ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Ïàðòíýðû... | Âûäàâåöê³ÿ ñýðû³...À¢òàðû...

 
Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í  
[Allegro.pl]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    óñòîðûÿ
    ˳òàðàòóðà
    Ïåðàêëàäû
    Ìîâà
    Êðûòûêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ïàë³òûêà
    Ãðàìàäçòâà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Àáàæóð
  •  Akcent

     
Białoruski

  • 
Annus
      Albaruthenicus
  •  ÀRCHE
  • 
Àñàìáëåÿ
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  • 
ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëîðóññêèé
     Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³
     Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
     Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Äçåÿñëî¢
  •  Druvis
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàë³òû÷íàÿ

       
ñôåðà

  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan
  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ðýçûñòàíñ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû
  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠÁåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêàwww.bialorus.pl ÏÀÃÎÍß BrestOnline Âiëüíÿ ÇÓÁÐ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Ãàñïàäàð Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Äç³ìà Çàâàäçê³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà Âîëüíû Êðàé ZBM

 

 
Antoni Mironowicz, Metropolita Józef Nielubowicz-Tukalski

Metropolita Józef Nielubowicz-Tukalski

Antoni Mironowicz

Archimandryta leszczyński

                Działalność ihumana Tukalskiego spowodowała  zahamowanie rozwoju unii na terenie unickich diecezji turowsko-pińskiej i włodzimiersko-brzeskiej. Według anonimowej relacji z 1647 roku pisanej do Kongragacji Propagandy Wiary wynika następujący obraz struktury wyznaniowej. Z tysiąca parafii na terenie unickiego władyctwa włodzimiersko-brzeskiego większość pozostała przy prawosławiu. Autor relacji winą za ten stan rzeczy ówczesnego biskupa unickiego Józefa Bakowieckiego, który zajmował się bardziej handlem aniżeli sprawami diecezji. Równie niekorzystna była opinia o biskupie pińskim Pachomiuszu Orańskim, bardziej odanemu polowaniom aniżeli sprawom duchownym. W 1647 roku na terenie jego diecezji było sto parafii unickich i czterysta prawosławnych[1]. Rolę ihumena Tukalskiego dostrzegł władyka łucki Atanazy Puzyna, który polecił go na archimandryję leszczyńską. Ten znany XIII - wieczny moanster znajdował się w stanie upadku. Jeszcze  autorzy wydanego w roku 1644 roku w Kijowie Lifosu albo kamienia paszczy prawdy cerkwi świętey prawosławnej ruskiey na skuszenie faleczno-ciemney perspektywy wspominali, że w klasztorze tym przebywał tylko jeden mnich. Przybycie Józefa Tukalskiego do monasteru leszczyńskiego znajdującego się na przedmieściach Pińska odrodziło życie zakonne i uczyniło z monasteru bastion opozycji antyunijnnej. Klasztor z cerkwiami Zaśnięcia NMP i Zesłania św. Ducha oraz z cudowną XIV- wieczną ikoną  Zaśnięcia NMP stał się ponownie ważnym ośrodkiem kultowym[2]. Podczas pobytu  w monasterze kupiatyckim i leszczyńskim Tukalski wspierał działalność ihumena brzeskiego Atanazego. Wielokrotnie z nim się spotykał i trudem przyjął wiadomość o jego tragicznej śmierci 1648 roku[3]. Męczeństwo ihumena Atanazego zdynamizowało działalność archimandryty leszczyńskiego. Józef Tukalski stanął przed nową sytuacją związaną z wybuchem powstania Bogdana Chmielnickiego.

               Powstanie Bohdana Chmielnickiego objęło całą Pińszczyznę. Kozacy zajęli Pińsk, Mozyr i Homel, ich odziały podeszli pod Grodno i Brześć. Oskarżony o współpracę z powstańcami ihumen brzeski Atanazy został zamordowany przez żołnierzy polskich. Fakt ten wywołał powszechne oburzenie wśród ludności prawosławnej. Rozwojowi terytorialnemu powstania towarzyszyło przejmowanie przez prawosławnych cerkwi i monasterów będących w posiadaniu unitów. W Pińsku ponownie do prawosławnych wróciły wszystkie z szesnastu świątyń. Stan taki nie trawał długo albowiem książę Janusz Radziwiłł 9 października szturmem zdobył miasto. Represje objęły nie tylko obrońców Pińska ale również duchowieństwo prawosławne, które oskarżano o współpracę z powstańcami. Ponownie więc większość cerkwi pińskich zostało zajętych przez unitów. Spór o nie toczył się przed trybunałem litewskim i sądem grodzkim przez cały 1649 rok. Stronę prawosławną reprezentował namiestnik biskupa łuckiego archimandryta leszczyński Józef Nielubowicz Tukalski.

               Sytuacja na terenie unickiego biskupstwa turowsko-pińskiego była omawiana podczas rozmów metropolity Sylwestra Kossowa w czasie obrad sejmowych w Warszawie 1650 roku na spotkaniu z niektórymi senatorami[4].  W spotkaniu wzięli udział Andrzej Szołdrski - biskup poznański, Jerzy Tyszkiewicz - biskup wileński, biskup Andrzej Leszczyński - podkanclerzy koronny, Kazimierz Lew Sapieha - podkanclerzy, Jerzy Ossoliński - kanclerz koronny, Albrycht Radziwiłł - kanclerz litewski, Adam Kisiel - wojewoda kijowski. W rozmowach poruszono wiele problemów: od spraw generalnych - miejsca dla hierarchów prawosławnych w senacie, zwrot biskupstwa chełmskiego i połockiego, do szczegółowych, jak np. zwrócenie cerkwi w Pińsku. Przebieg  spotkania najlepiej zrelacjonował Albrycht Radziwiłł. „Przyjął nas arcybiskup i schizmatycy wyłożyli sprawę o oddanie im natychmiast władykatu połockiego albo smoleńskiego i aby dokument królewski opieczętować pieczęciami obu narodów. To ostatnio nastąpiło, pierwszym długo nas męczono; w końcu podsunąłem myśl, aby raczej erygować władykat witebski i wyznaczyć tylko połowę dochodu. Tak się też zgodzono, chociaż później i nuncjusz, i unici nie byli ze mnie zadowoleni. Gdy szczerze przedłożyłem racje, dowodząc że w niebezpieczeństwie wojny, z pewnością zagrażającej, chciałem wybrać mniejsze zło, bo już widzieliśmy ruinę nie tylko władykatów, ale i katolickich biskupów, zło, które z czasem i za Bożą Opatrznością będzie można uleczyć, i że nie uczyniłem tego bez porady teologów (a także sam król doradzał), uspokoili się, że zastosowano słuszne środki. Metropolita mówił ze mną o przywróceniu w Pińsku cerkwi, które przedtem tam były; powiedziałem, iż mogę to uczynić i dla uniknięcia wojny opieczętowałem nadanie opactwa schizmatykowi. Potem ten ich metropolita, poprosiwszy o wysłuchanie, przypomniał, że wedle punktów winien wraz z władykami mieć miejsce w senacie, lecz z pokory (nałożywszy owczą skórę na lisią) tego się nie domaga, sądzi, iż tę sprawę należy raczej odłożyć do innego sejmu”[5]. Rozmowy z senatorami i podjęte ustalenia złagodziły wśród delegacji prawosławnej niechętne nastroje. Posłowie ruscy uzyskali jeszcze przed rozmowami 12 stycznia uniwersał królewski zatytułowany Aprobacya sejmowa praw i wolności religiey greckiey narodu ruskiego. Tytuł uniwersału nie był adekwatny do stanu faktycznego, albowiem sejm tego dokumentu nie aprobował. Dokument ten był wykładnią polityki króla i kanclerza wobec prawosławnych. Uniwersał królewski stwierdzał, iż pragnieniem monarchy jest zjednoczenie narodów polskiego, ruskiego i litewskiego, wchodzących w skład Rzeczypospolitej,  aby „siły wspólne jech przeciwko nieprzyjacielowi Krzyża Świętego zachowane i obracane byli”. Jan Kazimierz podkreślał, iż idea ta była celem polityki jego poprzedników, a zwłaszcza Władysława IV, który dużo wysiłków włożył celem likwidacji podziałów religijnych na Rusi. Jako spadkobierca tej idei król pragnie spełnić obietnice dane ludziom „religii greckiej” i metropolicie kijowskiemu, przywracając Kościołowi prawosławnemu w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim dawne prawa, wolność nabożeństw, dostęp do urzędów, dobra i cerkwie, szkoły i drukarnie, niezależne sądownictwo cerkiewne[6]. Archimandryta leszczyński był zadowolony z podjętych postanowień bowiem prawosławni uzyskali prawne potwierdzenie praw do monasterów w Pińsku.

