ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Êí³ã³... | Ïàðòíýðû... | Ãàñüö¸¢íÿ... | Ôîðóì...

ñòàðû ñàéò


Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í [Allegro.pl - największy serwis aukcyjny w Polsce]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    óñòîðûÿ
    ˳òàðàòóðà
    Ïåðàêëàäû
    Ìîâà
    Êðûòûêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ïàë³òûêà
    Ãðàìàäçòâà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Akcent
     
Białoruski

  •  ÀRCHE
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  •  ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëîðóññêèé
      Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³

      Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
      Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan

  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû

  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠBelarus-NATO Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêàwww.bialorus.pl ÏÀÃÎÍß BrestOnline Âiëüíÿ ÇÓÁÐ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Ãàñïàäàð Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Äç³ìà Çàâàäçê³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà Âîëüíû Êðàé ZBM

 

 

BIAŁORUSKIE ZESZYTY HISTORYCZNE ÍÀ ÑÒÀÐÎÍÊÀÕ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

[ ïðàêàìýíòóé ]

 
Áåëàðóñê³ Ã³ñòàðû÷íû Çáîðí³ê - Białoruskie Zeszyty Historyczne nr 14

Autobiografia Piotra Sierhijewicza

Urodziłem się w 1900 r., 10 lipca (według starego stylu), we wsi Stawrowo (Staurowa) w rejonie brasławskim obwodu witebskiego w biednej rodzinie chłopskiej. Nie mieliśmy własnej ziemi. Matka była na służbie we dworze.

W 1907 r. zamieszkaliśmy w Wilnie. Matka oddała mnie do szkoły podstawowej J. Montwiłła przy klasztorze franciszkanów. Pamiętam, jak na zajęciach nauczycielka pochwaliła moje rysunki. To była pierwsza pochwała i na długo pozostała w mojej pamięci.

Po roku pobytu w Wilnie wróciliśmy do Stawrowa.

1908-1916

Edukację podstawową otrzymałem w szkołach: cerkiewno-parafialnej i w fabrycznej w Platerowie. Tam też obudziło się we mnie zamiłowanie do rysunków. Mój starszy brat, mieszkający w Wilnie, przysyłał mi kolorowe ołówki i farby akwarelowe, sprawiając mi wielką radość.

Przez dwa lata byłem pastuchem u gospodarza. Wielkie wrażenie robiły na mnie wydarzenia I wojny światowej: wyjazd mężczyzn z naszej wsi na wojnę i płacz kobiet, a gdy zbliżył się front, przejścia wojsk przez wieś — szła piechota, jechała jazda, kozacy, artyleria, tabory. W odległości 20 km od nas znajdowały się pozycje Niemców. Do wsi przyjechali nowi ludzie kopać okopy — austriaccy jeńcy wojenni, Kirgizi i inni robotnicy. Ludzie ze wsi poszli z łopatami do okopów. Rok 1917 był dla mnie szczególny. Chłopcy z naszej wsi wybierali się do pracy w Piotrogrodzie, więc dołączyłem do nich.

Wczesną wiosną w podróż odprowadzała mnie matka. Żyjącego kątem, bez własnej gospodarki, niedostatek zmuszał do szukania kawałka chleba.

I tak z głuchej wsi trafiłem do stolicy. Na początku wrażenie na mnie zrobiły wielkość i piękno miasta, ale po kilku dniach zatęskniłem za domem.

Mieszkając u swoich sąsiadów ze wsi pracowałem w pracowni przeciwpożarowych pomp gaśniczych. W tym czasie Piotrogród, wymęczony przez wojnę, przeżywał kryzys żywnościowy. Trudno było przeżyć za skąpe wynagrodzenie, ale wstydziłem się wracać do domu. Sąsiedzi powiedzieliby: „Picier — baki wycier” („Piotrogród boki wytarł”). Ale nie było wyjścia. Po złożeniu podania do fabryki produkującej pieniądze (tam pracowała moja sąsiadka ze wsi) pojechałem do domu. Starałem się przyjść do domu w nocy, żeby sąsiedzi nie widzieli.

Noc była letnia, na polach dojrzewało zboże, gdy zbliżałem się do swojego domku. Serce zaczęło mocno bić. Nasz domek stał za wsią w ogrodzie, cały tonący w kartoflisku i kwiatach.

Po dwóch miesiącach otrzymałem od sąsiadki z Piotrogrodu list, w którym pisała, że dzięki jej rekomendacji otrzymałem pracę w fabryce produkującej papiery wartościowe.

W domu postanowiono, że mam jechać. Tak radził też brat mojej matki. W ten sposób po raz drugi wybrałem się w podróż, rozstając się na zawsze ze wsią.

Piotrogród w owym czasie żył wielkimi przemianami. Nie było już cara, na ulicach odbywały się demonstracje, a w fabrykach — mityngi robotników. Ja, chłopak ze wsi, słabo się w tym orientowałem; niepojętym dla mnie było znaczenie wielkich wydarzeń rewolucji proletariackiej.

Rozpocząłem pracę w fabryce. Wielkie wrażenie robiła na mnie ogromna ilość papierowych pieniędzy. Przed wojną w tej fabryce trudno było zdobyć pracę. Należało mieć poparcie szanowanych osób, ale w czasie wojny nie starczało tam rąk do pracy.

W Piotrogrodzie panowała wówczas epidemia cholery. Ludzie chorowali. Wielu umierało z głodu. Ja także ciężko chorowałem na dur brzuszny. Po roku pracy komitet pracowniczy wysłał mnie jako młodego robotnika na kursy fabryczne.

Zapoznawałem się tam z przedmiotami z programu szkoły średniej. Najprzyjemniejszą lekcją był rysunek, którego uczył malarz Andriejew1. Zwrócił na mnie uwagę. Kazał mi narysować skomplikowany ornament z gipsu. Zaprowadził nas do muzeum rosyjskiego, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem prawdziwe dzieła sztuki. Nie mogłem napatrzeć się na obrazy „Ostatni dzień Pompei” Briułłowa2 i „Fryne” Siemiradzkiego3. Był to dla mnie wieki dzień, który pozostał w pamięci na całe życie. Do upadłego chodziłem po galerii, aż do zamknięcia muzeum.

