ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

Ïîøóê...ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Ïàðòíýðû... | Êí³ã³...À¢òàðû..

 
Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í  
[Allegro.pl]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    Äàñüëåäâàíüí³
    óñòîðûÿ
    Ãðàìàäçòâà
    ˳òàðàòóðà
    Ìîâà
    Ïàë³òûêà
    Ïåðàêëàäû
    Ïðàâû ÷àëàâåêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ñëî¢í³ê³
    Òóðûñòûêà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Àáàæóð
  •  Akcent

     
Białoruski

  • 
Annus
      Albaruthenicus
  •  ÀRCHE
  • 
Àñàìáëåÿ
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  • 
ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëàðóñê³ÿ
     Âåäàìàñüö³

  •  Áåëîðóññêèé
     Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³
     Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
     Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Äçåÿñëî¢
  •  Druvis
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàë³òû÷íàÿ

       
ñôåðà

  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan
  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ïðà¢í³ê
  •  Ðýçûñòàíñ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû
  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠARCHE ÔÐÀÃÌÝÍÒÛ Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêà www.bialorus.pl ÁÀÆ ÏÀÃÎÍß Âiëüíÿ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà ZBM

 

 

ÁÅËÜÑʲ ÃÎÑÒ²ÍÝÖÜ ÍÀ ÑÒÀÐÎÍÊÀÕ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

[ ïðàêàìýíòóé ]

 
 ÁÅËÜÑʲ ÃÎÑÒ²ÍÝÖÜ ¹ 18

JAK W BOĆKACH MUROWANĄ CERKIEW BUDOWANO
Część druga

W przededniu zjednoczenia Cerkwi unickiej z prawosławną do parafii boćkowskiej należało blisko półtora tysiąca osób. Oprócz Bociek (80 domów) zamieszkiwali oni w Mokrem, Dubnie, Szeszyłach, Krasnej Wsi, Nurcu, Knorydach, Starej Wsi oraz Romaszkach (Dobromilu). W 1836 r. w cerkwi został ustawiony ikonostas prostego stolarskiego wykonania. Umieszczono w nim niektóre ikony, które wcześniej zdobiły ściany świątyni.

Jak pamiętamy z części poprzedniej, budowniczym wyświęconej w 1824 r. cerkwi, nie wystarczyło czasu, a właściwie funduszy na dokończenie dwóch wież. Udało się to zrealizować dopiero pokolenie później – w 1862 r. Zdążono na czas; w roku następnym wybuchło bowiem powstanie styczniowe. Mieszane pod względem narodowościowo-wyznaniowym Boćki i okolice były również areną powstańczych zmagań. Nieopodal miasteczka właśnie, 29 listopada 1863 r. została stoczona ostatnia w powiecie bielskim bitwa. 

W tym czasie naczelnikiem wojskowym powiatu bielskiego był pułkownik Ignacy Borejsza. Pochodzący z Wileńszczyzny polski ziemianin był nadgorliwym obrońcą rosyjskiej racji stanu na zachodnich rubieżach Imperium. Z jego inicjatywy w niektórych miastach i miasteczkach wznoszono kaplice, upamiętniające stłumienie powstania oraz jego ofiary wojskowe i cywilne. Borejsza był również inicjatorem przeróbek cerkwi w charakterze wielkorosyjskim. Chociaż nie zawsze jego zamysły były w pełni realizowane, niektóre świątynie traciły swój pierwotny wygląd i charakter. Takim przeróbkom została poddana również cerkiew w Boćkach.

Czternastego lipca 1864 r. w miasteczku zebrała się komisja, która miała określić stan cerkwi oraz kierunki jej ewentualnego remontu. W jej pracach uczestniczył dziekan drohiczyński o. Piotr Baranowski, proboszcz boćkowski o. Feliks Markiewicz, pułkownik Borejsza, architekt Wajnbaum, powiatowy naczelnik policji oraz mirowoj posrednik. Stwierdzono, że cerkiew wymaga wymiany podłogi z ceglanej na drewnianą, wstawienia nowego ikonostasu, zakupu płaszczenicy, chrzcielnicy, dwóch dzwonów i chorągwi. Zwrócono również uwagę na plebanię z 1852 r., która wymagała nowego pokrycia gontowego, okien oraz oszalowania. Na zakończenie komisja zanotowała, że parafianie mimo znacznej liczebności (1945 osób) są biedni i nie będą w stanie pokryć kosztów remontu.