   Po wielu latach wracano do działalności Tukalskiego na Pińszczyźnie w czasie powstania kozackiego. Kiedy odbierano prawosławnym decyzją sądu kapturowego cerkiew płotnicką i przekazywano ją 13 października 1674 roku unickiemu biskupowi pińskiemu Michałowi Marcinowi Białozorowi za podstawę tego postanowienia wzięto przejęcie tejże cerkwi przez ihumena Tukalskiego. Stający przed sądem zeznawali, że „kiedy Kozaczyzna nastąpiła i ojciec Tukalski zajechał był i episkopię samą na ten czas ojców płotnickich przywiód do swego posłuszeństwa schizmatyckiego (...)”[7]. Podobne argumenty przedstawił przed sądem kapturowym biskup piński Białozor i inni świadkowie. Warto jednakże przywołać zeznanie proboszcza płotnickiego Makarego, który potwierdza fakt, że ihumen Józef Tukalski przejmował tylko cerkwie fundowane jako prawosławne. „Ojciec Makary cerkwi płotnickiej wyznał, iż ta cerkiew na błahoczestią (prawosławną - A.M.) fundowana od panów Skirmonów, od panów Płotnickich i panów Stachowskich. Tenże ojciec płotnicki powiedział, że gdybym się poświęcił u ojca Oranskiego, szlachta zabroniła by mnie w cerkwi odprawiać. Potym się udał do księdza Tukalskiego i byłem w błahoczesti aż dotąd (...)”[8]. Zeznanie te ukazują rolę ojca Tukalskiego w odzyskiwaniu cerkwi przez Kościół prawosławny na Pińszczyźnie w latach 1648-1650.

 * * *

               Lata pięćdziesiąte XVII wieku były dla Kościoła prawosławnego i unickiego w Rzeczypospolitej były okresem istotnych rozstrzygnięć. O losach obu odłamów chrześcijaństwa wschodniego bardziej aniżeli kiedykolwiek decydowały uwarunkowania międzynarodowe. Jednym z nich była decyzja o włączeniu części ziem ruskich i Wojska Zaporoskiego do Rosji. Obradujący 11 października 1653 roku w Moskwie Sobór Ziemski podjął decyzję o przyjęciu Bohdana Chmielnickiego i całego Wojska Zaporoskiego wraz z ich „miastami i ziemiami” pod panowanie Aleksego Michajłowicza. Decyzja Soboru Ziemskiego była formalnym potwierdzeniem wypracowanej wcześniej w Dumie Bojarskiej polityki wobec Rzeczypospolitej[9].

               Po decyzji Soboru Ziemskiego na Ukrainę przybył specjalny wysłannik carski, bojar Wasyl Buturlin. Miał on przyjąć od Bohdana Chmielnickiego i Wojska Zaporoskiego przysięgę na wierność carowi Aleksemu. 18 stycznia 1654 roku rozpoczęło się w Perejasławiu zwołane przez hetmana kozackiego posiedzenie rady starszyzny kozackiej, na którym podjęto decyzję o podporządkowaniu się władzy cara. Podczas posiedzenia Chmielnicki w swym wystąpieniu podał motywy takiej decyzji, kładąc nacisk na wspólną historię i wiarę ludności ruskiej i rosyjskiej. Odrzucił w swej mowie możliwość uznania zwierzchności Turcji i króla polskiego i uznał, że jedynym gwarantem praw wiary prawosławnej i wolności kozackich może być car moskiewski[10]. Rada perejasławska nie przyniosła oczekiwanej stabilizacji politycznej i wyznaniowej. Już w styczniu 1654 roku doszło do pierwszego konfliktu z Moskwą. Starszyzna kozacka i duchowieństwo prawosławne domagało się od wysłannika carskiego Buturlina potwierdzenia Wojsku Zaporoskiemu jego praw i wolności oraz nienaruszalności stanu posiadania przez wszystkie warstwy społeczne. Kozaczyzna zgodnie ze zwyczajami panującymi w Rzeczypospolitej przypominała, „że polski król poddanym swoim zawsze przysięgał”. Poseł carski odpowiadając, szybko uświadomił Kozaków, że mają do czynienia z carem moskiewskim, a nie z elekcyjnym królem polskim[11].

               Decyzja rady perejasławskiej znalazła poparcie szerokich warstw społeczności ruskiej. Ludność liczyła na szybkie zakończenie trwającej jeszcze sześcioletniej wojny, tym bardziej, iż po ugodzie żwanieckiej w głąb  Ukrainy wtargnęły czambuły tatarskie potęgując i tak już duże zniszczenia[12]. Ponadto od lutego 1654 roku na Ukrainie trwały walki między wojskami koronnymi a Kozakami. Pułkownikowi kozackiemu Iwanowi Bohunowi udało się, co prawda, powstrzymać działalność oddziałów pacyfikacyjnych dowodzonych przez hetmana Stanisława Potockiego, lecz powstała skala zniszczeń wywołała antypolskie nastroje[13].

               Do rozpatrzenia spraw wyznaniowych istotną kwestią pozostaje stosunek duchowieństwa prawosławnego do postanowień perejasławskich. Logika ugody wskazywałaby, iż również Cerkiew prawosławna powinna się znaleźć w jurysdykcji patriarchatu moskiewskiego. Porozumienie kozacko-moskiewskie znajdowało zrozumienie wśród niższych warstw duchowieństwa prawosławnego, nie było zaś akceptowane przez hierarchię. Niechętną postawę wobec ustaleń perejasławskich i w perspektywie zmiany przynależności metropolii kijowskiej zachowywał metropolita Sylwester Kossow. Metropolita dwukrotnie odmawiał złożenia przysięgi na wierność carowi Aleksemu Michajłowiczowi. Postawę swoją tłumaczył, „iż jego służbie nie godzi się składać przysięgi na wierność cesarzowi”[14]. Metropolita kijowski nie brał udziału w składaniu przez Kozaków 27 stycznia przysięgi i unikał spotkania z posłańcem carskim Buturlinem. Dopiero na wyraźną prośbę Chmielnickiego Sylwester Kossow uznał władzę cara Aleksego, nie zgodził się jednak na budowę twierdzy na placu cerkiewnym położonym w pobliżu soboru sofijskiego. Opór metropolity miał w tej ostatniej kwestii istotne znaczenie. Budowa rosyjskiej warowni w centrum Kijowa  stanowiła przejaw jego zależności od Moskwy. Obecność wojska rosyjskiego groziła użyciem siły przy rozstrzyganiu spraw wyznaniowych. Za przykładem metropolity znaczna część duchowieństwa zakonnego odmówiła złożenia przysięgi na wierność carowi[15].

               Ugoda perejasławska faktycznie podzieliła metropolię kijowską. Cztery diecezje prawosławne: białoruska, lwowska, łucka i przemyska należały nadal do Rzeczypospolitej, natomiast władyctwo kijowskie z siedzibą metropolity i czernihowskie znalazły się w państwie  moskiewskim. Sylwester Kossow jako zwierzchnik nad wszystkimi biskupstwami nie mógł nie uwzględniać reperkusji, jakie mogły powstać po oficjalnym podporządkowaniu się patriarchatowi moskiewskiemu. Metropolita obawiał się polskich represji wobec diecezji pozostających na terytorium Rzeczypospolitej. Względy te nakazywały Kossowowi zachować zależność metropolii kijowskiej od patriarchatu carogrodzkiego[16]. Odmienne poglądy reprezentowało niższe duchowieństwo. Protopop niżyński Maksym Filimonowicz w swej mowie do posłów moskiewskich w Perejasławiu porównał przyjęcie prawosławnych pod władzę cara z „wyzwoleniem Żydów z niewoli egipskiej”[17].