W 1919 r. armia sowiecka zajęła Wilno i mogłem skontaktować się z bratem. Napisał, żeby przyjechać do niego. Po dwóch latach pobytu w Piotrogrodzie przeprowadziłem się do Wilna. Jechałem jednym z ostatnich pociągów, bo za trzy dni Wilno zostało zajęte przez wojsko polskie.

Wilno

Podjąłem pracę na dworcu w dziale drogowym jako robotnik. Tam w biurze pracował mój brat. Przez pierwsze miesiące pracowałem na torach, wymieniałem szyny i podkłady. Następnie wyznaczono mnie na tabelowego. Nosiłem do biura tabele i przez resztę dnia pracowałem w biurze.

Mając wielką potrzebę nauki, chodziłem na kursy do Domu Robotników. Wprosiłem się do wolnej szkoły rysunku i malarstwa, którą kierował litewski malarz A. Warnas4. Poznałem tam artystów: Didżiokasa5 i Rafała Jachimowicza6 — rzeźbiarza, z którym przyjaźń i przyjacielskie stosunki trwają dotychczas.

Zawzięcie chodziłem na te lekcje rysunku, ale w krótkim czasie szkoła została zamknięta, a Warnas wyjechał na Litwę.

W 1919 r. w Wilnie otwarto uniwersytet, a w nim wydział sztuk pięknych. Intensywnie zacząłem przygotowywać rysunki. Jak umiałem, tak rysowałem to, co wpadło pod rękę, żeby tylko mieć prace do pokazania profesorowi. Nie mając za sobą szkoły średniej, długo nie miałem odwagi pójść ze swoimi pracami na uniwersytet, a w Wilnie wówczas nie było żadnej niższej szkoły plastycznej.

Zebrawszy wszystkie swoje rysunki i obrazki poszedłem do prof. Ruszczyca7, dziekana wydziału sztuk pięknych. Przyjął mnie bardzo życzliwie i popatrzył na mnie swoimi oczyma uważnie i powiedział: „Proszę rysować dalej i pokazywać mi”, i mało tego, kupił ode mnie rysunek przedstawiający fragment uniwersytetu. Wybiegłem od niego jak opętany — tak się cieszyłem, że podtrzymał mnie na duchu, zachęcił i jeszcze kupił rysunek. Czułem się wtedy bardzo, bardzo szczęśliwy.

Starałem się wówczas pracować nad rysunkiem, rysując architekturę z natury, meble domowe, wazony, ludzi, krajobrazy, wszystko — żeby tylko wyrobić rękę.

Następnym razem przyszedłem do profesora Ruszczyca już z większym bagażem. Ile radości było we mnie, gdy profesor kazał złożyć dokumenty o przyjęcie mnie na wydział sztuk pięknych jako wolny słuchacz. Proszę sobie wyobrazić — moje młodzieńcze marzenia zostały spełnione! Nie do opisania była moja radość, że dana mi została możliwość uczenia się ulubionej dyscypliny. I dzisiaj z perspektywy czasu myślę, że gdyby nie Ruszczyc, nie wstąpiłbym na uniwersytet i nie otrzymałbym wykształcenia w zakresie sztuk pięknych, nie pokonałbym tych przeszkód, które wówczas były dla mnie nie do pokonania, aby normalnie się uczyć. Kiedy po jakimś czasie dziękowałem profesorowi Ruszczycowi za to, że mnie przyjął na studia, profesor powiedział: „Dobrze, że to się stało u nas w Wilnie”.

Studia

Na wydziale sztuk pięknych początkowo uczyłem się u profesora Bohusz-Siestrzencewicza8 — malarza batalisty. Kazał nam często rysować konie z natury. Następnie przez trzy lata uczyłem się u profesora Kubickiego9. Był on portrecistą z rosyjskiej szkoły realizmu, wzbudził we mnie zainteresowanie do portretu. Oprócz wybranej specjalności chodziliśmy także na rzeźbę, sztukę użytkową, uczyliśmy się grafiki, fotografii, historii sztuki i architektury.

Oprócz nas, młodych, niewiele jeszcze umiejących, byli tam także i studenci weterani z akademii w Petersburgu i Moskwie. Oni wodzili rej, nadawali ton wśród młodzieży. Była w ich wpływach i ujemna strona. Byli to ludzie z tzw. bohemy i cyganerii artystycznej, odbijali nas od zajęć teoretycznych i innych dyscyplin mówiąc: „Artyście to jest niepotrzebne, grunt to namalować obraz”.

Szkoda, że profesor Ruszczyc, organizator i dziekan wydziału sztuk pięknych, nie stworzył w Wilnie własnej szkoły. Ten człowiek wielkiego szacunku i kultury przestał malować, będąc jeszcze w sile wieku. W nowo organizowanym życiu Wilna Ruszczyc był kulturalno-artystycznym dyktatorem. Nie było żadnego poważniejszego posiedzenia bez jego udziału. Był dekoratorem sceny teatralnej i balu, grafikiem i przewodnikiem po Wilnie dla gości z kraju i zagranicy; przewodniczącym Towarzystwa Miłośników Wilna i wielu innych organizacji. Te wszystkie zajęcia odrywały go jako artystę od indywidualnej twórczej pracy i jako profesora od studentów.

Oprócz stałych profesorów, dzięki staraniom dziekana, przyjeżdżali profesorowie z Warszawy i innych miast polskich, przynajmniej na kilka lat, aby podnieść poziom szkoły. Przyjeżdżali profesorowie od historii sztuki, grafiki (prof. Kotarbiński10), malarstwa (prof. Pronaszko11), architektury (Jastrzębowska12).

