ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

Ïîøóê...ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Ïàðòíýðû... | Êí³ã³...À¢òàðû..

 
Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í  
[Allegro.pl]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    Äàñüëåäâàíüí³
    óñòîðûÿ
    Ãðàìàäçòâà
    ˳òàðàòóðà
    Ìîâà
    Ïàë³òûêà
    Ïåðàêëàäû
    Ïðàâû ÷àëàâåêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ñëî¢í³ê³
    Òóðûñòûêà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Àáàæóð
  •  Akcent

     
Białoruski

  • 
Annus
      Albaruthenicus
  •  ÀRCHE
  • 
Àñàìáëåÿ
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  • 
ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëàðóñê³ÿ
     Âåäàìàñüö³

  •  Áåëîðóññêèé
     Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³
     Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
     Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Äçåÿñëî¢
  •  Druvis
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàë³òû÷íàÿ

       
ñôåðà

  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan
  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ïðà¢í³ê
  •  Ðýçûñòàíñ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû
  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠARCHE ÔÐÀÃÌÝÍÒÛ Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêà www.bialorus.pl ÁÀÆ ÏÀÃÎÍß Âiëüíÿ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà ZBM

 

 

BIAŁORUSKIE ZESZYTY HISTORYCZNE ÍÀ ÑÒÀÐÎÍÊÀÕ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

 
 Áåëàðóñê³ Ã³ñòàðû÷íû Çáîðí³ê - Białoruskie Zeszyty Historyczne nr 23

Na marginesie recenzji Eugeniusza Mironowicza z pracy Joanny Gierowskiej-Kałłaur „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich (19 lutego 1919 — 9 września 1920)”

Recenzja pióra Eugeniusza Mironowicza z mojej pracy zatytułowanej „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich” („BZH” 22/2004) jest niepokojąca. Nie tylko dla mnie. Sprawa jest o wiele poważniejsza dla środowiska redagowanych przez Recenzenta „Białoruskich Zeszytów Historycznych”.

Autor recenzji za pierwszoplanowy „błąd” uważa użycie przeze mnie sformułowania, iż w kwietniu 1919 roku Polacy oswobodzili (wyzwolili) ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pomija w swym wywodzie fakt, że ziemie te nie stanowiły wówczas odrębnego państwa o określonych granicach z uznaną władzą i armią, lecz były sterroryzowane okupacyjnymi rządami bolszewickimi. Bolszewicy, jak powszechnie wiadomo, podważyli wszelkie dotąd przyjęte zasady prawa, w tym prawo własności. Lektura choćby legalnie wydawanych w tym okresie czasopism pozwala stwierdzić, że tworzyli system, który eliminował swobody całej różnorodnej ludności zamieszkującej to terytorium. To nie był czas mlekiem i miodem płynący dla mieszkańców ziem Białorusi, dodajmy — ziem byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Było od czego je wyzwalać. Osoba, która uważa, że stan rzeczy narzucony przez bolszewików był prawidłowy, ocenia sytuację nie z punktu widzenia obiektywnego badacza problemu, lecz z punktu widzenia zwolennika zasad wprowadzanych w życie przez partie bolszewickie.

Eugeniusz Mironowicz stwarza ahistoryczne złudzenie, że skoro Białorusini proklamowali, to i tworzyli własne państwo. Nic bardziej błędnego. Pomiędzy poczynaniami garstki działaczy, a postawą mas ludowych (jeszcze nie: narodowych) — leżała przepaść.

Eugeniusz Mironowicz usiłuje wmówić mniej zorientowanym czytelnikom „BZH”, iż na terytorium byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego znajdowały się z jednej strony „narzucona” polska władza, a z drugiej — negatywnie do niej ustosunkowane, jednolite społeczeństwo białoruskie. Nic bardziej błędnego. Postawy Białorusinów były różne. Różne też były postawy Polaków (nie tylko szlachty), Rosjan, Żydów... W roku 1919 na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego mamy do czynienia ze zróżnicowaną mozaiką narodowości i preferencji politycznych.

1

Zasadniczym problemem Eugeniusza Mironowicza jest niezrozumienie samego tematu omawianej przez niego pracy. W ujęciu przeze mnie przyjętym recenzowana przez niego książka „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich (19 lutego 1919 — 9 września 1920)” jest pracą o wewnętrznym polskim sporze dotyczącym koncepcji polskiej polityki na wschodzie oraz o przyczynach klęski politycznej Józefa Piłsudskiego (zob. pkt 14 tej repliki, przykład 1).

Eugeniusz Mironowicz utrzymuje, iż w latach 1919-1920 polska polityka wschodnia to była po prostu okupacja Białorusi i zarzuca mi, że utożsamiam się z racjami tej właśnie polityki: („Autorka utożsamiając się z racjami kreatorów polityki wschodniej...”).

W Polsce popularne jest porzekadło — zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Nigdy nie ukrywałam, że bliżej mi do tych, którzy w Litwinach, Białorusinach czy też Ukraińcach postrzegali (i nadal postrzegają) równoprawnych uczestników związku planowanego (w takiej czy innej postaci) jeszcze w 1919 roku przez Józefa Piłsudskiego, niż do tych, którzy nie byli w stanie na taką postawę się zdobyć. Można to zauważyć w trakcie lektury omawianej pracy. Trochę dziwi, że taka postawa stała się obiektem negatywnej oceny najbardziej znanego w Polsce białoruskiego historyka.

