|
KRYNICA Ideologia i przywódcy białoruskiego katolicyzmu
Małgorzata Moroz
Rozdział 4 „Biełaruskaja Krynica” w latach 1925—1928
Tym razem przerwa w wydawaniu białoruskiej prasy chrześcijańsko—demokratycznej trwała tylko niespełna miesiąc. Kilka lat doświadczenia w pokonywaniu politycznych meandrów oraz najprawdopodobniej ciche wsparcie finansowe oo. marianów z białoruskiego klasztoru w Drui1 sprawiły, że już 20 września 1925 r. ukazał się pierwszy numer czasopisma „Biełaruskaja Krynica. Tydniowaja Sialanskaja Hazeta” („Białoruska Krynica. Tygodniowa Włościańska Gazeta”). Nowość polegała na dodaniu do dawnego tytułu przymiotnika „biełaruskaja”. To, że nowy tytuł wydawniczy był kontynuacją wydawniczą starego, pokazuje choćby dokumentacja urzędowa. Gdy 2 września 1925 r. przebywający jeszcze w wileńskim areszcie Bronisław Turonek zrzekał się praw i obowiązków związanych z piastowaną dotąd funkcją redaktora wydawcy „Krynicy”, przekazywał je niejakiemu Tomaszowi Wojciechowiczowi2. 9 września 1925 r. tenże Tomasz Wojciechowicz zadeklarował przystąpienie do redagowania i wydawania pisma w języku białoruskim, ale już pod nazwą „Biełaruskaja Krynica”, które miało być tygodnikiem drukowanym łacińską czcionką, poświęconym sprawom kulturalno—narodowym, politycznym i społecznym. Adres redakcji wskazywał na ul. Zawalną 7 w Wilnie, a cena jednego egzemplarza miała wynosić 15 groszy3.
Nowy redaktor wydawca do czasu zaangażowania go do „Biełaruskaj Krynicy” w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie brał udziału w życiu politycznym. Brakowało mu więc odpowiedniego doświadczenia, jak i wykształcenia — był z zawodu zecerem i nigdy wcześniej nie zajmował się pracą dziennikarską. Dla urzędników w starostwie wileńskim było jasne, że jest to — jak pisali — tzw. redaktor „do więzienia”, bowiem „(...) faktycznie „Biełaruskaj Krynicaj” nadal będzie kierował ks. Stankiewicz”4.
Zamknięcie „Krynicy” latem 1925 r. zbiegło się w czasie ze zmianami w sejmowym Białoruskim Klubie Poselskim. Radykalizacja poglądów części posłów Białoruskiego Klubu Sejmowego oraz niektórych członków wileńskiego BKN dała się już zauważyć w połowie 1924 roku. Jednym z pierwszych symptomów owej zmiany była wolta ideowa dokonana przez Bronisława Taraszkiewicza.
Jeszcze w pierwszych miesiącach 1924 roku postrzegano B. Taraszkiewicza jako polonofila — wszak był jednym z założycieli Towarzystwa Polsko—Białoruskiego w Wilnie, mówił o dążeniu do zgody między Polakami i Białorusinami, miał wciąż nadzieję na wypracowanie zasad autonomii dla ziem białoruskich i na zaprzestanie polskiego osadnictwa. Kilka miesięcy później w wystąpieniu sejmowym 13 czerwca 1924 roku już ostrzegał i groził, że polskie osadnictwo i kolonizacja na ziemiach białoruskich pójdą „(...) z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej (...), że rozwiązanie palących problemów nadejdzie najszybciej po głębokich wstrząsach politycznej i społecznej rewolucji”5.
Przez pewien czas wileński BKN i Białoruski Poselski Klub Sejmowy przedstawiały pozorną jedność. Posłowie, którzy zmienili swoją orientację polityczną na bardziej radykalną, pozostawali wciąż w jednym klubie poselskim. Stan pozornej zgody trwał do lipca 1925 roku. Z powstaniem Białoruskiej Włościańskorobotniczej Hromady (BWRH) nastąpił rozłam w Białoruskim Klubie Sejmowym.
