|
Metropolita
Józef Nielubowicz-Tukalski
Antoni Mironowicz
Archimandryta leszczyński
Działalność
ihumana Tukalskiego spowodowała
zahamowanie rozwoju unii na terenie unickich diecezji turowsko-pińskiej
i włodzimiersko-brzeskiej. Według anonimowej relacji z 1647 roku pisanej do
Kongragacji Propagandy Wiary wynika następujący obraz struktury wyznaniowej. Z
tysiąca parafii na terenie unickiego władyctwa włodzimiersko-brzeskiego
większość pozostała przy prawosławiu. Autor relacji winą za ten stan rzeczy
ówczesnego biskupa unickiego Józefa Bakowieckiego, który zajmował się bardziej
handlem aniżeli sprawami diecezji. Równie niekorzystna była opinia o biskupie
pińskim Pachomiuszu Orańskim, bardziej odanemu polowaniom aniżeli sprawom
duchownym. W 1647 roku na terenie jego diecezji było sto parafii unickich i
czterysta prawosławnych.
Rolę ihumena Tukalskiego dostrzegł władyka łucki Atanazy Puzyna, który polecił
go na archimandryję leszczyńską. Ten znany XIII - wieczny moanster znajdował
się w stanie upadku. Jeszcze autorzy
wydanego w roku 1644 roku w Kijowie Lifosu
albo kamienia paszczy prawdy cerkwi świętey prawosławnej ruskiey na skuszenie
faleczno-ciemney perspektywy wspominali, że w klasztorze tym przebywał
tylko jeden mnich. Przybycie Józefa Tukalskiego do monasteru leszczyńskiego
znajdującego się na przedmieściach Pińska odrodziło życie zakonne i uczyniło z
monasteru bastion opozycji antyunijnnej. Klasztor z cerkwiami Zaśnięcia NMP i
Zesłania św. Ducha oraz z cudowną XIV- wieczną ikoną Zaśnięcia NMP stał się ponownie ważnym ośrodkiem kultowym.
Podczas pobytu w monasterze kupiatyckim
i leszczyńskim Tukalski wspierał działalność ihumena brzeskiego Atanazego.
Wielokrotnie z nim się spotykał i trudem przyjął wiadomość o jego tragicznej
śmierci 1648 roku. Męczeństwo
ihumena Atanazego zdynamizowało działalność archimandryty leszczyńskiego. Józef
Tukalski stanął przed nową sytuacją związaną z wybuchem powstania Bogdana
Chmielnickiego.
Powstanie
Bohdana Chmielnickiego objęło całą Pińszczyznę. Kozacy zajęli Pińsk, Mozyr i
Homel, ich odziały podeszli pod Grodno i Brześć. Oskarżony o współpracę z
powstańcami ihumen brzeski Atanazy został zamordowany przez żołnierzy polskich.
Fakt ten wywołał powszechne oburzenie wśród ludności prawosławnej. Rozwojowi
terytorialnemu powstania towarzyszyło przejmowanie przez prawosławnych cerkwi i
monasterów będących w posiadaniu unitów. W Pińsku ponownie do prawosławnych
wróciły wszystkie z szesnastu świątyń. Stan taki nie trawał długo albowiem
książę Janusz Radziwiłł 9 października szturmem zdobył miasto. Represje objęły
nie tylko obrońców Pińska ale również duchowieństwo prawosławne, które
oskarżano o współpracę z powstańcami. Ponownie więc większość cerkwi pińskich
zostało zajętych przez unitów. Spór o nie toczył się przed trybunałem litewskim
i sądem grodzkim przez cały 1649 rok. Stronę prawosławną reprezentował
namiestnik biskupa łuckiego archimandryta leszczyński Józef Nielubowicz
Tukalski.
Sytuacja
na terenie unickiego biskupstwa turowsko-pińskiego była omawiana podczas rozmów
metropolity Sylwestra Kossowa w czasie obrad sejmowych w Warszawie 1650 roku na
spotkaniu z niektórymi senatorami. W spotkaniu wzięli udział Andrzej Szołdrski - biskup poznański, Jerzy
Tyszkiewicz - biskup
wileński, biskup Andrzej Leszczyński - podkanclerzy koronny, Kazimierz Lew Sapieha - podkanclerzy, Jerzy Ossoliński - kanclerz koronny, Albrycht
Radziwiłł - kanclerz
litewski, Adam Kisiel - wojewoda
kijowski. W rozmowach poruszono wiele problemów: od spraw generalnych - miejsca dla hierarchów
prawosławnych w senacie, zwrot biskupstwa chełmskiego i połockiego, do
szczegółowych, jak np. zwrócenie cerkwi w Pińsku. Przebieg spotkania najlepiej zrelacjonował Albrycht
Radziwiłł. „Przyjął nas arcybiskup i schizmatycy wyłożyli sprawę o oddanie im
natychmiast władykatu połockiego albo smoleńskiego i aby dokument królewski
opieczętować pieczęciami obu narodów. To ostatnio nastąpiło, pierwszym długo
nas męczono; w końcu podsunąłem myśl, aby raczej erygować władykat witebski i
wyznaczyć tylko połowę dochodu. Tak się też zgodzono, chociaż później i
nuncjusz, i unici nie byli ze mnie zadowoleni. Gdy szczerze przedłożyłem racje,
dowodząc że w niebezpieczeństwie wojny, z pewnością zagrażającej, chciałem
wybrać mniejsze zło, bo już widzieliśmy ruinę nie tylko władykatów, ale i
katolickich biskupów, zło, które z czasem i za Bożą Opatrznością będzie można
uleczyć, i że nie uczyniłem tego bez porady teologów (a także sam król
doradzał), uspokoili się, że zastosowano słuszne środki. Metropolita mówił ze
mną o przywróceniu w Pińsku cerkwi, które przedtem tam były; powiedziałem, iż
mogę to uczynić i dla uniknięcia wojny opieczętowałem nadanie opactwa
schizmatykowi. Potem ten ich metropolita, poprosiwszy o wysłuchanie,
przypomniał, że wedle punktów winien wraz z władykami mieć miejsce w senacie,
lecz z pokory (nałożywszy owczą skórę na lisią) tego się nie domaga, sądzi, iż
tę sprawę należy raczej odłożyć do innego sejmu”.
Rozmowy z senatorami i podjęte ustalenia złagodziły wśród delegacji
prawosławnej niechętne nastroje. Posłowie ruscy uzyskali jeszcze przed
rozmowami 12 stycznia uniwersał królewski zatytułowany Aprobacya sejmowa praw i wolności religiey greckiey narodu ruskiego.
Tytuł uniwersału nie był adekwatny do stanu faktycznego, albowiem sejm tego
dokumentu nie aprobował. Dokument ten był wykładnią polityki króla i kanclerza
wobec prawosławnych. Uniwersał królewski stwierdzał, iż pragnieniem monarchy
jest zjednoczenie narodów polskiego, ruskiego i litewskiego, wchodzących w
skład Rzeczypospolitej, aby „siły
wspólne jech przeciwko nieprzyjacielowi Krzyża Świętego zachowane i obracane
byli”. Jan Kazimierz podkreślał, iż idea ta była celem polityki jego
poprzedników, a zwłaszcza Władysława IV, który dużo wysiłków włożył celem
likwidacji podziałów religijnych na Rusi. Jako spadkobierca tej idei król
pragnie spełnić obietnice dane ludziom „religii greckiej” i metropolicie
kijowskiemu, przywracając Kościołowi prawosławnemu w Koronie i Wielkim
Księstwie Litewskim dawne prawa, wolność nabożeństw, dostęp do urzędów, dobra i
cerkwie, szkoły i drukarnie, niezależne sądownictwo cerkiewne.
Archimandryta leszczyński był zadowolony z podjętych postanowień bowiem
prawosławni uzyskali prawne potwierdzenie praw do monasterów w Pińsku.
Po wielu latach wracano do działalności Tukalskiego
na Pińszczyźnie w czasie powstania kozackiego. Kiedy odbierano prawosławnym
decyzją sądu kapturowego cerkiew płotnicką i przekazywano ją 13 października
1674 roku unickiemu biskupowi pińskiemu Michałowi Marcinowi Białozorowi za
podstawę tego postanowienia wzięto przejęcie tejże cerkwi przez ihumena
Tukalskiego. Stający przed sądem zeznawali, że „kiedy Kozaczyzna nastąpiła i
ojciec Tukalski zajechał był i episkopię samą na ten czas ojców płotnickich
przywiód do swego posłuszeństwa schizmatyckiego (...)”.