W Polsce mawia się też — gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

2

Napisałam pracę zawierającą tezy odmienne od tych, które zechciał zobaczyć Recenzent. Przedstawiłam terytorium, o los którego toczyła się polsko-polska walka, ponieważ równolegle istniały dwie przeciwstawne polskie linie polityczne — Naczelnika Państwa i Romana Dmowskiego.

Areną wydarzeń były ziemie całej byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a bohaterami wydarzeń opisanych w pracy był przede wszystkim (celowo umieszczony na okładce książki) Józef Piłsudski i rzesza miotanych sprzecznymi uczuciami urzędników, działaczy społecznych i politycznych oraz, jako tło, inni mieszkańcy terytoriów objętych jurysdykcją ZCZW.

Toczyła się walka właśnie o przejęcie kontroli nad ZCZW przez organy Państwa Polskiego i o uniemożliwienie przeprowadzenia (zapowiedzianego w Odezwie Wileńskiej) plebiscytu, w którym mieszkańcy ziem b. WXL sami mieli zadecydować o swym losie. Uczestnikami tych rozgrywek politycznych byli Polacy. Dlatego Litwini, Białorusini czy też Ukraińcy nie występują w omawianej pracy w charakterze aktorów pierwszego czy drugiego planu. Wielokrotnie pojawiają się nie jako podmioty, lecz jako przedmioty trwającej rozgrywki.

3

Wbrew uwadze Recenzenta („autorka znakomicie przybliża wszystkie argumenty, z powodu których było to [zrealizowanie ww. «polityki wschodniej»] niemożliwe”) nie omówiłam wszystkich przyczyn klęski polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego. Jedynie te „z polskiej strony”. Inne tylko sygnalizuję, wskazując niektóre tropy badawcze. Elity białoruskie rozdarte pomiędzy Kownem, Berlinem, Moskwą i Warszawą nie rozumiały, albo nie chciały rozumieć, tej skomplikowanej wewnętrznej polskiej rozgrywki. „Pozostaje pytanie, w jakim stopniu działo się tak ze względu na czynnik obiektywny (słabość), a w jakim stopniu ze względu na przyjętą przez polityków białoruskich taktykę? A może dominującą rolę odegrał brak przezorności politycznej albo brak zdrowego rozsądku, by zanalizować sytuację i podjąć decyzję w imię białoruskiej, a nie niemieckiej czy rosyjskiej racji stanu?” (zob. szerzej: Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 306).

Rozważania tego problemu to temat odrębnej pracy, opartej o gruntowne kwerendy archiwalne dotyczące lat 1917-1921 przeprowadzone również w archiwach białoruskich, z których w trakcie przygotowywania omawianej pracy, nie ze swojej winy, nie skorzystałam. Nota bene, w swoim tekście wyraźnie sugeruję też konieczność rozpoczęcia odrębnych badań nad ustaleniem, czy uczestniczący w analizowanej rozgrywce politycznej przedstawiciele polskiego obozu narodowego nie byli w pewnym stopniu przedmiotami w czyjejś innej grze.

4

Eugeniusz Mironowicz rozpoczyna recenzję słowami: „Praca o pierwszej polskiej formie władzy cywilnej — ZCZW...”

Jest to — o czym czytelnicy „BZH” nie muszą wiedzieć — polemika z moją tezą. Piszę bardzo wyraźnie w rozdziale III omawianej pracy, a także (szerzej) w „Europie nieprowincjonalnej”, że struktura ZCZW nie była polską władzą, choć jej personel stanowili w zasadzie tylko Polacy, co nie było przez nich całkowicie zawinione. ZCZW umieszczony został przez Józefa Piłsudskiego poza strukturami polskiego rządu (rozdział II) i polscy endecy stoczyli ciężką walkę, by ją rządowi polskiemu podporządkować. Analiza tych wydarzeń wypełnia wspomniane przez Recenzenta „kilkaset stron tekstu”.

5

Chronologia jest niezmiernie istotna przy omawianiu tego okresu i ma podstawowe znaczenie w ocenie wydarzeń. Recenzent zignorował fakt, że realia (wyraźnie wyodrębnionych w książce) sześciu okresów aktywności ZCZW determinowały możliwości obu (!) polskich stron oraz wpływały na stanowisko polityków białoruskich.

Pierwszy okres trwał od powołania Zarządu Wojskowego (8 II 1919) do ogłoszenia Odezwy Wileńskiej, co wiązało się ze zmianą personalną na stanowisku Komisarza Generalnego (uprzednio Cywilnego) i był to okres naturalnej dyskusji pomiędzy zwolennikami obu przeciwstawnych opcji politycznych.

Drugi — rozpoczęty ogłoszeniem Odezwy Wileńskiej (22 IV 1919) i powstania Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich, a zakończony wyrwaniem ZCZW spod wpływu Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich (ND WP), co nastąpiło 10 X 1919 r., był okresem przegranej walki ND WP o zwierzchnictwo nad ZCZW.

