Sformułowania uogólniające w prozie Sokrata Janowicza
Wanda Supa
Białystok
W zdominowanej przez poetów twórczości “Białowieżan” proza ustępuje miejsca poezji w aspekcie ilościowym, ale niezależnie od tego stanowi w dorobku Stowarzyszenia zjawisko bardzo doniosłe. Ta forma wypowiedzi kojarzy się przede wszystkim z nazwiskami i dokonaniami Sokrata Janowicza, Mikołaja Hajduka oraz w ostatnich latach - Michasia Androsiuka i Miry Łukszy. Tendencję do formułowania specyficznych wypowiedzi uniwersalizujących i oceniających dostrzegamy jednak przede wszystkim u pierwszego z wymienionych prozaików.
Obecny w literaturze od 1969 r. Sokrat Janowicz to autor kilku zbiorków opowiadań i miniatur poetyckich, powieści Ściana oraz Samosiej, a także książek z dziedziny publicystyki. Przez polskich krytyków jego twórczość została dostrzeżona wkrótce po książkowym debiucie1 i do tej pory wywołuje ona zainteresowanie2, podsycane publikacjami nowych utworów bądź wznowieniami wcześniejszych. Od lat dziewięćdziesiątych utwory Janowicza są również dostępne na Białorusi i stanowią przedmiot badań literaturoznawców białoruskich3.
Janowicz wszedł do literatury z własnym tematem i własnymi ideami4; tym tematem jest wieloaspektowa analiza sytuacji mniejszości białoruskiej w Polsce, a dominujące idee to walka o zachowanie przez tę mniejszość narodowej tożsamości, walka, jak sugeruje sam pisarz, skazana na niepowodzenie. Można powiedzieć, iż Janowicz ukazywał i interpretował procesy, zachodzące w środowisku wiejskich, krynkowskich i białostockich Białorusinów od czasów II wojny światowej do chwili obecnej nieomal z precyzją socjologa i historyka, próbując przy tym odkrywać i przekazywać prawdy zarówno o charakterze lokalnym, jak i uniwersalnym. Wśród różnorodnych technik artystycznych, takich jak ewokacje liryczno-poetyckie w miniaturach, epickie fabularyzowanie, konstruowanie postaci literackich w konwencji realistycznego prawdopodobieństwa, obrazowanie satyryczne i “cytaty z rzeczywistości” w powieściach i większych opowiadaniach psychologiczno-obyczajowych, ważną rolę odgrywa również tworzenie własnych, bądź przytaczanie cudzych sentencji i sądów uogólniających, które przypominają klasyczne wypowiedzi mądrościowe5.
Pojęcie “sentencje mądrościowe” lub “sapiencjalne” rozumiane jest jako uogólnienie w krótkiej i zwięzłej formie słownej wniosków (mądrości) płynących z własnego oraz zbiorowego doświadczenia na temat praw rządzących życiem i światem, ludzkim postępowaniem, losem narodów, polityką państw itp., dokonywane zarówno przez jednostki jak i całe społeczności w celach dydaktycznych i poznawczych. Uogólnienia tego typu mogą być ujmowane w gatunek rozprawy czy wykładu, ale mogą być też wpisywane w analizę ludzkiego postępowania, w podsumowanie ludzkich losów, towarzyszyć studiom przyrody i jej związków z człowiekiem, prezentacji zasad życia społecznego, cech charakteru narodowego, praw historii, wreszcie oceny całej cywilizacji.
Najstarszym i najbogatszym źródłem sformułowań mądrościowych w kulturze europejskiej jest oczywiście Biblia, zwłaszcza takie jej części składowe jak Księga Mądrości, Księga Przysłów oraz Księga Koheleta, obfituje w nie również folklor różnych narodów i literatura. Wśród sformułowań uogólniających wyróżnia się aforyzmy, przysłowia, sentencje, maksymy, złote myśli, skrzydlate słowa6 itp.; dwa pierwsze z wymienionych typy wypowiedzi są definiowane i badane zarówno przez literaturoznawstwo7, jak i językoznawstwo8, pozostałe mają status bardziej płynny (wyróżniane są np. aforyzmy-sentencje i aforyzmy-maksymy), ale w praktyce literaturoznawczej i w języku potocznym stosowane są dość często.
Chociaż światowa kultura i poszczególne literatury narodowe wypracowały już ogromną ilość stwierdzeń uniwersalizujących, zbieranych i wydawanych w odrębnych publikacjach9, nigdy nie będą one stanowić zbioru zamkniętego, gdyż każda epoka wzbogaca doświadczenie ludzkości, przed każdym pokoleniem staje zadanie samodzielnego uporania się z życiem, a mądrość narodu czy jednostki to zjawisko wielowarstwowe, ulegające przemianom, zawsze otwarte na nowe fakty i niesione przez nie sensy. Ponadto, jak już zauważono:
“...żadna okoliczność codziennego życia nie jest tak błaha i banalna, aby nie mogła stać się oknem otwierającym widok na dziedziny wartości ostatecznych; żadna też prawda nie jest zbyt głęboka, by nie można było znaleźć analogii w codziennym doświadczeniu”10.