Na wzór edukacji artystycznej szkoły włoskiej minionych stuleci, student na pierwszym i drugim roku zapoznawał się ze wszystkimi dziedzinami sztuki, a na starszych latach więcej czasu poświęcał wybranej specjalności. Wśród studentów istniała potrzeba wyjazdu do innej szkoły plastycznej. W trakcie studiów wyjeżdżali do Warszawy i Krakowa. W ten sposób pojechałem z kolegami Jachimowiczem i Szyszko-Bohuszem13 do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

1924-1925 r. — Kraków

Przyjęto mnie jako wolnego słuchacza na drugi rok w Akademii Sztuk Pięknych. Poprosiłem o pracownię profesora Pankiewicza14, którego uwagi wpłynęły na mnie pozytywnie. Z Wilna wyniosłem manierę szkiców — nie mogłem skończyć żadnego rysunku. Gdy znalazłem się w nowym środowisku, szybko zauważyłem swoje braki. Wielki wpływ na rozwój moich horyzontów miały muzea, galerie i staroświecka artystyczna kultura Krakowa.

Nie mając możliwości finansowych w następnym roku do Krakowa nie pojechałem, zostałem w Wilnie. Wróciłem na wydział sztuk pięknych, na którym w ciągu roku nastąpiły liczne zmiany. Na malarstwie zaczął pracować profesor Ślendziński15, na architekturze — inżynier Narębski16, na historii sztuki — profesor Morelowski17. Dwa lata (1926-1928) uczyłem się w pracowni prof. Ślendzińskiego. Kierunek, jaki nadawał profesor mi nie odpowiadał. Mając entuzjastyczną naturę z zachwytem łapałem otaczające mnie zjawiska, z ekspresją malowałem portrety albo pejzaże. Muszę jednak przyznać, że profesor Ślendziński stał na straży dobrego rysunku i formy.

Nie mając pomocy z domu ani ze strony państwa przebijałem się sam, zarabiając przypadkowo. Naukę uniwersytecką ukończyłem w 1928 r. i „przesiadłem się” na własnego „konia”. Mając podstawy w dziedzinie sztuki, które zdobyłem w czasie studiów, marzyłem tylko o jednym — o samodzielnym pogłębianiu wiedzy, stale pracując w dziedzinie rysunku i malarstwa.

Trudne były moje pierwsze samodzielne lata. Nie miałem gdzie mieszkać, dlatego że nie posiadałem dokumentów umożliwiających mi meldunek w mieście. Będąc na uniwersytecie studiowałem z taką pasją, że zaniedbałem powinności wojskowe — nie pojawiałem się na rejestracji poborowych. Bojąc się konsekwencji z tego powodu nie meldowałem się.

W pustym sklepie przy ul. Jasińskiego, w domu malarza Szwanebacha18, miałem pracownię. Pomógł mi ją otrzymać malarz Kajruksztis19. Nie płaciłem za nią nawet grosza. Dom znajdował się przy słabo zaludnionej ulicy, więc kupcy nie mieli dostatecznej ilości klientów, żeby prowadzić handel. Trzy sklepy pod rząd stały przez lata puste. W jednym z nich znajdowała się moja pierwsza pracownia, o wysokości 5 metrów, obwieszona z góry do dołu pracami studyjnymi. Tam też mieszkałem przez 5 lat. Zimą było tak zimno, że zamarzała woda, bo piec nie ogrzewał. Trudno było wracać zimą do domu z przemokniętymi nogami. Długo krążyłem koło sklepu, dopóki stróż nie skończył uprzątać śniegu. Stary stróż Aleksander, liczący około 90 lat, całkowicie bezzębny, od dawna podejrzewał, że tam nocuję i pilnował mnie. Kiedy wstąpił do mnie, przywitałem go życzliwie, od serca. Nie dopuszczałem go do rozmowy na temat mojego tam noclegu. Tak nadskakiwałem nad nim, rysując jego portret, że wyszedł potem ode mnie nic nie mówiąc.

Pewnego razu, późną jesienią, za ścianą, w suszarni robiono remont. Blaszaną rurę, która łączyła mój piec z kominem wyrzucono, a powstałą dziurę — zamurowano. Przyszedłem do domu, zimno, nie mam gdzie nawet herbaty zaparzyć. Popatrzyłem na drzwiczki w ścianie i pomyślałem, że tam puszczę dym. Miałem żelazną płytę i blaszane rury. Przystawiłem do drzwiczek rury i rozpaliłem. Aż huczało. Gotowałem herbatę, rury się nagrzewały, ciepło się rozchodziło. Nie mogłem się nacieszyć. Ale niedługo się radowałem, gdyż niebawem usłyszałem stukanie do drzwi. Okazało się, że to stróż Aleksander, który powiedział mi, że gdzieś w domu jest pożar — we wszystkich mieszkaniach jest pełno dymu i nie można znaleźć źródła ognia. „Może tutaj coś się dzieje?” — zapytał. Odpowiedziałem, że u mnie wszystko w porządku i pokazałem rozpaloną płytę. Gdy stróż spojrzał w górę, krzyknął: „Przecież ta rura jest podłączona do przewodu wentylacyjnego, który łączy wszystkie mieszkania”. Wezwał mnie gospodarz domu i mówi: „Ja panu przykrości nie robię i niech pan mi też nie robi — proszę spojrzeć: w mojej sypialni pełno dymu”. Stojąc pokornie zacząłem mówić: „Proszę mi darować, u mnie jest tak zimno, że szukałem ujścia dla dymu i nie wiedziałem, że to przewód wentylacyjny, myślałem, że to zwyczajne wejście do komina”. Gospodarz tak się tym przejął, że kazał zdunowi zrobić półtorametrową dziurę w ścianie, żeby połączyć mój piec z kominem. Szerokie witryny sklepowe wychładzały zimą wnętrze mojej pracowni. Pewnej nocy poczułem, że kapie woda z sufitu. Pomyślałem, że może przestanie, gdy nagle zaczęła się lać mocniej — a w domu był mróz. Ze strachem wstałem, ubrałem się, ale wkrótce woda przestała lecieć, uspokoiłem się i położyłem się spać. O świcie na podłodze zobaczyłem lód, jak na ślizgawce. Pewnego razu podczas wielkiego mrozu zmarznięty patrzyłem na ulicę przez wychuchane oczko w zamarzniętej szybie drzwi. Naprzeciwko był zakręt. Było ślisko. Ktoś jechał saniami, które zarzuciło na zakręcie. Pewien człowiek akurat wiózł węgiel i tak go zarzuciło na chodnik, że z wozu spadł duży kawał węgla, prosto pod moje drzwi. Woźnica — na moje szczęście — nie spostrzegł tego. Szybko wyskoczyłem i zabrałem do domu ten kawał węgla. Akurat wtedy nie miałem czym palić w piecu.