Jakkolwiek określa się w literaturze Hromadę mianem partii politycznej, to z punktu widzenia białoruskich działaczy postrzegana była inaczej. Trafnie to ujął jeden z publicystów, pisząc: „Czym była Hromada? (...) Nie była partią w zachodnioeuropejskim znaczeniu zrzeszającą jednostki o jednakowym politycznospołecznym światopoglądzie, nie był to też blok partii; była to doprawdy „gromada” — duża grupa, wielki zespół ludzi, ruch społeczny w najszerszym tego słowa znaczeniu. Można ją porównać do gromady ludzi idących jednym gościńcem, jadących jednym wozem albo do gromady żyjących w jednej miejscowości. Była to gromada wszystkich skrzywdzonych i niezadowolonych z polityki polskiej na ziemiach białoruskich. W Hromadzie byli i komuniści, i narodowcy, nacjonaliści i internacjonaliści, wierzący i niewierzący, chłopi, robotnicy i inteligenci — słowem ci wszyscy, którzy czuli się skrzywdzeni przez Polskę i z wyczekiwaniem zaczęli spoglądać na Wschód”6.
Przyczyna orientowania się na Białoruś Radziecką leżała w atrakcyjności polityki białorutenizacji prowadzonej w latach 20—tych w BSSR. Wprowadzano język białoruski do administracji państwowej, szkolnictwa, działalności kulturalnej, naukowej, wydawniczej itd. Każdy obywatel republiki zobowiązany został do opanowania literackiej białoruszczyzny i jej stosowania. Postępowała odbudowa gospodarki, zwłaszcza rolnictwa. Polityka białorutenizacji w BSSR wywarła głębokie wrażenie wśród białoruskich działaczy narodowych za granicą, świadczyła bowiem wyraźnie o realizacji przez władze sowieckie wielu ich postulatów ekonomicznych i kulturalnych. Spowodowała też zmianę stosunku do komunizmu. W końcu 1925 roku na konferencji berlińskiej rząd emigracyjny uznał BSSR jako jedyne, narodowe państwo białoruskie, po czym większość jego członków wróciła do Mińska. Wróciło też sporo działaczy z Litwy, Łotwy, Niemiec, Czechosłowacji i innych krajów. Sytuacja na wschodzie wywierała wpływ na postawy zachodniobiałoruskiej inteligencji i mas ludowych w Polsce, wzbudzając powstańcze nastroje i stymulując działalność Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i powiązanych z nią organizacji (wśród nich Hromady), zmierzających do zjednoczenia kraju pod egidą Mińska7.
Środowisko Białorusinów związane z redakcją „Krynicy”—„Biełaruskaj Krynicy” także z uwagą przyglądało się rozwojowi sytuacji w Radzieckiej Białorusi, nawet z życzliwością informując o białoruskich dokonaniach (rubryka „Z Radavoj Biełarusi”), to jednak z racji dystansu ideologicznego, jaki dzielił ideologię marksistowską od społecznej nauki Kościoła, białoruscy chadecy wykazywali dużo większy krytycyzm i sceptycyzm w ocenie sytuacji w BSRR.