Refleksje biblistów nad mądrością podkreślają też, iż wykładnia tego pojęcia wyklucza wyłączne rozumienie prawdy, w związku z czym niektóre dawne stwierdzenia bywają korygowane i aktualizowane, odnoszone do innych prawidłowości, rodzących się w procesie historii, bądź odrzucane. Za wymowny przykład niezbędności korekt może posłużyć jedno z uogólnień Eklezjastesa: “Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy” (Koh. 1, 4, podkr. – W. S.) – obecnie uczeni-autorzy teorii kosmogonicznych dowodzą, iż ziemia nie jest wieczna i może przestać istnieć, np. w wyniku katastrof kosmicznych.
Tworzenie więc mądrościowych uogólnień to proces nie mający końca, podobnie jak nie ma końca proces kształtowania życia, z tym wszakże, iż spośród wypracowanych w danej epoce nobilitację długowieczności i uniwersalności zyskuje tylko niewielka ich część, a warunek żywotności to aprobata ze strony współczesnych i przyszłych odbiorców. W większym lub mniejszym stopniu do wzbogacania tego zbioru przyczynia się każdy autentyczny pisarz. W przypadku Janowicza na uwagę zasługują uogólnienia poetyckie, realizowane przy pomocy tropów stylistycznych, zwłaszcza zamienni i synonimizacji, czy detalizacji opisywanego zjawiska.
Na przykład o Krynkach, symbolizujących dla pisarza świat dzieciństwa i “małą ojczyznę”, napisano:
“Swym bizantyjskim pięknem odgradzałyście mnie od codzienności”11.
Kluczowe w twórczości Janowicza pojęcie mowy ojczystej, słowa białoruskiego waloryzowane jest efektownie przy pomocy semantycznie ważkich i intensyfikujących ekspresję poetyzmów:
“Słowo białoruskie – ojczyzna moja – matczyna łza – moja religia” (Modlitwa, s. 9).
Jedna z najpiękniejszych aforystycznych metafor to spostrzeżenia o “zaczarowanym w słowach pisarstwa” źdźble żyta i zjawiskach, do których można je odnieść na zasadzie reprezentatywności symbolicznej:
“Samotne jak życie/ Ciche jak mądrość. /Krzywe jak los, / Zielone jak świat... (Źdźbło żyta, s.55).
W zbliżony sposób zwaloryzowano pojęcie duszy, dzieciństwa, stanów emocjonalnych:
“Dusza – wieczna jak pustynia – spoziera w Kosmos niby w przywoływane dzieciństwo, które staje się cudowne dlatego, że radość jawi się bezinteresowna, przyjaźń jest braterską miłością, psoty – hałaśliwą zabawą, a wrogość podobna jest do zapomnienia” (Pory, s. 101).
“Nie każdemu dano odczuć niepokój kochania i potem radość” (Najwyższe piękno, s. 77).
“Rozpacz chowa się w bezsennej nocy, współczucie ma zdrowy sen i chrapie do świtania” (Odpust, s. 19)
Tego rodzaju sformułowania stanowią jakby samodzielne wypowiedzi, nawet samodzielne utwory, dlatego wyrwanie z kontekstu nie osłabia ich sensu i ekspresji. W innych przypadkach, gdy formułowana jest konstatacja nie będąca tropem stylistycznym, lecz na przykład wnioskiem wypływającym z relacji zdarzeń bądź opisu zjawisk, wyodrębnienie z kontekstu może osłabiać nośność znaczeniową wypowiedzenia, ale dla celów interpretacyjnych takie zabiegi są konieczne.
Autorska refleksja nie pomija ani roli trzeźwego logicznego myślenia w rozumieniu i interpretacji świata, ani udziału podświadomości i odziedziczonych instynktów w tym procesie:
“Trudno wyobrazić sobie bardziej szare bytowanie od tego, które jest wynikiem rozumienia, że wszystko da się wyjaśnić bez reszty” (Boże Narodzenie w Krynkach, s. 113).
Kontekst, w którym zostało sformułowane to stwierdzenie – analiza irracjonalnego strachu, nawianego przez ciemność i nocne cienie wydaje się korespondować z rozważaniami Romano Guardiniego, który napisał:
“Uważna analiza mądrości wykazuje, że wymaga ona pewnych związków z czynnikami irracjonalnymi, z rzeczami ‘głupimi’, bo w przeciwnym wypadku zamieni się w pedanterię, rozmijając się z rzeczywistością. Podobna analiza wykazuje, że piękno staje się lekkomyślne, nawet niszczycielskie, jeśli wyłamuje się z dyscypliny moralnej”12.
