|
Białorusini w polityce piłsudczyków w latach dwudziestych
Eugeniusz Mironowicz
(Białystok) Pojawienie się wojsk polskich na ziemiach zamieszkałych przez Białorusinów wiosną 1919 r. wywołało nadzieje wśród części białoruskich elit oraz konflikt między ludnością i wszystkimi czynnikami reprezentującymi władzę polską. Powołany, jako tymczasowa administracja, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich w rzeczywistości prowadził politykę bardziej odpowiadającą koncepcjom narodowych demokratów. Wynikało to w dużej mierze z konieczności uwzględniania nastrojów panujących wśród miejscowej społeczności polskiej. Jednocześnie organizacje kresowe oczekiwały włączenia do Polski ziem, z których obóz narodowy skłonny był zrezygnować na rzecz Rosji — Mińszczyzny, Mohylewszczyzny, Witebszczyzny i dawnych Inflant. W memoriale z 19 marca 1919 r. skierowanym do sejmu i rządu polskiego Zjednoczone Rady Ziemi Mińskiej, Mohylewskiej, Witebskiej i Inflant apelowały o połączenie tych obszarów z resztą kraju, argumentując iż od XIV w. były one związane z Polską. „Uważamy — pisano w memoriale — iż oderwanie jakiejkolwiek części ziem białoruskich od organizmu Rzeczypospolitej jest niedopuszczalne, ponieważ narusza historyczne prawa zamieszkującej je ludności do kultury i państwowości polskiej”1. Większość Polaków pragnęła łączyć plany nabytków terytorialnych Józefa Piłsudskiego z polityką asymilacyjną proponowaną przez Romana Dmowskiego.
W stanie trwającej wojny polsko-rosyjskiej zachowanie się większości osób reprezentujących władzę polską budziło grozę miejscowej ludności białoruskiej i nie stwarzało żadnych perspektyw na pozyskanie jej akceptacji dla państwowości polskiej. Z raportu Referatu Werbunkowo-Zaciągowego Okręgu Wileńskiego z września 1919 r. wynikało, że ludność unikała służby w wojsku polskim, gdyż nie mogła zrozumieć „dlaczego demokratyczny rząd polski zezwala żandarmom katować ludzi i więzić za byle co”2. Odpowiedzialni za budowę armii skarżyli się, że władza polska została skompromitowana w ciągu kilku miesięcy przez działania miejscowej administracji i pilnujących porządku żandarmów. Aresztowania tysięcy osób bez żadnych uzasadnionych powodów, bicie więźniów do utraty przytomności, przetrzymywanie w ciasnych celach w urągających warunkach sanitarnych, rekwizycje żywności oraz wszelkich dóbr w chatach chłopskich to najczęściej powtarzające się zarzuty pod adresem sił porządkowych3. Również komisarze powiatowi okręgu wileńskiego ZCZW przyznawali, że nie panowali nad żandarmerią terroryzującą chłopów4.
Tymczasowy Komitet Litewski w Wilnie w lipcu 1919 r. informował rząd kowieński, że „pod okupacja polską” szczególnie cierpią Białorusini, w stosunku do których prześladowaniom narodowym towarzyszą prześladowania religijne5.
Meldunki i raporty napływające z województw północno-wschodnich nie pozostawiały żadnych złudzeń, że rzeczywistość zbyt daleko odbiega od wszelkich założeń polityki narodowościowej państwa preferowanych przez obóz skupiony wokół Józefa Piłsudskiego. Starosta powiatu dziśnieńskiego w listopadzie 1920 r. informował rząd, że „ludność nie tylko żydowska i białoruska, lecz także polska jest strasznie zrażona do żołnierza polskiego. (...) Ludność jest sterroryzowana przez wojsko. Lud się wyraża, że przyszedł czas jeszcze gorszej pańszczyzny niż było dawniej. (...) Rekwizycje przeprowadzane przez wojsko są bezplanowe, niemoralne, nieracjonalne, krzywdzące. Oddziały wojskowe lub poszczególne jednostki jeden przez drugiego starają się jak najwięcej zarekwirować, bez względu na to czy rekwizycja była brana stąd wczoraj, czy przed chwilą. Pokwitowań za zabrane produkty nie dają. A gdy wydają jakieś kartki, to wysyłają po zapłatę do sąsiedniego oddziału, oczywiście okaziciel kartki zapłaty nigdy nie dostaje. Rekwizycje przeprowadza się z przekleństwem, groźbami, biciem. Ludność bez względu na wiek i płeć jest zabierana do prac przymusowych przy czyszczeniu stajni, koni, rąbania drzewa. Mieszkaniec mający konia nie złazi z podwody. Żołnierze zabierają ostatniego kabana (wieprza — E. M), maciory, rabują kożuchy, garnki. Nadużywanie alkoholu podnieca żołdactwo. Starszyzna nie znosi żadnego oporu. Zachowanie oficerów jest brutalne, srogie i dzikie”6. W tej sytuacji — pisał starosta — ludzie nie chcą posyłać dzieci do szkół polskich, wybierają rosyjskie, a gdy ksiądz w parafii Szarkowszczyzna wprowadził drugą mszę z kazaniem w języku białoruskim, na nabożeństwie zaczęły zbierać się tłumy wiernych.
Także raport starosty wilejskiego reprezentującego Zarząd Terenów Przyfrontowych i Etapowych ze stycznia 1921 r. mówił o nastrojach miejscowego społeczeństwa: „Zupełna rezygnacja i apatia ludności wiejskiej doprowadzonej do zupełnej nędzy przez bolszewików i wojsko polskie ciągłymi rekwizycjami i rabunkami. (...) Nasze wojsko swoim postępowaniem na wzór okupantów do reszty zraża ludność. Powinność furmankowa dobija resztę koni. Zapotrzebowanie na furmanki wydaje każdy żołnierz kolbą karabinu. Powiat jest zupełnie ogołocony z żywności. Komendanci wojskowi nakładają na wójtów obowiązek zbierania mleka, masła, serów, mięsa, chleba. Ci z pomocą policji rabują ludność dla potrzeb wojska”7. Starosta wilejski pisał, że „stosunek władz wojskowych do ludności jest zupełnie wyraźny, jako okupanta i najeźdźcy do pokonanego niewolnika”8. Mimo wsparcia polskich władz administracyjnych i wojskowych polskie szkolnictwo rozwijało się bardzo powoli. Natomiast — donosił starosta — cały powiat pokrył się siecią szkół białoruskich. Nie wiedział skąd organizatorzy biorą środki, zapewniał jednak, że szkoły białoruskie mają antypaństwowy charakter9.
O konflikcie między władzą a ludnością niepolską pisano także w raportach Tymczasowej Komisji Rządzącej Litwy Środkowej. Jako na główną przyczynę wskazywano „gwałty i rabunki ze strony wojska”, a ponadto zwracano rządowi warszawskiemu uwagę, że „prawie wszystkie zbrodnie są nieujawniane”10. „Wojsko — pisał przedstawiciel TKRLŚ M. S. Kossakowski — traktowało ludność jako dzicz krainy czasowo opanowanej i przeznaczonej na zagładę”11. Dla miejscowych władz wrogiem był także biskup wileński Jerzy Matulewicz, który ludności białoruskiej i litewskiej wyznaczał księży prowadzących liturgię w językach narodowych tych społeczności12. Działalność tych duchownych, zwłaszcza Białorusinów, budziła protesty władz gminnych i powiatowych. Niepokój lokalnych urzędników wywoływały zwłaszcza postępy w organizacji szkolnictwa białoruskiego i rozpowszechnianie przez księży czasopism „Krynica” i „Jedność”13.
W takich warunkach panujących na ziemiach północno-wschodnich powstawał pierwszy program polityki obozu sanacyjnego w kwestii białoruskiej. Został on opracowany w latach 1920-1921 przez zastępcę podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Mirosława Arciszewskiego i przedstawiony rządowi w dwóch raportach. Program był próbą stworzenia zasad postępowania wobec Białorusinów w nowej rzeczywistości politycznej14. Pierwszy dokument Arciszewskiego pod nazwą Raport o stanie ogólnym na ziemiach wschodnich i o sprawie białoruskiej pisany był w czasie, gdy niemal cała Białoruś znajdowała się pod kontrolą wojsk polskich. Powstawał na podstawie własnych obserwacji poczynionych podczas pobytu Arciszewskiego na Wileńszczyźnie i Mińszczyźnie wiosną 1920 r. Autor dokonał charakterystyki środowisk białoruskich i przedstawił własne postulaty polityki wobec tej społeczności narodowej. Podkreślał przede wszystkim fakt gotowości inteligencji białoruskiej do współpracy ze stroną polską na warunkach, które spełniać mogły oczekiwania obu stron. Z drugiej strony pozostawała wieś białoruska całkowicie wroga wobec obecności polskiej. Wrogość ta, zdaniem Arciszewskiego, była wynikiem nie tylko propagandy bolszewickiej, lecz także zachowania polskiej żandarmerii, wojska i administracji. „Najważniejszą sprawą — pisał — jest reforma naszego zarządu okupacyjnego, słabego swą siłą, ale silnego budzeniem instynktów antypolskich. Konieczne jest możliwe i jak najprędsze usunięcie od rządów obywatelstwa, które gubi sprawę polską, i którego widok budzi odrazę w chłopie białoruskim do polskości w ogóle. Taka reforma nie wymaga ani taboru kolejowego, ani produktów amerykańskich, ani waluty, nie obciąża skarbu”15.
Władze polskie — podkreślał — składają wiele obietnic, ale żadnych nie dotrzymują. Tworzą dziwne stany fikcyjne. Białorusini domagają się szkół białoruskich, a oferuje się im szkoły rosyjskie, żydowsko-rosyjskie, rosyjsko-polskie, szykanuje nauczycieli uczących w języku białoruskim16. Tymczasem następowała wyraźna aktywizacja środowisk białoruskich przejawiająca się w tworzeniu narodowych organizacji, domaganiu się szkół z białoruskim językiem wykładowym, tworzeniu spółdzielni, stowarzyszeń kulturalnych, oświatowych i gospodarczych. Pacyfikacje stosowane przez władze polskie, w ocenie Arciszewskiego, były najgorszym rozwiązaniem.