               Ugoda perejasławska nie zawierała żadnych ustaleń w sprawie przynależności metropolii kijowskiej do patriarchatu moskiewskiego. Podczas odnawiania postanowień ugody perejasławskiej w 1659 roku nowo obrany hetman Jerzy Chmielnicki zaprzysiągł ustalenia swego ojca, wśród których znajdował się punkt dotyczący jurysdykcyjnej przynależności metropolii. „Metropolita kijowski, także inni duchowni Małej Rusi, będą pod błogosławieństwem Świętego Patriarchy Moskiewskiego i całej Wielkiej, Małej i Białej Rusi a  w prawa duchowne święty patriarcha wstępować nie będzie”[18]. Punkt ten, dodany pięć lat później, wzbudza podejrzenia co do jego wiarygodności. W styczniu 1654 roku patriarcha moskiewski nie posiadał w swej jurysdykcji ziem białoruskich. Tytułu zwierzchnika cerkiewnego na Białej Rusi począł używać dopiero w maju, kiedy ziemie białoruskie zajęte zostały przez wojska moskiewskie. Nie wydaje się również, aby Chmielnicki bez wiedzy metropolity mógł podjąć tak istotne w sprawach wyznaniowych postanowienie. Wszystkie bowiem takie polityczne rozstrzygnięcia były sprzeczne z prawem kanonicznym Cerkwi prawosławnej. Nie mógł więc hetman kozacki dokonać zapisu niezgodnego z prawem kanonicznym bez zgody metropolity i patriarchy konstantynopolitańskiego. Poza tym wojewodowie moskiewscy ciągle oskarżali Sylwestra Kossowa o bliskie kontakty z hetmanem Januszem Radziwiłłem i duchowieństwem unickim. Metropolita zdawał sobie sprawę z oskarżeń pod jego adresem.Wiedział jednak, że patriarcha Nikon nie może podjąć działań sprzecznych z prawem kanonicznym Cerkwi i zaognić stosunków z innymi patriarchatami wschodnimi. Kossow myślał również o zachowaniu diecezji prawosławnych w Rzeczypospolitej, pozbawionych w nowej rzeczywistości patronatu Kozaków i autorytetu metropolii. Pisał więc do króla Jana Kazimierza, by wyzwolił Kijów od „ludzi moskiewskich”, równolegle prosząc cara o potwierdzenie praw Cerkwi prawosławnej. Latem 1654 roku metropolita kijowski wysłał delegację na czele z Innocentym Gizelem - ihumenem klasztoru pustynskiego - do cara, przebywającego wówczas w obozie pod Smoleńskiem, z prośbą o potwierdzenie praw duchowieństwa. Sylwester Kossow pisał, iż nadal pragnie pozostawać w jurysdykcji patriarcharu carogrodzkiego, z którym jego Cerkiew jest związana „od czasu chrztu”. Dokument podkreśla, że przynależność metropolii do Konstantynopola jest „korzeniem wszelkich praw i wolności”[19]. Aleksy Michajłowicz  od metropolity i duchowieństwa przysięgę wierności, ograniczając się jednakże do potwierdzenia praw majątkowych metropolii kijowskiej. Problem najważniejszy: status jurysdykcyjnej zależności metropolii, car obiecał rozpatrzyć po powrocie do Moskwy[20].

   Ugoda perejasławska była bezpośrednią przyczyną wojny polsko-moskiewskiej. Patriarcha Nikon nadał jej charakter wojny religijnej, niemalże krucjaty przeciwko łacinnikom i unitom prześladującym prawosławnych[21]. Podobny charakter posiadała odezwa cara Aleksego z 26 kwietnia do ludności prawosławnej Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Również w Rzeczypospolitej powszechnie mówiono o cudownych znakach zwiastujących nadchodzące nieszczęścia[22]. Sejm jednak, w obliczu wojny, nie podjął żadnych działań w celu pozyskania ludności prawosławnej. Nadal pozostawała nie uregulowana przynależność biskupstwa przemyskiego[23]. Społeczność prawosławna domagała się wyłączności tej katedry dla władyki Antoniego Winnickiego. W innych sprawach Jan Kazimierz zdołał jedynie uzyskać od posłujących zgodę na nowe podatki, a do Kozaków 6 czerwca skierował posłanie, w którym zapewniał ich o zachowaniu dawnych praw i przywilejów.

W połowie 1654 roku wojska moskiewskie zajęły Połock, Wieliż, Smoleńsk, Witebsk, Mohylew, Uświat , Szkłów i Drohobuż. Wiosną 1655 roku Rosjanie, wsparci przez Kozaków dowodzonych przez hetmana nakaźnego Iwana Zołotareńkę, zdobyli Mińsk, Wilno, Kowno i Grodno. W tym samym czasie wojska dowodzone przez Wasyla Buturlina i Chmielnickiego rozbiły oddziały koronne na Ukrainie i we wrześniu podeszły pod Lwów. W ten sposób została zajęta przez wojska moskiewskie i kozackie unicka diecezja połocka, smoleńska i większa część metropolitalnej. Ordynariusze władyctwa smoleńskiego i połockiego arcybiskupi, Andrzej Kwaśniński Złoty i Gabriel Kolendo, opuścili swoje diecezje[24]. O wygnaniu z Połocka administratora metropolii Gabriela Kolendy metropolita Antoni Sielawa pisał do nuncjusza już 18 stycznia 1655 roku[25]. Na opuszczone katedry unickie patriarcha Nikon bez konsultacji z metropolitą Sylwestrem Kossowem mianował swych namiestników. Fakt ten miał istotne znaczenie dla prawosławnych, albowiem po śmierci władyki witebsko-mohylewskiego Józefa Horbackiego (1653 r.) na ziemiach białoruskich nie było żadnego biskupa. Wraz z zajmowaniem ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego przez Moskwę rozpoczął się proces przejmowania cerkwi unickich przez duchowieństwo prawosławne[26]. Aleksy Michajłowicz przyjął tytuł wielkiego księcia litewskiego i wyraził zgodę na mianowanie nowych biskupów prawosławnych przez patriarchę moskiewskiego[27]. Nikon wzorem cara przyjął tytuł „patriarchy moskiewskiego Wielkiej, Małej i Białej Rusi”, nie zwracając uwagi, że nowo anektowane terytoria należą do jurysdykcji metropolitów kijowskich. Patriarcha Nikon mianował biskupem smoleńskim władykę suzdalskiego Filareta. Zarząd nad odebranymi unitom monasterami i cerkwiami w diecezji połockiej przekazano w ręce ihumena połockiego Ignacego Jewlewicza i ihumena monasteru witebskiego Kaliksta Rytorajskiego. Wkrótce ten ostatni 13 marca 1656 roku został mianowany przez Nikona administratorem prawosławnej diecezji połockiej. Patriarcha, jako zwierzchnik całej Rusi, nadał mu 13-punktową instrukcję. Zawierała ona zalecenia, jak należy postępować z duchowieństwem unickim i jak pozbawić unitów „choroby rzymskiej i łacińskiej”[28]. W oparciu o tę instrukcję przystąpiono do przyjmowania przysięgi od duchowieństwa unickiego, które albo przyjmowało prawosławie, albo opuszczało tereny zajęte przez wojska moskiewskie. Za zasługi w reaktywowaniu prawosławia administrator diecezji, Kalikst Rytorajski, został mianowany jej ordynariuszem w 1657 roku i podniesiony do godności arcybiskupa.

Wymienione fakty miały istotne znaczenie dla stosunków unicko-prawosławnych w Rzeczypospolitej. Unici oburzeni byli działalnością wojewody Semena Szachowskiego, który polecił im opuścić Wilno i Grodno. Z Wilna z jego inicjatywy wywieziono w głąb Rosji ciało unickiego metropolity Welamina Rutskiego[29].  Administracja carska odmiennie traktowała duchowieństwo łacińskie i unickie. Zmieniła się również postawa części biskupów do unii. Wobec braku realnej siły mogącej przeciwstawić się najazdowi moskiewskiemu, hierarchia łacińska pragnęła utrzymać dotychczasową swoją pozycję nawet za cenę likwidacji unii. Postulowano zawarcie nowego porozumienia z Kozakami. Na sejmie 1655 roku wielu senatorów świeckich i duchownych, w obliczu wojny z Rosją i Szwecją, dążyło do szybkiego zakończenia negocjacji. Godzono się nawet na kozackie żądania zniesienia unii[30]. Ażeby spacyfikować podobne poglądy wśród senatorów, król Jan Kazimierz prosił, poprzez swego spowiednika Karola Solla SJ, nuncjusza Piotra Vidoniego o interwencję u niektórych biskupów[31]. Z apelem o obronę wiary katolickiej do nuncjusza i króla wystąpił kardynał Juliusz Rospigliosi, będący wówczas sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej[32]. Nuncjusz Vidoni do obrony unii przekonywał biskupów: poznańskiego, chełmskiego, lwowskiego, warmińskiego i kanclerza koronnego. Na specjalnej, zorganizowanej przez króla, naradzie senatorów świeckich i duchownych z udziałem księży jezuitów, dominikanów i karmelitów uzgodniono podjęcie rozmów w sprawie ugody z prawosławnymi. Część biskupów łacińskich przywoływała tutaj przykład pokoju westfalskiego z 24 października 1648 roku, na mocy którego niektóre dobra kościelne oddano protestantom. Postulowano uczynić to samo wobec prawosławnych, by ratować majątki Kościoła łacińskiego na ziemiach białoruskich i ukraińskich[33]. Realizacja tego planu wymagała wznowienia negocjacji z Kozakami. Na dodatek nad Rzecząpospolitą zawisło nowe niebezpieczeństwo. Król Szwecji Karol X Gustaw w lipcu 1655 roku zaatakował ziemie polskie. Osłabiona i osamotniona Rzeczpospolita, ponosząca klęski w wojnie ze Szwecją i Rosją, skłonna była do ustępstw. W nowej rzeczywistości wśród starszyzny kozackiej i wyższej hierarchii cerkiewnej pojawił się projekt zerwania ugody perejasławskiej i podjęcia rozmów z Janem Kazimierzem lub królem szwedzkim. Ten ostatni oferował Bohdanowi Chmielnickiemu tytuł księcia kijowskiego i pełną niezależność.