Ci ostatni wzięli jednak inicjatywę do serca i po dodatkowym przeglądzie cerkwi w maju 1866 r. stwierdzili, że prace należy poszerzyć o przebudowę pokrycia dachu, wykonanie sufitu z desek oraz malowanie całego budynku. Przewodniczącym rady cerkiewnej był w tym czasie Wojciech Kaliszewicz, a starostą Mateusz Litkiewicz. Planując dodatkowe prace komitet cerkiewny chciał zdążyć przed ostatecznym zatwierdzeniem planu i sumy kosztorysu, spodziewając się zwiększenia dotacji.

Zatwierdzone w lipcu 1866 r. koszty remontu opiewały na sumę 3174,59 rubli, która miała pochodzić z dotacji rządowej. Po niezbędnej korekcie planu, którą dokonano w 1872 r., okazało się jednak, że należy ją zwiększyć o 1657 rubli. Sumę mieli pokryć parafianie, a w przypadku niemożności, parafia winna była prosić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych o udzielenie kredytu. 

Czas tego przedsięwzięcia budowlanego zbiegł się jednak z „chudymi” dla parafian latami. W 1871 r. Krasną Wieś nawiedził ogromny pożar, niszcząc zabudowania aż czterdziestu gospodarzy. W Boćkach i Dubnie natomiast wielki pomór bydła, szalejący w latach 1870-1872, doprowadził do ruiny dziesiątki gospodarstw. Na zebraniu parafian, które odbyło się 21 maja 1872 r. nie zaaprobowano więc podwyżki sumy kosztorysu, obstając przy zachowaniu pierwotnej. Pod dokumentem podpisali się starostowie poszczególnych miejscowości: Bociek – Antoni Radziwonczyk, Mokrego – Józef Ignatiuk, Knoryd – Filip Wołosiuk, Starowsi – Jan Dunikowski, Dubna – Grzegorz Góralczuk, Krasnowsi – Nazar Bondaruk i Szeszył – Teodor Jaroszewski.

Władze odmowę uwzględniły, umożliwiając parafii zaciągnięcie wspomnianego kredytu. Zwrócono się przy tym do parafian o jego poręczenie swoim majątkiem ruchomym i nieruchomym. Mieszkańcy byli co do tego jednomyślni i niebawem odnośnym władzom przedstawiono tzw. „krugowoje poruczitielstwo” z podpisami gospodarzy, opatrzone pieczęcią wójta gminy Dubiażyn.

Wszystkie przeszkody formalne parafia miała więc już za sobą. Pozostawało sporządzić plan przebudowy oraz znaleźć odpowiednich fachowców. Pierwszego dzieła podjął się początkowo architekt Grosman, lecz jego nieudolny projekt został odrzucony. Ostatecznie przyjęto do realizacji plan inżyniera Krzyżanowskiego. Po umówieniu się z majstrami, we wrześniu 1872 r. rada parafialna powiadomiła o tym Gubernialny Resort Cerkiewno-Budowlany, prosząc o zaliczkę na rozpoczęcie budowy. Tysiąc rubli spożytkowano od razu na zakup drewna, wapna i cegły (zakupiono ją w cegielni Karolin, należącej do Adolfa Wiewiórowskiego). Rzeźbiarzowi Koronowskiemu zlecono wykonanie prac snycerskich przy ikonostasie. Pozostała suma dotacji była wydana na zakup blachy na pokrycie dachu, wykonanie krzyży żeliwnych na kopuły oraz zakup trzech ikon. Parafianie dołożyli ponadto od siebie środki na słupy dla podtrzymywania sufitu oraz pieniądze na zakup ikon do ikonostasu. Hojnym ofiarodawcą na te ikony okazał się również o. Dymitr Nowski, protoprezbiter Uśpieńskiego soboru w Moskwie.

Prace posuwały się do przodu w szybkim tempie. W październiku 1873 r. rada parafialna poprosiła władze o wyasygnowanie pozostałej sumy, by remont zakończyć do zimy. I udało się – 25 marca następnego roku cerkiew po remoncie była wyświęcona. W przedostatnim dniu 1874 r. w boćkowskiej cerkwi zebrała się komisja pod przewodnictwem o. Antoniego Pankratowa z Andryjanek, by dokonać jej odbioru po remoncie. Sporządzony przy tej okazji inwentarz odnotował wszystkie dokonane zmiany. Remont okazał się praktycznie generalną przebudową cerkwi. Rzut ogólny, oprócz dodania prytworu praktycznie nie zmienił się; elewacje frontowa i boczna zyskały jednak wiele nowych elementów. To przede wszystkim dwie cebulaste kopułki na wieżyczkach, które zamieniły półokrągłe hełmy na wieżach – dzwonnicach. W ślad za tym poszła przebudowa otworów okiennych. Dotychczasowe cztery półokrągłe, zamieniło osiem prostokątnych, zaokrąglonych u góry. Takież okna wykonano również w części ołtarzowej i wieżowej. Nowym elementem stał się również dobudowany od strony zachodniej prytwor. Wewnątrz cerkwi zaś, swym monumentalnym wyglądem zachwycał ikonostas. 