Trzeci — trwający 6 tygodni, zwieńczony został reorientacją stanowiska Sejmu Ustawodawczego w sprawie polityki wschodniej — z federacyjnego na inkorporacyjne, co oczywiście bardzo osłabiło w ZCZW pozycję zwolenników platformy politycznej Naczelnika Państwa, a wzmocniło ich polskich przeciwników.

Czwarty — przejściowy, zakończony został wyłączeniem spod administracji ZCZW Okręgu Wołyńskiego czyli nie tylko ograniczeniem kompetencji Komisarza Generalnego, ale wytrąceniem mu z rąk karty ukraińskiej.

Piąty sfinalizowało podporządkowanie ZCZW Radzie Ministrów i Najwyższej Izbie Kontroli czyli de facto — wytrącenie z rąk Piłsudskiego narzędzia, które miało mu służyć do wprowadzenia w życie swojego planu federacyjnego.

Szósty — lato 1920 — to okres agonii ZCZW i oczekiwania na rozwój wypadków na froncie.

Znajomość tych etapów działalności jest konieczna, by zrozumieć co działo się w okresie 1919-1920 na ziemiach b. WXL. Należałoby ją uzupełnić swego rodzaju słownikiem biograficznym zdeklarowanych lub zachowujących w dyskrecji swe rzeczywiste preferencje polityczne białoruskich i polskich działaczy politycznych tej epoki.

Nie sposób napisać uczciwej historii Polski, Litwy czy też Białorusi okresu 1918-1921 bez uwzględnienia wzajemnych powiązań i odniesień — bez kontekstu historii europejskiej, a nawet światowej. To był czas dzielenia wielkiej zdobyczy na scenie międzynarodowej, czas wielkich intryg. Wszystko wskazuje na to że wzięli w nich udział i politycy białoruscy, i polscy i litewscy, i Białej Rosji i Czerwonej... Pozostaje pytanie: kto w tej grze był przedmiotem, a kto podmiotem. To właśnie powinno być tematem następnych prac naukowych. Miejmy nadzieję, że tematyką tą zajmą sie wnikliwie również badacze białoruscy. Uprawianie historii to dyscyplina do pewnego stopnia zbiorowa i wzajemna współpraca bardzo przyspiesza uzyskanie efektów.

6

Recenzent skoncentrował się w swoim tekście na zrelacjonowaniu wątku białoruskiego, który dostrzegł w omawianej pracy. Niestety, nie uniknął manipulacji.

Jedyny zauważony przez Eugeniusza Mironowicza dokument, dotyczący polskiego programu politycznego wobec Białorusi w czasach ZCZW, pochodzi z „Memoriału” sporządzonego w polskim MSZ dla Ludwika Kolankowskiego, czyli — o czym czytelnik recenzji nie jest poinformowany — z pierwszego okresu działalności ZCZW, przed ogłoszeniem Odezwy Wileńskiej i przed ogłoszeniem istnienia ZCZW.

Po cytowanym „Memoriale” pochodzącym prawdopodobnie z lutego 1919 roku omawiam jeszcze inne wydarzenia i dokumenty powstałe już po ogłoszeniu powołania ZCZW.

Analizuję m.in. rozmowy Piłsudskiego i Osmołowskiego z Białorusinami (przy tej okazji krytycznej ocenie poddaję osobę Komisarza Generalnego) oraz wniosek Mariana Świechowskiego z 1 IX 1919 r. w sprawie „powołania w okręgu mińskim Białorusinów do administracji”. Szczegółowo (i znów krytycznie wobec władz ZCZW) omówiłam nieznane aspekty wydarzeń z 13 XII 1919 r. oraz polsko-białoruskich rokowań marcowych w 1920 roku. Te ostatnie ustalenia wydają się są szczególnie istotne.

„Ustępstwa od czterdziestu lat ochrzczone mianem „tylko szkolnych” w istocie były ustępstwami politycznymi i to wielkiej wagi. By to zrozumieć, konieczna jest świadomość okręgowej struktury organizacji administracyjnej terytorium podległego ZCZW. Strona polska odstępowała de facto od założeń polityki realizowanej w okresie poprzednim. Odstąpiono od propagowanej przez koła związane z ND WP polityki przeniesienia centrum białoruskiego na terytorium okręgu mińskiego i zaniechano przygotowań ewentualnej inkorporacji okręgu brzeskiego. Jednoznacznie wchodzono na drogę prowadzącą do utworzenia Białorusi składającej się z części wschodniej i zachodniej. (...) Powstały w tym czasie projekt utworzenia Generalnego Komisariatu do spraw białoruskich przy Zarządzie Kresów Wschodnich został odesłany ad acta dopiero nazajutrz po podporządkowaniu ZCZW Radzie Ministrów (1 VI 1920)”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 316-317; 314-315 ).

Wymienione pokrótce ustalenia i sygnalizowana powyżej ich ocena przeczą podstawowemu zarzutowi Recenzenta: „Praca mogłaby być wielkim sukcesem autorki, gdyby nie jej emocjonalne zaangażowanie w wydarzenia sprzed wielu dziesięcioleci i wyraźne opowiedzenie się po jednej ze stron ówczesnego teatru politycznego”.