Najazd Szwedów miał ważne następstwa dla stosunków wyznaniowych w Rzeczypospolitej. Karol Gustaw wraz ze sprzymierzonymi z nim Radziwiłłami miał zostać protektorem kalwinów, luteranów i prawosławnych. Z tego powodu wiele rodów magnackich deklarowało królowi szwedzkiemu swoje posłuszeństwo, przyznawano mu tytuł księcia i zwierzchnictwo nad duchownymi. Inni uzależniali uznanie władzy Karola Gustawa od potwierdzenia tolerancji wyznaniowej lub zagwarantowania praw Kościołowi katolickiemu. Społeczność prawosławna jedynie częściowo poparła proszwedzką politykę Janusza Radziwiłła, upatrując protektora swego wyznania w osobie cara Aleksego Michajłowicza i króla Jana Kazimierza[34].

Status prawny społeczności prawosławnej i unickiej został określony w dwóch porozumieniach: litewsko-szwedzkim w Kiejdanach i litewsko-moskiewskim w Niemieży. Pierwsze porozumienie wynikało nie tylko z motywów politycznych, ale również wyznaniowych. Według biografa Janusza Radziwiłła „książę od dawna, jeszcze przed zaczęciem wojny, utrzymywał stosunki z dworem szwedzkim przez księcia kurlandzkiego, lecz jedynie w widokach religii swojej a nie dla żadnej zdrady, jak rozsiewali jego nieprzyjaciele”[35]. W istocie bliskie kontakty Janusza i Bogusława Radziwiłłów z królem szwedzkim nastąpiły po kapitulacji pospolitego ruszenia pod Ujściem. Janusz Radziwiłł przejął po swym ojcu Krzysztofie II Radziwille, wojewodzie wileńskim, funkcję przywódcy protestantów i prawosławnych w Wielkim Księstwie Litewskim.

W tych okolicznościach Janusz Radziwiłł i znajdujące się przy nim stronnictwo protestanckie przystąpiło do negocjacji ze Szwecją. Efektem tych negocjacji było podpisanie 20 października 1655 roku porozumienia w Kiejdanach. W myśl porozumienia Wielkie Księstwo Litewskie zawierało unię ze Szwecją i uznawało Karola Gustawa za wielkiego księcia. Ugoda kiejdańska potwierdzała przywileje Kościoła katolickiego (w tym i unitów) i Cerkwi prawosławnej, lecz nie wspominała nic o pozostałych wyznaniach. Taki zapis satysfakcjonował stronę katolicką, tym bardziej iż ziemie litewskie wchodziły pod panowanie protestanckiego władcy. Pod aktami kiejdańskimi podpisało się ponad 1100 przedstawicieli szlachty i duchowieństwa katolickiego, wśród nich biskup żmudzki Piotr Parczewski, kanonik Jerzy Białłozor, późniejszy biskup smoleński (1658) i wileński (1661)[36].

Istotne  dla losów obu odłamów chrześcijaństwa wschodniego decyzje zapadły podczas rozmów litewsko-moskiewskich. Rozmowy zostały podjęte z inicjatywy króla polskiego i biskupa Jerzego Tyszkiewicza. Wobec katastrofalnej sytuacji w kraju strona polsko-litewska za wszelką cenę pragnęła doprowadzić do rozejmu z Moskwą. Ze strony litewskiej w rozmowach uczestniczyli: wojewoda połocki Jan Krasiński, marszałek W. Ks. Litewskiego Krzysztof Zawisza i biskup wileński Jan Dowgiałło Zawisza. Delegacja moskiewska 10 sierpnia uzależniła podpisanie rozejmu od przeprowadzenia elekcji cara Aleksego Michajłowicza na króla polskiego. W kwestii wyznaniowej posłowie moskiewscy domagali się zniesienia unii. „Aby unia, która jest powodem wszelkiej niezgody między Rzymską a Grecką religią została zniesiona, i ich religia   nie doznała krzywd. Świątynie zabrane z ich dobrami, biskupstwami mają być oddane [prawosławnym - A. M.], a ich duchowni powinni być zwolnieni od wszelkich opłat prywatnych”. Po spełnieniu tego warunku posłowie obiecywali odnowienie Wielkiego Księstwa Litewskiego bez ziem białoruskich oraz odzyskanie całości Inflant po elekcji cara na króla[37]. Warunki te nie mogły być zaaprobowane przez Kościół katolicki. Stronnictwo austriackie, do którego należała większość biskupów łacińskich, było przeciwne elekcji na tron polski cara  Aleksego i chętnie widziało na nim przedstawiciela  rodu Habsburgów. Podobną postawę zajęło stronnictwo królewskie z królową Marią Ludwiką i Jerzym Lubomirskim, widząc w kandydaturze cara Aleksego niebezpieczeństwo dla religii katolickiej oraz swych planów politycznych. Rozmowy zakończyły się bez podjęcia istotnych ustaleń.

Wiosną 1656 roku wznowiono negocjacje polsko-moskiewskie. Sukcesy militarne Szwecji w Rzeczypospolitej zaniepokoiły Austrię. W koncepcjach politycznych Wiednia powstał projekt doprowadzenia do rozejmu polsko-rosyjskiego i wspólnego stworzenia antyszwedzkiej koalicji. Również Rosja zainteresowana była rozmowami z Rzecząpospolitą. Do rozmów z Rosją skłaniał się Jan Kazimierz, albowiem zabiegi dyplomatyczne Wersalu, służące  przerwanie wojny Rzeczypospolitej ze Szwecją, zakończyły się niepowodzeniem. Z inicjatywy posłów cesarza Ferdynanda III  22 sierpnia  1656 roku przystąpiono do negocjacji w Niemieży niedaleko Wilna. Chmielnicki, nie chcąc pozostawać w ich trakcie z boku, wysłał  do cara list, w którym nalegał, by Moskwa upomniała się o prawa Cerkwi prawosławnej. W liście z 17 czerwca 1656 roku hetman kozacki postulował, aby strona polska oddała społeczności prawosławnej katedry biskupie we Lwowie, Przemyślu, Chełmie, Łucku i Włodzimierzu. Chmielnicki nie omieszkał ponowić Aleksemu Michajłowiczowi prośby duchowieństwa prawosławnego, żeby biskupi wymienionych diecezji oraz władycy eparchii mohylewskiej, witebskiej, połockiej i mścisławskiej pozostawali w jurysdykcji metropolitów kijowskich. Hetman postulował również, aby w momencie podpisywania porozumienia car wydał dekret w sprawie obsady tych władyctw[38]. Obecnie trudno jest jednoznacznie stwierdzić, na ile były to rzeczywiste chęci Chmielnickiego  rozwiązania problemu Cerkwi prawosławnej, a na ile gra polityczna służąca zachowaniu wpływ również na  ustalenia prowadzonych w Niemieży negocjacji. Interwencje hetmana znalazły swoje odbicie w dwóch instrukcjach carskich z 20 lipca dla  udających się na rozmowy z Rzecząpospolitą posłów. W pierwszej instrukcji przedstawiono przykłady prześladowania ludności prawosławnej przez łacinników i unitów oraz ukazano religijne przyczyny wybuchu powstania kozackiego. W zakończeniu jawnej instrukcji car stwierdził, iż przyczyną objęcia przez niego swoją jurysdykcją ludności prawosławnej było jej prześladowanie „w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim większe, aniżeli pod jarzmem tureckim”[39]. W drugiej tajnej instrukcji Aleksy Michajłowicz polecił posłom żądać, aby zwrócone zostały prawosławnym ich świątynie i biskupstwa, na których „władycy byli naznaczeni przez Ojców naszych wsieleńskich arcybiskupów konstantynopolitańskich i carogrodzkich patriarchów”. Posłowie carscy mieli domagać się potwierdzenia w traktacie zapisu, „że cerkwie, które były poprzednio prawosławne, nadal będą podlegały prawosławnym władykom jak dawniej bywało”. Punkt ten miał być ratyfikowany przez króla, izbę poselską i senat[40].

