m3. Za tranzyt gazu Rosja płaciła Białorusi po 44 centy za 100 km, natomiast Ukrainie po około 1,5 USD.

Komentując osiągnięte porozumienie, Łukaszenka stwierdził, że jeszcze nie wiadomo, kto więcej straci w wyniku takiego układu „rynkowego”. Jednak nikt nie wątpił, że to tylko „dobra mina do złej gry”, co swoim zachowaniem wkrótce potwierdził sam Łukaszenka. Kiedy trzy dni później, 18 września, spotkali się 4 prezydenci, Łukaszenka nie krył swojej dezaprobaty w stosunku do zawartej w projekcie Układu o Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej (pod naciskiem Leonida Kuczmy) możliwości integracji w różnym tempie dla różnych krajów. Łukaszenka i wcześniej sceptycznie odnosił się do pomysłu Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, negując w ogóle potrzebę powołania jeszcze jednej formacji w ramach WNP. Białoruski prezydent odgrywał tę rolę do końca, a nawet urządził spektakl w momencie podpisywania traktatu, rezygnując z postawienia swojego podpisu jako pierwszy (w porządku alfabetycznym krajów) i przeciągając „zapoznanie się z dokumentami”, kiedy te zostały już podpisane przez pozostałych prezydentów.

Obiecywane uzgodnienie cen rynkowych trwało do ostatnich dni 2003 roku, nie przynosząc konkretnych wyników. Białoruś sondowała też „drogę odwrotu”, idąc na pewne ustępstwa w sprawie Biełtransgazu. Zapowiedziała, że zwróci Gazpromowi dług w wysokości 137,7 mln USD. Zaproponowała podział akcji Biełtransgazu pół na pół i nawet zgodziła się na ocenę wartości białoruskiego koncernu przez niezależną firmę (co wcześniej proponował rosyjski koncern). Wszystko to w zamian za gaz po wcześniejszych cenach. Ale Aleksander Miller, szef Gazpromu, był nieugięty. Nalegał na wcześniejsze powołanie wspólnej spółki, w której kontrolny pakiet akcji będzie w rękach Rosjan. Przy czym wartość Biełtransgazu miała być na poziomie 580 mln dolarów. Dopiero wtedy można mówić o wewnątrzrosyjskich cenach dla Białorusi. Inaczej... tu padały różne liczby od 50 do 80 USD za 1 tys. metrów sześciennych.

Skończyło się na tym, że umowa na ten rok z Gazpromem w ogóle nie została podpisana. Na razie Białoruś kupuje gaz od prywatnych firm Itera i Transnafta (które z kolei kupują gaz od Gazpromu) po około 50 USD za 1 tys. metrów sześciennych. Jednak zapasów gazu u tych firm (które de facto są zależne od Gazpromu) wystarczy Białorusi tylko do wiosny. Rosyjski „brat” ściska więc rękę na szyi Białorusi, wymuszając oddaniego swoje najlepszego przedsiębiorstwa za „psie pieniądze”.

Kolejna runda bardzo intensywnego procesu negocjacyjnego odbyła się w Moskwie 16–17 stycznia, gdzie spotkali się premier Białorusi Siarhiej Sidorski i premier Rosji Michaił Kasjanow. I znowu partnerzy rozeszli się z pustymi rękami. Kasjanowi nie udało się namówić białoruskiego premiera, by wprowadził rosyjski rubel jako wspólną walutę od 1 stycznia 2005 roku. A Sidorskiemu nie udało się „wrócić” do poziomu 29 USD za 1 tys. metrów sześciennych gazu. Kasjanow wręcz stwierdził, że nie będzie się mieszał do komercyjnych negocjacji dwóch podmiotów gospodarczych: Gazpromu i Biełtransgazu.

Należy oczekiwać, że ciąg dalszy tej historii niebawem nastąpi. Nikt przy tym nie wątpi, że będzie ona miała poważne skutki gospodarcze i polityczne dla Białorusi. Ale w długiej perspektywie więcej straci Rosja (tu trzeba przyznać rację Łukaszence), ponieważ i rosyjskie władze, i rosyjski monopolista gazowy pokazały swoją prawdziwą twarz, którą obserwują również inni partnerzy.

 êàíòàêò: akcent.bialoruski@gazeta.pl

ÓÂÅÐÕ


   Dzied Talasz

Áåëàðóñêàÿ ²íòýðíýò- Á³áë³ÿòýêà ÊÀÌÓͲÊÀÒ
kamunikat@poczta.onet.pl
²íôàðìàöûéíàÿ ïàäòðûìêà - Áåëàðóñêàÿ Ðýäàêöûÿ Ðàäû¸ Ïàë¸í³ÿ