Podobne argumenty przedstawił przed sądem kapturowym biskup piński Białozor i
inni świadkowie. Warto jednakże przywołać zeznanie proboszcza płotnickiego
Makarego, który potwierdza fakt, że ihumen Józef Tukalski przejmował tylko
cerkwie fundowane jako prawosławne. „Ojciec Makary cerkwi płotnickiej wyznał,
iż ta cerkiew na błahoczestią (prawosławną
- A.M.) fundowana od panów Skirmonów, od panów Płotnickich i panów
Stachowskich. Tenże ojciec płotnicki powiedział, że gdybym się poświęcił u ojca
Oranskiego, szlachta zabroniła by mnie w cerkwi odprawiać. Potym się udał do
księdza Tukalskiego i byłem w błahoczesti aż dotąd (...)”.
Zeznanie te ukazują rolę ojca Tukalskiego w odzyskiwaniu cerkwi przez Kościół
prawosławny na Pińszczyźnie w latach 1648-1650.
*
* *
Po
decyzji Soboru Ziemskiego na Ukrainę przybył specjalny wysłannik carski, bojar
Wasyl Buturlin. Miał on przyjąć od Bohdana Chmielnickiego i Wojska Zaporoskiego
przysięgę na wierność carowi Aleksemu. 18 stycznia 1654 roku rozpoczęło się w
Perejasławiu zwołane przez hetmana kozackiego posiedzenie rady starszyzny
kozackiej, na którym podjęto decyzję o podporządkowaniu się władzy cara.
Podczas posiedzenia Chmielnicki w swym wystąpieniu podał motywy takiej decyzji,
kładąc nacisk na wspólną historię i wiarę ludności ruskiej i rosyjskiej.
Odrzucił w swej mowie możliwość uznania zwierzchności Turcji i króla polskiego
i uznał, że jedynym gwarantem praw wiary prawosławnej i wolności kozackich może
być car moskiewski.
Rada perejasławska nie przyniosła oczekiwanej stabilizacji politycznej i
wyznaniowej. Już w styczniu 1654 roku doszło do pierwszego konfliktu z Moskwą.
Starszyzna kozacka i duchowieństwo prawosławne domagało się od wysłannika
carskiego Buturlina potwierdzenia Wojsku Zaporoskiemu jego praw i wolności oraz
nienaruszalności stanu posiadania przez wszystkie warstwy społeczne. Kozaczyzna
zgodnie ze zwyczajami panującymi w Rzeczypospolitej przypominała, „że polski
król poddanym swoim zawsze przysięgał”. Poseł carski odpowiadając, szybko
uświadomił Kozaków, że mają do czynienia z carem moskiewskim, a nie z
elekcyjnym królem polskim.
Decyzja
rady perejasławskiej znalazła poparcie szerokich warstw społeczności ruskiej.
Ludność liczyła na szybkie zakończenie trwającej jeszcze sześcioletniej wojny,
tym bardziej, iż po ugodzie żwanieckiej w głąb
Ukrainy wtargnęły czambuły tatarskie potęgując i tak już duże
zniszczenia. Ponadto od
lutego 1654 roku na Ukrainie trwały walki między wojskami koronnymi a Kozakami.
Pułkownikowi kozackiemu Iwanowi Bohunowi udało się, co prawda, powstrzymać
działalność oddziałów pacyfikacyjnych dowodzonych przez hetmana Stanisława
Potockiego, lecz powstała skala zniszczeń wywołała antypolskie nastroje.
Do
rozpatrzenia spraw wyznaniowych istotną kwestią pozostaje stosunek
duchowieństwa prawosławnego do postanowień perejasławskich. Logika ugody
wskazywałaby, iż również Cerkiew prawosławna powinna się znaleźć w jurysdykcji
patriarchatu moskiewskiego. Porozumienie kozacko-moskiewskie znajdowało
zrozumienie wśród niższych warstw duchowieństwa prawosławnego, nie było zaś
akceptowane przez hierarchię. Niechętną postawę wobec ustaleń perejasławskich i
w perspektywie zmiany przynależności metropolii kijowskiej zachowywał
metropolita Sylwester Kossow. Metropolita dwukrotnie odmawiał złożenia
przysięgi na wierność carowi Aleksemu Michajłowiczowi. Postawę swoją tłumaczył,
„iż jego służbie nie godzi się składać przysięgi na wierność cesarzowi”.
Metropolita kijowski nie brał udziału w składaniu przez Kozaków 27 stycznia
przysięgi i unikał spotkania z posłańcem carskim Buturlinem. Dopiero na wyraźną
prośbę Chmielnickiego Sylwester Kossow uznał władzę cara Aleksego, nie zgodził
się jednak na budowę twierdzy na placu cerkiewnym położonym w pobliżu soboru
sofijskiego. Opór metropolity miał w tej ostatniej kwestii istotne znaczenie.
Budowa rosyjskiej warowni w centrum Kijowa
stanowiła przejaw jego zależności od Moskwy. Obecność wojska rosyjskiego
groziła użyciem siły przy rozstrzyganiu spraw wyznaniowych. Za przykładem
metropolity znaczna część duchowieństwa zakonnego odmówiła złożenia przysięgi
na wierność carowi.
Ugoda
perejasławska faktycznie podzieliła metropolię kijowską. Cztery diecezje
prawosławne: białoruska, lwowska, łucka i przemyska należały nadal do
Rzeczypospolitej, natomiast władyctwo kijowskie z siedzibą metropolity i
czernihowskie znalazły się w państwie
moskiewskim. Sylwester Kossow jako zwierzchnik nad wszystkimi
biskupstwami nie mógł nie uwzględniać reperkusji, jakie mogły powstać po
oficjalnym podporządkowaniu się patriarchatowi moskiewskiemu. Metropolita
obawiał się polskich represji wobec diecezji pozostających na terytorium
Rzeczypospolitej. Względy te nakazywały Kossowowi zachować zależność metropolii
kijowskiej od patriarchatu carogrodzkiego.
Odmienne poglądy reprezentowało niższe duchowieństwo. Protopop niżyński Maksym
Filimonowicz w swej mowie do posłów moskiewskich w Perejasławiu porównał
przyjęcie prawosławnych pod władzę cara z „wyzwoleniem Żydów z niewoli
egipskiej”.
Ugoda
perejasławska nie zawierała żadnych ustaleń w sprawie przynależności metropolii
kijowskiej do patriarchatu moskiewskiego. Podczas odnawiania postanowień ugody
perejasławskiej w 1659 roku nowo obrany hetman Jerzy Chmielnicki zaprzysiągł
ustalenia swego ojca, wśród których znajdował się punkt dotyczący
jurysdykcyjnej przynależności metropolii. „Metropolita kijowski, także inni
duchowni Małej Rusi, będą pod błogosławieństwem Świętego Patriarchy
Moskiewskiego i całej Wielkiej, Małej i Białej Rusi a w prawa duchowne święty patriarcha wstępować nie będzie”.
Punkt ten, dodany pięć lat później, wzbudza podejrzenia co do jego
wiarygodności. W styczniu 1654 roku patriarcha moskiewski nie posiadał w swej
jurysdykcji ziem białoruskich. Tytułu zwierzchnika cerkiewnego na Białej Rusi
począł używać dopiero w maju, kiedy ziemie białoruskie zajęte zostały przez
wojska moskiewskie. Nie wydaje się również, aby Chmielnicki bez wiedzy
metropolity mógł podjąć tak istotne w sprawach wyznaniowych postanowienie.
