|
„Egzotyczne” inwestycje
Valerij
Krugovoj
Dr nauk ekonomicznych, deputowany do Rady Najwyższej i Izby Reprezentantów Białorusi w l. 1995–98. Mieszka
w Polsce na stałe od r. 1998, jest dyrektorem firmy konsultingowej.
Podczas omawiania zagadnień współpracy gospodarczej Białorusi z państwami ościennymi – czy to artykuł gazetowy, rokowania urzędników rządowych lub spotkanie przedsiębiorców – nie omija się problemów związanych z klimatem inwestycyjnym w Białorusi i inwestycji zagranicznych. Z jednej strony czasem można usłyszeć, zwłaszcza od przedstawicieli oficjalnych władz białoruskich, o sprzyjającym inwestycjom zagranicznym ustawodawstwie, ulgach finansowych, postępowym Kodeksie inwestycyjnym, występowaniu dużej ilości Wolnych Stref Gospodarczych, kwalifikowanej i taniej sile roboczej, korzystnym usytuowaniu geograficznym etc. Z drugiej strony jednak od niezależnych polityków i przedsiębiorców usłyszą państwo, że ciężko znaleźć wśród państw byłego Związku Sowieckiego bardziej „nieprzyjaznego” inwestycjom zagranicznym państwa niż Białoruś. Po przejrzeniu liczb łatwo jest stwierdzić, kto ma rację.
Rosyjski browar „Bałtika” zainwestował w białoruski przemysł piwny ok 10 mln
USD,
ale te pieniądze sostały stracone ponieważ strona białoruska nagle zmieniła zasady inwestowania
co doprowadziło do wycofania „Bałtiki”.
Według danych Ministerstwa statystyki i analizy z dn. 01. 01. 2003 w Republice Białoruś zarejestrowano 2667 przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym (1396 przedsiębiorstw wspólnych i 1271 przedsiębiorstw zagranicznych) z ogłoszonym funduszem regulaminowym 768,8 mln dolarów amerykańskich, z których 488,1 mln przypada na udział inwestorów zagranicznych (63,5%). Faktycznie kwota przelana przez inwestorów do funduszu regulaminowego od momentu rejestracji organizacji 449,7 mln dolarów amerykańskich, w tym 55,2 mln dolarów w roku 2002.
Podczas gdy Węgry, Czechy – państwa z porównywalnym potencjałem – otrzymały dziesiątki miliardów USD, mój kraj ojczysty otrzymał aż 450 mln. USD. Komentarz chyba jest zbędny.
| |
|
|
Amerykański „Ford”
zlikwidował swój zakład
w Białorusi. Ta inwestycja
była jedną z najwiekszych
zachodnich inwestycyj
w historii białoriskiej
gospodarki.
|
Na temat problemów pracy na białoruskim rynku, nieustannie powstających konfliktach pomiędzy przedsiębiorstwami zagranicznymi a władzą lokalną można powiedzieć wiele. Są jednak przedsiębiorstwa oraz inwestorzy zagraniczni, którzy bez względu na nie pracują w Białorusi i nie mają zamiaru rezygnować, jak na przykład amerykański Ford lub szwedzka Ikea. Kim są ci bohaterowie? Zostawmy rosyjski kapitał z dość jasnych przyczyn. Spośród państw-inwestorów gospodarki białoruskiej zwracają uwagę dość duże jak na warunki Białorusi inwestycje z tak zwanych państw egzotycznych. Pojęcie „inwestorów egzotycznych” w stosunku do tych państw zaczerpnąłem a proposz prasy polskiej. Polscy dziennikarze i analitycy właśnie w taki sposób określili inwestorów z państw Bliskiego Wschodu i Turcji. Pamiętając o tym, że kapitał z jakiegokolwiek państwa jest pożądany dla własnej gospodarki, polscy analitycy jednak zwracali uwagę na to, że z tych państw często trafiają się kapitały nieznanego pochodzenia i należy tego uważniej pilnować. W Białorusi na ten temat prawdopodobnie mają inną opinię. Dla naszego państwa oswojonymi i zwykłymi są inwestycje z Libanu, Iranu, Syrii, Cypru. Jeżeli na przykład sąsiednia Polska z 39 mln mieszkańców i rozwiniętym potencjałem przemysłowym inwestowała w Białoruś 15,4 mln USD, turystyczny Cypr dwa razy więcej – 34 mln USD. Szczególną popularnością cieszą się inwestycje handlowe oraz związane ze sferą usług (restauracje, hotele).
W niedawnej publikacji w białoruskiej gazecie BDG (artykuł W. Siechowicza Targ jest właściwy) opowiada się o inwestycjach w nowym dla Białorusi kierunku – budownictwie supermarketów. W Polsce, jak również w innych państwach postsowieckich, ta sfera usług stanowczo się kojarzy z firmami francuskimi i niemieckimi, w Białorusi zaś jest to Liban, Syria, Iran. Tak na przykład jedno z największych centrów handlowych stolicy, praktycznie w centrum miasta, wznosi libańskie przedsiębiorstwo Ruby rose. Centrum będzie zajmowało obszar 10 000 metrów kwadratowych. Oprócz lokali handlowychi biurowych znajdzie się w nim wiele obiektów przeznaczenia społeczno-rozrywkowego. Nie mniej atrakcyjne niż w stolicy jest dla inwestorów budownictwo supermarketów na prowincji. W największym ze względu na ilość mieszkańców mieście obwodowym Homlu (ponad 500 tys.) oddano ten biznes przedsiębiorstwu cypryjskiemu.