Zgodnie z koncepcją federalistyczną proponował on, aby reformy na Białorusi przeprowadził „polsko-białoruski rząd, mniejsza o to, jakiego państwa — suwerennego czy niesuwerennego”17. Polityka negująca podmiotowość Białorusi prowadziła bowiem do dyskredytacji tej części inteligencji, która szukała rozwiązań we współpracy z Polską. Przynajmniej formalnie przedstawiciele środowisk białoruskich powinni reprezentować obóz władzy, nawet gdyby ona całkowicie należała do Polaków.
Arciszewski proponował nadanie praw i przywilejów działaczom białoruskim, a jednocześnie „spokojną polonizację kraju”. Fundamentem takiej polityki winno być manifestowanie porozumienia miejscowych Polaków i Białorusinów oraz akcentowanie dążenia do utworzenia państwowości polsko-białoruskiej. Warunkiem panowania polskiego na Białorusi była — jego zdaniem — białorutenizacja Kościoła prawosławnego. Należało bowiem najpierw wyrwać prawosławnych z kręgu wpływów rosyjskich, aby zbudować przynajmniej formalny związek białorusko-polski. Najkrótszą drogą do białorutenizacji Cerkwi było uzależnienie duchownych od polityków białoruskich, przy jednoczesnym uświadomieniu przez kler prawosławny, że Białorusini mają władzę z nadania polskiego. Natomiast ludność katolicka powinna być utrzymywana pod wpływem polskich organizacji kulturalnych i oświatowych18.
Drugi raport Stan kwestii białoruskiej na ziemiach polskich został napisany w połowie 1921 r., gdy traktatem ryskim została rozstrzygnięta sprawa wschodnich granic Polski19. Arciszewski stawiał wówczas pytanie pod adresem polskich elit politycznych: „Do czego dążymy; do utrzymania Ziem Wschodnich przy Polsce, czy polonizacji ludności”20. Był zdania, że drugiego celu nie da się osiągnąć w ciągu kilku lat. „Wszystko, zatem powinno być realizowane z punktu widzenia państwowego, a nie nacjonalistycznego”. Oceniał, że na terytorium państwa polskiego mieszkało ponad milion osób o określonej białoruskiej świadomości narodowej, których nie da się spolonizować. „Jeżeli nawet uważać Białorusinów i Ukraińców — pisał — za ciemne i nieświadome masy, to nie można ignorować faktu, że posiadają one organizacje polityczne i zastępy inteligentów, niejednokrotnie fanatycznie oddanych sprawie. (...) Nie trzeba wchodzić w dociekania, czy Białorusini kiedykolwiek staną się narodem, należy stwierdzić jedno — ich impet organizacyjno-twórczy przewyższa postępy stężenia mas ludowych polskich”21.
Celem polityki polskiej — uważał Arciszewski — powinno być „odebranie ruchowi białoruskiemu znaczenia czynnika rozkładowego, odśrodkowego, przyswojenie natomiast na korzyść państwowości polskiej jego cech dodatnich”. W rzeczywistości — stwierdzał — było zupełnie inaczej. Ruch białoruski został wprzęgnięty w nurt polityki sowieckiej i litewskiej. „Atut białoruski — pisał — jest wykorzystywany przeciwko nam, zamiast być w naszym ręku”22. Przykładem błędnej polityki wobec Białorusinów była kwestia oświatowa. Na Wileńszczyźnie, gdzie dominowała ludność katolicka, dla celów doraźnej polityki utworzono 150 szkół z białoruskim językiem nauczania. Tymczasem ponad 800 tys. białoruskojęzycznej ludności prawosławnej miało tylko 2 takie szkoły. Arciszewski jeszcze raz zaproponował odmienne traktowanie ludności białoruskiej katolickiego i prawosławnego wyznania, lecz procesem polonizacyjnym powinni być objęci jedynie katolicy. „Akcję białoruską — pisał — należy spychać planowo ku granicy wschodniej”. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wydzielenie jednego powiatu i „oddanie go na pastwę Białorusinom”, absorbując tam większość inteligencji białoruskiej — w szkolnictwie, administracji, organizacjach społecznych. Dla przeciwwagi proponował rozwinąć w tym powiecie działalność agitacyjną i oświatową prowadzoną przez Straż Kresową. Pozwoliłoby to na skoncentrowanie propagandy białoruskiej na niewielkiej przestrzeni, a działalność Straży Kresowej powinna przysparzać problemów absorbujących zatrudnioną tam inteligencję23.
Uporządkowanie kwestii białoruskiej wymagało — zdaniem Arciszewskiego — szybkiej likwidacji kooperatyw i szkolnictwa białoruskiego na Wileńszczyźnie. Pierwsze dawały Białorusinom niezależność finansową i możliwość propagandy, drugie służyły białorutenizacji ludności katolickiej, ta zaś z reguły określana była jako społeczność polska. Autor raportu proponował także możliwie szybkie uzyskanie od reprezentacji ludności białoruskiej — Białoruskiego Komitetu Państwowego — odpowiedniej deklaracji akceptującej władzę polską na terenie województw północno-wschodnich. Byłby to warunek zatrudnienia niektórych działaczy białoruskich w administracji państwowej i szkolnictwie24.
Raporty napisane przez tego samego autora w odstępie roku czasu odzwierciedlały tempo ewolucji poglądów przedstawicieli obozu związanego z Józefem Piłsudskim na kwestię białoruską. W 1920 r. Arciszewski chciał przynajmniej budować pozory federalizmu, w 1921 r. jego uwaga koncentrowała się już na sposobach marginalizacji problemu białoruskiego. Obóz ten powrócił do władzy w 1926 r. z ogromnymi możliwościami realizowania własnej polityki narodowościowej.
Jedyną próbą nawiązania do idei federalizmu było opracowanie w 1921 r. dwóch projektów autonomii dla Galicji Wschodniej i Ziemi Wileńskiej. Pierwszy, napisany przez Mieczysława Niedziałkowskiego, przewidywał przekazanie faktycznej władzy wybranemu przez społeczeństwo Sejmowi Galicyjskiemu, zrównanie praw Polaków i Ukraińców w dostępie do stanowisk urzędniczych oraz równe traktowanie języka polskiego i ukraińskiego w pracy miejscowej administracji25. Drugi, nazwany Statutem Autonomii Ziemi Wileńskiej, przygotowany przez Tymczasową Komisję Rządzącą Litwy Środkowej, był w zasadzie pomysłem na utworzenie ograniczonej autonomii gospodarczej dla tego obszaru Polski. Autorzy projektu określili rolę najwyższego wybieralnego organu władzy następującą formułą: „Sejm Ziemi Wileńskiej ma jako główne swe zadanie zadecydowanie o losach kraju, a właściwie danie wyrazu woli tego kraju należenia do Polski. Ziemia Wileńska nie chce odrębności prawno-państwowej”26. Artykuł 16. projektu Statutu określał system władzy autonomii. „Na czele rządu Ziemi Wileńskiej stoi wojewoda mianowany przez Naczelnika Państwa na wniosek ministra Spraw Wewnętrznych ewentualnie ministra Ziem Wschodnich”. Artykuł 17. zaś zakładał, że wszystkie ustawy Sejmu Ziemi Wileńskiej „sankcjonuje Naczelnik Państwa przy kontrasygnacji prezesa Rady Ministrów oraz ministra odpowiedniego resortu”27. W pracy administracji dopuszczany był język niepolski, lecz dotyczyło to jedynie petentów, urzędnicy mieli odpowiadać po polsku. Rady powiatowe mogły wyrażać zgodę na nauczanie w szkołach w językach mniejszości narodowych, lecz obowiązkowym w takich szkołach miało być nauczanie polskiego oraz historii i geografii Polski w języku państwowym28.
Do czasu przewrotu majowego wszystkie gabinety rządowe powoływane przez większość parlamentarną prowadziły politykę zdecydowanie ukierunkowaną na asymilację Białorusinów. Poszukiwano jedynie najskuteczniejszych metod realizacji tych celów. Własne projekty rozwiązywania kwestii narodowościowych próbowali opracowywać i realizować poszczególni wojewodowie. Zazwyczaj lepiej znali oni realia obszarów, na których sprawowali władzę, niż często zmieniający się przedstawiciele władz centralnych. Najbardziej oryginalny program integracji Polesia z resztą kraju zaproponował rządowi w 1923 r. wojewoda poleski Stanisław Downarowicz. Wychodził on z założenia, że Rosja nie zrezygnuje z chęci odzyskania polskich kresów wschodnich, dlatego państwo polskie powinno odpowiednio wcześniej zabezpieczyć ich integralność z resztą kraju29. Bardzo realistycznie oceniał sytuację wyjściową do prowadzenia jakiejkolwiek polityki państwowej na kresach. „Z polskiej szlachty — pisał — pozostały szczątki. Kościół katolicki, poza Wileńszczyzną, prawie nie istnieje”. Czynnikiem decydującym o przyszłości kresów — przewidywał — będą chłopi. „Na szczęście dla nas w województwach północno-wschodnich jest to masa na ogół bierna, mało uświadomiona, a co najważniejsze niejednolita. Okoliczność tę można i należy wykorzystać”30.
Downarowicz przewidywał nasilenie tendencji narodotwórczych zarówno wśród Ukraińców, jak i Białorusinów. Zadaniem naczelnym władz państwowych, jego zdaniem, powinno być rozdzielenie tych dwóch nacjonalizmów. „Na Polesiu należy wbić klin między czynniki białoruski od północy i ukraiński od południa. Byłoby karygodnym błędem z naszej strony i niebezpieczne dla państwa polskiego, gdyby czynniki białoruski i ukraiński podały sobie ręce nad Prypecią. (...) Na Polesiu nie potrzeba większego wysiłku politycznego ze strony polskiej, natomiast potrzebny jest i konieczny wielki wysiłek finansowy i gospodarczy”31.
Kolonizacja polska na Polesiu miała — według wojewody — stanowić klucz do panowania polskiego na kresach wschodnich. Proponował jednak kolonizować nie wieś, lecz miasta, które decydowały o obliczu kulturalnym danego obszaru. Ponadto kolonizacja miejska nie prowadziła do konfliktu z miejscową ludnością chłopską i nie wpychała jej pod skrzydła białoruskich organizacji politycznych.