Pewnego razu byłem na imieninach i zabawiłem tam do godziny drugiej w nocy. Wracałem do domu bardzo późno. Zauważyłem, że w moim mieszkaniu jest złodziej. Stanąłem w drzwiach i on nie mógł uciec. Wówczas z całej siły uderzył pięścią w witrynę. Posypało się szkło, a złodziej wyskoczył przez rozbite okno na chodnik i przewrócił się na ulicy. Złapałem go i trzymałem przez chwilę, ale się bałem. Złodziej wyrwał się z moich rąk i pobiegł, a ja za nim. Gdy wróciłem do domu, stwierdziłem, że wszystko jest powywracane, że została skradziona kołdra, pościel i bielizna (złodziej wcześniej musiał to gdzieś wynieść). Wszystko to odbyło się po cichu, nikt tego nie widział. A ja do rana zabijałem deskami wybite okno. Długo dokuczali mi koledzy, że trzeba mnie wsadzić do więzienia za to, że miałem w ręku złodzieja i go puściłem. Dobrze im się śmiać.

Moi koledzy artyści często mnie odwiedzali. Pewnego dnia przewinęło się 16 osób.

Czytelnik może się dziwić, dlaczego tak szczegółowo opisuję epizody ze swojego życia. Przecież każdy ma problemy i przeszkody w życiu. W moim przypadku powiem tak: to były dla mnie szczególnie ciężkie i przełomowe lata. Z jednej strony miałem wielką potrzebę nauki, zdobycia wykształcenia plastycznego, z drugiej strony — bieda i trudności materialne. Młodzieńcze porywy i żądza wiedzy brały górę. Moi koledzy, którzy zostawili uniwersytet po drugim albo trzecim roku, żeby znaleźć jakąś pracę (jeden został fotografem, drugi — kierowcą, trzeci — pisarzem w biurze), wszyscy żałują, że rzucili studia. Ja także mógłbym być pisarzem w biurze, jak mój brat, ale musiałbym się pożegnać z moim marzeniem, żeby zostać malarzem.

Nie wiem, jak długo męczyłbym się w tej pustelni, gdyby nie pewien szczęśliwy zbieg okoliczności. Na zamówienie, po znajomości, miałem namalować portret komendanta pułku. Pułkownik miał wszystkie ordery, jakie mógł posiadać polski oficer.

Do portretowania przystąpiłem z dużą starannością. Sam portret, podobizna głowy, wyszły tak sobie, ale za to ordery, krzyże, medale tak wykończyłem, że wyglądały jak prawdziwe. W tym celu oficer zostawiał swój mundur w pracowni, a sam szedł do pułku. Jako tako portret skończyłem. Zauważyłem, że pułkownik okazywał mi życzliwość i cierpliwość. Pomyślałem, że powiem mu o wszystkim, przyznam się, że zaniedbałem wojsko, nie pojawiałem się na rejestracji, ukrywałem się. Pułkownik uważnie wysłuchał i powiedział: „Będziesz służyć u mnie w pułku”.

Nazajutrz zjawiłem się w PKU o godzinie 8 rano. Czekałem przy wejściu. Patrzę: jedzie pułkownik. Wezwano mnie, kazano opowiedzieć o przyczynie nie zjawiania się do rejestracji. I zacząłem opowiadać, że tak zawzięcie się uczyłem, że zapomniałem o bożym świecie. Naczelnik pogroził mi i wypuścił do domu.

Za dwa tygodnie wezwano mnie na komisję wojskową. Za miesiąc otrzymałem z Warszawy decyzję o przeniesieniu mnie do rezerwy bez odbywania służby wojskowej. Tak zakończyło się moje nienormalne życie w zimnym, nieprzytulnym sklepie.

Niedługo potem zostałem przyjęty do Wileńskiego Towarzystwa Niezależnych Malarzy i od 1932 r. do 1939 r. uczestniczyłem we wszystkich wystawach Towarzystwa.

Wieś

Matka i siostra mieszkały na wsi. Siostra szyła. Żyli biednie. Każdego lata odwiedzałem je. Dobrze się stało, że nie zerwałem kontaktów z ojczystym zakątkiem. Ojczyste krajobrazy i ludzie byli mi szczególnie bliscy. Nasza wieś, położona nad jeziorem Bohiń, tak „nakarmiła moje dziecięce oczy”, że i teraz jeziora mnie pociągają. Wieś i pole otoczone były ogromnym lasem i łąkami nie do przebycia. Od dzieciństwa lubiłem słuchać opowieści o wilkach i wiejskich osiłkach, którzy żyli spokojnie, aby nie trafić komukolwiek na służbę.

Bardzo lubiłem malować naszych sąsiadów, mężczyzn i dziewcząt. Sąsiedzi patrzyli na mnie z politowaniem, mówiąc: „Ot, nie ma swojej ziemi, to i zabawia się rysowaniem”. Nie wierzyli, że malując można zarobić na kawałek chleba. Kuzyni odradzali mi malowanie, a ciotka ciągle mi powtarzała: „Lepiej, gdybyś się uczył szyć buty niż malować, i mi byś wtedy uszył”. Tylko moja matka mówiła: „Trzymaj się synu już jednego”. Chodziłem na wieczorynki do młodzieży, do moich rówieśników, uczyłem tańczyć „lawonichę”, „juraczkę”20, tworzyłem śmieszne pieśni na melodie dziadków, przebierałem się za dziada i na wieczorynkach śpiewałem z akordeonem o naszych mieszkańcach. Było wielkie zainteresowanie.