Podchodzę z równym dystansem do wszystkich grup narodowych na terenie ZCZW. W wielu miejscach tekstu wyrażam krytyczny osąd zachowań i preferencji politycznych moich rodaków zarówno zamieszkujących Ziemie Wschodnie, jak i działających w warszawskich ministerstwach czy prowadzących akcje (mniej lub więcej) dyplomatyczne w Paryżu.

Pozostaje pytanie, w jakim celu Recenzent tak selektywnie „omówił” jedyny interesujący go wątek pracy?

7

W żaden sposób nie jestem związana więzami krwi z ziemiami b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, co umożliwia zachowanie obiektywizmu. Wydarzenia lat 1919-1920 były same w sobie pasjonujące. O sukcesie czytelniczym decydują jednak nie tylko walory merytoryczne, ale i... forma tekstu. Nie można wykluczyć, iż mój sposób narracji z odwołaniem do około tysiąca źródłowych przypisów mógł w niektórych przypadkach utrudnić lekturę tekstu.

8

Tematem pracy „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich” nie są działania militarne Wojska Polskiego na Białorusi. W zakres pracy nie wchodzi problem stosunku poszczególnych oddziałów polskich do miejscowego społeczeństwa i nie było (bo być nie mogło) moim zamiarem rejestrowanie wszystkich przewinień, których ofiarą padła ludność miejscowa. (Wiele materiału na ten temat zawiera jeden z moich artykułów źródłowych o organizacji służby bezpieczeństwa pod ZCZW).

Obszerny rozdział omawianej książki poświęcony jest stosunkowi Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich do Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich. Jest to zapis ostrej i bezpardonowej walki toczonej (w czasie wojny) przez Naczelne Dowództwo z Naczelnym Wodzem. Józef Piłsudski odniósł w tej batalii pyrrusowe zwycięstwo — stracił czas.

Czytelnik znajdzie w pracy — i to na stronach przywołanych przez Recenzenta — poparte faktami uwagi, iż wielu dowódców WP dokonywało aktów samowoli w imię zapewnienia realizacji zadań powierzonych im przez ND WP i lekceważyło zakaz samowolnych rekwizycji (nie egzekwowany przez Sztab Generalny od marca 1919 r. aż do chwili podporządkowania ZCZW Radzie Ministrów). ND WP niweczyło tym samym szanse realizacji polityki wschodniej Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego.

„Polityka władz wojskowych, za sprawą faktów dokonanych, nastawiła niechętnie do Polski inne narodowości i grupy zamieszkujące te tereny wspólnie z Polakami, a więc ludzi, do których skierowane były słowa Odezwy do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego (...) odegrała olbrzymią rolę w opóźnieniu oczekiwanych przez Piłsudskiego reakcji Białorusinów (...) miała swój poważny udział w unicestwieniu polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 148-150).

Eugeniusz Mironowicz imputuje mi odmienny pogląd. Powołuje się przy tym na odnalezione przez siebie w Archiwum Akt Nowych w Warszawie sprawozdanie Arciszewskiego „z lata 1920” roku, czyli okresu agonii ZCZW, bynajmniej nie sprzeczne z wywodem recenzowanej pracy. Po podporządkowaniu ZCZW Radzie Ministrów oraz ze względu na rozwój sytuacji na froncie, faktyczną władzę musiało przejąć odsuwane przez tak długi czas od spraw cywilnych wojsko. I nie realizowało ono polityki Naczelnika Państwa. W tym miejscu Recenzent jest ze mną zgodny, nie sposób więc zrozumieć zasadności stawianego zarzutu.

9

Eugeniusz Mironowicz nie dość wnikliwie postrzega okres 1919-1920. Nie od razu i nie cała ludność miejscowa traktowała Wojsko Polskie wrogo. Kluczowe było lato 1919 r. i o tym można również w recenzowanej przez Eugeniusza Mironowicza pracy poczytać. Wskutek akcji ND WP nastroje miejscowej ludności niepolskiej uległy zasadniczej zmianie. Cytowany przez Recenzenta jeden meldunek z powiatu wilejskiego mogę uzupełnić jeszcze kilkoma innymi pochodzącymi z tego samego miejsca, lecz różniącymi się czasem powstania. Nie wszystkie zresztą informacje zawarte w tych właśnie meldunkach są pochlebne dla tamtejszych Białorusinów. Nie ma jednak sensu przerzucanie się wyrwanymi z kontekstu cytatami.

Dysponuję meldunkami Straży Kresowej bądź sprawozdaniami starostów z większości powiatów każdego z okręgów ZCZW, zarówno z 1919, jak i 1920 r. Od pewnego już czasu prowadzę rozmowy, mające doprowadzić do wydania tych materiałów w całości, a nie w wyborze, który zawsze będzie subiektywny. W obecnej sytuacji nie ulega wątpliwości, że taka publikacja jest naprawdę bardzo potrzebna.

Recenzent nie rozumie, lub nie chce zrozumieć tego, że na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego w tym czasie mieszkali nie tylko Białorusini, z których naprawdę bardzo wielu nie wiedziało, bo wiedzieć nie mogło, o ogłoszonej 25 marca 1918 r. niepodległości i z których bardzo wielu — więcej niż w innych grupach narodowościowych — nie umiało jeszcze czytać i pisać.