Proponował dokonać nowego podziału administracyjnego kresów tak, aby ludność, „której uświadomienie białoruskie poczyniło znaczne postępy, znalazła się w województwie wileńskim. Związanie terenów białoruskich z Wilnem będzie miało korzystny wpływ na prowadzenie naszej polityki na Polesiu: obóz białoruski i nielicznych działaczy Wilno będzie absorbowało na tyle, że trudno im będzie myśleć o rozszerzaniu swych wpływów na południu”32. Downarowicz proponował zatem zlikwidować województwo nowogródzkie i przyłączyć do poleskiego powiaty baranowicki, nieświeski, stołpecki oraz część słonimskiego. Domagał się także włączenia do Polesia północnych powiatów województwa wołyńskiego, które miały podobny do poleskiego układ etnograficzny. Uważał, że na południu Polesia do czasu opanowania regionu przez „żywioł polski” nie należy budować żadnych szlaków komunikacyjnych, ułatwiających przenikanie wpływów ukraińskich z Wołynia, a wręcz przeciwnie umacniać bariery na granicy obu województw.
Do czasu powstania Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromady (BWRH) sprawom białoruskim administracja państwowa poświęcała znacznie mniej uwagi niż ukraińskim, niemieckim lub żydowskim. Starań posłów Białoruskiego Klubu Poselskiego o uzyskanie autonomii kulturalnej dla ziem zamieszkałych przez Białorusinów nie rozpatrywał poważnie żaden z gabinetów rządowych istniejących przed majem 1926 r.33 W sprawie tej nie zajmowało także stanowiska żadne z liczących się ugrupowań politycznych. Istnienie białoruskich grup partyzanckich na obszarze województw północno-wschodnich przedstawiano publicznie jako wynik działania radzieckiej agentury lub przejawy aktywności kryminalnej34.
Z raportów komendantów policji i sprawozdań przedstawicieli administracji kresowej wynika, iż posiadali oni świadomość jak postrzegani byli przez miejscową ludność białoruską. „Gdyby doszło do jakiegoś powstania — pisał w sierpniu 1924 r. komendant policji w Jodczycach pow. nieświeskiego — żadnego policjanta żywego by stąd nie wypuścili”35. Ułani — donosił — ze strachu przed partyzantami przez pomyłkę ostrzelali w lesie przypadkowe osoby. Incydenty były na porządku dziennym. Zdaniem policji ludność posiadała ukrytą broń, łącznie z karabinami maszynowymi i oczekiwała na hasło do powstania. Z Nowogródczyzny policjanci informowali władze wojewódzkie o rozpowszechnianiu ulotek podpisanych przez Komitet Białoruski, których treść nawoływała ludność do nieposłuszeństwa, niepłacenia podatków i zabijania urzędników egzekwujących należności na rzecz państwa. Z materiałów operacyjnych wynika, że informacje na ten temat czerpali głównie od konfidentów, lecz sami nie dysponowali żadnym egzemplarzem takiej ulotki36. Z treści wielu dokumentów sporządzanych przez komendantów policji województwa nowogródzkiego wynika, że aparat władzy czuł się wśród miejscowej ludności jak w oblężonej twierdzy i domagał się posiłków i pełnomocnictw do stosowania bardziej represyjnych metod egzekwowania posłuszeństwa wobec państwa37. Brak jest natomiast jakichkolwiek śladów podejmowania prób znalezienia sposobów na poprawne ułożenie stosunków z miejscową ludnością.
Wszelkie próby organizacji nauczania w języku białoruskim, czynione przez rodziców, kończyły się niepowodzeniem. Mimo spełnienia wszystkich wymogów formalnych stawianych przez ustawę o szkolnictwie z 1924 r. nie powstawały placówki spełniające oczekiwania Białorusinów. Często deklaracje złożone przez rodziców miesiącami czekały w kancelarii wójtów gmin na rozpatrzenie. Wójtowie zaś tłumaczyli się brakiem czasu na zajmowanie się tym problemem38. W opracowaniu Kuratorium Wileńskiego Okręgu Szkolnego na temat szkolnictwa białoruskiego z 1924 r. niemal otwarcie pisano, że służą one rozwojowi białoruskiej świadomości narodowej, dlatego z punktu widzenia interesów państwa polskiego były niepożądane. „Tam, gdzie dotarł białoruski inteligent, bądź jako nauczyciel, bądź jako duchowny, bądź wędrowny agitator lub poseł, mamy wyraźny białoruski ruch narodowy” — pisano w opracowaniu wileńskiego kuratorium39. Kurator Gąsiorowski proponował nie stawiać żadnego formalnego zakazu nauczania w języku białoruskim, „lecz wykorzystując potęgę państwa i przewagę kulturalno-oświatową organizacji polskich” stworzyć warunki, w których rodzice decydowaliby o wyborze polskiego języka nauczania dla swoich dzieci. Chciał przede wszystkim obronić ludność katolicką od wpływów białoruskich, dlatego największe zagrożenie widział w działalności białoruskiego kleru katolickiego. Aby rozładować napięcie społeczne związane z białoruskimi żądaniami nauczania w języku ojczystym, proponował wprowadzenie języka białoruskiego do szkół polskich jako jednego z przedmiotów. Odniósł się także do postulatu białoruskich partii i organizacji utworzenia instytutu lub katedry białorusoznawstwa w Wilnie. Skupienie licznej inteligencji białoruskiej w tym mieście uznał za niepożądane z punktu widzenia polskiej racji stanu. Proponował na taki ośrodek naukowy wyznaczyć Kraków40.
W okresie rządów parlamentarnych, gdy dominującą była polityka ukierunkowana na inkorporację ziem wschodnich, piłsudczycy niewiele uwagi poświęcali kwestiom narodowościowym. Dyskryminacyjne działania poszczególnych gabinetów rządowych wobec Białorusinów nigdy nie stały się przedmiotem krytyki z ich strony. Nie oznacza to także, że spotykały się z aprobatą. W 1924 r. Leon Wasilewski postawił zasadnicze pytanie dotyczące konsekwencji prowadzonej polityki narodowościowej: „W razie jakichś zawikłań międzynarodowych (...) to jest na wypadek wojny, czy państwo może liczyć na niezłomną wierność tych, których krzywdzi”41. Proponował zmienić obowiązujące w polityce wewnętrznej hasło „Polska dla Polaków” na hasło „Polska dla wszystkich obywateli Polski”.
Przed 1926 r. sprawami mniejszości narodowych z kręgu piłsudczykowskiego zajmowali się jedynie nieliczni politycy. Czynili to głównie z racji zainteresowań osobistych (Tadeusz Hołówko, Leon Wasilewski). Piłsudski nigdy wyraźnie nie przedstawił swoich poglądów w zakresie polityki narodowościowej. Politycy i publicyści z jego otoczenia nie byli skrępowani żadnymi dyrektywami. Przewrotu majowego dokonano pod hasłami obrony spójności państwa, dlatego wszystkie działania posiadające cień tendencji odśrodkowych były zwalczane z pełną determinacją. Dla piłsudczyków najważniejsze było państwo. Chcieli budować polityczny naród państwowy. Z tego więc powodu zwalczali także nacjonalistyczne zapędy niektórych organizacji polskich, grożące, ich zdaniem, destabilizacją porządku państwowego. Polskość była jednak czynnikiem nadrzędnym, ponieważ II Rzeczpospolita była państwem polskim42. Jakiekolwiek działania na szkodę państwa ze strony mniejszości narodowych prowadziły do ograniczania ich praw i coraz ściślejszej kontroli policyjnej. Polityka ta w konsekwencji nakręcała spiralę wzajemnej niechęci i wrogości, co w końcu prowadziło do represji ze strony władzy i skrajnych form działalności opozycyjnej ze strony mniejszości43. W tym kontekście należy także oceniać działania władz sanacyjnych podejmowane wobec środowisk białoruskich protestujących przeciwko dyskryminacji na forum Ligi Narodów.
Pierwsze protesty białoruskie były pisane jeszcze przed zamachem majowym, lecz wysiłki dyplomatyczne zmierzające do neutralizacji tych protestów były kontynuacją działań rządów parlamentarnych, z zachowaniem tej samej argumentacji i logiki postrzegania problemu białoruskiego w kraju. Na początku 1925 r. grupa działaczy skupionych wokół Bronisława Taraszkiewicza, poszukujących porozumienia z władzami i elitami polskimi w kwestii autonomii kulturalnej dla ziem zamieszkałych przez Białorusinów, zmieniła taktykę postępowania na bardziej konfrontacyjną. Wobec nieskuteczności wpływania na politykę rządu metodą poszukiwania zwolenników wśród polskich elit politycznych i klasycznej walki parlamentarnej, posłowie białoruscy zdecydowali się odwołać do arbitrażu Ligi Narodów. Podczas zebrania w mieszkaniu prywatnym Antona Łuckiewicza w Wilnie 13 marca 1925 r. postanowiono napisać skargę do Genewy ze szczegółowym przedstawieniem położenia ludności białoruskiej w Polsce44. W grupie tej byli informatorzy II Oddziału Sztabu Generalnego45. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW), dysponując szczegółowymi informacjami uzyskanymi od wywiadu wojskowego, potrafiło skutecznie paraliżować wszelkie działania zmierzające do nadania sprawie białoruskiej rozgłosu na arenie międzynarodowej. Ostatecznie w marcu 1926 r. zamiast skargi wysłano do Sekretariatu Ligi Narodów memoriał w sprawie szkolnictwa białoruskiego. Dokument podpisali parlamentarzyści Borys Rahula, Adam Stankiewicz, Piotr Miatła, Paweł Wałoszyn, Szymon Rak-Michajłouski i Fabian Jaremicz. Informowano w nim, że władze polskie na początku lat dwudziestych zlikwidowały ponad czterysta szkół białoruskich powstałych w okresie okupacji niemieckiej, nauczycieli wysłano do pracy w województwach centralnych, a wszelkie próby założenia białoruskiej szkoły prywatnej administracja rządowa i samorządowa traktuje jak przestępstwo kryminalne. Działania na rzecz organizacji szkół władze pojmują niemal jako działalność wywrotową — pisano w memoriale46.