* * *

Cerkiew w nowej architektonicznej oprawie można było podziwiać nad Nurcem niecałe siedemdziesiąt lat. W czerwcu 1941 r. pociski artylerii niemieckiej całkowicie zniszczyły wieże, dach i spowodowały pożar we wnętrzu budynku. Ze świątyni praktycznie pozostały okopcone ściany. Po dwu latach odbudowaną, już bez wież, cerkiew ponownie wyświęcono. W takim skromnym stanie przestała ona ponad półwiecze, by pod koniec dwudziestego stulecia znowuż zajaśnieć w pełnej krasie. Z inicjatywy proboszcza o. Witalisa Gawryluka i parafian odbudowano dwie wieże oraz przerobiono dach, powracając tym samym do wyglądu po przebudowie z II połowie XIX wieku. Zachowane fotografie i pamięć o wspaniałej świątyni pozwoliły z całym pietyzmem ją odrestaurować. Miejmy nadzieję, że następne pokolenia prawosławnych mieszkańców Bociek i okolic, już bez dramatycznych przejść, będą mogły spokojnie modlić się w swojej cerkwi. 

Doroteusz Fionik

Ðýäàêöûÿ âåëüìi äçÿêóå ä-ðó Ãåíàäçþ Ñÿìåí÷óêó äû Ñÿðãåþ Òîêöþ ç Ãðîäíà çà ïðàäñòà¢ëåíûÿ íàì êîïii ãiñòàðû÷íûõ ïëàíࢠáîöüêà¢ñêàé öàðêâû. Çíàõîäçÿööà ÿíû ¢ Íàöûÿíàëüíûì Ãiñòàðû÷íûì Àðõiâå ã. Ãðîäíà ¢ ñïðàâå àá ðàìîíöå ïðàâàñëà¢íûõ õðàìࢠó Áîöüêàõ äû Êíàðûäàõ (Ôîíä 97, 1, 140).

 

OHULKI Z OKOLIC PUSZCZY LADZKIEJ

Jeszcze pół wieku temu w okresie paschalnym białoruskie wsie podlaskie rozbrzmiewały melodiami pieśni wiosennych. Szczególnie rozśpiewany był pierwszy tydzień - od Welikodnia do Prowod. Wówczas młodzież, głównie dziewczęta, śpiewały ohulki (rohulki), których motywem przewodnim była budząca się do życia przyroda, a wraz z nią zakwitające uczucia między dziewczyną i chłopcem.

Na podlaskie ohulki pierwszy zwrócił uwagę prof. Józef Jaroszewicz w artykule „Wiadomość o kupalnicach na Podlasiu” („Ondyna Druskiennickich Źródeł”, 1846, z. I). Uczony przytaczając teksty dziesięciu pieśni wraz z opisem obrzędu, doszukuje się jego świętojańskiej (kupalskiej) genezy i twierdzi, że z okresu letniego na wiosenny były one przeniesione pod wpływem duchowieństwa. Jeżeli nawet tak było, świadczy to tylko o przywiązaniu do tradycji dawnych Białorusinów i ich pobożności. Bez oporów porzucili oni bowiem hulanki z pogańskim podtekstem w okresie Postu Piotrowego, przenosząc część obrzędowości, pozbawioną demonizmu, w radosny czas po Zmartwychwstaniu Chrystusa. 

Paraskiewa Grygoruk Czytając teksty ohulek wydaje się jednak, że od dawna były one właściwe obrzędowości wiosennej. Mowa w nich przecież o budzącej się do życia przyrodzie („Trawa-murawa” ze Studziwód) lub bezpośrednio o wielkanocnych świętach („Oj, wesna krasna” z Tyniewicz Dużych). Piękne dni jasnego tygodnia paschalnego sprzyjały spotkaniom grup młodzieży wiejskiej, w czasie których do późnych godzin nocnych śpiewano ohulki, prowadzono korowody, żartowano. Zbierano się na ulicach, za wsią, czy też polanie leśnej. Ciekawy zwyczaj istniał w Kożynie, gdzie młodzież w te ohulkowe wieczory wypływała czółnami na rzekę Łoknicę. Pieśń tam zapisana: „Oj, pływ czownyczok po reczci” jest idealnie dopasowana do tej sytuacji.