Wszystkie bowiem takie polityczne rozstrzygnięcia były sprzeczne z prawem
kanonicznym Cerkwi prawosławnej. Nie mógł więc hetman kozacki dokonać zapisu niezgodnego
z prawem kanonicznym bez zgody metropolity i patriarchy
konstantynopolitańskiego. Poza tym wojewodowie moskiewscy ciągle oskarżali
Sylwestra Kossowa o bliskie kontakty z hetmanem Januszem Radziwiłłem i
duchowieństwem unickim. Metropolita zdawał sobie sprawę z oskarżeń pod jego
adresem.Wiedział jednak, że patriarcha Nikon nie może podjąć działań
sprzecznych z prawem kanonicznym Cerkwi i zaognić stosunków z innymi
patriarchatami wschodnimi. Kossow myślał również o zachowaniu diecezji
prawosławnych w Rzeczypospolitej, pozbawionych w nowej rzeczywistości patronatu
Kozaków i autorytetu metropolii. Pisał więc do króla Jana Kazimierza, by
wyzwolił Kijów od „ludzi moskiewskich”, równolegle prosząc cara o potwierdzenie
praw Cerkwi prawosławnej. Latem 1654 roku metropolita kijowski wysłał delegację
na czele z Innocentym Gizelem - ihumenem
klasztoru pustynskiego - do cara,
przebywającego wówczas w obozie pod Smoleńskiem, z prośbą o potwierdzenie praw
duchowieństwa. Sylwester Kossow pisał, iż nadal pragnie pozostawać w
jurysdykcji patriarcharu carogrodzkiego, z którym jego Cerkiew jest związana
„od czasu chrztu”. Dokument podkreśla, że przynależność metropolii do
Konstantynopola jest „korzeniem wszelkich praw i wolności”.
Aleksy Michajłowicz od metropolity i duchowieństwa
przysięgę wierności, ograniczając się jednakże do potwierdzenia praw
majątkowych metropolii kijowskiej. Problem najważniejszy: status jurysdykcyjnej
zależności metropolii, car obiecał rozpatrzyć po powrocie do Moskwy.
Ugoda perejasławska była bezpośrednią
przyczyną wojny polsko-moskiewskiej. Patriarcha Nikon nadał jej charakter wojny
religijnej, niemalże krucjaty przeciwko łacinnikom i unitom prześladującym
prawosławnych. Podobny
charakter posiadała odezwa cara Aleksego z 26 kwietnia do ludności prawosławnej
Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Również w Rzeczypospolitej powszechnie
mówiono o cudownych znakach zwiastujących nadchodzące nieszczęścia.
Sejm jednak, w obliczu wojny, nie podjął żadnych działań w celu pozyskania
ludności prawosławnej. Nadal pozostawała nie uregulowana przynależność
biskupstwa przemyskiego.
Społeczność prawosławna domagała się wyłączności tej katedry dla władyki
Antoniego Winnickiego. W innych sprawach Jan Kazimierz zdołał jedynie uzyskać
od posłujących zgodę na nowe podatki, a do Kozaków 6 czerwca skierował
posłanie, w którym zapewniał ich o zachowaniu dawnych praw i przywilejów.
W połowie
1654 roku wojska moskiewskie zajęły Połock, Wieliż, Smoleńsk, Witebsk, Mohylew,
Uświat , Szkłów i Drohobuż. Wiosną 1655 roku Rosjanie, wsparci przez Kozaków
dowodzonych przez hetmana nakaźnego Iwana Zołotareńkę, zdobyli Mińsk, Wilno,
Kowno i Grodno. W tym samym czasie wojska dowodzone przez Wasyla Buturlina i
Chmielnickiego rozbiły oddziały koronne na Ukrainie i we wrześniu podeszły pod
Lwów. W ten sposób została zajęta przez wojska moskiewskie i kozackie unicka
diecezja połocka, smoleńska i większa część metropolitalnej. Ordynariusze
władyctwa smoleńskiego i połockiego arcybiskupi, Andrzej Kwaśniński Złoty i
Gabriel Kolendo, opuścili swoje diecezje.
O wygnaniu z Połocka administratora metropolii Gabriela Kolendy metropolita
Antoni Sielawa pisał do nuncjusza już 18 stycznia 1655 roku.
Na opuszczone katedry unickie patriarcha Nikon bez konsultacji z metropolitą
Sylwestrem Kossowem mianował swych namiestników. Fakt ten miał istotne
znaczenie dla prawosławnych, albowiem po śmierci władyki witebsko-mohylewskiego
Józefa Horbackiego (1653 r.) na ziemiach białoruskich nie było żadnego biskupa.
Wraz z zajmowaniem ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego przez Moskwę rozpoczął
się proces przejmowania cerkwi unickich przez duchowieństwo prawosławne.
Aleksy Michajłowicz przyjął tytuł wielkiego księcia litewskiego i wyraził zgodę
na mianowanie nowych biskupów prawosławnych przez patriarchę moskiewskiego.
Nikon wzorem cara przyjął tytuł „patriarchy moskiewskiego Wielkiej, Małej i
Białej Rusi”, nie zwracając uwagi, że nowo anektowane terytoria należą do
jurysdykcji metropolitów kijowskich. Patriarcha Nikon mianował biskupem
smoleńskim władykę suzdalskiego Filareta. Zarząd nad odebranymi unitom
monasterami i cerkwiami w diecezji połockiej przekazano w ręce ihumena
połockiego Ignacego Jewlewicza i ihumena monasteru witebskiego Kaliksta
Rytorajskiego. Wkrótce ten ostatni 13 marca 1656 roku został mianowany przez
Nikona administratorem prawosławnej diecezji połockiej. Patriarcha, jako
zwierzchnik całej Rusi, nadał mu 13-punktową instrukcję. Zawierała ona
zalecenia, jak należy postępować z duchowieństwem unickim i jak pozbawić unitów
„choroby rzymskiej i łacińskiej”.
W oparciu o tę instrukcję przystąpiono do przyjmowania przysięgi od
duchowieństwa unickiego, które albo przyjmowało prawosławie, albo opuszczało
tereny zajęte przez wojska moskiewskie. Za zasługi w reaktywowaniu prawosławia
administrator diecezji, Kalikst Rytorajski, został mianowany jej ordynariuszem
w 1657 roku i podniesiony do godności arcybiskupa.
Wymienione
fakty miały istotne znaczenie dla stosunków unicko-prawosławnych w
Rzeczypospolitej. Unici oburzeni byli działalnością wojewody Semena
Szachowskiego, który polecił im opuścić Wilno i Grodno. Z Wilna z jego
inicjatywy wywieziono w głąb Rosji ciało unickiego metropolity Welamina
Rutskiego. Administracja carska odmiennie traktowała
duchowieństwo łacińskie i unickie. Zmieniła się również postawa części biskupów
do unii. Wobec braku realnej siły mogącej przeciwstawić się najazdowi
moskiewskiemu, hierarchia łacińska pragnęła utrzymać dotychczasową swoją
pozycję nawet za cenę likwidacji unii. Postulowano zawarcie nowego porozumienia
z Kozakami. Na sejmie 1655 roku wielu senatorów świeckich i duchownych, w
obliczu wojny z Rosją i Szwecją, dążyło do szybkiego zakończenia negocjacji.
Godzono się nawet na kozackie żądania zniesienia unii.
Ażeby spacyfikować podobne poglądy wśród senatorów, król Jan Kazimierz prosił,
poprzez swego spowiednika Karola Solla SJ, nuncjusza Piotra Vidoniego o
interwencję u niektórych biskupów.
Z apelem o obronę wiary katolickiej do nuncjusza i króla wystąpił kardynał
Juliusz Rospigliosi, będący wówczas sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej.
Nuncjusz Vidoni do obrony unii przekonywał biskupów: poznańskiego, chełmskiego,
lwowskiego, warmińskiego i kanclerza koronnego. Na specjalnej, zorganizowanej
przez króla, naradzie senatorów świeckich i duchownych z udziałem księży
jezuitów, dominikanów i karmelitów uzgodniono podjęcie rozmów w sprawie ugody z
prawosławnymi. Część biskupów łacińskich przywoływała tutaj przykład pokoju
westfalskiego z 24 października 1648 roku, na mocy którego niektóre dobra
kościelne oddano protestantom. Postulowano uczynić to samo wobec prawosławnych,
by ratować majątki Kościoła łacińskiego na ziemiach białoruskich i ukraińskich.