Reakcja rządu na wystąpienie parlamentarzystów białoruskich była natychmiastowa i niezwykle żywiołowa, świadczyła także o woli obrony wizerunku demokratycznego państwa szanującego prawa swoich obywateli. Starano się jednocześnie przedstawić dyplomacji krajów zachodnioeuropejskich argumenty obalające zarzuty strony białoruskiej. MSZ, które koordynowało działania na rzecz neutralizacji wystąpienia polityków białoruskich, otrzymało wszechstronną pomoc od Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (MWRiOP) oraz MSW. Była to pierwsza sprawa białoruska, z którą rząd polski musiał zmierzyć się na forum międzynarodowym.
Informacje przekazane MSZ przez ministra WRiOP Stanisława Grabskiego zaprzeczały całkowicie wszystkiemu, co było treścią memoriału. Grabski pisał, iż Polacy nie zamykali szkół białoruskich, ponieważ ich nie było. Likwidowano szkoły rosyjskie, jako pozostałość po zaborach, lecz te nie miały nic wspólnego z potrzebami ludności białoruskiej. Nauczycieli Białorusinów zatrudniano w województwach centralnych, gdyż dobrze znali język polski, słabo natomiast białoruski. Szkół białoruskich nie tworzono z powodu braku zainteresowania rodziców nauczaniem dzieci w języku ojczystym47. Urzędnikom MSZ wyjaśnienia ministra WRiOP wydały się mało przekonywujące, dlatego w dokumentach wysyłanych do amabasad polskich w Londynie, Paryżu, Berlinie, Rzymie, Pradze, Genewie i Moskwie zwracano uwagę przede wszystkim na istniejący stan prawny umożliwiający nauczanie języka białoruskiego w szkołach utrakwistycznych48. Gwarancje takie miała dawać ustawa z 30 lipca 1924 r. Nie wspominano natomiast, że przepisy wykonawcze do tej ustawy sprawę wprowadzenia języków mniejszościowych do szkół polskich całkowicie uzależniały od decyzji lokalnej administracji szkolnej. Gminni i powiatowi przedstawiciele aparatu władzy najczęściej żyli w poczuciu pełnienia misji w obronie polskiego stanu posiadania, dlatego rzeczywistość mocno odbiegała od tego co gwarantował stan prawny.
Dyplomacji polskiej dopiero po przewrocie majowym i kilku miesiącach starań, powtarzając wszystkie argumenty poprzednich rządów, udało się przekonać Sekretariat Ligi Narodów, że memoriał działaczy białoruskich nie zasługuje nawet jako temat do dalszych rozważań organów statutowych tej organizacji. Udało się to tym łatwiej, że nie było żadnego kraju członkowskiego zainteresowanego popieraniem aspiracji elit białoruskich. Było to istotne doświadczenie dla obozu sanacyjnego. W następnych latach w odpowiedzi na wszelkie skargi białoruskie bez żadnych ograniczeń fabrykowano dowody świadczące o bezzasadności zarzutów w przeświadczeniu, że nikt nie jest w stanie sprawdzić prawdziwości argumentów podawanych przez dyplomację polską.
Wybór orientacji proradzieckiej przez dawnych zwolenników porozumienia z Polakami i utworzenie latem 1925 r. BWRH nadało stosunkom polsko-białoruskim zdecydowanie konfrontacyjny charakter. Problem Hromady pojawił się w rzeczywistości w drugiej połowie 1926 r., gdy organizacja licząca kilkuset członków przekształciła w ponad stutysięczną partię. Przetasowania na polskiej scenie politycznej po zamachu majowym sparaliżowały pracę kresowej administracji i policji, co pozwoliło przywódcom Hromady na zbudowanie masowego ruchu społeczno-politycznego. Białorusini w tym konflikcie od samego początku znajdowali się na przegranych pozycjach. Radziecki sojusznik ruch białoruski w Polsce wykorzystywał wyłącznie instrumentalnie dla własnych celów politycznych. Wśród polskich elit politycznych nie było natomiast żadnej grupy skłonnej do zaakceptowania Białorusinów w roli partnerów do rozwiązywania problemów przynajmniej w lokalnym wymiarze. Przy braku zorganizowanego zaplecza politycznego i społecznego działacze Hromady byli skazani na osamotnienie w starciu z aparatem państwa polskiego.
Przewrót majowy i przejęcie władzy przez obóz piłsudczykowski nie zmieniły zasadniczo polityki narodowościowej państwa. 1 lipca 1926 r. Rada Ministrów dokonała reorganizacji MSW. W strukturach tego resortu powołano Departament Polityczny, a w jego ramach Wydział Narodowościowy. Zarówno Piłsudski, jak i premier Kazimierz Bartel nalegali, aby dyrektorem departamentu został Leon Wasilewski, lecz ten zdecydowanie odmówił49. Naczelnikiem Wydziału Narodowościowego został Henryk Suchenek-Suchecki. W MSZ szefem Wydziału Wschodniego mianowano Tadeusza Hołówkę. Nominacje te świadczą, że podjęto próbę przebudowy polityki narodowościowej, lecz w przypadku mniejszości białoruskiej niewiele przekładały się one na konkretne działania. Problem białoruski postrzegano jako łatwy do rozwiązania ze względu na brak zorganizowanych struktur ruchu narodowego i niski poziom rozwoju świadomości narodowej. Piłsudczycy, którzy w pierwszych latach po przejęciu władzy odżegnywali się od polityki asymilacji narodowej, nie zamierzali bynajmniej sprzyjać rozwojowi białoruskich struktur. Sam Hołówko, który podkreślał potrzebę rozwoju białoruskiego języka, literatury, szkolnictwa, sztuki ludowej, w wystąpieniu sejmowym wskazywał partie białoruskie jako ośrodki nacjonalizmu antypolskiego50. Zorganizowane struktury ruchu narodowego, które były naturalnymi czynnikami sprzyjającymi rozwojowi świadomości narodowej, postrzegano w kategoriach zagrożeń dla państwa. Nie mogło być zatem mowy o partnerskim traktowaniu reprezentantów tej społeczności, ani też o zamiarze uwzględnienia rzeczywistych potrzeb ludności białoruskiej.
Następujące po maju 1926 r. zmiany bardzo sceptycznie oceniali politycy skupieni w wileńskim Białoruskim Komitecie Narodowym. Przewidywali oni, że w wyniku działań Hromady nastąpią represje, które dotkną całe społeczeństwo białoruskie w Polsce51. Obóz sanacyjny, mimo odmiennej retoryki, postrzegali jako kontynuatora polityki rządów parlamentarnych. Mimo krytycznego stanowiska wobec polityki narodowościowej sanacji, białoruskie organizacje niekomunistyczne były także zdecydowanie przeciwne taktyce walki obranej przez przywódców BWRH52. Represje, które spadły na tę partię w styczniu 1927 r., powszechnie uznano za początek walki z legalnym białoruskim ruchem narodowym, co powodowało konieczność sprowadzenia do konspiracji niektórych działań podejmowanych do tej pory legalnie53.
Z racji powiązania ruchu hromadowskiego z Kominternem władze postawiły między nimi znak równości. Cele komunistów, w ocenie władz sanacyjnych, były celami Hromady54. Teza ta dominowała w liczącym kilkanaście stron opracowaniu rządowym na temat tej partii. Jedynie w kilku zdaniach wspomniano, że obok nurtu reprezentowanego przez Bronisława Taraszkiewicza w ruchu tym istniała wyraźna frakcja narodowa, odrzucająca wszelkie komunistyczne pomysły ładu społecznego i jakiekolwiek układy z władzami państwa sowieckiego55. Problem Hromady władze postrzegały jedynie jako wynik ingerencji czynnika zewnętrznego i zdrady państwa przez białoruskich obywateli. Zupełnie nie uwzględniały natomiast uwarunkowań wewnętrznych sprzyjających żywiołowości rozwoju ruchu białoruskiego i spychaniu go na tory opozycji antypaństwowej.
Po delegalizacji Hromady pozostały wydawnictwa, gazety, biblioteki i spółdzielnie utworzone przez działaczy tej partii. Na początku 1927 r. były to najczęściej struktury funkcjonujące niezależne od jakiejkolwiek organizacji politycznej. W rzeczywistości trudno było znaleźć podstawy do ich likwidacji lub ograniczenia działalności. Władze wykazywały jednak wiele determinacji w poszukiwaniu pretekstu do zamykania poszczególnych pism białoruskich lub konfiskaty całych nakładów. Komisarz rządu na miasto Wilno wydając w 1927 r. liczne zarządzenia o konfiskacie nakładów takich gazet jak „Biełaruskaja Niwa”, „Nasz Sciah”, „Wolny Sciah” wyjaśniał, że wydawcy określają swoje gazety jako niepodległościowe, sami zatem przyznawali, że miały one charakter antypaństwowy, i w związku z tym ich konfiskowanie lub zamykanie było całkowicie usprawiedliwione56. Gdy sąd nie zatwierdzał zarządzonej przez komisarza konfiskaty, ten wydawał pozwolenie zwrotu nakładu, lecz po upływie 2 miesięcy od czasu jego przejęcia, gdy drukowane wiadomości straciły na aktualności57.
Władze pragnęły uniknąć wrażenia, że represje przeciwko Hromadzie były przejawem walki z białoruskim ruchem narodowym. Prokurator przy Sądzie Apelacyjnym w Wilnie, zwracając się z polecenia ministra sprawiedliwości do prokuratorów przy sądach okręgowych w Białymstoku, Wilnie, Grodnie, Nowogródku i Pińsku, prosił ich o dostarczenie dowodów o powiązaniach BWRH z ruchem komunistycznym. „Chodzi o materiał obciążający — pisał — wyżej wymienionych aresztowanych (przywódców Hromady — E. M.), jak też jeszcze nie aresztowanych posłów. Przy wyciąganiu (z Sejmu — E. M.) innych posłów uniknęłoby się zarzutu, jaki obecnie istnieć może, prześladowania narodowościowego”58. Kilka dni później na naradę do Apelacji Wileńskiej z udziałem prokuratora przy Sądzie Najwyższym i krajowego śledczego do spraw politycznych, prokuratorzy okręgowi przywieźli informacje mówiące o szpiegowskiej, dywersyjnej, wywrotowej i antypaństwowej działalności Bronisława Taraszkiewicza i innych przywódców Hromady59.