Białoruskiej świadomości narodowej nie wyniosłem z domu, mimo tego, że nie było żadnych innych wpływów na naszą ludność. Wszyscy rozmawiali w języku białoruskim. Dzielili się tylko na prawosławnych i katolików. Białoruska świadomość narodowa dotarła do mnie później. Będąc na uniwersytecie spotykałem się ze studentami Białorusinami, którym zawdzięczam swoją białoruską świadomość narodową. Białoruski Związek Studencki21 na uniwersytecie prowadził wśród młodzieży takiej jak ja pracę uświadamiającą. Później poznałem starszą białoruską społeczność. Wykłady, przedstawienia, literatura wpłynęły na moją świadomość narodową.

W czasie młodzieńczego zapału do wiedzy i sztuki, gdybym miał pomoc i normalnie ukończył szkoły, nie straciłbym może tak dużo energii na szukanie środków materialnych niezbędnych do przeżycia. Nie posiadając mistrzostwa w pracy, ileż dobrych młodych dni straciłem na szukanie pracy. Wolność, jak ja cię cenię! Tyle przez ciebie znosiłem trudów o chłodzie i głodzie, szedłem na przekór szukając własnej drogi.

Nie mogę powiedzieć, na mojej drodze byli ludzie spośród białoruskiej i polskiej społeczności, którzy w miarę swoich możliwości mi pomagali: św. pamięci ks. dr S. Hlakouski22, dyr. Muzeum Białoruskiego A. Łuckiewicz23, inż. A. Trepka24, ks. A. Stankiewicz25, malarz Wierusz-Kowalski26.

Wykształcenie plastyczne otrzymałem raczej w dziedzinie portretu. Lubiłem ten gatunek, interesował mnie człowiek, jego charakter i typ. Interesował mnie również pejzaż. Poważnie zacząłem pracować nad kompozycją już po wojnie. W 1938 r. z wycieczką pojechałem na dwa tygodnie do Włoch, zwiedziłem Rzym, Florencję, Wenecję i Wiedeń.

Przedwojenne próby moich kompozycji dotyczyły takich tematów, jak wiosna, miłość, święta i praca na wsi, historii („Książę Usiasłau Połacki”, „Wyjazd na wojnę”).

Druga wojna światowa dokonała wielkiego przełomu w społeczeństwie wileńskim. Konsternacja i niedostatek żywności. Wraz z przyjściem Niemców zamarło życie kulturalne miasta. Nie mając czego jeść, wyjechałem do rodzinnej wsi i tam malowałem chłopów (za żyto i słoninę). Malowałem też dla siebie, dobierając odpowiednie typy oraz pejzaże.

Na wsi przeżyłem wielką tragedię narodową. W naszych ogromnych lasach organizowała się partyzantka z żołnierzy radzieckich, którzy uciekli z niemieckiej niewoli. Wiele młodzieży z naszych wsi do nich dołączyło. W 1942 r. Niemcy rzucili wielotysięczne wojsko i policję, okrążyli lasy i bezlitośnie zabijali niewinnych ludzi, paląc żywcem w stodołach i domach całe wsie — 75 osób z naszej wsi w różnym wieku, w tym dzieci. Kładłem do grobu swoich rodaków. Chowano ich bez trumien we wspólnej mogile. Po przeżyciach tego strasznego okresu wyjechałem do Wilna. W następnym roku Niemcy przyszli po raz drugi i powywozili ludzi na roboty do Niemiec, a wsie — popalili.

Muzeum Białoruskie w Wilnie

Po zakończeniu wojny rozpoczęło się normalne życie w Wilnie. Zacząłem wówczas pracować w muzeum białoruskim. Lubiłem bezgranicznie to narodowe sanktuarium starożytności i historii. Białorusini, jak mrówki, przynosili do niego cenne eksponaty. Muzeum mieściło się w wąskich ścianach klasztoru bazylianów. Gdy się tam wchodziło, to człowieka ogarniała siwa przeszłość, a jednocześnie coś bliskiego i drogiego. Pracę wielkiego entuzjasty kultury białoruskiej, twórcy tego muzeum, archeologa Iwana Łuckiewicza27 kontynuowali Białorusini, przynosząc cenne rzeczy jako dar. W czasie wojny muzeum szczęśliwie ocalało przed wywózką i pożarami. Bardzo się cieszyłem, że miałem zaszczyt — choć niedługo — pracować w Wileńskim Muzeum Białoruskim. Wkrótce jednak muzeum zostało podzielone. Część eksponatów przewieziono do Mińska, część znalazła się w innych muzeach wileńskich. Większość zbiorów pozostała w Wilnie, w tym archiwum i biblioteka.

W Państwowym Instytucie Sztuk Pięknych w Wilnie

Nie miałem talentu pedagogicznego, ale starałem się dobrze uczyć studentów. Do dziś pozostały zażyłe stosunki z niektórymi moimi byłymi studentami, obecnie utalentowanymi młodymi malarzami. Przyjemnie pracowało się w charakterze nauczyciela w tych pamiętnych murach, w których sam stawiałem pierwsze kroki w malarstwie.

Patrzyłem na młodzież i podziwiałem, jakie miała dobre warunki, żeby się uczyć. Władza radziecka dała wszystko: stypendia, letnie plenery, wycieczki do muzeów i galerii różnych stolic. Profesorami i wykładowcami byli prawie sami Litwini z kowieńskiej szkoły plastycznej, ale wielu z nich skończyło studia za granicą — w Paryżu i innych miastach. Po wojnie we wszystkich radzieckich instytutach sztuk pięknych nastąpił wielki powrót do tradycji realistycznych „pieredwiżników” z II połowy XIX w., ale tematy prac miały być socjalistyczne, tzn. należało szukać tematyki odpowiadającej dzisiejszej rzeczywistości człowieka radzieckiego, przedstawiać tematy o treści ideologicznej, budowniczego i nowego człowieka. Trudno było niektórym profesorom przestawić się na nową szkołę realizmu, tym bardziej, że po studiach na Zachodzie byli pod wpływami impresjonizmu. Nie wszystkie prace dyplomowe studentów były udane, wiele było „protokólarnych” i suchych w wykonaniu. Po pięcioletniej pracy na stanowisku wykładowcy w katedrze rysunku i malarstwa odszedłem z instytutu.