Pełne stanowisko Moskwy w sprawach wyznaniowych zostało zawarte w instrukcji nadesłanej posłom do Niemieży 23 września już w trakcie negocjacji. Car domagał się, aby „biskupstwa, archimandryje i ihumeństwa, cerkwie, także wszystkie wsie i majątki, które od innych ludzi odebrane były i choć przez kilka dziesięcioleci siłą zabrane i były trzymane, żeby zwrócone zostały, nie odkładając z sejmu na sejm tak jak przedtem bywało”. W drugim punkcie tej instrucji posłowie mieli zrobić wszystko, aby „unia, która Bogu Wszechmogącemu zgubna jest, żeby wszędzie była zniesiona, żadnymi przywilejami i wolnościami otrzymanymi od króla nie była broniona, ale żeby cerkwie wschodnie i klasztory z majątkami prawosławnym oddane były”. Aleksy Michajłowicz dodał, że gdyby strona polska nie chciała zwrócić wszystkich cerkwi unickich prawosławnym, posłowie mogli się zgodzić na oddanie połowy cerkwi Kościołowi łacińskiemu, a połowy - Cerkwi prawosławnej, „byle by nie było unii”. Trzeci punkt carskiej instrukcji dotyczył zapewnienia ludności prawosławnej gwarancji wolności sprawowania obrzędów i sakramentów. Czwarty postulował, „by od duchownych, którzy po wsiach i miastach królewskich i prywatnych żyją, nie były pobierane podatki i powinności. Ażeby w takich swobodach i wolnościach przebywali Ci duchowni jak przedtem, i żeby do sądu biskupiego, a nie świeckiego należeli”. Punkt piąty instrukcji dotyczył dostępu ludności prawosławnej do urzędów i godności. „A co przedtem ustalone było przez panów Radę, żeby żadnego urzędu, godności, władzy ziemskiej i grodzkiej szlachcie prawosławnej nie dawano, także i po miastach ruskich, szczególnie prawosławnych do magistratu, wójtostwa nie dopuszczano. A to dlatego, żeby szlachta prawosławna dla władzy i urzędów wiarę swoją zmieniła i wiarę rzymską przyjmowała, do władzy się porywając, tym samym zmniejszając ilość ludności prawosławnej. Wtedy wszelkie szlachcie prawosławnej urzędy i władze ziemskie oddane być mają i aby do miasta prawosławni mieszczanie do magistratu dopuszczeni byli (...)”[41].

Punkty instrukcji carskiej dla posłów negocjujących z Rzecząpospolitą wskazują, iż Rosja oficjalnie występowała jako protektorka Cerkwi prawosławnej. W trakcie negocjacji żądania strony moskiewskiej wywołały sprzeciw komisarzy królewskich. Komisarze zgodzili się na elekcję Aleksego Michajłowicza, pod warunkiem potwierdzenia praw i przywilejów Kościoła katolickiego i uzyskania zgody na zachowanie wyznania unickiego. Posłowie ruscy zgodni byli przyznać prawa i wolności Kościołowi łacińskiemu, lecz konsekwentnie domagali się zniesienia unii. Posłowie motywowali swoje żądanie tym, że tylko „Rzymska i Grecka religia pochodzi od pierwszych wieków chrześcijaństwa i zatwierdzona została przez świętych Ojców”. W odpowiedzi komisarze królewscy stwierdzili, że „unia jest taką samą wiarą, co Polacy nazywają rytem i obrzędem. W tym sensie jest to wiara grecka, lecz pod obediencją rzymską będąca”. W ten sposób negocjatorzy polscy i litewscy pragnęli skłonić Aleksego Michajłowicza i Jana Kazimierza do podjęcia rozmów w sprawie nowej unii kościelnej, „by była w Kościele Bożym zgoda i pokój i żeby apostołowie Boży, którzy tę ziemię uprawiali, w porządku zastali”[42]. Propozycja zwołania wspólnego synodu unijnego pod patronatem dwóch władców nie znalazła akceptacji strony moskiewskiej. Postrzegano wspólne elementy między Kościołem wschodnim i zachodnim, lecz stanowczo odrzucano „imię unii - tak powszechnie znienawidzone”[43].

Ostatecznie po długich pertraktacjach 3 listopada 1656 roku podpisano rozejm w Niemieży. Na mocy tego rozejmu Rzeczpospolita i Rosja miały przystąpić do wspólnej wojny ze Szwecją i Brandenburgią, o ile Fryderyk Wilhelm Hohenzollern nie zerwie układów z Karolem Gustawem. Ponadto ustalono, iż Jan Kazimierz przeprowadzi na najbliższym sejmie elekcję cara na tron polski. Pacta conventa z Aleksym Michajłowiczem miałyby być podpisane dopiero po śmierci panującego króla. Warunki rozejmu potwierdzały prawa i przywileje Kościoła rzymskokatolickiego i prawosławnego. Sprawę likwidacji unii, o co zabiegali plenipotenci carscy, wobec sprzeciwu Kościoła łacińskiego odłożono do następnych rozmów[44]. W projektach artykułów rozejmowych znajdowały się zobowiązania obu stron do zorganizowania wspólnego synodu, na którym miano wypracować traktat o zgodzie religijnej. Miał to być  warunek, od spełnienia którego strona polska uzależniała elekcję cara. Legaci ruscy byli przeciwni takiemu zapisowi, albowiem w trakcie obrad nie mówiono o nowej unii, lecz o powrocie do stanu sprzed 1596 roku. Strona katolicka potraktowała sprawę nowego synodu unijnego jako warunek, który odciągałby w czasie elekcję cara i pozwalałby zachować dotychczasowe wyznanie unickie. Podczas wizyty nuncjusza u króla Vidoni przypomniał Janowi Kazimierzowi, iż „nie należy zaniedbywać odnowienia w przygotowywanym traktacie sprawy unii świętej religii naszej z Grecką”[45].

Warunki rozejmu w Niemieży nie wzbudziły entuzjazmu wśród szlachty i duchowieństwa katolickiego. Oceniając ustalenia w sprawach wyznaniowych kanclerz wielki koronny Stefan Koryciński   w liście z 23 listopada 1656 roku do królowej Marii Ludwiki napisał, że „wiara katolicka w tych traktatach została podeptana”[46]. Również zapowiedź elekcji cara Aleksego wywołała protesty stronnictwa austriackiego i szwedzkiego. Za elekcją opowiadali się jedynie senatorowie litewscy, których ziemie znalazły się pod okupacją wojsk moskiewskich.

W tych warunkach Jan Kazimierz musiał się zgodzić na większość warunków posłów moskiewskich, aby uzyskać czas na przygotowanie do wojny w obronie kraju przed rozbiorami. Zawarty bowiem 12 grudnia 1656 roku traktat w Radnot przekreślał istnienie Rzeczypospolitej. Ziemie jej zostały podzielone między króla szwedzkiego Karola Gustawa, elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma, księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego, księcia Bogusława Radziwiłła i hetmana Bohdana Chmielnickiego. Sytuacja międzynarodowa zmusiła Jana Kazimierza nie tylko zgody na warunki rozejmowe z Rosją, lecz również działań wymierzonych w antypolską koalicję. Wiosną 1657 roku zostały pokonane wojska siedmiogrodzkie Jerzego II Rakoczego, a na Ukrainę król wysłał poselstwo kierowane przez kasztelana wołyńskiego Stanisława Bieniewskiego, dobrze obeznanego z sytuacją w środowisku kozackim. Kasztelan wołyński pragnął doprowadzić do zgody z Kozakami przeciwko Rosji i Szwecji. Pobyt poselstwa polskiego w Czehryniu zbiegł się ze śmiercią 27 lipca (6 VII) 1657 roku Bohdana Chmielnickiego. Władza hetmańska przeszła formalnie w ręce jego syna Jerzego, jednak w praktyce urząd hetmański pełnił jego opiekun Iwan Wyhowski. Iwan Wyhowski po 1654 roku był przeciwnikiem porozumienia z Rosją, obawiając się politycznego i ekonomicznego ograniczenia samodzielności Kozaczyzny. Po śmierci Bohdana Chmielnickiego Wyhowski i Niemirycz opowiedzieli się za ścisłym porozumieniem z Rzecząpospolitą. Zwrot polityczny przywódców kozackich oznaczał nie tylko zerwanie ugody perejasławskiej, lecz również rozejmu w Niemieży. Zmieniło się również międzynarodowe położenie Rzeczypospolitej. We wrześniu  1658 roku Janowi Kazimierzowi w traktatach welawsko-bydgoskich za cenę zrzeczenia się lenna pruskiego udało się pozyskać elektora brandenburskiego. Rzeczpospolita ponownie stanęła przed nowym konfliktem ze Szwecją i Rosją.