Łatwość, z jaką zlikwidowano liczącą ponad sto tysięcy członków partię, nie wywołując przy tym większych reakcji społecznych, doprowadziła władze do przekonania, że do rozwiązywania wszelkich kwestii białoruskich wystarczają działania policyjne i administracyjne. Całkowicie zaprzestano polityki partnerskiego traktowania jakiegokolwiek środowiska białoruskiego na rzecz układu paternalistycznego polegającego na nagradzaniu lub karaniu wedle arbitralnej oceny sytuacji przez przedstawicieli władzy. Licząc się z możliwością protestów białoruskich na forum międzynarodowym przyjęto zasadę argumentacji, iż są one odzwierciedleniem postaw niewielkiego marginesu społecznego, oderwanych od rzeczywistych potrzeb i oczekiwań ludności białoruskiej w Polsce.
Władze sanacyjne równolegle z likwidacją Hromady podjęły szereg kroków, by zatrzeć wrażenie, że działania te mają charakter walki z białoruskim ruchem narodowym. Minister WRiOP Gustaw Dobrucki 18 lutego 1927 r. wystosował do Kuratorium Okręgu Szkolnego Wileńskiego pismo z zaleceniem, aby „narodowościom zamieszkującym kresowe województwa Rzeczypospolitej dać możliwość utrzymania i rozwijania ich wartości narodowych, należy zadośćuczynić ich słusznym, opartym na prawie potrzebom i interesom, a przez to utrwalić i poszanowanie, i wzbudzić zwolna prawdziwe przywiązanie do państwa polskiego”60. Minister polecił prowadzenie takiej polityki, „aby na terenie Okręgu Szkolnego Wileńskiego stosunek władz szkolnych do ludności białoruskiej ułożył się jak najżyczliwiej, by postępowanie tych władz z ludnością białoruską oparte było na zrozumieniu słuszności jej żądań, jako równorzędnych obywateli tego samego państwa oraz sprawiedliwym traktowaniu ich potrzeb kulturalnych, a przede wszystkim w zakresie rozwoju szkolnictwa”61. Dobrucki nakazał władzom kuratoryjnym zwalniać urzędników, którzy nie uwzględniali woli rodziców domagających się podpisami na deklaracjach nauczania dzieci w języku ojczystym. Minister dopuszczał nawet możliwość tworzenia takich szkół w środowiskach katolickich. Był to pierwszy przypadek takiego potraktowania problemu białoruskiego przez wysokiego urzędnika niepodległej Rzeczypospolitej. W konsekwencji władze lokalne musiały pójść na ustępstwa. Zezwolono na utworzenie czterech gimnazjów i kilkunastu szkół powszechnych z białoruskim językiem nauczania.
W najpomyślniejszym dla szkolnictwa białoruskiego roku 1928 istniało w Polsce 69 szkół, w których nauczano języka białoruskiego. Wszystkie te placówki oświatowe znajdowały się w województwach wileńskim i nowogródzkim, gdzie funkcjonowały 2 164 szkoły polskie. Szkoły z nauczaniem języka białoruskiego, głównie utrakwistyczne, stanowiły niewiele ponad 3 procent ośrodków edukacyjnych na tym obszarze62.
W 1929 r. rozpoczął się odwrót od polityki zapoczątkowanej przez ministra Dobruckiego. Lokalne władze administracyjne wynajdywały szereg formalnych podstaw do zamykania poszczególnych placówek, w których nauczano w języku białoruskim. Przystąpiono także do zdecydowanego zwalczania organizacji mobilizującej społeczeństwo do walki o własne szkolnictwo — Towarzystwa Szkoły Białoruskiej. Starosta słonimski jako podstawę do likwidacji struktur gminnych tej organizacji uznawał brak księgi kasowej oraz udokumentowania wydatkowania kilkunastu złotych63.
Władze państwowe i samorządowe szczególnie drażniła obecność czynnika białoruskiego w Kościele katolickim. „Duchowieństwo katolickie w powierzonym mi powiecie przeżywa obecnie pewien kryzys — pisał w sprawozdaniu sytuacyjnym za III kwartał 1926 r. starosta powiatu brasławskiego64. O ile by się dało przeprowadzić parę posunięć w kierunku odwołania z powiatu kilku szkodliwych księży, można byłoby pozostałych zmusić nie tylko do daleko posuniętej lojalności, lecz nawet pracy do ugruntowania państwowości polskiej. Nie mówię tu oczywiście o księżach Polakach. W pierwszym rzędzie należałoby usunąć z powiatu proboszcza borodzieńskiego Szutowicza i proboszcza drujskiego Hermanowicza”65.
Proces usuwania proboszcza parafii katolickiej w Borodziewiczach Wiktora Szutowicza wskazuje, że władze sanacyjne nie dopuszczały żadnej możliwości zaistnienia ruchu białoruskiego przy Kościele katolickim. Szutowicz odprawiał nie tylko nabożeństwa w języku białoruskim, lecz także uczył w szkole religii w tym języku oraz założył białoruski dom ludowy, który stał się ośrodkiem kultury dla całej okolicy. Od jesieni 1926 r. policja na polecenie władz powiatowych gorączkowo poszukiwała dowodów mających wykazać antypaństwowy charakter działalności księdza Szutowicza. Zdobyto zeznania dwóch świadków — Stanisława Czekana i Antoniego Citowicza, którzy poinformowali, że proboszcz namawiał ich do wstępowania do „hurtków” (kół) BWRH, a podczas kazań nawoływał do śpiewania podczas nabożeństw po białorusku oraz posyłania dzieci do szkół z białoruskim językiem nauczania66. W słowach wypowiedzianych przez Szutowicza wyrażających przekonanie o zjednoczeniu ziem białoruskich w przyszłości doszukano się agitacji na rzecz połączenia województw północno-wschodnich z BSRR67. W domu ludowym — stwierdzali świadkowie, którzy swoje zeznania, napisane ręką komendanta posterunku w Jodach Aleksandra Dymonta, podpisywali cyrylicą — proboszcz zezwalał na spożywanie napojów alkoholowych, w następstwie czego uczestnicy kilka razy przedłużali biesiadę na pobliskim cmentarzu. Władze uznały ten fakt za naruszenie obyczajowości i wystąpienie przeciwko moralności.
Władze uznały Szutowicza także winnym incydentu w kościele z udziałem Honoraty Józefowicz, która została uderzona w ramię przez nieznanego sprawcę, gdy śpiewała podczas liturgii po polsku. Chociaż nikt, oprócz poszkodowanej, nie zauważył tego zdarzenia, prowadzący dochodzenie nadkomisarz Komendy Powiatowej PP w Brasławiu Jan Janczewski ocenił, że miał miejsce przypadek napaści w świątyni spowodowany faworyzowaniem języka białoruskiego przez księdza Szutowicza68.
Z protokołu zeznań kierowniczki szkoły w majątku Borowe Eugenii Dementówny wynika, że inspektor powiatowy w Dziśnie polecił jej wyeliminowanie przypadku nauczania religii katolickiej w języku białoruskim i zmuszenie księdza Szutowicza do prowadzenia zajęć w języku polskim69. Ponieważ ksiądz ignorował polecenia kierowniczki, ta odwoływała zajęcia w dniu, w którym nauczana była religia, z powodu własnej choroby. Szutowicz nie zrezygnował i przy pomocy rodziców zorganizował nauczanie religii w przyszkolnej kaplicy, lecz wówczas Dementówna wezwała policję i przedstawicieli inspektoratu szkolnego, którzy opieczętowali kaplicę i założyli nowe zamki70. Na początku 1927 r. ksiądz Wiktor Szutowicz został zmuszony do opuszczenia parafii. Jego przypadek świadczy o tym, że ludzie reprezentujący lokalny aparat władzy państwowej zdecydowani byli wszelkimi sposobami eliminować obecność czynnika białoruskiego w Kościele katolickim.
W kościele w Żodziszkach powiatu wilejskiego za podobną postawę, jak księdza Szutowicza, aresztowano miejscowego proboszcza Wincentego Godlewskiego. Z aktu oskarżenia prokuratury wileńskiej wynika, że uznano go winnym m.in. ociągania się w płaceniu podatków przez parafian, działań na rzecz obniżenia autorytetu państwa polskiego, dążeniom na rzecz zbudowania państwowości białoruskiej na części ziem należących do Polski oraz dyskryminowania ludności polskiej71. Sąd Okręgowy w Wilnie uwzględnił jedynie relacje świadków oskarżenia — miejscowych Polaków i policjantów, odrzucił natomiast prawdziwość zeznań oskarżonego i parafian narodowości białoruskiej. Godlewski został skazany na dwa lata zamknięcia w twierdzy72.
Wyznaczony na nowego proboszcza w Żodziszkach dotychczasowy wikariusz ksiądz Romuald Dronicz 9 października 1927 r. złożył podczas nabożeństwa niedzielnego przysięgę, że do nikogo nie odezwie się w języku białoruskim, żadnych modlitw, ani kazań w innym języku niż polski nie wygłosi. „Przypuszczać należy — pisał starosta wilejski — że wystąpienie ks. Dronicza nastąpiło nie bez aprobaty, względnie nakazu Kurii Metropolitalnej, dziwić się jednak należy formie wyrzeczenia się białoruszczyzny”73. Tydzień później próba wygłoszenia kazania w języku polskim przez ks. Dronicza została przerwana śpiewaniem przez wiernych w kościele pieśni „Zdrowaś Maria” w języku białoruskim. Ksiądz przerwał nabożeństwo, a policja obecna pod kościołem aresztowała 13 osób najbardziej zaangażowanych w ruchu białoruskim74. Z korespondencji księdza Dronicza do arcybiskupa wileńskiego Romualda Jabłrzykowskiego wynika, że wierni traktowali kler jako przedstawicieli władzy państwowej75. Proboszcz ze swej strony utwierdzał ich w tym przekonaniu upominając, „by słuchali prawowitej władzy, a nie agitatorów i prostytutek”76.