Realizacja tego planu wymagała wznowienia negocjacji z Kozakami. Na dodatek nad
Rzecząpospolitą zawisło nowe niebezpieczeństwo. Król Szwecji Karol X Gustaw w
lipcu 1655 roku zaatakował ziemie polskie. Osłabiona i osamotniona
Rzeczpospolita, ponosząca klęski w wojnie ze Szwecją i Rosją, skłonna była do
ustępstw. W nowej rzeczywistości wśród starszyzny kozackiej i wyższej hierarchii
cerkiewnej pojawił się projekt zerwania ugody perejasławskiej i podjęcia rozmów
z Janem Kazimierzem lub królem szwedzkim. Ten ostatni oferował Bohdanowi
Chmielnickiemu tytuł księcia kijowskiego i pełną niezależność.
Najazd
Szwedów miał ważne następstwa dla stosunków wyznaniowych w Rzeczypospolitej.
Karol Gustaw wraz ze sprzymierzonymi z nim Radziwiłłami miał zostać protektorem
kalwinów, luteranów i prawosławnych. Z tego powodu wiele rodów magnackich
deklarowało królowi szwedzkiemu swoje posłuszeństwo, przyznawano mu tytuł
księcia i zwierzchnictwo nad duchownymi. Inni uzależniali uznanie władzy Karola
Gustawa od potwierdzenia tolerancji wyznaniowej lub zagwarantowania praw
Kościołowi katolickiemu. Społeczność prawosławna jedynie częściowo poparła proszwedzką
politykę Janusza Radziwiłła, upatrując protektora swego wyznania w osobie cara
Aleksego Michajłowicza i króla Jana Kazimierza.
Status
prawny społeczności prawosławnej i unickiej został określony w dwóch
porozumieniach: litewsko-szwedzkim w Kiejdanach i litewsko-moskiewskim w
Niemieży. Pierwsze porozumienie wynikało nie tylko z motywów politycznych, ale
również wyznaniowych. Według biografa Janusza Radziwiłła „książę od dawna,
jeszcze przed zaczęciem wojny, utrzymywał stosunki z dworem szwedzkim przez
księcia kurlandzkiego, lecz jedynie w widokach religii swojej a nie dla żadnej
zdrady, jak rozsiewali jego nieprzyjaciele”.
W istocie bliskie kontakty Janusza i Bogusława Radziwiłłów z królem szwedzkim
nastąpiły po kapitulacji pospolitego ruszenia pod Ujściem. Janusz Radziwiłł
przejął po swym ojcu Krzysztofie II Radziwille, wojewodzie wileńskim, funkcję
przywódcy protestantów i prawosławnych w Wielkim Księstwie Litewskim.
W tych
okolicznościach Janusz Radziwiłł i znajdujące się przy nim stronnictwo protestanckie
przystąpiło do negocjacji ze Szwecją. Efektem tych negocjacji było podpisanie
20 października 1655 roku porozumienia w Kiejdanach. W myśl porozumienia
Wielkie Księstwo Litewskie zawierało unię ze Szwecją i uznawało Karola Gustawa
za wielkiego księcia. Ugoda kiejdańska potwierdzała przywileje Kościoła
katolickiego (w tym i unitów) i Cerkwi prawosławnej, lecz nie wspominała nic o
pozostałych wyznaniach. Taki zapis satysfakcjonował stronę katolicką, tym
bardziej iż ziemie litewskie wchodziły pod panowanie protestanckiego władcy.
Pod aktami kiejdańskimi podpisało się ponad 1100 przedstawicieli szlachty i
duchowieństwa katolickiego, wśród nich biskup żmudzki Piotr Parczewski, kanonik
Jerzy Białłozor, późniejszy biskup smoleński (1658) i wileński (1661).
Istotne dla losów obu odłamów chrześcijaństwa
wschodniego decyzje zapadły podczas rozmów litewsko-moskiewskich. Rozmowy
zostały podjęte z inicjatywy króla polskiego i biskupa Jerzego Tyszkiewicza.
Wobec katastrofalnej sytuacji w kraju strona polsko-litewska za wszelką cenę
pragnęła doprowadzić do rozejmu z Moskwą. Ze strony litewskiej w rozmowach
uczestniczyli: wojewoda połocki Jan Krasiński, marszałek W. Ks. Litewskiego
Krzysztof Zawisza i biskup wileński Jan Dowgiałło Zawisza. Delegacja moskiewska
10 sierpnia uzależniła podpisanie rozejmu od przeprowadzenia elekcji cara
Aleksego Michajłowicza na króla polskiego. W kwestii wyznaniowej posłowie
moskiewscy domagali się zniesienia unii. „Aby unia, która jest powodem
wszelkiej niezgody między Rzymską a Grecką religią została zniesiona, i ich
religia nie doznała krzywd. Świątynie
zabrane z ich dobrami, biskupstwami mają być oddane [prawosławnym - A. M.], a ich duchowni powinni być zwolnieni od
wszelkich opłat prywatnych”. Po spełnieniu tego warunku posłowie obiecywali
odnowienie Wielkiego Księstwa Litewskiego bez ziem białoruskich oraz odzyskanie
całości Inflant po elekcji cara na króla.
Warunki te nie mogły być zaaprobowane przez Kościół katolicki. Stronnictwo
austriackie, do którego należała większość biskupów łacińskich, było przeciwne
elekcji na tron polski cara Aleksego i
chętnie widziało na nim przedstawiciela
rodu Habsburgów. Podobną postawę zajęło stronnictwo królewskie z królową
Marią Ludwiką i Jerzym Lubomirskim, widząc w kandydaturze cara Aleksego
niebezpieczeństwo dla religii katolickiej oraz swych planów politycznych.
Rozmowy zakończyły się bez podjęcia istotnych ustaleń.
Wiosną 1656
roku wznowiono negocjacje polsko-moskiewskie. Sukcesy militarne Szwecji w
Rzeczypospolitej zaniepokoiły Austrię. W koncepcjach politycznych Wiednia
powstał projekt doprowadzenia do rozejmu polsko-rosyjskiego i wspólnego
stworzenia antyszwedzkiej koalicji. Również Rosja zainteresowana była rozmowami
z Rzecząpospolitą. Do rozmów z Rosją skłaniał się Jan Kazimierz, albowiem
zabiegi dyplomatyczne Wersalu, służące
przerwanie wojny Rzeczypospolitej ze Szwecją, zakończyły się
niepowodzeniem. Z inicjatywy posłów cesarza Ferdynanda III 22 sierpnia
1656 roku przystąpiono do negocjacji w Niemieży niedaleko Wilna.
Chmielnicki, nie chcąc pozostawać w ich trakcie z boku, wysłał do cara list, w którym nalegał, by Moskwa
upomniała się o prawa Cerkwi prawosławnej. W liście z 17 czerwca 1656 roku
hetman kozacki postulował, aby strona polska oddała społeczności prawosławnej
katedry biskupie we Lwowie, Przemyślu, Chełmie, Łucku i Włodzimierzu.
Chmielnicki nie omieszkał ponowić Aleksemu Michajłowiczowi prośby duchowieństwa
prawosławnego, żeby biskupi wymienionych diecezji oraz władycy eparchii
mohylewskiej, witebskiej, połockiej i mścisławskiej pozostawali w jurysdykcji
metropolitów kijowskich. Hetman postulował również, aby w momencie podpisywania
porozumienia car wydał dekret w sprawie obsady tych władyctw[38].
Obecnie trudno jest jednoznacznie stwierdzić, na ile były to rzeczywiste chęci
Chmielnickiego rozwiązania problemu
Cerkwi prawosławnej, a na ile gra polityczna służąca zachowaniu wpływ również
na ustalenia prowadzonych w Niemieży
negocjacji. Interwencje hetmana znalazły swoje odbicie w dwóch instrukcjach
carskich z 20 lipca dla udających się
na rozmowy z Rzecząpospolitą posłów. W pierwszej instrukcji przedstawiono
przykłady prześladowania ludności prawosławnej przez łacinników i unitów oraz
ukazano religijne przyczyny wybuchu powstania kozackiego. W zakończeniu jawnej
instrukcji car stwierdził, iż przyczyną objęcia przez niego swoją jurysdykcją
ludności prawosławnej było jej prześladowanie „w Koronie i Wielkim Księstwie
Litewskim większe, aniżeli pod jarzmem tureckim”[39].