W Mińsku wysoko postawieni urzędnicy z administracji prezydenta próbowali „wepchnąć” irańskie przedsiębiorstwo Kiejson do projektu budownictwa podziemnego kompleksu handlowego w samym centrum przed budynkiem rządu. Projekt jest oceniany prawie w 100 mln USD.
Przedstawiciele przedsiębiorstw z państw Bliskiego Wschodu prawdopodobnie czują się w Białorusi, w odróżnieniu od ich kolegów zachodnich, jak w ojczystym domu. Nie można stwierdzić, że do nich władze białoruskie mają szczególne podejście lub że korzystają ze szczególnych przywilejów, czasem też się zdarzają kontrole i biurokratyczne kłopoty. Nie tylko jednak nie zaprzestają one swojej działalności, lecz całkiem na odwrót – rozwijają się jeszcze bardziej. Możemy tylko się domyślać, że w ich ojczyźnie dzięki reżymom dyktatorskim zostały one przyzwyczajone do takich trudności i dlatego „zimny klimat białoruski” jest dla nich nawet cieplejszy od ojczystego. Drogą pośrednią nasuwają się też wnioski o bardziej elastycznym podejściu przedsiębiorców z tych państw do współpracy z miejscowymi urzędnikami. Chodzi tu nawet już nie o łapówki, lecz o przyciąganie skorumpowanych urzędników do wspólnego biznesu. Być może dlatego miejsce dla zagranicznych „egzotycznych” inwestorów w centrum miast przeznacza się znacznie łatwiej niż w Polsce.
Miński zakład samochodowy (MAZ) jest jednym z nielicznych białoruskich przedsiębiorstw,
któremu udało się przyciągnąć zagraniczny kapitał. Teraz w Mińsku produkowane są ciężarówki
wspólnie z niemieckim koncernem MAN (www.photo.bymedia.net)
Oprócz państw „egzotycznych” innymi bohaterami białoruskiej przestrzeni inwestycyjnej są przedsiębiorstwa offshorne. Tylko znając ten fakt można nie dziwić się oficjalnej statystyce, według której wkłady z Francji są równe inwestycjom z Wysp Wirgińskich i są trochę wyższe od inwestycji z Liechtensteinu i dalekich Bahamów. Nie pominięto i Gibraltaru. Z tej malutkiej części Półwyspu Iberyjskiego do Białorusi wpłynęło więcej pieniędzy niż na przykład z Hiszpanii. Kto się kryje za offshorami? Nie będzie wielkim wynalazkiem stwierdzenie, że jest to kapitał białoruski. Miejscowy biznes jest przyzwyczajony przez Alaksandra Łukaszenkę ukrywać się przed władzami, a więc preferuje inwestować we własne państwo pod maską offshorów. Á propos część przedsiębiorstw z Cypru działających w Białorusi jest również zwykłym offshorem. Ciekawym i mniej poddawanym dyskusji w prasie białoruskiej jest bliskowschodnie ubarwienie części offshorów. Takie połączenie tylko potęguje zwątpienia w klarowności tych kapitałów. Znamiennym zjawiskiem zasługującym na oddzielne śledztwo jest niedawna historia z aresztem kierowników przodującego operatora sieci komórkowej przedsiębiorstwa Velcom. KGB nie zdążyło jeszcze zrobić aresztu i przedstawić zarzutów, jak rozległ się głos z samej góry. Prezydent oświadczył, że nie pozwoli KGB «maczać rąk w korzystnym dla białoruskiej gospodarki przedsiębiorstwie». Wszyscy zatrzymani natychmiast zostali wypuszczeni, a oskarżenia zapomniane. Dla Białorusi ten fakt, że prezydent broni przedsiębiorstwo prywatne jest po prostu bezprecedensowy. A więc co to jest za przedsiębiorstwo? Na dziś abonencka baza Velcom wynosi 580 tys. osób, samo zaś zagraniczne przedsiębiorstwo jest jednym z najbardziej dochodowych w państwie. Kapitał Velcom jest podzielony pomiędzy SB Telecom (cypryjski offshor) – 69,9%, ZSA Biełtecheksport – 30%, państwowe RO Biełtielekom – 0,1%. Właścicielem cypryjsko-szwajcarskiego offshoru, do którego należy kontrolny pakiet przedsiębiorstwa, jest Syryjczyk Idom Samawi. Wśród kierowników są również inni Syryjczycy. Nie mniej ciekawy jest drugi właściciel Velcom – przedsiębiorstwo Biełtecheksport. Osóby, które nie znają się zbyt dobrze na białoruskim biznesie, zawiadamiam, że jest to główne przedsiębiorstwo handlujące bronią. Jeżeli przypomnieć szeroko rozpowszechnioną opinię o współudziale samego prezydenta Łukaszenki w handlu bronią, a również jego przyjaźń z reżymami dyktatorskimi Bliskiego Wschodu, plotki o tym, że Velcom „kręci” prezydenckie pieniądze nie wydają się być tylko plotkami.
Taka jest specyfika znacznej części „zagranicznych” inwestycji w „egzotycznym państwie Białorusi”. Polscy przedsiębiorcy ryzykujące zainwestowanie kapitalu w Białorusi powinni wziąć pod uwagę doświadczenie ich kolegów z Bliskiego Wschodu – bez „bliskiej” współpracy z władzą trudno jest prowadzić bezpieczny i efektywny biznes. Jeżeli jednak taka współpraca istnieje, konkurencje i inne zwykłe dla Polski problemy zdobycia rynku odstępują na plan dalszy.
Tłumaczenie z rosyjskiego Elwira Pieńkowska
|