Sokrat Janowicz ma swoje sposoby na unikanie pedanterii, na przykład oprócz oryginalnej poetyzacji stosuje celowe zaostrzanie ekspresji i sugestywności wypowiedzi dzięki wprowadzaniu wyrażeń dosadnych, śmiesznych lub sarkastycznych. Bogatym źródłem złotych myśli, aforyzmów, przysłów i sentencji jest zwłaszcza najnowszy utwór tego pisarza Nie żal przeżytego (Íå æàëü ïðàæûòàãà, 2002), pisany w latach 1998 – 2002, plasujący się na pograniczu literatury pięknej i publicystyki, będący zbeletryzowaną formą autobiografii, ukazującej na pierwszym planie sylwetkę bohatera w pewnym stopniu tożsamego z realnym psychofizycznym autorem oraz świat zewnętrzny i otoczenie, które go kształtowało i które w dojrzałym życiu próbował kształtować, a przynajmniej interpretować on sam.
Cechą relacji w tym utworze, nastawionej na wywołanie u odbiorcy iluzji szczerości absolutnej i eksponującej autentyzm postawy wobec życia jest dążenie do tropienia w zamęcie stosunkowo niedawnych wydarzeń, takich jak druga wojna światowa, okupacje, przemiany polityczne kolejno po 1956, 1970, 1981 i 1989 r. pewnych prawidłowości, zarówno z jednostkowego, subiektywnego punktu widzenia, jak i posiadanej wiedzy, zwłaszcza dotyczącej mechanizmów i zjawisk, które powtarzają się wciąż bądź tylko sporadycznie. W prozie refleksyjno-wspomnieniowej, w której materię przedstawieniową tworzą fakty autentyczne, stanowiące wycinek historii, dążenie do podsumowań, uogólnień czy interpretacji polemicznych jest zjawiskiem naturalnym, a nieraz celem nadrzędnym. Jak zwykle, tak i w tym przypadku obecność sądów uogólniających dowodzi podejmowania prób zapanowania nad chaosem wydarzeń i porządkującego, nacechowanego aksjologicznie przedzierania się przez gmatwaninę życia.
Występujące w utworach Janowicza wypowiedzi uogólniające można podzielić ze względu na ich genezę na autorskie sensu stricto oraz zapożyczone, cytowane, o proweniencji ludowej lub z tzw. kultury wysokiej. Natomiast ze względu na treść, tematykę i zawartość poznawczą wyodrębniają się z nich sentencje bytowe, polityczne, filozoficzne, poetyckie, religijne. Z kolei ze względu na zasięg uogólnień – na odnoszące się do zjawisk uniwersalnych lub na drugim biegunie – do zjawisk lokalnych, o węższym znaczeniu, charakterystycznych dla pewnego wycinka rzeczywistości, w tym przypadku sytuacji mniejszości białoruskiej w Polsce.
W kontekście całej twórczości Janowicza najbardziej charakterystyczne i znaczące wydają się uogólnienia na temat charakteru polskich Białorusinów, ich stosunku do samych siebie i sytuacji społeczno-politycznej, w jakiej się znaleźli, dokonywanych przez nich wyborów życiowych i skutków tych wyborów. Chodzi o takie zjawiska, jak opuszczanie rodzinnych wiosek w pogoni za dobrobytem, ulegania polonizacji i utrata własnej tożsamości narodowej. W miniaturach poetyckich i w prozie epickiej uogólnienia na ten temat charakteryzują się refleksyjnością i nutą nostalgicznej konstatacji zjawisk odbieranych przez pisarza jako negatywne, natomiast w publicystyce cechuje je zabarwienie emocjonalne gniewu, oburzenia, szyderstwa, goryczy. Już w miniaturach z lat 70. pojawiły się nacechowane emocjonalnie, deprecjonujące stwierdzenia w rodzaju: “handlarze sumieniem”, “janczarzy imperium ABY-ŻYĆ”, “półmieszczanie”, “wczorajsze chamy” itp.
W publicystyce tego rodzaju stwierdzenia i sądy są formułowane w języku zbliżonym do potocznego. Niektóre z nich są świadomie prowokacyjne, niekiedy kontrowersyjne; ekstremalny krytycyzm pisarz przejawia zwłaszcza w stosunku do własnego narodu, ale nie szczędzi też ani Polaków, ani Rosjan. Przypomnijmy w kontekście tych rozważań, iż określanie cech charakteru narodowego czy etosu jakiegokolwiek narodu jest problemem frapującym dla pisarzy i przedstawicieli nauk społecznych na całym świecie, ale niezwykle trudnym, ze względu na ogromną ilość czynników historycznie zmiennych oraz konieczności uwzględniania wielu różnorodnych zjawisk charakteryzujących związki między jednostką, grupą społeczną a narodem. W tej dziedzinie trudno o uogólnienia zadowalające wszystkich.