W Związku Radzieckich Plastyków Litwy

Z powodu politycznych zmian granic prawie wszyscy malarze Polacy wyjechali z Wilna do Polski. Przyjechali malarze Litwini. Nowo zorganizowany Związek Radzieckich Plastyków przystąpił do pracy, co roku organizując republikańskie wystawy w Wilnie i Kownie oraz w Moskwie.

Wojna, cały ciężar i męczeństwo poniesione przez narody z jej powodu, dały artystom plastykom wiele aktualnych tematów w twórczości. Namalowałem wówczas dwa obrazy na tematy partyzanckie, a następnie o gospodarce rolnej: „Osuszanie łąk”, „Obiad traktorzysty”, „ Sadzenie drzew”, „Oczyszczanie pól”. Malowałem ilustracje do utworów Janki Kupały i tak powstały obrazy: „A kto tam idzie?” (w dwóch wersjach), „Zwanar” (w trzech wersjach), „A ty siracina żywi...”, „Huślar”, ilustracje do poematu „Ona i ja”.

Najdłużej pracowałem nad powstaniem styczniowym 1863 r. i Konstantym Kalinowskim. Temat ten zainteresował mnie jeszcze w 1933 r., kiedy świętowano 70. rocznicę powstania. Poeci białoruscy tworzyli poematy i wiersze, wygłaszano odczyty o powstaniu oraz o bohaterskich i ofiarnych powstańcach. Przedstawiano płomienną postać bohatera Konstantego Kalinowskiego.

Postanowiłem także namalować coś na ten temat . Nie mając należytego przygotowania w zakresie kompozycji, obraz nie udał się.

Długie poszukiwania i praca nad modelami, podróże do Moskwy i Leningradu w celu zwiedzenia muzeów i galerii wzbogaciły pojęcie o kompozycji. W 1952 r. wróciłem do wspomnianego tematu. Trzy lata malowałem obraz „Konstanty Kalinowski wśród powstańców 1863 r.” Koledzy plastycy mówili, że nic nie wyjdzie, nie namaluję Kalinowskiego. Gdy skończyłem obraz i przyniosłem go na wystawę, gratulowali mi sukcesu.

Wtedy myślałem, że skończyłem z historią 1863 r. Ale za dwa lata spojrzałem na ten temat po nowemu i namalowałem drugi obraz „K. Kalinowski i W. Wróblewski podczas przeglądu powstańców 1863 r.”

Zainteresowała mnie też i inna nasza postać historyczna — Franciszek Skoryna — pierwszy nasz drukarz i uczony z XVI w. Namalowałem F. Skorynę w drukarni przy warsztacie i drugi wariant Skoryny zamyślonego.

W latach 1935-1962 miałem 7 wystaw indywidualnych. Władza radziecka dała mi szerokie możliwości rozwoju moich zdolności. Czuję się na siłach, jestem w pełni twórczego natchnienia i będę pracować na korzyść naszego radzieckiego kraju.