W drugiej tajnej instrukcji Aleksy Michajłowicz polecił posłom żądać, aby
zwrócone zostały prawosławnym ich świątynie i biskupstwa, na których „władycy
byli naznaczeni przez Ojców naszych wsieleńskich arcybiskupów
konstantynopolitańskich i carogrodzkich patriarchów”. Posłowie carscy mieli
domagać się potwierdzenia w traktacie zapisu, „że cerkwie, które były
poprzednio prawosławne, nadal będą podlegały prawosławnym władykom jak dawniej
bywało”. Punkt ten miał być ratyfikowany przez króla, izbę poselską i senat[40].
Pełne
stanowisko Moskwy w sprawach wyznaniowych zostało zawarte w instrukcji
nadesłanej posłom do Niemieży 23 września już w trakcie negocjacji. Car domagał
się, aby „biskupstwa, archimandryje i ihumeństwa, cerkwie, także wszystkie wsie
i majątki, które od innych ludzi odebrane były i choć przez kilka dziesięcioleci
siłą zabrane i były trzymane, żeby zwrócone zostały, nie odkładając z sejmu na
sejm tak jak przedtem bywało”. W drugim punkcie tej instrucji posłowie mieli
zrobić wszystko, aby „unia, która Bogu Wszechmogącemu zgubna jest, żeby
wszędzie była zniesiona, żadnymi przywilejami i wolnościami otrzymanymi od
króla nie była broniona, ale żeby cerkwie wschodnie i klasztory z majątkami
prawosławnym oddane były”. Aleksy Michajłowicz dodał, że gdyby strona polska
nie chciała zwrócić wszystkich cerkwi unickich prawosławnym, posłowie mogli się
zgodzić na oddanie połowy cerkwi Kościołowi łacińskiemu, a połowy - Cerkwi prawosławnej, „byle by nie
było unii”. Trzeci punkt carskiej instrukcji dotyczył zapewnienia ludności
prawosławnej gwarancji wolności sprawowania obrzędów i sakramentów. Czwarty
postulował, „by od duchownych, którzy po wsiach i miastach królewskich i
prywatnych żyją, nie były pobierane podatki i powinności. Ażeby w takich
swobodach i wolnościach przebywali Ci duchowni jak przedtem, i żeby do sądu
biskupiego, a nie świeckiego należeli”. Punkt piąty instrukcji dotyczył dostępu
ludności prawosławnej do urzędów i godności. „A co przedtem ustalone było przez
panów Radę, żeby żadnego urzędu, godności, władzy ziemskiej i grodzkiej
szlachcie prawosławnej nie dawano, także i po miastach ruskich, szczególnie
prawosławnych do magistratu, wójtostwa nie dopuszczano. A to dlatego, żeby
szlachta prawosławna dla władzy i urzędów wiarę swoją zmieniła i wiarę rzymską
przyjmowała, do władzy się porywając, tym samym zmniejszając ilość ludności
prawosławnej. Wtedy wszelkie szlachcie prawosławnej urzędy i władze ziemskie
oddane być mają i aby do miasta prawosławni mieszczanie do magistratu
dopuszczeni byli (...)”[41].
Punkty
instrukcji carskiej dla posłów negocjujących z Rzecząpospolitą wskazują, iż
Rosja oficjalnie występowała jako protektorka Cerkwi prawosławnej. W trakcie
negocjacji żądania strony moskiewskiej wywołały sprzeciw komisarzy królewskich.
Komisarze zgodzili się na elekcję Aleksego Michajłowicza, pod warunkiem potwierdzenia
praw i przywilejów Kościoła katolickiego i uzyskania zgody na zachowanie
wyznania unickiego. Posłowie ruscy zgodni byli przyznać prawa i wolności
Kościołowi łacińskiemu, lecz konsekwentnie domagali się zniesienia unii.
Posłowie motywowali swoje żądanie tym, że tylko „Rzymska i Grecka religia
pochodzi od pierwszych wieków chrześcijaństwa i zatwierdzona została przez
świętych Ojców”. W odpowiedzi komisarze królewscy stwierdzili, że „unia jest
taką samą wiarą, co Polacy nazywają rytem i obrzędem. W tym sensie jest to
wiara grecka, lecz pod obediencją rzymską będąca”. W ten sposób negocjatorzy
polscy i litewscy pragnęli skłonić Aleksego Michajłowicza i Jana Kazimierza do
podjęcia rozmów w sprawie nowej unii kościelnej, „by była w Kościele Bożym
zgoda i pokój i żeby apostołowie Boży, którzy tę ziemię uprawiali, w porządku
zastali”[42]. Propozycja
zwołania wspólnego synodu unijnego pod patronatem dwóch władców nie znalazła
akceptacji strony moskiewskiej. Postrzegano wspólne elementy między Kościołem
wschodnim i zachodnim, lecz stanowczo odrzucano „imię unii - tak powszechnie znienawidzone”[43].
Ostatecznie
po długich pertraktacjach 3 listopada 1656 roku podpisano rozejm w Niemieży. Na
mocy tego rozejmu Rzeczpospolita i Rosja miały przystąpić do wspólnej wojny ze
Szwecją i Brandenburgią, o ile Fryderyk Wilhelm Hohenzollern nie zerwie układów
z Karolem Gustawem. Ponadto ustalono, iż Jan Kazimierz przeprowadzi na
najbliższym sejmie elekcję cara na tron polski. Pacta conventa z Aleksym Michajłowiczem miałyby być podpisane
dopiero po śmierci panującego króla. Warunki rozejmu potwierdzały prawa i
przywileje Kościoła rzymskokatolickiego i prawosławnego. Sprawę likwidacji
unii, o co zabiegali plenipotenci carscy, wobec sprzeciwu Kościoła łacińskiego
odłożono do następnych rozmów[44].
W projektach artykułów rozejmowych znajdowały się zobowiązania obu stron do
zorganizowania wspólnego synodu, na którym miano wypracować traktat o zgodzie
religijnej. Miał to być warunek, od
spełnienia którego strona polska uzależniała elekcję cara. Legaci ruscy byli
przeciwni takiemu zapisowi, albowiem w trakcie obrad nie mówiono o nowej unii,
lecz o powrocie do stanu sprzed 1596 roku. Strona katolicka potraktowała sprawę
nowego synodu unijnego jako warunek, który odciągałby w czasie elekcję cara i pozwalałby
zachować dotychczasowe wyznanie unickie. Podczas wizyty nuncjusza u króla
Vidoni przypomniał Janowi Kazimierzowi, iż „nie należy zaniedbywać odnowienia w
przygotowywanym traktacie sprawy unii świętej religii naszej z Grecką”
Warunki
rozejmu w Niemieży nie wzbudziły entuzjazmu wśród szlachty i duchowieństwa
katolickiego. Oceniając ustalenia w sprawach wyznaniowych kanclerz wielki
koronny Stefan Koryciński w liście z
23 listopada 1656 roku do królowej Marii Ludwiki napisał, że „wiara katolicka w
tych traktatach została podeptana”[46].
Również zapowiedź elekcji cara Aleksego wywołała protesty stronnictwa
austriackiego i szwedzkiego. Za elekcją opowiadali się jedynie senatorowie
litewscy, których ziemie znalazły się pod okupacją wojsk moskiewskich.