Wynik polsko-polskiego fundamentalnego sporu, toczonego w czasie ustalania polskich granic, konsekwencjami swymi niewątpliwie ciężko dotknął też i Białorusinów. W jakim stopniu ich zachowanie wpłynęło na klęskę planów federacyjnych Piłsudskiego? Nie odpowiadam na to pytanie, ale pojawia się ono po lekturze pracy. Takie pytania to podstawa do prowadzenia dalszych badań naukowych.

10

Cytowany przez Eugeniusza Mironowicza starosta wilejski, krytycznie oceniający działalność oddziałów wojskowych, z całą pewnością nie pasuje do obrazu „polskiego nacjonalisty o przekonaniach kastowych i zacofanych”, o którym mówi Wacław Iwanowski w swoim „Memoriale”. Naraziłam się na potępienie Recenzenta z powodu krytyki treści „Memoriału” Iwanowskiego. Zwróciłam uwagę, iż Iwanowski źle zaadresował konkretne pretensje, słuszne w odniesieniu do osób nie będących urzędnikami ZCZW. Błędem Iwanowskiego było to, że niesłusznie przypisywał winę urzędnikom Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich, ponieważ winni byli pochodzący z wyboru (czyli nie mianowani przez ZCZW) urzędnicy miejscy oraz współpracujący z Zarządem Cywilnym (czyli nie mianowani przez ZCZW) działacze społeczni. Dodajmy działacze, z którymi ZCZW — w reakcji na interwencję Iwanowskiego — zerwał współpracę. Moim zdaniem to akurat nie może być dowodem na zacofanie i kastowość urzędników ZCZW. O tym, że ta grupa zawodowa nie była monolitem piszę w pracy dość wyczerpująco. „Analiza składu osobowego kadry kierowniczej ZCZW wskazuje na znamienny fakt, że duża część znaczących stanowisk znajdowała się w gestii ludzi związanych z Komitetem Obrony Kresów, tzn. z organizacją deklarującą cele zasadniczo odmienne od tych, które propagował Naczelny Wódz”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 110 i inne).

Byłoby dużo lepiej i dla Białorusinów, i dla Polaków, gdyby „Memoriał” Iwanowskiego wskazywał na złą wolę konkretnych urzędników ZCZW okręgu brzeskiego. Wtedy ludzie, którzy w Komisariacie Generalnym reprezentowali odmienną od inkorporacyjnej optykę polityczną, zyskaliby argumenty. Omyłka Iwanowskiego sprawiła, że ci urzędnicy ZCZW, którzy nie byli zwolennikami koncepcji Piłsudskiego, nie tylko z łatwością wykazali bezzasadność zarzutów „Memoriału”, ale jeszcze dodatkowo zyskali możliwość ośmieszenia białoruskich polityków w oczach ich potencjalnych polskich kontrahentów.

Fakt, że większość urzędników ZCZW nie była lojalna wobec koncepcji politycznych Naczelnika Państwa (pozostając na etatach ZCZW) jest treścią pracy. Szkoda, że Recenzent tego nie dostrzegł.

11

Eugeniusz Mironowicz pisze: „Warto zaznaczyć, iż Łuckiewicz był jednym z tych polityków białoruskich, którzy najdłużej szukali porozumienia z Polakami”. Nie zwraca jednak uwagi na to, że Łuckiewicz czynił to pomijając ZCZW i Komisarza Generalnego, dezawuując tym samym rolę instytucji powołanej do współpracy m.in. z Białorusinami, co było oczywiście na rękę przeciwnikom polityki wschodniej Piłsudskiego.

Recenzowana praca nosi tytuł „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich” a nie „Relacje polsko-białoruskie w okresie 1919-1920”. Wtedy niewątpliwie szerzej bym omówiła np. okoliczności towarzyszące wydarzeniom 13 XII 1919 r.

12

Praca historyka powinna polegać na precyzyjnym ustalaniu faktów i rzetelnej ich ocenie. Eugeniusz Mironowicz nie dostrzegł niczego tragicznego w sytuacji, w jakiej znalazł się Kazimierz Bisping. Opisana (na stronach 259-261 recenzowanej pracy) historia tego posiadacza 40 000 ha ziemi, poddanego ostracyzmowi społecznemu przez zwolenników obozu narodowego w rewanżu za jego lojalność wobec polityki Naczelnika Państwa, nie zasługuje w oczach Recenzenta na miano ludzkiego dramatu wynikającego z wyboru zgodnego z własnym poczuciem obywatelskiego obowiązku i lojalności. Eugeniusz Mironowicz nie uwzględnia również faktu, iż ZCZW to praca o dramacie Józefa Piłsudskiego, który w roku 1919 i 1920 — jeszcze wierny zasadom demokracji — przegrał z politykami narodowymi.

13

Eugeniusz Mironowicz pisze: „Owe dramatyczne wybory, o których pisze we wstępie Joanna Gierowska-Kałłaur, w rzeczywistości dotyczyły skuteczności rządzenia na terytorium zamieszkałym przez obcy lud, który stawał się narodem z własnymi aspiracjami”.

Joanna Gierowska-Kałłaur odpowiada: O stawaniu się Białorusinów narodem tj. o zjednoczeniu rozproszonych elit z masami białoruskimi możemy mówić dopiero przy wyborach do Sejmu RP I kadencji. Nie w czasach aktywności Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich.