Janowicz pisze głównie o polskich Białorusinach-chłopach oraz Białorusinach–małomiasteczkowych mieszczanach w sytuacji wielkich przemian społecznych i cywilizacyjnych, jakie zainicjowała zmiana ustroju po drugiej wojnie światowej, urbanizacja, uprzemysłowienie i polityka państwa wobec mniejszości narodowych. Pisarz próbuje ustalić i przekonująco nazwać przyczyny rozpadu chłopskiego etosu i wyrzekania się mowy ojczystej, szukając ich zarówno w świecie zewnętrznym, jak i w mentalności i doświadczeniu swoich ziomków.
Na przykład zachowanie wielu mieszkańców Krynek i okolic podczas drugiej wojny światowej, kiedy parokrotnie zmieniała się władza, dało podstawę do przypomnienia “słynnej filozofii tzw. ‘tutejszych’”: być dobrym dla wszystkich”13 (podkr. moje) – to znaczy dla każdej władzy. Ta pozornie neutralna konstatacja sygnalizuje takie zbiorowe cechy, jak ugodowość i pasywność Białorusinów. O takim zjawisku jako przejawie koniunkturalizmu ze strony określonych typów charakterologicznych pisało wielu literatów, ale rzadko odnoszono je do całego narodu czy dużej grupy społecznej.
Jednym z motywów przewodnich przewijających się przez cały utwór jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego Białorusini z Białostocczyzny jako “nacja będąca nie fanaberią, ale boskim dziełem” (s. 143), postępowali po wojnie i postępują dzisiaj tak, a nie inaczej, dlaczego tak szybko ulegają wynarodowieniu. Przyczyny autor dostrzega w ekonomice i w dominującym w świecie systemie wartości, w priorytetach aksjologicznych – dla wielu do roli wartości najwyższej awansowało życie wygodne, dostatnie, stabilne, komfortowe. Czytamy:
“Wysepki białoruskości są tam, gdzie nie ma przymusu być Polakiem (õàäç³öü ó ïàëÿêàõ), żeby wyżyć” (s. 40).
Wprawdzie z powodów ekonomicznych i preferowania określonej hierarchii wartości opuszczały swoje wioski i dzieci polskich rolników, a także z krajów Europy Zachodniej, im jednak nie groziło wynarodowienie, lecz jedynie utrata korzeni, zerwanie z chłopskim etosem.
“Świadomość narodowa jest produktem kultury; sama goła kultura nikogo nie nakarmiła. To polska kultura warunkuje karierę, nie białoruska (u Sowietów jeden warunek – rosyjska” (s. 56);
“Wszystko wskazywało na to, że im więcej tyrasz, tym mniej masz (òûì ãàëàäíåéøû òû) (s. 48).
Te komentarze w formie paradoksu trafnie określają anomalie polskiej socjalistycznej rzeczywistości, zarówno wiejskiej, jak i miejskiej, dotykające wszystkich polskich obywateli, ale dla Białorusinów mające jeszcze ważne skutki dodatkowe.
“Świat dorosłych pozostawał białoruskim, bo białoruski był ich los. Dzieci rosły w polskim świecie i nic nie mogło ich utrzymać przy światopoglądzie ojców. Tym bardziej, że starzy im nie imponowali – ni dobrobytem, ni kulturą osobistą. Moja białoruskość, z pewnością, brała się z Krynek, z kosmosu białoruskojęzycznego miasteczka. Nie wioski, broń Boże, z jej kompleksem chama” (s. 76);
“Przez naród białoruski przetoczył się Attyla Wschodni, przekształciwszy się w Attylę Zachodniego...” (s. 143).
Przytoczone uogólnienia korespondują z maksymami już dawno sformułowanymi i niekiedy przypominanymi – na przykład już Arystofanes powiedział: “Gdzie dobrze, tam ojczyzna”, co oczywiście nie znaczy, iż zmiana ojczyzny przez określoną zbiorowość jest procesem mało znaczącym i bezbolesnym14.
Zrozumienie przyczyn nie warunkuje jednak wyrozumiałości odautorskich ocen. Białorusini, którzy łatwo ulegli polonizacji bądź za wschodnią granicą (w Grodnie) rusyfikacji zostali określeni jako: “Biali Murzyni Europy, parobkowie nowych panów” (s. 62), ci, co boją się pokazywać swoją białoruskość – jako “podziemni” albo “domowi Białorusini” (s. 89).