***

   Tak szerokie omówienie sytuacji politycznej Rzeczypospolitej było konieczne z uwagi na okoliczności w jakich zmuszony był działać Józef Nielubowicz Tukalski. W okresie kiedy był on archimandrytą leszczyńskim na terenach zajętych przez wojska rosyjskie rozpoczął się proces przejmowania przez prawosławnych świątyń unickich. Na Wileńszczyźnie wojewoda rosyjski Szachowski sprzyjał tym tendencjom, polecając przełożonemu monasteru Św. Trójcy, Danielowi Doroteuszowi prace misyjną wśród unitów[47]. Po zajęciu Pińszczyzny przez Kozaków  archimandryta Tukalski aktywnie uczestniczył w odbudowie parafii prawosławnych. Jego działalność ograniczała w prawach unickiego arcybiskupa smoleńskiego Andrzeja Kwaśnińskiego Złotego, któremu metropolita unicki Antoni Sielawa powierzył biskupstwo pińskie w tymczasowe administrowanie (1654 r.). Przełożona monasteru pińskiego, ihumenia Eufrozyna, w liście do biskupa chełmskiego Jakuba Suszy tak przedstawia sytuację na terenie swego władyctwa: „W Kościele za majestat królewski nie modlono się, lecz tylko za Chmielnickiego wznoszono prośby i żądano, żeby arcybiskup nasz posiadłości pińskie opuścił. Zabroniono mu powrotu do miasta Pińska. Wikariusz arcybiskupa, który był spowiednikiem, też musiał wyjechać. Następnie O. Tukalski wygnanym naszym prezbiterom kazał powrócić i żeby w najbliższą niedzielę ci, którzy pragnęli zachować swoje dobra, musieli wyrzec się unii. W ostatnią niedzielę zorganizowano wielką procesję, prowadząc naszych prezbiterów, żeby wyparli się unii. W procesji brali też udział katolicy. Ludzie, którzy byli wierni św. unii, nie przybyli na procesję i w tych obrzędach nie uczestniczyli (...)”[48].

   List ten wydaje się być interesujący z innego jeszcze powodu. Pokazuje bowiem rolę Tukalskiego w nawracaniu unitów na prawosławie. Nawet arcybiskup Andrzej Kwaśniński Złoty był skłonny przyjąć prawosławie, co wywołało powszechne obawy o los unii wśród episkopatu łacińskiego. Nuncjusz Vidoni pisał 20 października 1657 roku do kardynała Juliusza Rospigliosiego, iż „wielu z konieczności, nie mając jak się utrzymać, bało się i  wracało do schizmy” („astretti dalla necessita, non havendo come sostentarsi titubassero di mostrarsi in apparenza ritornati al scisma”). Według nuncjusza taki stan wynikał z braku administratora metropolii kijowskiej. Vidoni proponował Stolicy Apostolskiej na ten urząd arcybiskupa połockiego Gabriela Kolendę, którego na koadiutora wyznaczył zmarły Antoni Sielawa[49]. Nuncjusz, dowiedziawszy się od biskupa wileńskiego Jana Dowgiałły Zawiszy o masowym przechodzeniu unitów na prawosławie, napisał do administratora metropolii kijowskiej Gabriela Kolendy, „by zadbał z urzędu, aby ci pozostali przy unii”[50].

 * * *

Tukalski był w centrum wydarzeń politycznych dotyczących najważniejszych spraw swego Kościoła. Cieszył się zaufaniem najwyższej hierarchii prawosławnej. Jemu to powierzano rozwiązywanie ważnych problemów cerkiewnych. Archimandryta leszczyński Józef Tukalski  wraz z archimandrytą słuckim otrzymali zadanie zrealizowania testamentu księżnej Marii Wołoszki, wdowy po hetmanie wielkim litewskim Januszu Radziwile. Tukalski w imieniu duchowieństwa prawosławnego domagał się realizację legatu księżnej a zwłaszcza wyłaty zapisu sum pieniężnych licznym klasztorom i świątyniom prawosławnym. Realizację zapisów księżnej skutecznie wstrzymywał książę Bogusław Radziwiłł[51].

               Jeszcze w 1645 roku Janusz Radziwiłł zapisał żonie Marii Wołoszce jako „oprawę” sumę 600 000 złotych na majętnościach dziedzicznych Zabłudowiu w powiecie grodzieńskim i Bielicy w powiecie lidzkim oraz w dożywocie Lubecz nad Niemnem w województwie nowogródzkim i Orlę w powiecie bielskim[52]. Po konfiskacie dóbr Janusza Radziwiłła sukcesorka Zabłudowa została pozbawiona wszelkich do nich praw. Nie mogła jednak zrezygnować z pieniędzy stanowiących jej „oprawę” wdowią. Gwarantem tych pieniędzy i majętności był testament Janusza Radziwiłła. Testament ten znalazł się w rękach Bogusława Radziwiłła. Księżna Maria Radziwiłłówna po dwuletnim molestowaniu księcia Bogusława i interwencjach na sejmie warszawskim w 1659 roku, pod namową archimandryty leszczyńskiego i wieleńskiego Józefa Nielubowicza Tukalskiego postanowiła rozdysponować zapisaną przez męża sumę 600 000 złotych na monastery i cerkwie. Księżna wołoska w testamencie obdarowała 13 monasterów i 7 cerkwi, szkoły słuckie i wileńskie. Znaczna część tej sumy przypadła monasterowi zabłudowskiemu, słuckiemu i wileńskiemu św. Ducha[53]. Księżna zapisała ponadto specjalną sumę 3000 złotych Józefowi Tukalskiemu, o którą kilkakrotnie później zabiegał zainteresowany i duchowieństwo prawosławne[54].

               Księżna Maria Wołoszka nie komu innemu a archimandrycie Tukalskiemu powierzyła dochodzenie zapisanych w testamencie sum. Decyzję taką podjęła ze względu na wyjątkową pozycję archimandryty wileńskiego i leszczyńskiego w Kościele prawosławnym oraz z powodu zajęcia przez wojska konfederatów Zabłudowa i Słucka. „Tedy im Ojcu Jozephowi Nielubowiczowi Tukalskiemu archimandrycie leszczyńskiemu, starszemu pomienionego monastera wileńskiego, który po wszystek czas nieprzyjacielstwa przy boku J. X. M. Pana Naszego Miłościwego jako wierny podany zostawał i teraz zostaje, takowym, że prawem zastawnym w moc, władzą i posesją porządkiem prawnym przez jenerała podaje i tego folwarku wsi i należności ich, mocą prawa mego zaczętego, które na osobę Ich Mościów Ojców pomienionych wlewam u Ich Mościów Panów Rycerstwa W. X. Lit. dochodzić i odzyskiwać, jeżelibym sama za żywota mego od odzyskania onego nie przyszła, pozwalam. Ma tedy pomieniony I. Mości Ojciec Tukalski starszy monastera wileńskiego i następcy Jego Mości wspólnie z  bractwem wileńskim tego pomienionego folwarku i summy na nim będącej dochodzić”[55]. Orginalny testament księżnej znajdował się w rękach archimandryty Tukalskiego już przed 16 marca 1660 rokiem, o który bezskutecznie upominał się w imieniu Bogusława Radziwiłła podkanclerzy litewski Stanisław Naruszewicz[56]. Tukalski nie chciał utracić dokumentu, tym bardziej że książę Radziwiłł najechał zbrojnie dobra Bielicę i monaster zabłudowski. Najazd księcia na monaster nastąpił po próbie zajęcia przez Tukalskiego folwarku Żukowszczyzna i przekazanie go zgodnie z wolą Marii Wołoszki monasterowi zabłudowskiemu i wileńskiemu[57]. W odpowiedzi na działania księcia archimandryta leszczyński złożył w grodzie Grodno 17 lipca 1660 roku protestację[58]. Wcześniej archimandryta leszczyński obawiając się utraty dokumentu dokonał 20 listopada 1659 roku jego wpisu do akt trybunału litewskiego i ksiąg grodzkich miasta Pińska[59]. Problem ten stał się powszechnie wiadomy w Wielkim Księstwie Litewskim.

               Archimandryta monasteru leszczyńskiego Józef Tukalski i archimandryta monasteru św. Trójcy w Słucku Teodozy Wasilewicz w imieniu metropolity Dionizego Bałabana postulowali ugodę z księciem Bogusławem. W liście do komisarzy słuckich Kazimierza Kłokockiego i Władysława Huryna 19 stycznia 1661 roku zalecali posłom na sejm aby podnieśli sprawę zniszczenia cerkwi św. Trójcy na przedmieściu słuckim, uwolnienia ojca Marcjana Wołosowicza, mnicha monsasteru św. Ducha w Wilnie, spowiednika księżnej aresztowanego z polecenia Bogusława Radziwiłła. Archimandryci domagali się wykonania  postanowień testamentu księżnej Marii Wołoszki[60]. Podjęta na sejmie warszawskim 1661 roku kontrakcja księcia Bogusława Radziwiłła zmusiła Teodozego Wasilewicza do wydania zobowiązania 15 marca 1661 roku w którym godził się zwrot resztek klejnotów księżnej[61]. Postawa namiestnika metropolity na forum sejmu ułatwiła stronie radziwiłłowskiej  obalenie testamentu i uznanie go za falsyfikat. Książę Radziwiłł głosił, iż testament został sporządzony przez samego Tukalskiego. W rezultacie działań Józefa Tukalskiego i Teodozego Wasilewicza duchowieństwo prawosławne otrzymało  jedynie część zapisanych w testamencie dóbr i sum. O pozostałe dobra toczył się nadal spór z księciem Bogusławem Radziwiłłem, załaszcza o majątek Bielicy. Tukalski i Wasilewicz wraz z archimandrytą wileńskim Danielem Dorofiejewiczem kilkakrotnie oskarżali księcia Bogusława przed Trybunałem Litewskim o zbrojne najazdy na dobra klasztorne i nierealizowanie testamentu Marii Wołoszki[62]. Archimandryci kilkakrotnie jeździli do Bogusława Radziwiłła z prośbą o wypełnienie deklaracji zadośćuczynienia krzywdom jakie doznało od sług księcia duchowieństwo prawosławne. Problem realizacji testamentu Marii Radziwiłłówny  będzie kilkakrotnie powracał w dalszej działalności archimandryty leszczyńskiego i biskupa białoruskiego[63].