W tych
warunkach Jan Kazimierz musiał się zgodzić na większość warunków posłów
moskiewskich, aby uzyskać czas na przygotowanie do wojny w obronie kraju przed
rozbiorami. Zawarty bowiem 12 grudnia 1656 roku traktat w Radnot przekreślał
istnienie Rzeczypospolitej. Ziemie jej zostały podzielone między króla
szwedzkiego Karola Gustawa, elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma,
księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego, księcia Bogusława Radziwiłła i
hetmana Bohdana Chmielnickiego. Sytuacja międzynarodowa zmusiła Jana Kazimierza
nie tylko zgody na warunki rozejmowe z Rosją, lecz również działań wymierzonych
w antypolską koalicję. Wiosną 1657 roku zostały pokonane wojska siedmiogrodzkie
Jerzego II Rakoczego, a na Ukrainę król wysłał poselstwo kierowane przez
kasztelana wołyńskiego Stanisława Bieniewskiego, dobrze obeznanego z sytuacją w
środowisku kozackim. Kasztelan wołyński pragnął doprowadzić do zgody z Kozakami
przeciwko Rosji i Szwecji. Pobyt poselstwa polskiego w Czehryniu zbiegł się ze
śmiercią 27 lipca (6 VII) 1657 roku Bohdana Chmielnickiego. Władza hetmańska
przeszła formalnie w ręce jego syna Jerzego, jednak w praktyce urząd hetmański
pełnił jego opiekun Iwan Wyhowski. Iwan Wyhowski po 1654 roku był przeciwnikiem
porozumienia z Rosją, obawiając się politycznego i ekonomicznego ograniczenia
samodzielności Kozaczyzny. Po śmierci Bohdana Chmielnickiego Wyhowski i
Niemirycz opowiedzieli się za ścisłym porozumieniem z Rzecząpospolitą. Zwrot
polityczny przywódców kozackich oznaczał nie tylko zerwanie ugody
perejasławskiej, lecz również rozejmu w Niemieży. Zmieniło się również
międzynarodowe położenie Rzeczypospolitej. We wrześniu 1658 roku Janowi Kazimierzowi w traktatach
welawsko-bydgoskich za cenę zrzeczenia się lenna pruskiego udało się pozyskać
elektora brandenburskiego. Rzeczpospolita ponownie stanęła przed nowym
konfliktem ze Szwecją i Rosją.
***
Tak szerokie omówienie sytuacji politycznej
Rzeczypospolitej było konieczne z uwagi na okoliczności w jakich zmuszony był
działać Józef Nielubowicz Tukalski. W okresie kiedy był on archimandrytą
leszczyńskim na terenach zajętych przez wojska rosyjskie rozpoczął się proces
przejmowania przez prawosławnych świątyń unickich. Na Wileńszczyźnie wojewoda
rosyjski Szachowski sprzyjał tym tendencjom, polecając przełożonemu monasteru
Św. Trójcy, Danielowi Doroteuszowi prace misyjną wśród unitów.
Po zajęciu Pińszczyzny przez Kozaków
archimandryta Tukalski aktywnie uczestniczył w odbudowie parafii
prawosławnych. Jego działalność ograniczała w prawach unickiego arcybiskupa
smoleńskiego Andrzeja Kwaśnińskiego Złotego, któremu metropolita unicki Antoni
Sielawa powierzył biskupstwo pińskie w tymczasowe administrowanie (1654 r.).
Przełożona monasteru pińskiego, ihumenia Eufrozyna, w liście do biskupa
chełmskiego Jakuba Suszy tak przedstawia sytuację na terenie swego władyctwa:
„W Kościele za majestat królewski nie modlono się, lecz tylko za Chmielnickiego
wznoszono prośby i żądano, żeby arcybiskup nasz posiadłości pińskie opuścił.
Zabroniono mu powrotu do miasta Pińska. Wikariusz arcybiskupa, który był
spowiednikiem, też musiał wyjechać. Następnie O. Tukalski wygnanym naszym
prezbiterom kazał powrócić i żeby w najbliższą niedzielę ci, którzy pragnęli
zachować swoje dobra, musieli wyrzec się unii. W ostatnią niedzielę zorganizowano
wielką procesję, prowadząc naszych prezbiterów, żeby wyparli się unii. W
procesji brali też udział katolicy. Ludzie, którzy byli wierni św. unii, nie
przybyli na procesję i w tych obrzędach nie uczestniczyli (...)”.
List ten wydaje się być interesujący z innego
jeszcze powodu. Pokazuje bowiem rolę Tukalskiego w nawracaniu unitów na
prawosławie. Nawet arcybiskup Andrzej Kwaśniński Złoty był skłonny przyjąć
prawosławie, co wywołało powszechne obawy o los unii wśród episkopatu
łacińskiego. Nuncjusz Vidoni pisał 20 października 1657 roku do kardynała
Juliusza Rospigliosiego, iż „wielu z konieczności, nie mając jak się utrzymać,
bało się i wracało do schizmy”
(„astretti dalla necessita, non havendo come sostentarsi titubassero di
mostrarsi in apparenza ritornati al scisma”). Według nuncjusza taki stan
wynikał z braku administratora metropolii kijowskiej. Vidoni proponował Stolicy
Apostolskiej na ten urząd arcybiskupa połockiego Gabriela Kolendę, którego na
koadiutora wyznaczył zmarły Antoni Sielawa.
Nuncjusz, dowiedziawszy się od biskupa wileńskiego Jana Dowgiałły Zawiszy o
masowym przechodzeniu unitów na prawosławie, napisał do administratora
metropolii kijowskiej Gabriela Kolendy, „by zadbał z urzędu, aby ci pozostali
przy unii”.
*
* *
Tukalski
był w centrum wydarzeń politycznych dotyczących najważniejszych spraw swego
Kościoła. Cieszył się zaufaniem najwyższej hierarchii prawosławnej. Jemu to
powierzano rozwiązywanie ważnych problemów cerkiewnych. Archimandryta
leszczyński Józef Tukalski wraz z archimandrytą
słuckim otrzymali zadanie zrealizowania testamentu księżnej Marii Wołoszki,
wdowy po hetmanie wielkim litewskim Januszu Radziwile. Tukalski w imieniu
duchowieństwa prawosławnego domagał się realizację legatu księżnej a zwłaszcza
wyłaty zapisu sum pieniężnych licznym klasztorom i świątyniom prawosławnym.
Realizację zapisów księżnej skutecznie wstrzymywał książę Bogusław Radziwiłł[51].
Jeszcze
w 1645 roku Janusz Radziwiłł zapisał żonie Marii Wołoszce jako „oprawę” sumę
600 000 złotych na majętnościach dziedzicznych Zabłudowiu w powiecie
grodzieńskim i Bielicy w powiecie lidzkim oraz w dożywocie Lubecz nad Niemnem w
województwie nowogródzkim i Orlę w powiecie bielskim.
Po konfiskacie dóbr Janusza Radziwiłła sukcesorka Zabłudowa została pozbawiona
wszelkich do nich praw. Nie mogła jednak zrezygnować z pieniędzy stanowiących
jej „oprawę” wdowią. Gwarantem tych pieniędzy i majętności był testament
Janusza Radziwiłła. Testament ten znalazł się w rękach Bogusława Radziwiłła.
Księżna Maria Radziwiłłówna po dwuletnim molestowaniu księcia Bogusława i
interwencjach na sejmie warszawskim w 1659 roku, pod namową archimandryty
leszczyńskiego i wieleńskiego Józefa Nielubowicza Tukalskiego postanowiła
rozdysponować zapisaną przez męża sumę 600 000 złotych na monastery i cerkwie.
Księżna wołoska w testamencie obdarowała 13 monasterów i 7 cerkwi, szkoły
słuckie i wileńskie. Znaczna część tej sumy przypadła monasterowi
zabłudowskiemu, słuckiemu i wileńskiemu św. Ducha.
Księżna zapisała ponadto specjalną sumę 3000 złotych Józefowi Tukalskiemu, o
którą kilkakrotnie później zabiegał zainteresowany i duchowieństwo prawosławne.
Księżna
Maria Wołoszka nie komu innemu a archimandrycie Tukalskiemu powierzyła
dochodzenie zapisanych w testamencie sum. Decyzję taką podjęła ze względu na
wyjątkową pozycję archimandryty wileńskiego i leszczyńskiego w Kościele
prawosławnym oraz z powodu zajęcia przez wojska konfederatów Zabłudowa i
Słucka. „Tedy im Ojcu Jozephowi Nielubowiczowi Tukalskiemu archimandrycie
leszczyńskiemu, starszemu pomienionego monastera wileńskiego, który po wszystek
czas nieprzyjacielstwa przy boku J. X. M. Pana Naszego Miłościwego jako wierny
podany zostawał i teraz zostaje, takowym, że prawem zastawnym w moc, władzą i
posesją porządkiem prawnym przez jenerała podaje i tego folwarku wsi i
należności ich, mocą prawa mego zaczętego, które na osobę Ich Mościów Ojców
pomienionych wlewam u Ich Mościów Panów Rycerstwa W. X. Lit. dochodzić i
odzyskiwać, jeżelibym sama za żywota mego od odzyskania onego nie przyszła,
pozwalam. Ma tedy pomieniony I. Mości Ojciec Tukalski starszy monastera
wileńskiego i następcy Jego Mości wspólnie z
bractwem wileńskim tego pomienionego folwarku i summy na nim będącej
dochodzić”. Orginalny
testament księżnej znajdował się w rękach archimandryty Tukalskiego już przed
16 marca 1660 rokiem, o który bezskutecznie upominał się w imieniu Bogusława
Radziwiłła podkanclerzy litewski Stanisław Naruszewicz.