Oprócz przyczyn historyczno-ekonomicznych Janowicz dostrzega też przyczyny wewnętrzne, tkwiące w narodowych cechach i wytacza zarzuty ciężkiego kalibru:
“Nieszczęście Białorusinów tkwi w ich niezorganizowaniu” (s. 62);
“Białoruskie struktury przejęli już młodzi, dla których jestem dziadkiem, ale charaktery mają takie same. Chciwi na pieniądze, zdradziecko plotkarscy, po chłopsku mściwi, po radziecku tępi (pomimo swoich uniwersyteckich dyplomów). Skąd taki constans? Nie ma tu żadnej zagadki: mentalność człowieka kształtowana jest przez jego los, pochodzenie społeczne. Wszyscy jesteśmy dziećmi zapyziałej wioski” (s. 122);
“...Białorusini rodzą się już gotowymi komunistami, jak ci Rosjanie od razu w mundurach i z orderami” (s. 128);
I dwa przykłady najbardziej kontrowersyjnych uogólnień:
“Kiedy to biedny pomógł biednemu, białoruski hołysz białoruskiemu hołyszowi?! Prędzej Polak pomoże, bo on ma inny los, nie pochodzi z czarnej krainy Zadryponia” (s. 145);
“... sami Białorusini – Białorusinów utopili by w gównie!” (s. 141).
W tego rodzaju stwierdzeniach, kiedy prawda konkretna, lecz dotycząca tylko części zbiorowości bywa przenoszona na całość, łatwo o przesadę, która może podważyć sens całego uogólnienia. Z pewnością nie wszyscy czytelnicy zechcą przyznać autorowi rację, zresztą ostrość tych wypowiedzi jest ukierunkowana polemicznie, na budzenie zainteresowania problemem, również poprzez wywołanie oburzenia.
Sytuację i postępowanie “swoich” pisarz odnosi często do ogólnoludzkich mechanizmów postępowania.
“Kto ma ochotę zostawić to, co lepsze i poleźć tam, gdzie gorzej” (s. 26);
“Wielodzietność nie sprzyja dobrobytowi. U bogatych narodów ludzi nie przybywa” (s. 36).
“Mali i młodzi dużo czytają, mniej więcej do ożenku lub zamążpójścia. Od tego momentu zaczyna się zastój w rozwoju osobowości. Prawda, nie u wszystkich. Jednakże mało jest takich, którzy zachowują intelektualną ‘żwawość’” (s. 40).
“Mądrzejszy dominuje głupszego, silniejszy słabszego, wyrobiony mniej wyrobionego. Brandenburczycy podporządkowali sobie plemiona Łużyczan; miasto niemieckie uzależniło wieś mazurską; polskie mieszczaństwo imponowało zwłaszcza masie białoruskiej...”15.
W ocenie autora proces polonizacji już został zakończony, stąd uogólnienia o charakterze elegijnym:
“Krynki tymczasem za pół wieku spolonizowały się (çàÿäëà àïàëÿ÷ýë³) i nikt dzisiaj nie dotknie się do białoruskiego druku nawet przez papier higieniczny” (s. 28);
“Puszcza przygarnie do się tę zbyteczną dla kapitalizmu okolicę” (tj. umierające Krynki, Długa śmierć Krynek, s.127);
“Białorusini – gatunek na wymarciu – już wdeptany w ziemię, z pomocą partii i cerkwi” (s. 153).
“Ruch białoruski narodził się jako wiejski, a nie miejski i ginął razem z chłopstwem” (s. 163);
“Dolinę zwrócono pierwotnej przyrodzie. Może to i sprawiedliwe...”16
Inną interesującą grupę uogólnień stanowią sentencje o przemijaniu, upływie czasu, zwięzłe konstatacje zmian zachodzących w dziedzinie obyczajów, obowiązującej hierarchii wartości, funkcjonowaniu ludzkiego organizmu itp.:
“Za mojej pamięci za tę ziemię przelewali krew, a teraz nie jest ona nikomu potrzebna”; “Aż nie chce się wierzyć, że kiedyś jeden drugiego gotów był zabić za miedzę” (s. 22);
“Za moich czasów dziewczęta mogły najwyżej płakać i prosić. Jeżeli którejś baliśmy się, to tylko takiej, której ojciec dostawał “białej gorączki” i miał pudowe pięści” (24); (to pojawia się w kontekście zaobserwowanej scenki, gdy dziewczyna znająca karate pobiła chłopaka, wyrównując w ten sposób rachunki, czyli konstatacja emancypacji);
“Dziewczęta teraz twardo stąpają po ziemi”. “Posiadają instynkt gniazda, a my, chłopcy, jesteśmy motylami, co fruwają z kwiatka na kwiatek” (s. 73).
“Takich wesel, jak w młodości, więcej już nie widziałem” (s. 34); “Dawniej (...) – ożenek łączył potencjał gospodarstw, poszerzał więzi między ludźmi, umacniał ród. A teraz wesele – to zbędny deficyt, pustka inwestycyjna, danina zwyczajom, droga. Dzieci z końca XX wieku są zależne nie od teściów, wujków i ciotek, ale od dyrektorów firm i swoich kwalifikacji” (s. 100.
“... W fabryce Sierżana zrodziła się tradycja proletariackiego mordobicia” (s. 87).