P. Sierhijewicz, maj 1960 r.
Z rękopisu w języku białoruskim
przetłumaczyła i opracowała Helena Głogowska (Gdańsk)


1 Andriejew Nikołaj Andriejewicz (1873-1932) — rosyjski rzeźbiarz i rysownik, „Leniniana” (cykl rzeźb i rysunkowych portretów Lenina).
2 Briułłow Karł Pawłowicz (1799-1853) — malarz rosyjski, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu; obrazy o tematyce włoskiej, orientalnej, portrety: słynna kompozycja historyczna „Ostatni dzień Pompei”.
3 Siemiradzki Henryk (1843-1902) — malarz; akademickie obrazy o tematyce mitologicznej, antycznej i z życia pierwszych chrześcijan („Pochodnie Nerona”), religijne, historyczne i pejzaże; kurtyna dla Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie i we Lwowie.
4 Warnas (Varnas) Adam (1879-1979) — malarz i grafik litewski; studiował sztuki piękne w Petersburgu (1899-1903), w Krakowie (1903-1906), w Genewie (1906-1908), w latach 1909-1913 w różnych państwach Europy, w czasie I wojny światowej w Wilnie, od 1920 r. — w Kownie wykładał w prywatnym studium plastycznym, od 1923 — w kowieńskiej szkole sztuk pięknych; w 1944 r. wyjechał do Niemiec, od 1949 r. w USA; portrety („Malarz”, „Żebrak”), pejzaże („Zima w Tatrach”, „Kościół św. Jakuba”), karykatury i ilustracje książkowe, fotografie krzyży i kapliczek litewskich (album „Krzyże Litwy”, Kowno 1926).
5 Didżiokas Vladas (1889-1942) — litewski malarz, uczył się w Wilnie w szkole rysunku; studia w szkole rysunku technicznego w Schtiglitz (1910-1916), w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu (1916-1918); uczył rysunku w Wilnie (1918-1919), od 1919 r. w Kownie; wykładowca w kowieńskiej szkole plastycznej (1922-1940), pejzaże („Kowno zimą”), portrety, grafiki, scenografie dla teatru.
6 Jachimowicz (Jachimovičius) Rafał (1893-1961) — litewski rzeźbiarz (rzeźba portretowa i nagrobkowa, pomniki); pedagog i grafik; w latach 1913-1915 uczęszczał do Szkoły Sztuki i Rysunku Trutniewa w Wilnie; w latach 1919-1926 studiował na Wydziale Sztuk Pięknych USB; członek Wileńskiego Towarzystwa Artystów Plastyków; członek założyciel Wileńskiego Towarzystwa Niezależnych Artystów Malarzy, z którymi wystawiał w Wilnie w latach 1931-1932; w 1926 r. otrzymał II nagrodę w konkursie na pomnik A. Mickiewicza w Wilnie; od 1944 r. wykładowca w Instytucie Sztuk Pięknych w Wilnie, od 1947 r. jako docent; przyjaciel P. Sierhijewicza.
7 Ruszczyc Ferdynand (1870-1936) — malarz, grafik i scenograf; członek stowarzyszenia „Sztuka”; prof. SSP w Warszawie, ASP w Warszawie, dziekan Wydziału Sztuk Pięknych USB; krajobrazy często o charakterze symbolicznym („Ziemia”); projekty inscenizacji teatralnych; ilustracje do książek i czasopism; czynny udział w wileńskim życiu artystyczno-kulturalnym.
8 Bohusz-Siestrzencewicz Stanisław (1869-1927) — malarz, rysownik, ilustrator książek i czasopism, m.in. cykle rysunkowe piórkiem, np. sceny jarmarczne; studia w ASP w Petersburgu, Monachium i Paryżu; w latach 1890-1900 tygodniki warszawskie „Biesiada Literacka”, „Tygodnik Ilustrowany” zamieszczały liczne reprodukcje jego prac; przed I wojną światową brał żywy udział w życiu artystycznym Wilna, prof. nadzw. na Wydziale Sztuk Pięknych USB w r. akad. 1919/1920.
9 Kubicki Benedykt (1874-1951) — malarz; studia w ASP w Petersburgu w latach 1892-1897, dalsze studia w Monachium; prof. i kierownik pracowni malarstwa portretowego Wydziału Sztuk Pięknych USB (1919-1939).
10 Kotarbiński Mieczysław (1890-1943) — brat Tadeusza (filozofa), malarz, grafik, metaloplastyk, dekorator wnętrz, pedagog; studia w ASP w Krakowie (1908-1912) u Wyczółkowskiego, Ruszczyca i Mehoffera, następnie w Paryżu i we Włoszech; w latach 1921-1923 prowadził jako zastępca profesora pracownię zdobnictwa i grafiki na Wydziale Sztuk Pięknych USB; w latach 1923-1939 prof. malarstwa i rysunku w ASP w Warszawie, rozstrzelany przez Niemców na Pawiaku.
11 Pronaszko Zbigniew (1885-1958) — malarz, rzeźbiarz i scenograf (portrety, martwe natury, kompozycje figuralne, projekt pomnika A. Mickiewicza w Wilnie); studia w ASP w Krakowie i w Monachium; w latach 1923-1924 zastępca prof. na Wydziale Sztuk Pięknych USB; w latach 1924-1929 w Warszawie opracował m.in. wiele scenografii w Teatrze im. Bogusławskiego i w Operze Warszawskiej; od 1945 r. prof. a w latach 1949-1951 rektor ASP w Krakowie.
12 Jastrzębowska.
13 Szyszko-Bohusz Marian Wacław (ur. 1901) malarz, pedagog, krytyk artystyczny; studia na Wydziale Sztuk Pięknych USB (1921-1923) i w ASP w Krakowie (1923-1927), następnie nauczyciel gimnazjum w Gdańsku; w r. akad. 1939/40 miał objąć katedrę malarstwa na USB; po II wojnie światowej organizator, profesor i kierownik Studium Malarstwa Sztalugowego Społeczności Akademickiej USB w Londynie.
14 Pankiewicz Józef (1866-1940) — malarz, grafik; w latach 1884-1885 uczył się w Warszawskiej Klasie Rysunkowej u Wojciecha Gersona, 1885-1886 — w Petersburgu; prof. ASP w Krakowie (1906-1913), od 1925 r. w jej filii w Paryżu; impresjonistyczne i postimpresjonistyczne portrety, pejzaże, kompozycje figuralne („Wizyta”, „Targ na kwiaty”), akwaforty i suchoryty.
15 Ślendziński Ludomir (1889-1980) — malarz, rzeźbiarz; studia w ASP w Petersburgu (1909-1916); prezes Wileńskiego Towarzystwa Artystów Plastyków (od 1920 r.); prof. malarstwa dekoracyjnego na Wydziale Sztuk Pięknych USB (1925-1939), dziekan tego wydziału w latach 1932-1939; prof. Politechniki Krakowskiej (1945-1960), rektor tejże (1948-1956); kompozycje figuralne, portrety, akty, polichromowane reliefy, malarstwo ścienne.