Skarga na rząd polski złożona przez Białoruski Klub Parlamentarny w Sekretariacie Ligi Narodów w połowie sierpnia 1929 r. nie wywołała już tak nerwowych reakcji, jak memoriał w sprawie szkolnictwa z 1925 r. Chociaż oskarżenia były znacznie poważniejsze i od razu trafiły do rozpatrzenia przez Komitet Trzech, przygotowujący materiały na posiedzenie Rady Ligi, rząd uruchomił cały system działań mających na celu wykaznie bezpodstawności wysuwanych zarzutów.
Skargę podpisali posłowie Paweł Karuza, Albin Stepowicz, Konstanty Juchniewicz oraz senatorowie Wasyl Rahula i Wiaczesław Bahdanowicz. Zarzucali oni rządowi polskiemu, że mimo głoszonych deklaracji o konstytucyjnej równości obywateli, w administracji państwowej nie ma przedstawicieli ludności białoruskiej. Posługiwanie się językiem białoruskim w urzędach prowokuje jedynie różnego rodzaju szykany ze strony zatrudnionych tam Polaków. Władze zarówno centralne, jak i lokalne — pisali — nie dopuszczają do powstania szkolnictwa białoruskiego, a nieliczne placówki z białoruskim językiem nauczania są zamykane z powodu niedofinansowywania lub pod pretekstem braku kwalifikacji zatrudnionych tam nauczycieli. Wiele uwagi autorzy skargi poświęcili polonizacyjnej roli Kościoła katolickiego, zwracali uwagę na aresztowania księży głoszących kazania w języku białoruskim, wysyłanie ich do parafii misyjnych lub położonych w województwach centralnych. Przedstawili długą listę świątyń prawosławnych przejętych przez Kościół katolicki. Pisali także o dyskryminacji ekonomicznej ludności białoruskiej — latyfundiach w posiadaniu Polaków i karłowatych gospodarstwach chłopskich oraz osadnictwie wojskowym ukierunkowanym na zmianę struktury narodowościowej na obszarze województw północno-wschodnich77.
Skargę miał rozpatrywać Komitet Trzech, który stanowili ministrowie spraw zagranicznych Anglii, Persji i Włoch. Delegat Polski przy Lidze Narodów zwracał rządowi uwagę, że po wstępnych wypowiedziach najgorzej był odbierany zarzut kolonizacji ziem białoruskich przez weteranów wojny polsko-bolszewickiej78. W Genewie takie postępowanie uznano jako tworzenie źródeł nowych konfliktów. Nie oczekując na oficjalne wezwanie do składania wyjaśnień, rząd polski w końcu 1929 r. zaczął gromadzić dokumenty potrzebne do odparcia białoruskich oskarżeń. Na początku 1930 r. MSW przesłało własną wersję problemu białoruskiego w Polsce79. Głównym autorem opracowania był znawca spraw białoruskich Stanisław Ełski80. Jego treść stanowi niezwykle ciekawe studium o postrzeganiu Białorusinów przez polskie elity polityczne.
Promotorami ruchu białoruskiego — pisano w opracowaniu MSW — byli Polacy, gdyż stanowili jedyną warstwę oświeconą na Białorusi. Autorzy nie tłumaczyli w jakim celu Polacy stworzyli w XIX w. białoruski ruch narodowy. Podczas I wojny światowej Białorusini zyskali potężnego protektora w postaci okupantów niemieckich. Pod parasolem niemieckim ruch białoruski okrzepł na tyle, że jego działacze w latach 1917-1918 zaczęli myśleć o zbudowaniu własnego państwa81. Byli to „ludzie o bardzo płytkiej ideologii, demagodzy dążący drogą spekulacji politycznych do zaszczytów i stanowisk”82. Podkreślanie protekcji niemieckiej stawiało politykę białoruską po stronie przeciwników krajów ententy dominujących w Lidze Narodów. Uchwała Rady Białoruskiej Republiki Ludowej z 25 marca 1918 r. — podkreślano w opracowaniu MSW — „była wielce znamienna: stawiała, bowiem po raz pierwszy sprawę niepodległości Białorusi zupełnie wyraziście, a ponadto usiłowała uczynić z niej kwestię międzynarodową, (...) ale z drugiej strony była ona dowodem niezmiernie wybujałych ambicji polityków białoruskich”83. W dalszej części pisano, że kwestia niepodległości Białorusi nie wynikała z naturalnych potrzeb Białorusinów, lecz była przejawem myślenia, nie liczącego się z żadnymi realiami politycznymi.
Po zajęciu Białorusi przez wojsko polskie w 1919 r. nowe władze, po długim okresie anarchii, zbudowały administrację i przystąpiły do tworzenia szkolnictwa białoruskiego. Powołały także Białoruską Komisję Wojskową, która miała, za polskie środki, zająć się formowaniem armii narodowej do walki z bolszewikami. Akcja ta nie powiodła się „z powodu działania białoruskich czynników wywrotowych”84.
Po podpisaniu traktatu ryskiego problem białoruski w Polsce powstał za sprawą dywersji sowieckiej oraz w wyniku finansowego wsparcia białoruskiego rządu emigracyjnego w Kownie przez Niemcy. Pomoc niemiecka była całkowicie wykorzystywana na akcję antypolską. Ponownie zatem — dowodzili autorzy opracowania — w wyniku obcych działań podburzany był spokojny lud białoruski85.
Druga część opracowania MSW dotyczącego kwestii białoruskiej została ukończona w lipcu 1930 r. i dotyczyła aktualnego położenia tej ludności. Według analiz resortowych w Polsce mieszkało około 1 590 tys. Białorusinów, w tym czwartą część stanowili katolicy, pozostali byli wyznawcami prawosławia. „Ludność białoruską — pisano — tworzy tylko jedna warstwa — chłopi, wśród których panuje analfabetyzm i całkiem pierwotna umysłowość. Inteligencja białoruska stanowi wprost znikomy odsetek, który dzięki nadmiernemu rozpolitykowaniu jest zupełnie niezdolny do twórczej działalności, a szczególnie do tworzenia samoistnego ruchu narodowego. Idą zatem na pasku obcej polityki i służą obcym interesom”86.
W wyborach parlamentarnych 1928 r. w czterech województwach północno-wschodnich na listy polskie oddano 981 tys. głosów, na białoruskie niewiele ponad 30 tys., na Blok Mniejszości Narodowych 395 tys., w tym na białoruskich kandydatów 240 tys. „Cyfry te — pisano — po raz wtóry dowiodły niesłuszności twierdzeń polityków białoruskich o rzekomej przewadze żywiołu białoruskiego na ziemiach północno-wschodnich”87.
Autorzy opracowania podkreślali, że w wyniku wytrwałej pracy władz polskich, skutecznego zwalczania „elementów wywrotowych” zaczęła tworzyć się grupa białoruskiej inteligencji, która zrozumiała, że tylko w wyniku spokojnej, twórczej pracy w dziedzinie oświatowej można przynieść poprawę położenia ekonomicznego ludności białoruskiej. Inteligencja ta współdziałać miała z władzami polskimi „dla dobra i potęgi wspólnej państwowości”. Pracownicy MSW prawdopodobnie pisali o kilku drobnych ugrupowaniach finansowanych z budżetu resortu oraz posłach z BBWR, których przedstawiano jako przedstawicieli społeczności białoruskiej88.
Wyrazem upośledzenia intelektualnego Białorusinów — podkreślano w opracowaniu — był fakt braku chociażby jednego pisma codziennego adresowanego do tej społeczności. Białoruskie pisma polityczne ukazywały się bardzo nieregularnie, nieraz z miesięcznymi odstępami, ich nakład rzadko przekraczał 2 tys. egzemplarzy. Dla kontrastu podawano, że znacznie mniejsza społeczność niemiecka wydaje 46 pism politycznych, w tym 16 ukazuje się codziennie. Państwo polskie na obszarach tych miało odgrywać misję cywilizacyjną. Był to argument dość istotny dla dyplomatów angielskich, którzy reprezentowali państwo ukierunkowane na szerzenie misji cywilizacyjnej w znacznie szerszym wymiarze.
Białoruskie zarzuty o utrudnianiu dostępu do szkół z językiem ojczystym władze odpierały powoływaniem się na obowiązujące prawo, a szczególnie na ustawę z 30 lipca 1924 r.89 Dawała ona możliwość — pisano — wychowywania dzieci narodowości polskiej i białoruskiej w szkole dwujęzycznej „w atmosferze wzajemnego zaufania i przyjaźni”. Ustawa przewidywała tworzenie szkół dwujęzycznych (utrakwistycznych) w tych rejonach, w których mieszkało przynajmniej 25 proc. Białorusinów. Ponieważ takich szkół było zaledwie kilkanaście, władze podkreślały, że Białorusini mają możliwość nauczania dzieci w języku ojczystym, lecz „w praktyce ludność białoruska garnie się do szkół polskich, uważając je za szkoły o wyższym poziomie kulturalnym”90.
Wszystkie zarzuty stawiane przez parlamentarzystów białoruskich wobec rządu polskiego MSW proponowało odrzucić. Autorzy protestu — sugerowano — to „doktrynerzy i płatni agenci”91. Z dołączonej charakterystyki można było wyczytać, że poseł Juchniewicz to „notoryczny alkoholik”, Jaremicz — zwolennik orientacji „czarnosecińskiej”, senator Rahula — bolszewicki agent, karany przez sądy polskie, zaś senator Bahdanowicz to działacz cerkiewny, od zawsze przejawiający wrogi stosunek do Polski92. Najbardziej umiarkowani politycy białoruscy, parlamentarzyści sejmu polskiego, zostali zaszeregowani przez rząd do osób z kręgu marginesu społecznego. W ten sposób dawano dyplomatom Ligi Narodów do zrozumienia, że skargi białoruskiej nie należy traktować zbyt poważnie.