“... w wolnosobotnim dniu szukają (nowi półmieszczanie – W. S.) osłody w samoupodleniu, zalewając wódką gardła. Zmęczeni dorabianiem się” (Spacer na peryferiach miasta, (s. 73)
W nurt rozważań o losie Białorusinów włączane są też refleksje na temat niesionych przez życie wydarzeń i zjawisk z różnych jego dziedzin. Na przykład wspomnienia o kontaktach z polskimi literatami i losie już nieżyjących znajomych aktywizują refleksje na temat zjawiska śmierci samobójczej i znów z godną podziwu dociekliwością pisarz próbuje wyjaśnić, skąd się wzięła taka “tradycja”:
“Nie polska, bo w polskich tradycjach – oprócz wojskowych, nie ma “poszukiwaczy zguby”. To rosyjska specjalność, widocznie przeszczepiona utraciwszej racjonalność Polsce Ludowej, byłej kandydatce na ... siedemnastą republikę ZSRR” (s. 148).
Pisarz próbuje też zamknąć w formie stwierdzeń uogólniających spostrzeżenia własne na temat zjawisk trudno definiowalnych, niekiedy nawet trudno uchwytnych, jak twórczość, umiejętność oceny aktualnej sytuacji społeczno-politycznej, oceny władzy itp.:
“To prawda, że życiu literackiemu towarzyszą alkohol i kobiety, jednak jedno i drugie z finałem patologicznym. Pierwsze prowadzi do degeneracji żołądka, drugie do psychicznych anomalii. A twórczość potrzebuje smacznego apetytu i normalnej głowy. Przestańcie - znów proszę – słuchać bajki o geniuszach-psychopatach i natchnionych syfilitykach” (s. 148);
“Niczym stary tynk, posypała się tym czasem Polska Ludowa. I chociaż już pyliła na głowy, mało kto to zauważył. Odwieczna zagadka ludzkiej myśli: rozum nie wyprzedza, lecz wlecze się z tyłu...(s. 149);
O władzy:
“Polacy, prawda, nikogo nie głaskali po główkach, ale jednak trzymali się jakiegoś prawa: u Sowietów o wszystkim decydował towarzysz naczelnik, zgodnie z etyką bandy” (s.26).
“Na czarną legendę AK nałożył się jeszcze i cień stalinizmu, władzy prostaków i oszustów” (s. 60).
“Sama władza nie istnieje dla ludzi, tylko ludzie dla władzy. Wszystko jedno jakiej, czerwonej czy białej. Nie wierzcie ideologii” (s. 129).
Ostatnie wezwanie może funkcjonować i poza tym kontekstem.
Ujęte w zwięzłą formę charakterystyki i oceny ludzkich zbiorowości, wydarzeń historycznych, przeżytych dramatów zazwyczaj skutecznie zastępują rozbudowane opisy i analizy, stając się nośnikami pożądanego we współczesnej komunikacji międzyludzkiej stylu oszczędnego w słowa, telegraficznego:
“... marksiści czemuś po chrześcijańsku wierzyli w moc słowa” (s. 134) – (dlatego “opiekowali” się pisarzami i dziennikarzami, przywiązywano wagę do cenzury itd.).
“Pieniądze dawał (za socjalizmu – W. S.) nie rozum i spryt, lecz pozycja człowieka w pajęczynie systemu politycznego” (s. 162).
Nie brak też w utworach Janowicza stwierdzeń o uniwersalnym charakterze na temat historii, w tym zjawisk o charakterze globalnym:
“Ileż smrodu zostawia po sobie historia. Na szczęście, nie stoi on długo nad nami, rozwiewają go wichry następnych wydarzeń” (s. 101).
“Fala wyższości toczyła się od Europy Zachodniej do przedgórzy Uralu” (Białoruś..., s. 142).
“Miasto ma własną logikę bytu, nie znosi jednostek utalentowanych...” (s. 102).
Janowicz przytacza także ludowe zwroty aforystyczne, przysłowia i porzekadła powstałe w rodzimym środowisku Białorusinów. Aforystyka ludowa charakteryzuje się, jak wiadomo, formą kumulowania i zwięzłego przekazu wiedzy zdobywanej przez pokolenia. Pisarz sięga po tego rodzaju wypowiedzi i wykorzystuje funkcjonalno-treściowy potencjał przysłów, by lakonicznie określić przedstawianą sytuację, niekiedy użyć je jako gotowy budulec znaczeń nowych lub zmodyfikowanych, do nadbudowania nad nimi zweryfikowanego w odniesieniu do współczesności sensu. Mikrokosmos białoruski, podobnie zresztą jak i każdy inny, można określić słowami Andrieja Potiebni jako “nieskończony w swojej głębi”, oraz “w ilości obserwacji, jakie wywołuje” i jakie można przetransponować na “obraz myśli”17.