Tukalski nie chciał utracić dokumentu, tym bardziej że książę Radziwiłł
najechał zbrojnie dobra Bielicę i monaster zabłudowski. Najazd księcia na
monaster nastąpił po próbie zajęcia przez Tukalskiego folwarku Żukowszczyzna i
przekazanie go zgodnie z wolą Marii Wołoszki monasterowi zabłudowskiemu i
wileńskiemu. W
odpowiedzi na działania księcia archimandryta leszczyński złożył w grodzie
Grodno 17 lipca 1660 roku protestację.
Wcześniej archimandryta leszczyński obawiając się utraty dokumentu dokonał 20
listopada 1659 roku jego wpisu do akt trybunału litewskiego i ksiąg grodzkich
miasta Pińska. Problem ten
stał się powszechnie wiadomy w Wielkim Księstwie Litewskim.
Archimandryta
monasteru leszczyńskiego Józef Tukalski i archimandryta monasteru św. Trójcy w
Słucku Teodozy Wasilewicz w imieniu metropolity Dionizego Bałabana postulowali
ugodę z księciem Bogusławem. W liście do komisarzy słuckich Kazimierza
Kłokockiego i Władysława Huryna 19 stycznia 1661 roku zalecali posłom na sejm
aby podnieśli sprawę zniszczenia cerkwi św. Trójcy na przedmieściu słuckim,
uwolnienia ojca Marcjana Wołosowicza, mnicha monsasteru św. Ducha w Wilnie,
spowiednika księżnej aresztowanego z polecenia Bogusława Radziwiłła.
Archimandryci domagali się wykonania
postanowień testamentu księżnej Marii Wołoszki.
Podjęta na sejmie warszawskim 1661 roku kontrakcja księcia Bogusława Radziwiłła
zmusiła Teodozego Wasilewicza do wydania zobowiązania 15 marca 1661 roku w
którym godził się zwrot resztek klejnotów księżnej.
Postawa namiestnika metropolity na forum sejmu ułatwiła stronie
radziwiłłowskiej obalenie testamentu i
uznanie go za falsyfikat. Książę Radziwiłł głosił, iż testament został
sporządzony przez samego Tukalskiego. W rezultacie działań Józefa Tukalskiego i
Teodozego Wasilewicza duchowieństwo prawosławne otrzymało jedynie część zapisanych w testamencie dóbr
i sum. O pozostałe dobra toczył się nadal spór z księciem Bogusławem
Radziwiłłem, załaszcza o majątek Bielicy. Tukalski i Wasilewicz wraz z
archimandrytą wileńskim Danielem Dorofiejewiczem kilkakrotnie oskarżali księcia
Bogusława przed Trybunałem Litewskim o zbrojne najazdy na dobra klasztorne i
nierealizowanie testamentu Marii Wołoszki.
Archimandryci kilkakrotnie jeździli do Bogusława Radziwiłła z prośbą o
wypełnienie deklaracji zadośćuczynienia krzywdom jakie doznało od sług księcia
duchowieństwo prawosławne. Problem realizacji testamentu Marii
Radziwiłłówny będzie kilkakrotnie
powracał w dalszej działalności archimandryty leszczyńskiego i biskupa
białoruskiego.
***
Powróćmy do charakterystyki sytuacji
wyznaniowej w końcu lat piędziesiątych
XVII wieku. Status Kościoła prawosławnego zmieniał się pod wpływem wydarzeń na
Ukrainie. Nowy hetman Iwan Wyhowski, który jeszcze w październiku 1657 roku
podpisał porozumienie z Karolem Gustawem, po klęskach Szwecji w wojnie z
Rzecząpospolitą zmienił stanowisko i podjął rozmowy z królem.
Podjęcie rokowań z Janem Kazimierzem było w pełni uzasadnione, tym bardziej,
gwałtownie pogorszyły się stosunki kozacko-moskiewskie. Oprócz kwestii
politycznych najistotniejszym problemem okazał się spór o jurysdykcyjną
przynależność metropolii kijowskiej. Jeszcze Bohdan Chmielnicki 27 marca pisał
do patriarchy Nikona, aby poparł on u cara starania metropolity Sylwestra
Kossowa, by ten mógł używać tytułu „metropolity kijowskiego, halickiego i całej
Rusi, egzarchy tronu konstantynopolitańskiego”. Hetman kozacki przypominał w
liście, iż car Aleksy Michajłowicz potwierdził starodawne prawa i przywileje
metropolii kijowskiej. Chmielnicki zapewniał również o lojalności metropolity
wobec cara, który nie mógł jej osobiście okazać, albowiem był zajęty sprawami
Cerkwi w Rzeczypospolitej.
Petycja Chmielnickiego do patriarchy pozostała bez odpowiedzi. Tymczasem
pojawił się problem wyboru nowego metropolity, gdyż Sylwester Kossow zmarł
niespodziewanie 25 kwietnia. Hetman jako tymczasowego administratora metropolii
polecił biskupa czernihowskiego Łazarza Baranowicza i wyznaczył termin wyboru
metropolity na 27 sierpnia.
Chmielnicki nie doczekał się wyboru metropolity, zmarł bowiem 6 sierpnia. W tej
sytuacji na wybór metropolity decydujący wpływ uzyskał jego następca, Iwan
Wyhowski. Wyhowski przesunął wybór na 1 października 1657 roku i wezwał na
elekcję wszystkich biskupów prawosławnych metropolii kijowskiej. Wykorzystując
powstałe po śmierci hetmana Chmielnickiego i metropolity Kossowa zamieszanie,
wojewoda rosyjski Andrzej Buturlin namawiał władykę Łazarza Baranowicza i
archimandrytę pieczerskiego Innocentego Gizela na przejście pod jurysdykcję patriarchy Nikona. Administrator
metropolii, Baranowicz, wyraził na to zgodę pod warunkiem akceptacji tej
decyzji przez duchowieństwo kijowskie. Następnego dnia biskup Łazarz
poinformował wojewodę, iż duchowieństwo wypowie się po pogrzebie hetmana.
Ostatecznie do podjęcia decyzji o włączeniu metropolii kijowskiej do
pariarchatu moskiewskiego nie doszło, albowiem 6 (16) grudnia 1657 roku
metropolitą został wybrany kandydat Wyhowskiego, Dionizy Bałaban, biskup łucki,
zwolennik utrzymania dotychczasowego statusu metropolii kijowskiej.
Elekcja Dionizego Bałabana odbyła się
za zgodą Jana Kazimierza. Świadczy o tym relacja Stanisława Bieniewskiego, dana
królowi w lutym 1658 roku. „Od metropolity kijowskiego O. Bałabana, który
przeniesiony został z władyctwa łuckiego do tej godności, otrzymałem listy
pełne dobrej nadziei. Bardzo użyteczny będzie na tym stanowisku i dobrze
przysłuży się Ojczyźnie. Uznałem bez jego zgody, że będzie dobrze, jak obejmie
ten urząd i w tym jego upewnić mam nadzieję”.
Wybór Bałabana poparł archimandryta leszczyński Józef Tukalski, który również
był brany pod uwagę jako kandydat na metropolitę. Kandydaturę Tukalskiego
popierał hetman Iwan Wyhowski.
Dionizy
Bałaban uzyskał zatwierdzenie na stanowisku metropolity przez patriarchat
konstantynopolitański w marcu 1658 roku. Nominacja wzmocniła niezależne
tendencje wśród wyższej hierarchii cerkiewnej. Podczas narady w Perejasławiu
Dionizy Bałaban odrzucił propozycję posła moskiewskiego okolniczego, Bohdana
Matwiejewicza Chitrowa, przejścia pod jurysdykcję patriarchy Nikona tłumacząc,
iż „od czasów chrztu Rusi metropolici kijowscy wszyscy po kolei przyjmowali błogosławieństwo
od patriarchów konstantynopolitańskich; również i ja bez pozwolenia tegoż
patriarchy nie mam prawa podporządkować się patriarsze Nikonowi”.