***

   Powróćmy do charakterystyki sytuacji wyznaniowej  w końcu lat piędziesiątych XVII wieku. Status Kościoła prawosławnego zmieniał się pod wpływem wydarzeń na Ukrainie. Nowy hetman Iwan Wyhowski, który jeszcze w październiku 1657 roku podpisał porozumienie z Karolem Gustawem, po klęskach Szwecji w wojnie z Rzecząpospolitą zmienił stanowisko i podjął rozmowy z królem[64]. Podjęcie rokowań z Janem Kazimierzem było w pełni uzasadnione, tym bardziej, gwałtownie pogorszyły się stosunki kozacko-moskiewskie. Oprócz kwestii politycznych najistotniejszym problemem okazał się spór o jurysdykcyjną przynależność metropolii kijowskiej. Jeszcze Bohdan Chmielnicki 27 marca pisał do patriarchy Nikona, aby poparł on u cara starania metropolity Sylwestra Kossowa, by ten mógł używać tytułu „metropolity kijowskiego, halickiego i całej Rusi, egzarchy tronu konstantynopolitańskiego”. Hetman kozacki przypominał w liście, iż car Aleksy Michajłowicz potwierdził starodawne prawa i przywileje metropolii kijowskiej. Chmielnicki zapewniał również o lojalności metropolity wobec cara, który nie mógł jej osobiście okazać, albowiem był zajęty sprawami Cerkwi w Rzeczypospolitej[65]. Petycja Chmielnickiego do patriarchy pozostała bez odpowiedzi. Tymczasem pojawił się problem wyboru nowego metropolity, gdyż Sylwester Kossow zmarł niespodziewanie 25 kwietnia. Hetman jako tymczasowego administratora metropolii polecił biskupa czernihowskiego Łazarza Baranowicza i wyznaczył termin wyboru metropolity na 27 sierpnia[66]. Chmielnicki nie doczekał się wyboru metropolity, zmarł bowiem 6 sierpnia. W tej sytuacji na wybór metropolity decydujący wpływ uzyskał jego następca, Iwan Wyhowski. Wyhowski przesunął wybór na 1 października 1657 roku i wezwał na elekcję wszystkich biskupów prawosławnych metropolii kijowskiej. Wykorzystując powstałe po śmierci hetmana Chmielnickiego i metropolity Kossowa zamieszanie, wojewoda rosyjski Andrzej Buturlin namawiał władykę Łazarza Baranowicza i archimandrytę pieczerskiego Innocentego Gizela na  przejście pod jurysdykcję patriarchy Nikona. Administrator metropolii, Baranowicz, wyraził na to zgodę pod warunkiem akceptacji tej decyzji przez duchowieństwo kijowskie. Następnego dnia biskup Łazarz poinformował wojewodę, iż duchowieństwo wypowie się po pogrzebie hetmana[67]. Ostatecznie do podjęcia decyzji o włączeniu metropolii kijowskiej do pariarchatu moskiewskiego nie doszło, albowiem 6 (16) grudnia 1657 roku metropolitą został wybrany kandydat Wyhowskiego, Dionizy Bałaban, biskup łucki, zwolennik utrzymania dotychczasowego statusu metropolii kijowskiej[68]. Elekcja Dionizego Bałabana  odbyła się za zgodą Jana Kazimierza. Świadczy o tym relacja Stanisława Bieniewskiego, dana królowi w lutym 1658 roku. „Od metropolity kijowskiego O. Bałabana, który przeniesiony został z władyctwa łuckiego do tej godności, otrzymałem listy pełne dobrej nadziei. Bardzo użyteczny będzie na tym stanowisku i dobrze przysłuży się Ojczyźnie. Uznałem bez jego zgody, że będzie dobrze, jak obejmie ten urząd i w tym jego upewnić mam nadzieję”[69]. Wybór Bałabana poparł archimandryta leszczyński Józef Tukalski, który również był brany pod uwagę jako kandydat na metropolitę. Kandydaturę Tukalskiego popierał hetman Iwan Wyhowski.

Dionizy Bałaban uzyskał zatwierdzenie na stanowisku metropolity przez patriarchat konstantynopolitański w marcu 1658 roku. Nominacja wzmocniła niezależne tendencje wśród wyższej hierarchii cerkiewnej. Podczas narady w Perejasławiu Dionizy Bałaban odrzucił propozycję posła moskiewskiego okolniczego, Bohdana Matwiejewicza Chitrowa, przejścia pod jurysdykcję patriarchy Nikona tłumacząc, iż „od czasów chrztu Rusi metropolici kijowscy wszyscy po kolei przyjmowali błogosławieństwo od patriarchów konstantynopolitańskich; również i ja bez pozwolenia tegoż patriarchy nie mam prawa podporządkować się patriarsze Nikonowi”[70]. Postawa metropolity kijowskiego legła u źródeł porozumienia hadziackiego. Komisarze królewscy, prowadzący pertraktacje z Kozakami, dobrze rozumieli złożoność sytuacji wyznaniowej na Ukrainie oraz postawę Dionizego Bałabana i zapewne dlatego zgodzili się na tak korzystne  dla strony prawosławnej rozwiązania w sprawie unii.

Rozpoczęcie negocjacji polsko-kozackich wywołało natychmiastową reakcję Moskwy. Aleksy Michajłowicz domagał się wypełnienia zobowiązań zawartych w Niemieży, grożąc podjęciem działań zbrojnych. Ażeby nie dopuścić do elekcji cara, nuncjusz Vidoni powszechnie proponował zorganizowanie synodu „religii katolickiej i greckiej”, co Moskwa stanowczo odrzucała. Ostatecznie król  pod naciskiem nuncjusza ustąpił i propozycje zwołania synodu unijnego zawarto 25 lipca w instrukcji komisarzy królewskich udających się na rozmowy z posłami moskiewskimi. Strona polska domagała się, aby po elekcji Aleksego Michajłowicza przy pomocy papieża doprowadzono do synodu unijnego „tak, jak było za Apostołów i Św. Ojców”[71]. Nie znamy reakcji posłów moskiewskich na propozycje synodu unijnego, wiemy jedynie, iż wysłannicy cara domagali się szybkiej elekcji Aleksego Michajłowicza. Jan Kazimierz był zainteresowany przedłużeniem rozmów z Moskwą, albowiem chciał uzyskać czas na pertraktacje z Kozakami. Z tego względu we wspomnianej instrukcji  polecono komisarzom wyrazić zgodę na elekcję cara Aleksego. Król wiedział, iż jest to rozwiązanie tymczasowe, a całe porozumienie nie będzie dotrzymane.

Tymczasem na sejmie warszawskim uchwalono elekcję cara, ale uzależniano jej przeprowadzenie od tego, czy Aleksy Michajłowicz przyjmie katolicyzm. Warunek ten wprowadzono na wniosek biskupów łacińskich, co w praktyce oznaczało fikcyjność aktu elekcji. Niezaakceptowanie na sejmie rozejmu z Rosją z 1656 roku oraz zawarcie porozumienia z Kozakami doprowadziło do zerwania rozmów z posłami moskiewskimi w Wilnie. Biskup wileński Jan Dowgiałło Zawisza nie zgodził się na podpisanie porozumienia w sprawach wiary ani elekcji cara[72]. Fakt ten oznaczał w bliskiej perspektywie nowy etap wojny z Rosją. Ważniejszym od wojny polsko-rosyjskiej było dla określenia statusu Kościoła prawosławnego zawarcie ugody hadziackiej.

***

Zawarcie ugody hadziackiej nastąpiło 16 września 1658 roku, po zakończeniu ostatniej tury negocjacji między komisarzani królewskimi a delegacją poszczególnych pułków kozackich. Ostateczna redakcja tekstu porozumienia przypadła Stanisławowi Bieniewskiemu i Jerzemu Niemiryczowi. Po akceptacji punktów porozumienia przez obie strony, hetman Iwan Wyhowski i starszyzna kozacka złożyli przysięgę na wierność Rzeczypospolitej.Tekst porozumienia był trzymany przed opinią publiczną w dużej tajemnicy i dopiero na sejmie 1659 roku został ogłoszony w całości[73].