Pojawiające się nieraz w rezultacie swobodnych skojarzeń lub w ferworze gawędy sformułowania przysłowiowe dają możliwość odniesienia faktów jednostkowych do zjawisk o ogólniejszym szeregu znaczeniowym, ponadto są silnym i celnym polemicznym argumentem w języku kogoś słownie atakowanego.
Na przykład młoda Amerykanka spod Krynek na pytanie, skąd ma czarnoskóre dziecko odpowiada:
“Z tych wrót, co wszelki naród” (s. 23);
Pisarz przytacza również znany aforyzm angielski, zaskakująco lecz trafnie akcentujący różnice w organizacji ludzkiego bytu, i bardzo przydatny w kontekście opisywania prymitywizmu warunków chłopskiego życia w Polsce wschodniej:
“Pokaż mi swoją toaletę, a ja ci powiem, jaki poziom rozwoju osiągnąłeś” (s. 36);
Janowicz wprowadza też na zasadzie lingwistycznego bilingwizmu, powszechnego przecież w środowisku językowego i kulturowego pogranicza, tzw. makaronizmy, to znaczy część zdania formułuje w języku białoruskim, część w polskim, prawdopodobnie po to, by zasygnalizować pochodzenie cytowanej frazy i ocalić grę słów, rytmikę bądź rymy, niemożliwe do zachowania w przekładzie:
“² ëåïøû áû¢ mały handelek, niż duży szpadelek” (s. 59).
W grupie uogólnień cytowanych na uwagę zasługują sentencje dydaktyczne, przekazywane przez dorosłych pokoleniowym zmiennikom, odzwierciedlające doświadczenie danej grupy społecznej, w tym przypadku Białorusinów z Białostocczyzny, ciężko doświadczanych przez historię:
“Íå á³öü ó õàìóò”, ÿê êàçàë³ ¢ Êðûíêàõ, ã.çí. íå ê³äàööà ¢ çàë³øíþþ àìá³öûþ. “Íå êðóøíÿâàöü ïàä ñÿáå”, ã. çí. íå øàëåöü àä ïÿðýïàëàõó. “Æûöü, ÿê æûöö¸ íàáÿæûöü”, ã çí.: ïàìÿðêî¢íàñöü ó ñïàäçÿâàííÿõ. “² áåç öÿáå áû¢ ñâåò”, ã. çí. íå ìîíäðûööà (ñ. 53).
Tu mądrość zbiorowa wyraża się w ostrożności, w swoistym poczuciu równości wobec tego, co najważniejsze i daleka jest zarówno od wzniosłych ideałów romantyzmu, jak i od ambitnych w inny sposób ideałów socjalizmu.
Jak już zauważono, pojmowanie zjawisk społecznych poprzez przysłowia i interpretowanie życia poprzez ich pryzmat “to jedna z najbardziej wytwornych form myślenia człowieka oraz broń w walce o duchowy wymiar życia”18.
Wypowiedzenia uogólniające w prozie Sokrata Janowicza niewątpliwie wychwytują z biegu życia w stosunkowo niedawnej przeszłości i ujmują w słowa wiele zjawisk symptomatycznych, zarówno z serii tych znanych powszechnie, jak i węższych, dotyczących tylko określonej zbiorowości czy jednostkowego doświadczenia samego pisarza. Element mądrościowy i w tym przypadku jest skuteczną bronią przeciwko doktrynalizacji czy nawet fanatyzacji myśli zwłaszcza w sprawach ideologicznych czy politycznych. Pisarz nie ustrzegł się jednak skrajności sądów, zresztą chyba nie było to jego zamiarem, a o zasadności bądź bezzasadności jego sentencji będzie, jak zwykle w takich przypadkach, decydować historia i odbiorcy.
1 Zob. np.: H. B e r e z a, Na pograniczu (Sokrat Janowicz) (w:) tegoż, Związki naturalne, Warszawa 1978, s. 300; Z. T r z i s z k a, Wierność samemu sobie, “”Tygodnik Kulturalny” 1981, nr 13, s. 9;
2 K. S a c h a r c z u k, Białoruskie doświadczenie pogranicza w ujęciu Sokrata Janowicza, “Przegląd Humanistyczny” 1990, nr 10; ß. × û ê â ³ í, Ñÿìåéíû ïàðòðýò êðûíêà¢öࢠç à¢òàðàì íà ïåðøûì ïëàíå (Øòðûõ³ äà òâîð÷àé á³ÿãðàô³³ Ñàêðàòà ßíîâ³÷à (w:) tegoż, Äàë¸ê³ÿ ³ áë³çê³ÿ. Áåëàðóñê³ÿ ï³ñüìåíí³ê³ çàìåææà, Áåëàñòîê 1997; Z. T r z i s z k a, Wierność samemu sobie, “”Tygodnik Kulturalny” 1981, nr 13;
3 Zob. np.: Ï.  à ñ þ ÷ ý í ê à, Òâîð÷àñöü Ñàêðàòà ßíîâ³÷à ¢ êàíòýêñöå áåëàðóñêàé íàâåë³ñòûê³ (ó:) “Áåëàðóñ³êà. Albaruthenica”, ò. 5, ̳íñê 1995; Ó. Ã í ³ ë à ì ¸ ä à ¢, ˳òàðàòóðíàå æûöö¸ íà Áåëàñòî÷÷ûíå. Ïàýç³ÿ, ïðîçà, êðûòû÷íûÿ ðýôëåêñ³³, “Ïîëûìÿ” 1995, ¹ 3.