14

Eugeniusz Mironowicz: „[Autorka] kilka razy dowodzi, że ZCZW pragnął organizować szkolnictwo białoruskie, lecz jedynie z powodu nikłego zainteresowania ludności dla dzieci powstawały szkoły polskie lub rosyjskie”.

Na podstawie poznanych dokumentów podtrzymuję stwierdzenie, że w większości ludność białoruska nie pragnęła szkół białoruskich dla swoich dzieci. Język białoruski uważany był za język miejscowy, nie pozwalający na kontynuację edukacji. Odmienny był pogląd mniej licznych elit białoruskich.

Podstawy sukcesu swych dzieci rodzice upatrywali w edukacji w języku dającym szanse poza miejscem zamieszkania — w języku rosyjskim lub polskim. Sytuacja wyglądała odmiennie w każdej niemal gminie. Preferencje rodziców były wypadkową składu narodowego, najrozmaitszych uwarunkowań lokalnych, prawdopodobnie też nacisku miejscowej administracji, na przykład w czasie kadencji znanego ze swych przekonań narodowych Lucjana Zarzeckiego.

Resort oświaty ZCZW stał się areną polsko-polskiej walki o niedopuszczenie nawet do quasi-plebiscytu, jakim mogły być swobodne wybory typu szkoły. Zestawienie dwóch epok zarządzania tym resortem — epoki Lichtarowicza (federacjonisty) i Zarzeckiego (inkorporacjonisty) jest jednym z wyraźniejszych wątków pracy. Ekipa Zarzeckiego robiła wszystko, by ograniczyć rozwój szkolnictwa białoruskiego. Walka pomiędzy zwolennikami federacji i inkorporacji trwała nawet po podporządkowaniu ZCZW Radzie Ministrów. W sytuacji lata 1920 roku, gdy realizacja założeń polityki Józefa Piłsudskiego nie była już możliwa, „mimo niekorzystnego obrotu spraw w polsko-polskich rozgrywkach na linii Warszawa — Wilno, Generalny Komisarz Ziem Wschodnich, kontynuując wykonywanie dyrektyw uzyskanych wcześniej od Naczelnika Państwa, nie zmieniał probiałoruskiej polityki ZCZW. Przeciwnie. Zatwierdził statut Białoruskiej Rady Szkolnej. Tym samym wszystkim białoruskim zakładom naukowym udzielono prawa do zarządu autonomicznego, czyli zrealizowano jedno z żądań odrzuconych w czasie pamiętnych rokowań w marcu 1920 r. Ten krok został uczyniony bez żadnych białoruskich starań (...) w celu ochrony Białorusinów, na wieść o przyjęciu przez polski sejm, zdominowany przez obóz narodowy, poprawki przedstawiciela obozu narodowego księdza Kazimierza Lutosławskiego, stanowiącej obowiązek stosowania tymczasowych przepisów o szkołach elementarnych w Królestwie Polskim nie tylko w dzielnicach austriackiej i pruskiej, ale także i na Kresach Wschodnich. Zastosowanie tej poprawki na Kresach Wschodnich groziło szkolnictwu Białorusinów utratą wszelkiej suwerenności i odrębności”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 321). Zainteresowanym głębiej problematyką i moimi ustaleniami dotyczacymi szkolnictwa polecam lekturę rozdziału VII.

W okręgach wileńskim i mińskim trudno mówić o dyskryminacji uczniów białoruskich, których rodzice wybrali szkołę białoruską. W mieście Mińsku można mówić wręcz o faworyzowaniu młodzieży białoruskiej. Natomiast w okręgu brzeskim sytuacja wyglądała odmiennie między innymi z powodu bardzo złej — z punktu widzenia realizacji polityki federacyjnej — obsady kadrowej tego najtrudniejszego do administrowania terenu. W szkołach powszechnych okręgu wileńskiego jeden nauczyciel przypadał na 82,4 statystycznych uczniów żydowskich, 54,5 uczniów rosyjskich 43,5 uczniów polskich, 41,8 uczniów białoruskich, 40 łotewskich, 34,4 litewskich, 24 karaimskich, 22,5 niemieckich. W szkołach powszechnych okręgu mińskiego jeden nauczyciel przypadał na 50 uczniów białoruskich, 47 rosyjskich, 37,6 polskich, 26,6 żydowskich. W szkołach średnich tamże jeden nauczyciel uczył 36 uczniów żydowskich, rosyjskich — 28, białoruskich — 25, polskich — 18. Ale już w samym Mińsku jeden nauczyciel uczył 28 rosyjskich i żydowskich uczniów oraz 16 polskich. W Gimnazjum Filologicznym — Męskim Polskim — 40, a w Gimnazjum Ośmioklasowym Białoruskim Koedukacyjnym tylko 9. W szkołach powszechnych okręgu brzeskiego jeden nauczyciel przypadał na 151 uczniów żydowskich, 77 białoruskich, 70 polskich, 60 rosyjskich. W okręgu brzeskim w szkołach średnich jeden nauczyciel przypadał na 23 dzieci żydowskich i polskich oraz na 22 rosyjskich.

15

Na koniec dwa przykłady.