W miejscowościach położonych na skraju Puszczy Ladzkiej, stanowiącej północno-wschodni kraniec dawnej Puszczy Bielskiej, na śpiewanie ohulek młodzież zbierała się na leśnych polanach. Tak było również w Grodzisku (Horodisku), wsi należącej do prawosławnej parafii w Łosince.

Latem ubiegłego roku, wraz z grupą studentów – uczestników letniku w Nowosadach miałem szczęście usłyszeć piękne horodiskie ohulki. Swych głosów użyczyły nam panie Paraskiewa Grygoruk i Nina Kicel. Na kilka godzin mogliśmy się przenieść w czas ich młodości, chociaż przepełnionej ciężką pracą, to jednak upoetyzowanej takimi pięknymi pieśniami jak ohulki. A że jest to naprawdę poezja wysokiego lotu, mogą czytelnicy sami się o tym przekonać. W tych tekstach: miłosnych, refleksyjnych, znajdziemy wiele metafor, porównań. Wszystkie pieśni możemy przy tym związać w jedną całość – jest to opowieść o parze młodych ludzi, ich uczuciach, radościach i rozterkach. Mamy więc tu do czynienia ze swoistą ludową operą. 

Nina Kicel W pierwszej pieśni dziewczyna spotyka się z chłopcem w sadzie. Ona zrywa kwiat kaliny, on jej pomaga układać bukiet. Potem chłopiec oddala się, a jego miejsce zajmują piękne pawie. Dziewczyna, myśląc o zamążpójściu zbiera ich pióra i robi poduszki. Nie przeliczyła się. Niebawem koło młyna zacznie wybielać wyszyte przez siebie ręczniki, które ofiaruje na weselu rodzinie swego wybranka. Bieląc podarki spogląda na gniazdo cichego słowika i myśli o swym gniazdku domowym. Niebawem jednak w domu dziewczyny zapanowuje żałoba – umiera ojciec, który tak starannie przygotowywał się do wesela córki. Dziewczyna rozpacza, wzywa brata, który jest na wojnie, aby zabrał ją ze sobą. Wątpi, czy z sierotą zechce się ożenić jej umiłowany. Ten jednak ją pociesza, ufając Bogu, że da im szczęście we wspólnym życiu. Związkowi z sierotą jest jednak przeciwna matka chłopca. Podsuwa mu smaczną kolację, aby tylko nie jechał do miłej. On jednak jest stanowczy i jedzie do swej białolicej i czarnookiej ukochanej. Gdy spotyka się z nią, zaczyna padać deszcz. Dziewczyna jest smutna. Chociaż wie, że chłopiec ją kocha, martwi się z powodu braku posagu i stosunku do niej matki chłopca. W jej wyobraźni roztacza się widok złej teściowej, ustawicznie gnębiącej swą synową. Prosi więc chłopca o możliwość rozstania. O poranku, wracając ze spotkania z umiłowanym, słyszy kukanie kukułki. To ją doprowadza do jeszcze większego żalu. Dziewczyna, płacząc, zawodzi pieśń „Bodaj zazulu...”.

Tak mija lato. Dziewczyna tęskni za swym chłopcem, sama nie ma jednak śmiałości pójść do niego. Postanawia poprosić jego towarzysza, by przekazał mu pozdrowienia. W tym samym czasie chłopiec, orząc wołami pole, zaczyna narzekać na swe młode lata, które na próżno trwoni. Ale, oto w oddali zbliża się do niego towarzysz z pozdrowieniami. Jest już późne lato. Może jesienią będzie wesele?

Tak można streścić ohulki z Grodziska. Chociaż przytaczamy ich tu jedynie dziewięć – tyle dni mamy od Welikodnia do poniedziałku przewodniego – widzimy w nich piękno, mądrość, wrażliwość na losy ludzkie, a także zauważamy ich pouczające przesłanie. 

Doroteusz Fionik

[ ïðàêàìýíòóé ]

 

ÓÂÅÐÕ


   

Áåëàðóñêàÿ ²íòýðíýò- Á³áë³ÿòýêà ÊÀÌÓͲÊÀÒ
webmaster