4 Omówieniu problematyki i poetyki utworów S. Janowicza poświęciłam artykuły: Òâîð÷àñöü Ñàêðàòà ßíîâ³÷à ¢ àìåðûêàíñê³ì ë³òàðàòóðíûì êàíòýêñöå (ó:) “Áåëàðóñ³êà. Albaruthenica”, t. 5, ̳íñê 1995; Sokrat Janowicz – pisarz polsko-białoruskiego pogranicza (w:) “Acta Polono-Ruthenica” 1, Olsztyn 1996; Obraz mniejszości białoruskiej w prozie Sokrata Janowicza (w:) Polsko-białoruskie związki językowe, literackie, historyczne i kulturowe, t. 1, red. M. Kondratiuk, Grodno 1999.
5 Zob. np.:. G. R a d v o n, Teologia Starego Testamentu, przeł. B. Widła, Warszawa 1986, s. 327 i nast.
6 Termin ogólny oznaczający często przytaczane wypowiedzenia, od pojedynczych wyrazów po całe zdania, spopularyzowany przez H. M a r k i e w i c z a i A. R o m a n o w s k i e g o w ich książce:, Skrzydlate słowa, Warszawa 1990, s. 5 i nast.
7 Zob. np.: Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk, 1976, s.12, 354; Ëèòåðàòóðíûé ýíöèêëîïåäè÷åñêèé ñëîâàðü, Ìîñêâà 1987, ñ. 375;
8 ß. ² â à í î ¢, Àôàðûçì ÿê ïðàäìåò ô³ëàëîã³³ ³ àá’åêò ë³íãâ³ñòûê³, «Âåñí³ê Áåëàðóñêàãà äçÿðæà¢íàãà óí³âåðñ³òýòà» 1994, ¹ 3.
9 Zob. np.: Â. Ç è ì è í, Þ. Ñ ï è ð è í, Ïîñëîâèöû è ïîãîâîðêè ðóññêîãî íàðîäà. Îáúÿñíèòåëüíûé ñëîâàðü, Ìîñêâà 1996; È. Ñ í å ã è ð î â, Ðóññêèå íàðîäíûå ïîãîâîðêè è ïðèò÷è, Ìîñêâà 1995; J. K r z y ż a n o w s k i, Mądrej głowie dość dwie słowie, Warszawa 1994; Ô. ß í ê î ¢ ñ ê ³, Áåëàðóñê³ÿ ïðûêàçê³, ïðûìà¢ê³, ôðàçåàëàã³çìû, ̳íñê 1992.
10 Ch. H. D o d d, Założyciel chrześcijaństwa, przeł. Z. Kubiak, Kraków 1983, s. 42.
11 S. J a n o w i c z, Powroty do Krynek (w:) tegoż, Listowie, przeł. J. Czopik, J. Leończuk, J. Plutowicz, Białystok 1995, s. 7. Przy kolejnych cytatach z tej pozycji podaję w nawiasie tytuł miniatury i numer strony.
12 R. G u a r d i n i, Wolność, łaska, los. Rozważania o sensie istnienia, przeł. J. Bronowicz, Warszawa 1995, s. 98.
13 Ñ. ß í î â ³ ÷, Íå æàëü ïðàæûòàãà, Áåëàñòîê 2002, ñ. 18. Dalej przy cytowaniu z tej książki numer strony podaję po cytacie. Przytaczam cytaty w przekładzie własnym, w niektórych przypadkach ze względu na grę słów – w oryginale.
14 H. M a r k i e w i c z, A. R o m a n o w s k i, Skrzydlate słowa, s. 25.
15 S. J a n o w i c z, Białoruś, Białoruś, Warszawa 1987, s. 142.
16 S. J a n o w i c z, Dolina pełna losu, Białystok 1993, s. 134.
17 À. Ï î ò å á í ÿ, Ìûñëü è ÿçûê (â:) Õðåñòîìàòèÿ ïî èñòîðèè ðóññêîãî ÿçûêîçíàíèÿ, ñîñò. Ô. Áåðåçèí, Ìîñêâà 1977, ñ. 210.
18 G. R a d v o n, Teologia Starego Testamentu, s. 330.
Ïóáë³êóåööà íà ñàéöå ç ëàñêàâàé
çãîäû Áåëàðóñêàãà ˳òàðàòóðíàãà Àá'ÿäíàíüíÿ "Áåëàâåæà"