Postawa metropolity kijowskiego legła u źródeł porozumienia hadziackiego.
Komisarze królewscy, prowadzący pertraktacje z Kozakami, dobrze rozumieli
złożoność sytuacji wyznaniowej na Ukrainie oraz postawę Dionizego Bałabana i
zapewne dlatego zgodzili się na tak korzystne
dla strony prawosławnej rozwiązania w sprawie unii.
Rozpoczęcie
negocjacji polsko-kozackich wywołało natychmiastową reakcję Moskwy. Aleksy
Michajłowicz domagał się wypełnienia zobowiązań zawartych w Niemieży, grożąc
podjęciem działań zbrojnych. Ażeby nie dopuścić do elekcji cara, nuncjusz
Vidoni powszechnie proponował zorganizowanie synodu „religii katolickiej i
greckiej”, co Moskwa stanowczo odrzucała. Ostatecznie król pod naciskiem nuncjusza ustąpił i propozycje
zwołania synodu unijnego zawarto 25 lipca w instrukcji komisarzy królewskich
udających się na rozmowy z posłami moskiewskimi. Strona polska domagała się,
aby po elekcji Aleksego Michajłowicza przy pomocy papieża doprowadzono do
synodu unijnego „tak, jak było za Apostołów i Św. Ojców”.
Nie znamy reakcji posłów moskiewskich na propozycje synodu unijnego, wiemy
jedynie, iż wysłannicy cara domagali się szybkiej elekcji Aleksego
Michajłowicza. Jan Kazimierz był zainteresowany przedłużeniem rozmów z Moskwą,
albowiem chciał uzyskać czas na pertraktacje z Kozakami. Z tego względu we
wspomnianej instrukcji polecono
komisarzom wyrazić zgodę na elekcję cara Aleksego. Król wiedział, iż jest to
rozwiązanie tymczasowe, a całe porozumienie nie będzie dotrzymane.
Tymczasem
na sejmie warszawskim uchwalono elekcję cara, ale uzależniano jej
przeprowadzenie od tego, czy Aleksy Michajłowicz przyjmie katolicyzm. Warunek
ten wprowadzono na wniosek biskupów łacińskich, co w praktyce oznaczało
fikcyjność aktu elekcji. Niezaakceptowanie na sejmie rozejmu z Rosją z 1656
roku oraz zawarcie porozumienia z Kozakami doprowadziło do zerwania rozmów z
posłami moskiewskimi w Wilnie. Biskup wileński Jan Dowgiałło Zawisza nie
zgodził się na podpisanie porozumienia w sprawach wiary ani elekcji cara.
Fakt ten oznaczał w bliskiej perspektywie nowy etap wojny z Rosją. Ważniejszym
od wojny polsko-rosyjskiej było dla określenia statusu Kościoła prawosławnego
zawarcie ugody hadziackiej.
***
Zawarcie
ugody hadziackiej nastąpiło 16 września 1658 roku, po zakończeniu ostatniej
tury negocjacji między komisarzani królewskimi a delegacją poszczególnych
pułków kozackich. Ostateczna redakcja tekstu porozumienia przypadła
Stanisławowi Bieniewskiemu i Jerzemu Niemiryczowi. Po akceptacji punktów
porozumienia przez obie strony, hetman Iwan Wyhowski i starszyzna kozacka
złożyli przysięgę na wierność Rzeczypospolitej.Tekst porozumienia był trzymany
przed opinią publiczną w dużej tajemnicy i dopiero na sejmie 1659 roku został
ogłoszony w całości.
Na sejmie 1659 roku Wyhowski
zgodził się na zmianę zapisu w paktach hadziackich w sprawie likwidacji unii,
ale zgodę swą obwarował dwoma warunkami: całkowitym usunięciem unii w trzech
województwach wchodzących w skład Wielkiego Księstwa Ruskiego i zobowiązaniem
się króla do przekazania prawosławnym w ciągu sześciu miesięcy, za pomocą
komisarzy królewskich, spornych dóbr. Strona królewska proponowała, by sprawą
dóbr zajęła się specjalna komisja, na co nie chcieli
przystać posłowie kozaccy[74].
Zanim warunki Wyhowskiego dotarły do Warszawy, doszło do kolejnej tury
negocjacji z przybyłym 20 kwietnia na sejm poselstwem kozackim pod kierunkiem
Jerzego Niemirycza. Po przybyciu do Warszawy Niemirycz przedstawił królowi
suplikę kozacką, w której określone zostały granice Wielkiego Księstwa
Ruskiego, składającego się z województw wołyńskiego, podolskiego i ruskiego. W
suplice zastrzeżono, że wszystkie urzędy i godności na tym obszarze miały
przypaść prawosławnym. W kwestii wyznaniowej kategorycznie żądano całkowitej
likwidacji unii i restytucji wszystkich biskupstw prawosławnych w Koronie i
Wielkim Księstwie Litewskim[75].
Punkt trzeci supliki dotyczył wyłącznie spraw związanych z archimandrytą
Józefem Tukalskim. Ten szczególny zapis dotyczący Tukalskiego świadczy o ważnej
roli archimandryty leszczyńskiego w życiu Cerkwi prawosławnej.
Tukalski reprezentował wówczas społeczność prawosławną w licznych konfliktach o
majątki cerkwiewne. W powstałej na sejmie sytuacji ratyfikowanie w całości paktów hadziackich nie było
możliwe, tym bardziej, że przeciwna im
była znaczna część szlachty i magnaterii. Posłowie z Wielkiego Księstwa
Litewskiego uważali pakty hadziackie za sprzeczne z unią lubelską. Inni byli
przeciwni nobilitacji „rebellibus Cosacis”, którzy wystąpili przeciwko
Ojczyźnie i unitom. Przeciwna ugodzie z Kozakami była szlachta katolicka, która
utraciła na obszarze Wielkiego Księstwa Ruskiego swoje majątki, a ich dobra
przejęła szlachta prawosławna. Biskupi łacińscy byli przeciwni przyznaniu
miejsc w senacie metropolicie i władykom prawosławnym.[77]
Aby nie dopuścić do całkowitego zerwania porozumienia i do nowej wojny na
Ukrainie, strona katolicka podjęła negocjacje, postulując częściowe spełnienie
postulatów prawosławnych.
Okazję
do pertraktacji w sprawach wyznaniowych dawał przyjazd 29 kwietnia metropolity
Dionizego Bałabana z dwoma biskupami, Antonim Winnickim i Arseniuszem
Żeliborskim, oraz pięcioma archimandrytami. Był wśród nich Józef Tukalski,
który należał do najbardziej aktywnych członków delegacji. Negatywnie pobyt
delegacji prawosławnej w Warszawie ocenił zwolenik Moskwy protopop Maksym
Filimonowicz. W liście do Aleksandra Nikitycza Trubeckiego z 25 maja 1659 roku
określił spotkanie warszawskie duchownych prawosławnych z rzymskokatolickich
jako „nieczestiwoje sboriszcze”. Jednak rozmowy biskupów łacińskich z
hierarchią prawosławną w domu arcybiskupa gnieźnieńskiego nie zmieniły jej
stanowiska w sprawie unii[78].
Również posłowie kozaccy domagali się aprobaty przez Sejm paktów hadziackich w
ich pierwotnej wersji. Po długich dyskusjach 8 maja wicekanclerz koronny
Bogusław Leszczyński przedstawił polityczne i teologiczne aspekty unii. Postulował w swej deliberacji
przejście unitów na ryt łaciński. Dalszy upór w sprawie utrzymania unii groził
nową wojną z Kozakami, którzy zapewne sprzymierzyliby się ponownie z Moskwą
bądź z Turcją. Stanowisko takie poparli biskupi krakowski i łucki oraz kilku
teologów łacińskich (G. Schönhoff)[79].
Ostatecznie Sejm 22 maja 1659 roku, w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego,
zaprzysiągł pakty hadziackie bez punktu dotyczącego unii.
Archeograficzeskij sbornik dokumientow
otnosjaszczichsja k istorii
Siewiero-Zapadnoj Rusi, t. VI, Wilno 1869, s. 238-239. (dalej ASD)
|