Opisane w skardze przypadki naruszania prawa przez administrację lokalną uznano za mało prawdopodobne, gdyż „wszelkie szykanowanie ludności białoruskiej przez urzędników jest surowo zakazane przez władze zwierzchnie”93. Zresztą — pisano — w radach gminnych większość stanowili Białorusini. Z tego względu — zdaniem władz — odpadał zarzut o niedopuszczaniu ich do pracy w samorządach. Fakt dominacji Polaków w sejmikach wojewódzkich i powiatowych tłumaczono wynikiem woli białoruskich wyborców. „Białoruskie Rady Gminne wybierają do sejmiku wojewódzkiego Polaków jako element zdolniejszy i inteligentniejszy” — pisano94.
Nie mogło być także mowy — zdaniem rządu — o prześladowaniach religijnych. Księdza Wincentego Godlewskiego — proboszcza parafii w Żodziszkach aresztowano za „działalność polityczną i antypaństwową”95. Zajmowanie cerkwi prawosławnych przez katolików rząd uznał za wewnętrzny spór w środowisku białoruskim, gdyż świątynie te stawały się własnością Białorusinów katolików. Wszystko to dokonywało się bez udziału władz polskich, które „w wypadkach starć na tle wyznaniowym zachowują ścisłą neutralność”96. Wysyłanie księży Białorusinów z misją do Mandżurii rząd traktował jako sprawę wewnątrzkościelną. Ponadto MSW podkreślało, że wszyscy ci duchowni są narodowości polskiej, chociaż do niej się nie przyznają, a „korzystając z tego, że pochodzą z Kresów Wschodnich, podają się za Białorusinów”97.
Własną ocenę memoriału Białoruskiego Klubu Poselskiego przedstawiło MWRiOP. Na podstawie tych dokumentów MSW sporządziło szczegółowy raport o stanie szkolnictwa białoruskiego. Udowadniało w nim, że szkoły takie mogły zaistnieć dopiero w niepodległej Polsce. W Rosji carskiej ich zupełnie nie było, zaś w tych, które zorganizowano podczas okupacji niemieckiej nauczanie w rzeczywistości prowadzono w języku rosyjskim. Szkolnictwem tym kierował Niemiec Jakub Bendziecha i służyło ono wyłącznie wywołaniu separatyzmu białoruskiego98. Szkoły te upadły wraz z wycofaniem się z Białorusi armii niemieckiej.
Podsumowując powojenną politykę oświatową władz polskich autorzy raportu podkreślali, że „rozwój białoruskiego szkolnictwa powszechnego i przygotowania nauczycieli postępuje stopniowo naprzód tylko dzięki życzliwej opiece państwa”99.
Powołując się na informacje Archidiecezji Wileńskiej Wydział Katolicki MSW przyznał, że w parafiach w Borodziczach, Drui i Żodziszkach nabożeństwa były odprawiane w języku polskim i białoruskim. „Na życzenie ludności polskiej zrezygnowano w tych świątyniach z języka białoruskiego. Jedynie w parafii Żodziszki ksiądz Wincenty Godlewski, wbrew woli większości, dążył do całkowitego wyrugowania języka polskiego z nabożeństw. Wcześniej czynił to ksiądz Roman Dronicz — stały korespondent „Krynicy”100. Działając zgodnie z prawem kanonicznym — pisano w raporcie Wydziału Katolickiego — arcybiskup Romuald Jabłrzykowski zabronił katolikom prenumerowania i czytania organu prasowego Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji — Krynicy”. Jedynie w Żodziszkach — podkreślano — „kilku parafian wystąpiło z protestem tak gorszącym, że wymagało to interwencji władz świeckich”. Ksiądz Godlewski został skazany na dwa lata pobytu w więzieniu „za upowszechnianie poglądów podburzających do popełniania czynu buntowniczego lub zdradzieckiego”101.
Najbardziej optymistycznie wyglądały informacje o stanie zatrudnienia Białorusinów w instytucjach rządowych. Znaleziono setki osób tej narodowości zatrudnionych w resorcie sprawiedliwości i tysiące w resorcie komunikacji102. Podane liczby wzbudziły wątpliwości Komitetu Trzech Ligi Narodów, dlatego proszono rząd polski o określenie wyznania Białorusinów zatrudnionych w administracji państwowej103. W odpowiedzi MSZ poinformowało, iż „nie ma możliwości weryfikacji podanych liczb” i opiera się na danych z poszczególnych resortów104. Opracowywaniem tych danych zajmowało się MSW, które co kilka tygodni nadsyłało do MSZ inne liczby. Początkowo pisano o 7 020 Białorusinach zatrudnionych w administracji państwowej, w tym 6 573 prawosławnych, tydzień później liczbę tę zmniejszono do 4 828 (4 386 prawosławnych)105.
W tajnym piśmie do MSZ podpisanym przez naczelnika Wydziału Politycznego MSW M. Sochańskiego podano szczegółowy wykaz Białorusinów zatrudnionych w poszczególnych resortach administracji państwowej. Wszystkich razem Białorusinów otrzymujących wypłatę z budżetu państwa było 1 068. Najwięcej ich było w strukturach podległych Ministerstwu Rolnictwa (392 osoby) oraz Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (329 osób)106. W tym ostatnim przypadku większość stanowili nauczyciele pracujący w województwach północno-wschodnich, głównie w szkołach z polskim językiem nauczania. Ponad sto osób otrzymywało wypłatę z budżetu Policji Państwowej.
Komitet Trzech przyjął rządową interpretację problemu białoruskiego jako wyczerpującą i nie znalazł podstaw do skierowania białoruskiej skargi na posiedzenie Rady Ligi107. Zaproponował delegatowi polskiemu w Genewie Franciszkowi Sokalowi opublikowanie tematu skargi białoruskiej, treści odpowiedzi rządowej oraz stanowiska Komitetu w tej sprawie w dzienniku „Journal Officiel”, trafiającego do wszystkich środowisk opiniotwórczych w Europie Zachodniej. Jednak MSZ zdecydowanie odmówił zgody na taką publikację i zobowiązał Sokala do działań w celu niedopuszczenia do upowszechniania tych dokumentów. Argumentowano, że „publikacja w konkretnym wypadku, zdaniem MSZ, w chwili obecnej jest niepożądana, gdyż jesteśmy atakowani na terenie międzynarodowym w dziedzinie innych mniejszości (Niemcy, Ukraińcy), zaś sprawą białoruską szersza opinia dotychczas się nie interesowała. Publikacja mogłaby dostarczyć wrogiej propagandzie danych do wykazania całokształtu stosunku niemal wszystkich naszych mniejszości do Państwa Polskiego”108.
Skarga białoruska, która trafiła do Komitetu Trzech, dała rządowi polskiemu możliwość sprawdzenia rangi problemu białoruskiego w Europie. Władze przekonały się, że Białorusini nie mieli żadnych protektorów w Europie i nikt nie był zainteresowany dyskusją nad losem tej społeczności narodowej w Polsce. Dlatego w następnych latach rząd z ogromnym spokojem przyjmował wszystkie protesty białoruskie adresowane do Ligi Narodów. Ignorowaniu wszelkich wystąpień białoruskich na forum międzynarodowym towarzyszyła swobodna ich interpretacja, bez oglądania się na fakty i rzeczywistość. Najczęściej każdą aktywność białoruską przedstawiano jako komunistyczną lub agenturalną. Nikt w Europie nie zamierzał przeszkadzać rządowi polskiemu w zwalczaniu komunistycznej agentury w granicach swojego państwa. Stwarzało to okazję do ograniczania wszystkich form ruchu narodowego, który uznawano za przeszkodę na drodze do asymilacji. Z bogatej dokumentacji pracy MSW, MWRiOP, MSZ wynika, iż na centralnych szczeblach władzy narastało przekonanie, że asymilacja Białorusinów może zakończyć się sukcesem pod warunkiem likwidacji wszystkich elementów budzących inklinacje narodowe wśród ludu.
Wiarę tę umacniały wieści napływające z Białorusi Radzieckiej, gdzie aresztowano byłych przywódców Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromady, którzy po opuszczeniu więzień w Polsce zostali przekazani władzom radzieckim w ramach wymiany więźniów politycznych. Postawiono im zarzut kierowania się poglądami nacjonalistycznymi i próbę utworzenia w granicach Polski „burżuazyjnej białoruskiej republiki narodowej”109. Walka z białoruskim ruchem narodowym w ZSRR prowadzona od początku lat trzydziestych, w przekonaniu władz polskich, likwidowała źródła inspiracji białoruskiej inteligencji w Polsce. Wychodząc z założenia, że ruch białoruski był wynikiem zagranicznych wpływów, koncentrowano się na upublicznianiu jego powiązań z obcymi państwami. Çìåñò ϳëñóä÷ûêà¢ñêàÿ òðàäûöûÿ ñïàñûëàëàñÿ íà ëîçóíã ôåäýðàöû³ íàðîäà¢, ÿê³ÿ êàë³ñü ñòâàðàë³ Ðý÷ Ïàñïàë³òóþ. Ó 1919 ã. ñïðîáà àæûööÿ¢ëåííÿ ãýòàé ³äý³ çàêîí÷ûëàñÿ íÿ¢äà÷àé. Ïîëüñêàÿ ¢ëàäà, ÿêàÿ ñòâàðàëàñÿ íà áåëàðóñê³õ çåìëÿõ ëåòàì 1919 ãîäà, íà ïðàêòûöû ðýàë³çàâàëà äàêòðûíàëüíûÿ ³ ïðàãðàìíûÿ êàíöýïöû³ ìàëàäûõ äýìàêðàòà¢. Ïàäçåë òýðûòîðû³ Áåëàðóñ³ ¢ àäïàâåäíàñö³ ç ðàøýííåì Ðûæñêàãà äàãàâîðó òàêñàìà ñïðûÿ¢ êàíöýïöûÿì íàöûÿíàëüíûõ äýìàêðàòà¢. Ïàðëàìåíöê³ÿ ¢ðàäû 1921-1926 ãàäî¢ àæûööÿ¢ëÿë³ àñ³ì³ëÿöûéíóþ ïàë³òûêó ¢ êîæíàé ãàë³íå ãðàìàäñêàãà æûööÿ. Ïàñëÿ ìàéñêàãà ïåðàâàðîòó ¢ëàäà ïî¢íàñöþ àïûíóëàñÿ ¢ ðóêàõ ëàãåðà ñòàðîíí³êࢠϳäñóäñêàãà. Ó àäíîñ³íàõ äà áåëàðóñࢠïàë³òûêà ïàääàëàñÿ êàðîòêà÷àñîâàé çìåíå. Íàöûÿíàëüíàÿ àñ³ì³ëÿöûÿ áûëà çàìåíåíà ïàë³òûêàé äçÿðæà¢íàé àñ³ì³ëÿöû³. Ïàñëÿ ðàçãðîìó Ãðàìàäû ³ çâÿçàíûõ ç ¸þ ñòðóêòóð, áåëàðóñàì áûëà ñòâîðàíà ìàã÷ûìàñöü ñàðãàí³çàâàöü ïàðó äçåñÿòêࢠóñåàãóëüíûõ øêîë ³ ÷àòûðû ã³ìíàç³³ ç áåëàðóñêàé ìîâàé íàâó÷àííÿ. ѳìâàë³÷íûÿ ¢ñòóïê³ ¢ ãàë³íå àñâåòû íå âûðàøàë³ ¢ñ³õ ñïðà¢, çâÿçàíûõ ç ³ñíàâàííåì äâóõì³ëü¸ííàé áåëàðóñêàé ãðàìàäñêàñö³. Íå çìÿí³ëà ãýòà àïàç³öûéíàãà ñòà¢ëåííÿ áåëàðóñê³õ àñÿðîääçÿ¢ äà äçÿðæàâû. Íà ñõ³ëå 1920-õ ãàäî¢ óðàä âÿðíó¢ñÿ äà ñïðàêòûêàâàíàé ïàë³òûê³, ÿêàÿ âÿëàñÿ äà ìàéñêàãà ïåðàâàðîòó.
