Dlaczego Bykau nie otrzymał
Nobla?
Czesław
Seniuch
Wybitny tłumacz literatury białoruskiej. Przełożył na język polski m.in. utwory Vasila Bykaua, Jakuba Kolasa, Maksima
Bahdanovicza.
Vasila Bykaua poznałem osobiście w Warszawie w 1992 roku. Bawił kilka dni w stolicy w składzie delegacji oficjalnej pod przewodnictwem Rady Najwyższej – Stanisławem Szuszkiewiczem na otwarciu pierwszej w dziejach Republiki Białoruś ambasady przy ul. Ateńskiej 67. Miałem już za sobą publikację przekładu opowieści V. Bykaua OBŁAWA, która ukazała się w miesięczniku LITERATURA NA ŚWIECIE w 1991 roku.
Już wtedy pisarz w moim przekonaniu wyrastał na godnego ze wszech miar literackiej Nagrody Nobla.
Widziałem w nim tytana walki ze złem w życiu swego kraju, Europy, w życiu człowieka. Demaskował i oskarżał zbrodnicze systemy państwowe, które unurzały we krwi cały wiek XX. Przepatrzmy choćby tytuły jego dzieł: PUŁAPKA, WILCZA ZGRAJA, ZNAK NIESZCZĘŚCIA, MARTWI BÓLU NIE CZUJĄ, PÓJŚĆ I NIE WRÓCIĆ, WE MGLE, BAGNO, OBŁAWA, ŚCIANA.
| |
|
|
W pogrzebie Vasila Bykaua w Mińsku uczestniczyło
około 10 tysięcy osób z zabronionymi obecnie
flagami narodowymi...
|
Bohater Bykaua to człowiek zapędzony obławą „pod ścianę”. Trudno oczekiwać, że zechce się nauczyć i będzie śpiewać ODĘ DO RADOŚCI. Nie pozwoli mu na to sumienie, obolałe od nierozliczonych cierpień swego narodu, od krzywd swej ziemi rodzinnej, pooranej gąsienicami czołgów, wypalonej przez Verbrennungskommanda, sowieckie oddziały smiersza, skrwawionej Kuropatami, zrujnowanej rozkułaczaniem, otrutej strontem z
Czarnobyla.
Taki bohater literatury narodowej przypomina Europie o jej winach, o hałasach Kraft durch Freude na obozach szkoleniowych Hitlerjugend, Arbeit macht frei nad bramą obozu zagłady w Oświęcimiu. Przypomina o półwiekowej fraternizacji z ludobójcą Stalinem i jego wiernymi uczniami, którym żyć stało łuczsze, żyć stało wiesielej – pod akompaniament strzałów w polityce „wrogów ludu”.
| |
|
|
|
...Po raz pierwszy od wielu lat nikt nie został aresztowany
|
Bykau przypominał niestrudzenie. Każdym swoim słowem burzył ich – Europejczyków – słodkie sny na jawie. Im się marzy, by na gruzach chrześcijaństwa ucztować, balować i kopulować bezkarnie, jak zapewniają ich „inni szatani”.
A on przypomina im, że bije dzwon. Jakże takiemu dawać Nobla? I jeszcze w dodatku Białorusinowi. Co to za nacja? Gdzie ta jego ojczyzna? Gdzieś tam w Rosji. O Rosjanach słyszeliśmy. O Żydach słyszeliśmy. Nawet o Polakach słyszeliśmy. O Białorusi nic nie wiemy i wiedzieć nie chcemy. Niech tam z nią robi porządek Putin. Od tego jest. Ma tam swoich agentów. Dając Białorusinowi Nobla psujemy mu robotę. A on ma tani gaz, tanią naftę, tanią siłę roboczą i ogromny rynek. Tam są nasze pieniądze...
Oto dlaczego Vasil Bykau nie otrzymał Nagrody Nobla.
Ale pozostał sobą. Pozostał czysty. Odszedł nieprzekupny, niepodległy, wielki sobą. Sobą samym.
Odszedł ku niepodległym wielkim.
Na Olimpie.