Przykład 1:

Eugeniusz Mironowicz stwierdza: „ Na pierwszej stronie wstępu autorka dokonując próby zdefiniowania ZCZW pisze: „to nazwa jednostki administracyjnej, powołanej przez Naczelnego Wodza na terytorium byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, oswobodzonym (nie: zajętym) przez wojsko polskie”. Nie ulega wątpliwości, że Polacy (...) mogli się czuć wyswobodzeni, lecz istnieje pokaźna literatura i liczne dokumenty w archiwach, w których kwerendę prowadziła także Joanna Gierowska-Kałłaur, mówiące, że odczucia białoruskiej ludności były zupełnie inne. Praca Antoniego Łuckiewicza „Okupacja polska na Białorusi” (Wilno 1920) nawet w samym tytule odzwierciedla charakter postrzegania obecności władzy polskiej przez Białorusinów”.

Joanna Gierowska-Kałłaur pisze w swojej pracy:

„Przede wszystkim należy zdefiniować pojęcie — „Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich” (ZCZW). Jest to bowiem sformułowanie bardzo wieloznaczne i pojemne.

„ZCZW” to nazwa jednostki administracyjnej, powołanej przez Naczelnego Wodza na terytorium byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, oswobodzonym (nie: zajętym) przez wojsko polskie. Urząd ten powstał w określonym momencie — z jednej strony po odzyskaniu niepodległości, z drugiej zaś przed określeniem granic odradzającego się państwa na arenie międzynarodowej i w nadziei osiągnięcia określonego celu.

„ZCZW” jest również przykładem klęski koncepcji politycznej i społecznej, zbyt nowoczesnej jak na owe czasy. Odzwierciedla bowiem wewnętrzne konflikty polski oraz historię sporu między Naczelnikiem Państwa a Komitetem Narodowym Polskim, rozgrywanego na wszystkich płaszczyznach politycznych państwa i społeczeństwa w latach 1919-1929, w tym na terenach Kresów Wschodnich.

„ZCZW” to symbol dramatu, który rozgrywał się na ziemiach byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Protagonistami wydarzeń byli Naczelnik Państwa Polskiego, cała rzesza miotanych sprzecznymi uczuciami urzędników, działaczy społecznych i politycznych tej epoki oraz inni mieszkańcy byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. (...) Czynnikiem niezwykle ważnym dla zrozumienia klęski programu polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego z 1919 roku jest ukazanie struktury ZCZW w kontekście tego, co działo się wówczas, nie tylko na arenie międzynarodowej, ale również na scenach lokalnych (...). Wydaje się, że na wydarzenia, które miały miejsce między 19 lutego 1919 (...) a schyłkiem lata 1920 (...), przy całej ich złożoności i skomplikowaniu, wpłynął w bardzo poważnym stopniu pewien mechanizm. Był on dobrze znany niedawnym okupantom ziem byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i przez nich wykorzystywany, zgodnie z formułą divide et impera”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 5-6).

Przykład 2:

Eugeniusz Mironowicz kończy swą recenzję akapitem: „Wobec faktu planowanego włączenia połowy Białorusi do Polski, planów polonizacji i kolonizacji (s. 266-267) [które istotnie były formułowane przez wpływowych polityków obozu narodowego nigdy nie będących etatowymi urzędnikami ZCZW przed ogłoszeniem Odezwy Wileńskiej, patrz „Memoriał dla L. Kolankowskiego” — J.G.-K.], czym miałaby się zatem różnić ta polityka od polityki państw zaborczych. Wprawdzie nie zamierzano dzielić Białorusi między Polskę i Rosję, lecz faktycznie planowano podział tego obszaru między Polskę i bliżej nieokreślony twór polityczno-państwowy całkowicie zależny od Polski. Była to wizja państwa polskiego na Wschodzie zbieżna z tą, którą pragnął realizować Roman Dmowski. Wcześniej jednak autorka oceniła: „Narodowy program, zaproponowany odradzającemu się państwu przez Romana Dmowskiego stał w zasadniczej sprzeczności z polską tradycją państwa” (s. 50). Jaką więc tradycję realizował ZCZW?”

Joanna Gierowska-Kałłaur: „Grono zawodowych polityków, stanowiące trzon KNP wykazało się przenikliwością w analizie sytuacji. Jeśli nie koordynowało opisanych w tej pracy zachowań, to nie jest wykluczone, że je inspirowało, a z całą pewnością je zdyskontowało na korzyść swego ugrupowania i jego lidera — Romana Dmowskiego. W konsekwencji wielu czynników Naczelnik Państwa de facto zrealizował ich program polityczny. Idea głoszona przez polityków narodowych została ostatecznie przeprowadzona w dwóch etapach, za sprawą traktatów wersalskiego i ryskiego oraz traktatu jałtańskiego. Dyskusja nad tym, czyj program był lepszy dla Polski, czy zrealizowana w konsekwencji Jałty i Teheranu koncepcja Dmowskiego, czy nawiązująca do tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów a unicestwiona rękoma społeczeństwa polskiego koncepcja federacyjna Józefa Piłsudskiego, nie wchodzi w zakres tej pracy, ale jej temat z niej wynika”. (Joanna Gierowska-Kałłaur, Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich..., s. 383).