Nowo powstałą BWRH już w niedługim czasie zaczęli postrzegać jako organizację demagogiczną, zorientowaną na Białoruś Radziecką, o programie nastawionym niemal wyłącznie na realizację haseł o charakterze społeczno—ekonomicznym rozumianych w duchu marksistowskim, a pomijającą narodowokulturalne cele i potrzeby Białorusinów. I białoruscy chrześcijańscy demokraci, i hromadowcy, wkrótce zaczęli rywalizować o wpływy wśród społeczności białoruskiej w Polsce. W starciu tym wyraźnie zwyciężała Hromada, pozyskując szerokie masy zwolenników, zwłaszcza wśród prawosławnych Białorusinów. Aby zdobyć poparcie także Białorusinów katolików, społecznego zaplecza białoruskiej chadecji, od 1926 r. BWRH zaczęła wydawać drukowane łacinką, a skierowane do białoruskich katolików czasopismo „Biełaruski Zwon” („Białoruski Dzwon”), w którym nierzadko podejmowała niewybredne ataki prasowe na środowisko związane z „Biełaruskaj Krynicaj”, na co ta odpowiedziała następująco: „My tak do «Hromady», jak i do innych białoruskich kierunków (o ile są one naprawdę białoruskie), zawsze odnosiliśmy się bezstronnie i bez fanatyzmu. Mimo to, chociaż nie zgadzamy się z proletariackim programem «Hromady», krytycznie odnosimy się do jej «cielęcego» zachwytu wszystkim, co dzieje się na Radzieckiej Białorusi i uważamy ją za coś sezonowego (...), to jednak nie besztamy jej, co hromadowska gazeta czyni z nami bardzo często, ale bezstronnie i bez gniewu przedstawiamy swoją opinię o niej [BSRR], co uważamy za swoją powinność. Bo i w tym przypadku nie możemy pozwolić «Hromadzie» na zmonopolizowanie wszystkich białoruskich spraw i fałszowanie białoruskiej myśli”8.
Rywalizacja z BWRH zmusiła białoruski ruch chrześcijańsko—społeczny do przeanalizowania celów i priorytetów programowych i dostosowania go do nowej sytuacji społeczno—politycznej. Wiosną 1926 r. na łamach „Biełaruskaj Krynicy” rozpoczęto na ten temat dyskusję, którą otwierała publikacja zatytułowana „Čas abnavicca” („Czas na odnowę”). Autor artykułu, odwołując się do historii białoruskiego ruchu chrześcijańsko—demokratycznego, do jego mińskich korzeni z utworzonym w 1918 r. Chrześcijańsko—demokratycznym Zjednoczeniem Białorusinów, stwierdzał, że program przyjęty w 1920 r., dyskutowany i rozwijany na stronach „Krynicy”, stracił już po części na aktualności. Od 1920 r. zdecydowanie ukształtował się główny obecnie cel białoruskiego ruchu chrześcijańsko—demokratycznego — dążenie do niepodległego państwa białoruskiego. Tego celu w programie z 1920 r. nie formułowano. Poza tym ChDZB było organizacją skierowaną na pracę wyłącznie wśród Białorusinów katolików i chociaż — jak zauważał publicysta — prawosławni patrzyli na nią nieraz z życzliwością, to formalnie nie byli jej członkami. W sytuacji, gdy priorytetem stało się hasło dążenia do niezawisłości państwowej, budując nowy program partii nie można było pomijać problemu prawosławnych Białorusinów, dominujących liczebnością w narodzie białoruskim. Według autora artykułu konieczność wprowadzenia zmian wymusiło też powstanie takich organizacji jak BWRH z jej proletariackimi i rewolucyjnymi hasłami oraz Związku Włościańskiego (Sialanskij Sajuz)9 z programem akcentującym problemy agrarne i społeczne. Ugrupowania te miały charakter klasowy i wiele spraw istotnych, ważnych dla bytu narodowego, zdaniem działaczy chadeckich pomijały. Właśnie tę lukę miał wypełnić odnowiony białoruski ruch chrześcijańsko—demokratyczny. Wzywano więc do przebudowy programu, w którym oprócz haseł o charakterze politycznospołecznym, znalazłyby się hasła moralnoreligijne. Proszono czytelników o wypowiedzenie się w następujących sprawach: 1) jaką nazwę powinna mieć odnowiona organizacja, 2) czy mogą do niej należeć także prawosławni Białorusini, 3) czy Kościół i Cerkiew mogą posiadać ziemię, a jeśli tak, to w jakiej ilości, 4) czy religia powinna być przedmiotem szkolnym i kto ma o tym decydować, 5) czy należy dokonać rozdziału między Kościołem/Cerkwią a państwem i w ogóle jakie powinny być relacje między Kościołem/Cerkwią a państwem10.