16 Narębski Stefan (1892-1966) — inżynier architekt, konserwator, historyk sztuki, pedagog; studiował architekturę w Instytucie Inżynierów Cywilnych w Petersburgu (1911-1916) i na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej (dyplom 1922); w latach 1928-1937 architekt miejski w Wilnie, prowadził na Wydziale Sztuk Pięknych USB wykłady zlecone z konserwacji zabytków, od 1937 r. — prof. na tym wydziale; w latach 1945-1962 prof. i wieloletni dziekan Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu.
17 Morelowski Marian (1884-1963) — dr, historyk sztuki, romanista, pedagog; studia w Krakowie, Wiedniu (1905-1906) i w Paryżu (1906-1907); doktorat na Uniwersytecie w Wiedniu; w czasie I wojny światowej współzałożyciel i wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Polskimi w Rosji; w latach 1921-1926 przebywał w ZSRR jako ekspert komisji rewindykacyjnych; kustosz Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu; prof. historii sztuki na Wydziale Sztuk Pięknych USB do 1939 r.; w latach 1953-1960 prof. i kierownik Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego.
18 Szwanebach.
19 Kajruksztis (Kajrukštis) Witold (1890-1961) — litewski malarz, grafik, historyk sztuki, pedagog, organizator życia artystycznego; studia 1910-1911 w Szkole Sztuki Dekoracyjnej i Rysunku Trutniewa w Wilnie; od 1917 r. w moskiewskiej Szkole Malarstwa, Rzeźby i Architektury; po I wojnie światowej zamieszkał w Wilnie, uczył w litewskim szkolnictwie średnim w Wilnie; od 1937 r. w Kownie, gdzie w latach 1944-1952 wykładał w Instytucie Sztuki Stosowanej i Dekoracyjnej; w 1952 r. powrócił do Wilna.
20 Białoruskie tańce ludowe.
21 Białoruski Związek Studencki (Áåëàðóñê³ Ñòóäýíöê³ Ñàþç) — organizacja studencka zrzeszająca Białorusinów studiujących na USB, powstał w 1920 r. jako koło studentów Białorusinów, pod nazwą BSS istniał od 1921 r. do 1939 r.
22 Hlakouski Stanisłau (Glakowski Stanisław) — (1896-1943) — białoruski ksiądz katolicki, dr teologii, działacz społeczny i religijny, ukończył Wileńskie Seminarium Duchowne i Uniwersytet Gregoriański w Rzymie, wikary w Wołkowysku, proboszcz w Tryczówce na Białostocczyźnie, od 1929 r. prefekt szkół w Wilnie, wykładał tam w gimnazjum białoruskim i seminarium nauczycielskim, organizator i wydawca czasopisma dziecięcego „Praleski”; rozstrzelany przez Niemców.
23 Łuckiewicz Anton (1884-1946) — białoruski działacz społeczno-polityczny, historyk, publicysta, krytyk literacki, dyrektor Muzeum Białoruskiego im. I. Łuckiewicza w Wilnie; studiował na wydziale fizyczno-matematycznym uniwersytetu w Petersburgu i na wydziale prawa uniwersytetu w Dorpacie; w 1903 r. jeden z założycieli Białoruskiej Rewolucyjnej Hromady, białoruskich gazet „Nasza Niwa” i „Homan”; w 1918 r. wybrany na przewodniczącego Wileńskiej Białoruskiej Rady, wszedł w skład Rady BRL, przewodniczący Rady Ministrów BRL, od 1921 r. przewodniczący BKN w Wilnie, w 1922 r. — przewodniczący Białoruskiego Centralnego Komitetu Wyborczego, działacz Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromady; aresztowany 30.09.1939 r. w Wilnie, skazany na 6 lat więzienia; wg wersji oficjalnej zmarł w Kazachstanie w obwodzie Semipałatyńskim.
24 Trepka-Nekanda Anton (1877-1942) — białoruski działacz społeczno-polityczny, pedagog; ukończył Instytut Technologiczny w Petersburgu (1903) i Wydział Elektryczny na Uniwersytecie w Liege (1904); od 1905 r. pracował jako inżynier elektryk w Warszawie, Moskwie, Petersburgu; od 1918 r. w Mińsku jako pedagog w szkołach polskich i białoruskich; internowany w 1919 r. do Smoleńska; od 1920 r. w Wilnie jako nauczyciel fizyki i matematyki w gimnazjum białoruskim, jego dyrektor (1922-23, 1928-1930); dziekan Wydziału Elektrycznego w Średniej Szkole Technicznej w Wilnie; autor podręczników białoruskich dla gimnazjum do fizyki i geometrii; działacz Białoruskiego Towarzystwa Naukowego, Towarzystwa Szkoły Białoruskiej, Stowarzyszenia Elektryków Polskich; aresztowany w październiku 1939 r., skazany na 10 lat; zmarł w Kazachstanie.
25 Stankiewicz Adam (1892-1949) — białoruski ksiądz katolicki i działacz społeczno-religijny białoruskiej chadecji; ukończył Wileńskie Seminarium Duchowne i Akademię Duchowną w Petersburgu (1918); jeden z organizatorów zjazdu księży Białorusinów w 1917 r w Mińsku; od 1918 r. w Wilnie; redaktor „Krynicy” (do 1926 r.) i „Chryścijanskaj Dumki” (od 1928 r.), w latach 1922-1928 poseł na Sejm, proboszcz parafii św. Mikołaja w Wilnie, autor wielu prac historycznych i religijnych, m.in. Biełaruskaja mowa u szkołach Biełarusi XVI i XVII st. (1928), Rodnaja mowa u światyniach (1929); aresztowany w kwietniu 1949 r. i skazany na 25 lat; zmarł w Tajszetłagu.
26 Wierusz-Kowalski Czesław (1882-1984) — malarz (portrety, pejzaże), konserwator, pedagog, działacz społeczno-kulturalny; studia malarskie w Monachium i w Paryżu (1902-1909); kierownik referatu kultury i ochrony zabytków w Delegaturze Rządu w Wilnie do 1922 r.; członek Wileńskiego Towarzystwa Artystów Plastyków, wykładowca w Szkole Rysunkowej WTAP (do 1925 r.), potem na kursach dokształcających dla rzemieślników; w 1931 r. współzałożyciel Wileńskiego Towarzystwa Niezależnych Artystów Malarzy, w latach 1937-1939 współzałożyciel i prezes Towarzystwa Szerzenia Kultury Plastycznej w Wilnie; po II wojnie światowej w Trójmieście organizator życia plastycznego, członek ZPAP.
27 Łuckiewicz Iwan (1881-1919) — białoruski działacz społeczno-polityczny, archeolog, brat A. Łuckiewicza; studiował w Moskiewskim Instytucie Archeologicznym i na uniwersytecie w Petersburgu; jeden z twórców białoruskiego odrodzenia narodowego.


© Áåëàðóñêàå óñòàðû÷íàå Òàâàðûñòâà 
ïðû âûêàðûñòàíüí³ ìàòýðûÿëࢠñïàñûëêà íà
Áåëàðóñê³ Ã³ñòàðû÷íû Çáîðí³ê àáàâÿçêîâàÿ

[ ïðàêàìýíòóé ]

 êàíòàêò: bzh@wp.pl

 

ÓÂÅÐÕ


   Dzied Talasz

Áåëàðóñêàÿ ²íòýðíýò- Á³áë³ÿòýêà ÊÀÌÓͲÊÀÒ
kamunikat@poczta.onet.pl
²íôàðìàöûéíàÿ ïàäòðûìêà - Áåëàðóñêàÿ Ðýäàêöûÿ Ðàäû¸ Ïàë¸í³ÿ