1 Lietuvos Centrinis Valstybes Archywas (dalej: LCVA), fonadas (f.) 13, apyrasas (ap.) 1, bylos (b.) 97, k. 19.
2 Tamże, b. 243, k. 18b.
3 Tamże, k. 21-21b.
4 Tamże, b. 4, k. 1-2.
5 Tamże, b. 102, k. 27-28.
6 Dziarżauny Archiu Haradzienskaj Wobłaści — Archiwum Państwowe Obwodu Grodzieńskiego (dalej: DAHW), fond (f.) 551, opis (op.) 1, dieło (d.) 79, k. 2.
7 Tamże, d. 83, k. 4.
8 Tamże, k. 21b.
9 Tamże, k. 20-21.
10 LCVA, f. 20, ap. 1, b. 5, k. 237.
11 Tamże, k. 262.
12 Tamże, k. 235.
13 Tamże, k. 189.
14 Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), zespół Ministerstwa Spraw Zagranicznych (dalej: MSZ), sygn. 5326, k. 6-27.
15 Tamże, k. 6.
16 Tamże, k. 7.
17 Tamże, k. 10.
18 Tamże, k. 13-16.
19 Dokument nie jest opatrzony żadną datą, lecz z jego treści wynika, że był napisany w czerwcu lub lipcu 1921 r.
20 AAN, MSZ, sygn. 5236, k. 19.
21 Tamże, k. 18.
22 Tamże, k. 20.
23 Tamże, k. 23.
24 Tamże, k. 24-26.
25 LCVA, f. 19, ap. 1, b. 70, k. 46-47.
26 Tamże, k. 20.
27 Tamże, k. 29.
28 Tamże, k. 29 b.
29 AAN, zespół Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (dalej: MSW), Wydział Narodowościowy, sygn. 938, k. 3.
30 Tamże.
31 Tamże, k. 5.
32 Tamże, k. 6.
33 Zob. szerzej: E. Mironowicz, Historia państw świata XX wieku. Białoruś, Warszawa 1999, s. 94-95.
34 Na zjeździe kierowników Ekspozytur IV — D Centrali Ukraińskiej i Białoruskiej wojewódzkich komend policji w styczniu 1923 r. w sprawie likwidacji białoruskiego ruchu partyzanckiego postanowiono „dla uniknięcia rozgłosu zrobić z tego sprawę kryminalną, nie polityczną”. AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn. 5315, Protokół zjazdu, k. 13.
35 DAHW, f. 551, op.1, d. 1064, k. 1.
36 Tamże, d. 61, k. 33.
37 Tamże, k. 10-51.
38 Tamże, d. 1370, k.1-6.
39 LCVA, f. 51, ap. 15, b. 299, k. 2.
40 Tamże, k. 3-6.
41 M. Pszczółkowski (L. Wasilewski), Polska dla Polaków, czy Polska dla wszystkich obywateli? Sprawa mniejszości narodowych w Polsce, Warszawa 1924, s. 11.
42 W. Paruch, Od konsolidacji państwowej do konsolidacji narodowej. Mniejszości narodowe w myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego (1926-1939), Lublin 1997, s. 98-99.
43 Tamże, s. 100.
44 AAN, MSZ, sygn. 2250, k. 204.
45 Tamże, k. 206.
46 AAN, MSZ, sygn. 2269, k. 4.
47 Tamże, k. 16-17.
48 Tamże, k. 8-9.
49 W. Paruch, Od konsolidacji państwowej do konsolidacji narodowej..., s. 134.
50 Podaję za: W. Paruch..., s. 211.
51 „Biełaruskaje Słowa”, nr 26, 20.10.1926.
52 „Sialanskaja Niwa”, nr 36, 04.11.1926; „Biełaruskaja Krynica”, 19.11.1926.
53 „Biełaruskaja Krynica”, nr 3, 28.01.1927.
54 LCVA, f. 51, ap. 17, b. 521, k. 1-3.
55 Tamże, k. 13.
56 Tamże, ap. 1, b. 129, k. 333-339.
57 Tamże, k. 344-347.
58 Archiwum Państwowe w Białymstoku (APwB), zespół Prokuratora Sądu Okręgowego w Białymstoku (PSOwB), sygn. 4, pismo z 7 lutego 1927 r., k. 26-27.
59 Tamże, Protokół ze zjazdu prokuratorów, k. 65-79.
60 DAHW, f. 551, op.1, d. 1046, k. 10.
61 Tamże.
62 A. Srebrakowski, Struktura narodowościowa Kresów Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej 1931-1939, [w:] Przemiany narodowościowe na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej 1931-1948, pod red. St. Ciesielskiego, Toruń 2004, s. 145.
63 DAHW, f. 551, op. 1, d. 1083, k. 1.
64 Za sytuację kryzysową uznał fakt odprawiania nabożeństw przez kilku duchownych w języku białoruskim przy braku dostatecznego przeciwdziałania ze strony kurii wileńskiej.
65 LCVA, f. 51, ap. 1, b. 165, k. 8.
66 Tamże, ap. 4, b. 49, k. 124, 126.
67 Tamże, k. 124b.
68 Tamże, k. 126b, 130.
69 Tamże, k. 165.
70 Tamże, k. 165b-166.
71 M. Moroz, Zatarg o język kazań w Żodziszkach, cd., „Białoruskie Zeszyty Historyczne”, t. 10, Białystok 1998, s. 132.
72 Tamże, s. 137-143 (odpis wyroku Sądu Apelacyjnego w Wilnie).
73 LCVA, f. 51, ap. 4, b. 83, k. 20.
74 Tamże, b. 48, k. 96-97.
75 M. Moroz, Zatarg o język kazań..., s. 144-162.
76 Tamże, s. 148. Prostytutkami ksiądz Dronicz nazywał swoje parafianki, które śpiewały kościelne hymny po białorusku.
77 AAN, MSZ, sygn. 2271, k. 10-20.
78 Tamże, sygn. 2270, k. 7-8.
79 Tamże, k. 10-41; 132-184.
80 Po wprowadzeniu licznych korekt praca Stanisława Ełskiego została opublikowana pt. Sprawa białoruska, zarys historyczno-polityczny, Warszawa 1931.
81 AAN, MSZ, sygn. 2270, k. 22-24. Zwraca uwagę eksponowanie czynnika niemieckiego w tworzeniu ruchu białoruskiego jako stymulatora nacjonalizmów narodów byłej Rzeczypospolitej, nie posiadających do tej pory większych aspiracji politycznych.
82 AAN, MSZ, sygn. 2270, k. 25.
83 Tamże, k. 31.
84 Tamże, k. 37-39.
85 Tamże, k. 41.
86 Tamże, k. 134.
87 Tamże, k. 143.
88 K. Gomółka, Polityka rządów polskich wobec mniejszości białoruskiej w latach 1918-1939, „Białoruskie Zeszyty Historyczne”, t. 4, Białystok 1995, s. 116; G. Szymanowski, Dwanaście lat — wspomnienia z lat 1927-1939, Toruń 1998, s. 125-130.
89 Dziennik Ustaw, 1924, nr 7, poz. 724.
90 AAN, MSZ, sygn. 2270, k. 147.
91 Tamże, k. 174.
92 Tamże, k. 184.
93 Tamże, k. 174.
94 Tamże, k. 175.
95 Opublikowane dokumenty w tej sprawie jednoznacznie wskazują, że jedynym przewinieniem księdza Godlewskiego było odprawianie mszy w języku białoruskim: J. Tomaszewski, Zatarg o język kazań w Żodziszkach w kwietniu 1925 r., „Białoruskie Zeszyty Historyczne”, t. 5; M. Moroz, Zatarg o język kazań w Żodziszkach cd., „Białoruskie Zeszyty Historyczne”, t. 10.
96 AAN, MSZ, sygn. 2270, k. 182.
97 Tamże, MSW, sygn. 963, k. 264.
98 Tamże, MSZ, sygn. 2270, k. 189.
99 Tamże, k. 195.
100 Tamże, k. 196.
101 Tamże, k. 197.
102 Tamże, k. 204-205.
103 Tamże, k. 210.
104 Tamże, k. 228.
105 Tamże, k. 222, 228.
106 Tamże, sygn., 2271, k. 90.
107 Tamże, sygn. 2273, k. 6-9, 22.
108 Tamże, k. 16.
109 AAN, MSZ, Wydział Wschodni, sygn. 5290 a, k. 2-6.
|