Po dwumiesięcznym okresie zbierania opinii czytelników, redakcja w artykule „Što vyjaśniłasia?” poinformowała o wynikach ankiety programowej. Postulowane więc były:
„1. Życiowość i konieczność pracy politycznej, społecznej i kulturalnej na gruncie ideologii chrześcijańskiej.
2. Powinniśmy nazywać się tak jak i nazywaliśmy się: Białoruskie Chrześcijańsko—demokratyczne Zjednoczenie.
3. Do Zjednoczenia mogą należeć tak Białorusini katolicy, jak i Białorusini prawosławni, którzy akceptują nasz program.
4. Ziemia dla ludu bez wykupu.
5. Kościół (Cerkiew) mogą posiadać ziemi tyle, ile wynosi norma pracownicza, tak jak i inni.
6. Religia, jako olbrzymia siła moralna, powinna być nauczana w szkołach tak jak pozostałe przedmioty. Ostateczną decyzję w tej sprawie powinni podejmować rodzice oraz Kościół (Cerkiew).
7. Biorąc pod uwagę dwie religie białoruskiego narodu: prawosławną i katolicką, po to, aby rządzący nie mogli nikogo skrzywdzić, jest dopuszczalny rozdział między Kościołem (Cerkwią) a państwem.
8. W swoim wewnętrznym życiu Kościół (Cerkiew) kierują się własnym prawem kanonicznym, korzystając z praw państwowospołecznych na równi z innymi obywatelami, a sprawy stanowiące przyczynę konfliktu z państwem rozwiązują polubownie, idąc na wzajemne ustępstwa”11.
Powyższe wnioski z prasowej debaty uwzględniono w opublikowanym wkrótce projekcie programu12. Odstąpiono od używania starej nazwy organizacji, którą zastąpiła i tak powszechnie już używana Białoruska Chrześcijańska Demokracja (Biełaruskaja Chryścijanskaja Demakracyja). 24 października 1926 r. środowisko białoruskich działaczy skupionych wokół redakcji „Biełaruskaj Krynicy” zorganizowało obchody kolejnej rocznicy powstania prasowego organu białoruskiej chadecji — „Krynicy”. Na spotkaniu byli obecni także działacze z prowincji z powiatów: wileńskiego, brasławskiego, dzisnieńskiego, wilejskiego, oszmiańskiego, lidzkiego, baranowickiego, nowogródzkiego, wołkowyskiego, kosowskiego, białostockiego i sokólskiego. Postanowiono wykorzystać fakt obecności tak licznej rzeszy (45 osób) członków bądź zwolenników białoruskiej chadecji. Przyjęto zatem program BChD i projekt organizacyjnego statutu partii oraz wybrano Centralny Komitet BChD13.
Wydana w 1926 r. broszura programowa BChD powtarzała tekst opublikowany wcześniej w „Biełaruskaj Krynicy”. Spośród celów o charakterze politycznym na pierwszym miejscu stawiano „niezawisłość Białoruskiego Narodu na obszarze wszystkich jego ziem, zjednoczonych w niepodległą demokratyczną republikę”. W części dotyczącej spraw religijnych podkreślano, że chociaż BChD jest przeciwna rozdziałowi Kościoła (Cerkwi) od państwa, to jednak zaznaczano, że „(...) aby rządzący nie mogli wykorzystywać religii do celów politycznych, lub popierać jednej religii przeciw drugiej, BChD dopuszcza możliwość rozdziału Kościoła (Cerkwi) od państwa dla dobra powszechnego”. Akcentowano dążenie do wprowadzenia języka białoruskiego do kościołów i cerkwi. Bolesną dla wsi białoruskiej kwestię agrarną proponowano rozwiązać poprzez przekazanie ziemi bezrolnym i małorolnym chłopom na własność i bez wykupu (odszkodowania dotkniętym parcelacją miałoby wypłacić państwo) z nadwyżek majątków przekraczających tzw. normę pracowniczą. Parcelacja ziemi dotyczyłaby majątków dworskich, kościelnych i cerkiewnych. Z kwestii społecznych nowością w stosunku