               Na sejmie 1659 roku Wyhowski zgodził się na zmianę zapisu w paktach hadziackich w sprawie likwidacji unii, ale zgodę swą obwarował dwoma warunkami: całkowitym usunięciem unii w trzech województwach wchodzących w skład Wielkiego Księstwa Ruskiego i zobowiązaniem się króla do przekazania prawosławnym w ciągu sześciu miesięcy, za pomocą komisarzy królewskich, spornych dóbr. Strona królewska proponowała, by sprawą dóbr  zajęła się  specjalna komisja, na co nie chcieli przystać posłowie kozaccy[74]. Zanim warunki Wyhowskiego dotarły do Warszawy, doszło do kolejnej tury negocjacji z przybyłym 20 kwietnia na sejm poselstwem kozackim pod kierunkiem Jerzego Niemirycza. Po przybyciu do Warszawy Niemirycz przedstawił królowi suplikę kozacką, w której określone zostały granice Wielkiego Księstwa Ruskiego, składającego się z województw wołyńskiego, podolskiego i ruskiego. W suplice zastrzeżono, że wszystkie urzędy i godności na tym obszarze miały przypaść prawosławnym. W kwestii wyznaniowej kategorycznie żądano całkowitej likwidacji unii i restytucji wszystkich biskupstw prawosławnych w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim[75]. Punkt trzeci supliki dotyczył wyłącznie spraw związanych z archimandrytą Józefem Tukalskim. Ten szczególny zapis dotyczący Tukalskiego świadczy o ważnej roli archimandryty leszczyńskiego w życiu Cerkwi prawosławnej[76]. Tukalski reprezentował wówczas społeczność prawosławną w licznych konfliktach o majątki cerkwiewne. W powstałej na sejmie sytuacji ratyfikowanie  w całości paktów hadziackich nie było możliwe, tym bardziej, że przeciwna im  była znaczna część szlachty i magnaterii. Posłowie z Wielkiego Księstwa Litewskiego uważali pakty hadziackie za sprzeczne z unią lubelską. Inni byli przeciwni nobilitacji „rebellibus Cosacis”, którzy wystąpili przeciwko Ojczyźnie i unitom. Przeciwna ugodzie z Kozakami była szlachta katolicka, która utraciła na obszarze Wielkiego Księstwa Ruskiego swoje majątki, a ich dobra przejęła szlachta prawosławna. Biskupi łacińscy byli przeciwni przyznaniu miejsc w senacie metropolicie i władykom prawosławnym.[77] Aby nie dopuścić do całkowitego zerwania porozumienia i do nowej wojny na Ukrainie, strona katolicka podjęła negocjacje, postulując częściowe spełnienie postulatów prawosławnych.

               Okazję do pertraktacji w sprawach wyznaniowych dawał przyjazd 29 kwietnia metropolity Dionizego Bałabana z dwoma biskupami, Antonim Winnickim i Arseniuszem Żeliborskim, oraz pięcioma archimandrytami. Był wśród nich Józef Tukalski, który należał do najbardziej aktywnych członków delegacji. Negatywnie pobyt delegacji prawosławnej w Warszawie ocenił zwolenik Moskwy protopop Maksym Filimonowicz. W liście do Aleksandra Nikitycza Trubeckiego z 25 maja 1659 roku określił spotkanie warszawskie duchownych prawosławnych z rzymskokatolickich jako „nieczestiwoje sboriszcze”. Jednak rozmowy biskupów łacińskich z hierarchią prawosławną w domu arcybiskupa gnieźnieńskiego nie zmieniły jej stanowiska w sprawie unii[78]. Również posłowie kozaccy domagali się aprobaty przez Sejm paktów hadziackich w ich pierwotnej wersji. Po długich dyskusjach 8 maja wicekanclerz koronny Bogusław Leszczyński przedstawił polityczne i teologiczne aspekty  unii. Postulował w swej deliberacji przejście unitów na ryt łaciński. Dalszy upór w sprawie utrzymania unii groził nową wojną z Kozakami, którzy zapewne sprzymierzyliby się ponownie z Moskwą bądź z Turcją. Stanowisko takie poparli biskupi krakowski i łucki oraz kilku teologów łacińskich (G. Schönhoff)[79]. Ostatecznie Sejm 22 maja 1659 roku, w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego, zaprzysiągł pakty hadziackie bez punktu dotyczącego unii[80].



[1] Litterae basilianorum in terris Ucrainae et Bielarusjae, vol. I, (1601-1730), Romae 1979, s.57-59.

[2] A. I. Milowidow, Archiw uprazdnennogo pinskogo Leszczyńskogo monastyra, Mińsk 1900, s. 3; A. J. Lozickij, Pińsk XVI stoletija, Mińsk 1994, s. 16-17.

[3] A. Melnikow, Put’ nepeczalen, Mińsk 1992, s. 213-214.

[4] Kanclerz Albrycht Radziwiłł we wspomnieniach napisał: „Udałem się do króla, aby go pożegnać, (...) a oto na nalegania króla byłem zmuszony pozostać ze względu na schizmatyków, bowiem ich metropolita obrażony chciał odjechać,  a z jego odjazdem wojna z Kozakami znowu by się wszczęła”, A. S. Radziwiłł, Pamiętnik o dziejach w Polsce, wyd. i oprac. A. Przyboś i R. Żelawski, t. III, Warszawa 1980, s. 245-246.

[5] tamże, t. III, s. 246.

[6] Aprobacya sejmowa praw i wolności religiey greckiey narodu ruskiego, Biblioteka Muzeum Narodowego im. Czartyskich w Krakowie, nr  144, s. 861; AWAK, t. XXXIII, s. 372-375.

[7] Archeograficzeskij sbornik dokumientow otnosjaszczichsja k  istorii Siewiero-Zapadnoj Rusi, t. VI, Wilno 1869, s. 238-239. (dalej ASD)

[8] Tamże, t. VI, s. 244.

[9] J. Sorokin, Aleksy Michajłowicz [w:] Dynastia Romanowów, pod  red. A. Iskenderowa, Warszawa 1993, s. 63; W.  A.  Serczyk, Poczet władców Rosji, Londyn 1992, s. 23-33.

[10] „Car turecki jest bisurmaninem. Wszystkim wiadomo, że bracia nasi, prawosławni chrześcijańscy Grecy, biedę cierpią i że uciskają ich bezbożnicy. Chan krymski jest też bisurmaninem, z którym musieliśmy zawrzeć przyjaźń, wielkieśmy i ciężkie z tego powodu biedy przeszli. Jakiej niewoli, jakiego bezlitosnego rozlewu krwi chrześcijańskiej, jakiego ucisku doznaliśmy od polskich panów, nikomu z was nie trzeba opowiadać. Sami wiecie, że traktowali lepiej Żyda i psa niż chrześcijanina, brata naszego. A prawosławny wielki gosudar, wschodni car, jest tego samego błogosławionego zakonu greckiego, co my, tej samej wiary. Jednym jesteśmy ciałem cerkwi, prawosławiem Wielkiej Rusi, mającym nad sobą Jezusa Chrystusa (...)”. Cyt. za Z. Wójcik, Dzikie Pola w ogniu. O Kozaczyźnie w dawnej Rzeczypospolitej, Wrocław 1968, s. 199.

[11] J. Kaczmarczyk, Bohdan Chmielnicki,  Wrocław 1988, s. 216.

[12] W rok później, 18 marca 1655 roku, wojewoda czernihowski Krzysztof Tyszkiewicz napisał: „270 miast, co między Bohem i Dniestrem popiołem uczyniono (...) lada Tatarzyn miał jasyru na 30 dusz, dzieci samych po drogach i fortecach podławionych na 10 000 (...), cerkwi samych liczą zrujnowanych do 1000, broniemy ile możemy przed ordą, ale trudno obronić. Rozumiem, że Kozacy ustąpią za Dniepr, a tu pustynia będzie”. Cyt za T.  Wasilewski, Ostatni Waza na polskim tronie, Katowice 1984, s. 149.

[13] Przejeżdżający w czerwcu i lipcu 1654 roku przez Kijowszczyznę i Bracławszczyznę patriarcha antiocheński Makary był świadkiem ogromnych spustoszeń dokonanych przez wojska koronne wiosną tego roku i powszechnie panujących  wśród ludności ruskiej nastrojów antypolskich. Por. opis podróży: M. Kowalska, Ukraina w połowie XVII wieku w relacji arabskiego podróżnika Pawła, syna Makarego z Aleppo, Warszawa 1986, s. 18-90.