Reasumując:

Eugeniusz Mironowicz podjął się — z myślą o gronie czytelników „Białoruskich Zeszytów Historycznych” — omówienia pracy poruszającej bardzo wiele problemów. Niestety, uznał za stosowne skoncentrowanie się na omówieniu jedynie wątku białoruskiego. Nie ulega wątpliwości, że zasięgu szeroko zakrojonej i żmudnej kwerendy nie był w stanie wiarygodnie ocenić, jako że w żadnej z przejrzanych przeze mnie w Warszawie i Wilnie teczek archiwalnych dotyczących omawianego w pracy okresu nie znajdują się jego wpisy.

Ja zdecydowałam się na drogę mozolnych badań. W trakcie poszukiwań w trzech warszawskich i pięciu litewskich, równie trudno dostępnych dla badaczy z Białorusi, archiwach, odnalazłam bardzo dużo materiału dotyczącego Białorusinów zamieszkujących — obok innych narodowości — ziemie b. Wielkiego Księstwa Litewskiego w latach 1919-1920. Cząstkę tego materiału, większą niż wymagała tego praca o ZCZW, postanowiłam wprowadzić do obiegu naukowego, głównie z myślą o historykach z Białorusi, którzy mimo licznych stypendiów Rządu Polskiego mają dużo trudniejszy dostęp do polskich archiwów niż białoruscy historycy zatrudnieni etatowo w Polsce i w Polsce mieszkający.

Jest niezmiernie istotne, także dla rozwoju historiografii białoruskiej, by współcześni historycy białoruscy nie traktowali Polaków z tamtej epoki jako zwartego bloku „okupantów”, kreatorów i wykonawców „jednorodnej antybiałoruskiej polityki”. Takie podejście uniemożliwi ustalenie rzeczywistego przebiegu wydarzeń tamtych lat. Warto poznawać fakty, kojarzyć je, rozróżniać sąsiadów, znać oblicza prawdziwych wrogów, fałszywych idoli, również... mechanizm przejmowania dusz nieszczęśliwego narodu. Prawda pomoże nam zrozumieć swoje własne narodowe historie a także... naszą wspólną historię.

Recenzent utożsamia się z interesami narodu białoruskiego, a w próbach ustalania rzeczywistego przebiegu wydarzeń w sposób nieuzasadniony dopatruje się niechęci do swych rodaków. W wypadku autorki omawianej pracy myli się w tym względzie głęboko. Jak słusznie zauważa sam... Eugeniusz Mironowicz, „osoba tak rozumiejąca swój obowiązek wobec swego państwa czy też narodu, nie ma zbyt wielu szans, aby dostrzec racje drugiej strony i pozbawia się tym samym siebie roli bezstronnego obserwatora wydarzeń”.

Joanna Gierowska-Kałłaur
(Warszawa)

Od autora recenzji

Odpowiedź na polemikę z moją recenzją wymagałaby napisania kolejnych 20 stron, lecz bez najmniejszych szans na zbliżenie stanowisk. Nadużyciem jest jednak przypisywanie mi postawy zwolennika rządów bolszewickich, nieporozumieniem zaś przypisywanie mi ocen obecności wojsk polskich na Białorusi reprezentowanych przez ówczesnych jej mieszkańców. Tezę mówiącą, iż ZCZW nie był władzą polską, przyjmuję z największym zdumieniem.

Jako autor kilku książek zawsze z uwagą wczytywałem się w opinie recenzentów, nawet wtedy, gdy, jak mi się wydawało, prezentowali sądy dla mnie krzywdzące. Naukę starałem się jednak odróżniać od teologii i zbioru dogmatów. Dla kondycji naukowej poszczególnych badaczy nie mają znaczenia panegiryki pisane o ich twórczości przez zaprzyjaźnionych kolegów. Krytyczne recenzje, mnie przynajmniej, zmuszały do sprawdzenia, czy nie popełniłem błędu, niekiedy do weryfikacji własnych wyników badań. Naukę rozumiem jako nieustanny proces poszukiwania prawdy lub dróg do niej prowadzących. W przypadku nauki traktowanej poważnie nie ma miejsca na myślenie po polsku, białorusku lub francusku z tego samego powodu, dla którego w matematyce nie powinno być wątpliwości ile wynosi dwa plus dwa. Tam, gdzie zaczynają się racje narodowe, kończy działalność naukowa. Na przykładzie potraktowania problemu białoruskiego, który trochę znam, chciałem jedynie pokazać, że myślenie Autorki książki kategoriami racji stanu sprzyja tworzeniu mitologii historycznej, mimo ogromnego wysiłku, który włożyła w powstanie tego dzieła.

Nie zamierzałem oceniać „szeroko zakrojonej i żmudnej kwerendy” prowadzonej przez Autorkę książki, lecz jedynie jej wyniki. Potwierdzam przy okazji, iż w archiwum w Wilnie osobiście widziałem wpisy Pani Joanny Gierowskiej-Kałłaur na listach użytkowników przynajmniej kilkudziesięciu teczek z dokumentami związanymi z działalnością Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich.

Eugeniusz Mironowicz
(Białystok)

 êàíòàêò: bzh@wp.pl

ÓÂÅÐÕ


   

Áåëàðóñêàÿ ²íòýðíýò- Á³áë³ÿòýêà ÊÀÌÓͲÊÀÒ
webmaster