do programu ChDZB z 1920 r. były postulaty przyznania robotnikom ośmiogodzinnego dnia pracy, prawa do strajku, tworzenia związków zawodowych i komitetów robotniczych, które miałyby wpływ na produkcję i wgląd w dochody przedsiębiorstwa14. Jak z tego wynika, w programie BChD starano się połączyć lewicowe hasła ekonomicznosocjalne ze społeczną nauką Kościoła. Mimo to, jak na owe czasy, to, co proponowała białoruska chadecja, musiało wydawać się radykalne, tak w części społecznej jak i religijnej. Porównując ówczesny program BChD z programem choćby polskich ugrupowań chrześcijańsko—demokratycznych można odnieść wrażenie, że były to zupełnie różne kierunki polityczne. Np. polskie Chrześcijańskonarodowe Stronnictwo Pracy rekrutowało swych członków przeważnie spośród rzemieślników, służby domowej oraz robotników rolnych, podczas gdy BChD była partią zrzeszającą głównie białoruskich włościan. ChNSP postulowało przede wszystkim poprawę bytu klasy robotniczej i propagowało ideę spółdzielczości, nie podejmując kwestii agrarnych, te bowiem były w kręgu zainteresowania partii ludowych. Tymczasem BChD na pierwszym miejscu stawiała problemy wsi, co pod względem programowym bardziej zbliżało ją do partii chłopskich. Kwestia robotnicza pojawiała się w mniejszym zakresie, chociaż BChD także starła się upowszechniać ruch spółdzielczy. ChNSP szczególnie mocno akcentowało znaczenie religii w życiu społecznym jako siły i podstawy moralności, która miała wpływać na dobrobyt materialny społeczeństwa, a także „sumienną państwowość”. Dlatego ChNSP, w przeciwieństwie do BChD, było zdecydowanie przeciwne rozdziałowi Kościoła i państwa15.
Po utworzeniu BWRH w Białoruskim Klubie Poselskim pozostali tylko przedstawiciele Białoruskiego Związku Włościańskiego i chadecji. Ugrupowania te nawiązały ze sobą bliższą współpracę na niwie białoruskiej pracy narodowej. Gdy w styczniu 1927 r. władze zdelegalizowały Hromadę, formy aktywności społecznej zaproponowane białoruskiej prowincji przez BChD i BZW stały się niemal jedyną platformą legalnej, niezależnej od czynników państwowych, białoruskiej działalności na obszarze II RP.
Jednak na progu 1926 roku większość białoruskich organizacji znajdowała się jeszcze w zasięgu oddziaływania Białoruskiej Włościańskorobotniczej Hromady. Stało tak się m.in. z Towarzystwem Szkoły Białoruskiej, stanowiącej kontynuację powstałej w 1921 roku Wileńskiej Centralnej Rady Szkolnej16. Działacze białoruskiej chadecji oraz Białoruskiego Związku Włościańskiego obawiali się wówczas, iż dalsza radykalizacja społecznego programu Hromady może spowodować represje ze strony polskich władz wobec tych stowarzyszeń, w których aktywiści BWRH dominowali. W konsekwencji mogłoby to doprowadzić do paraliżu białoruskiego życia narodowego w granicach II RP. Poza tym, jak pisał ks. A. Stankiewicz, „BChD zawsze uważała, że sama polityka jest niewiele warta, że ma sens tylko wówczas, gdy idzie w parze z kulturalno—oświatową pracą dla ludu. Na tę gałąź działalności BChD zwróciła szczególną uwagę wówczas, gdy Hromada podporządkowała swoim politycznym celom jedyną wtedy po tej stronie radziecko—polskiej granicy organizację kulturalno—oświatową Białorusinów — Towarzystwo Szkoły Białoruskiej. Zatem nie dla konkurowania z TSzB, lecz by mieć ośrodek narodowej białoruskiej kultury, powstała w 1926 r. nowa kulturalno—oświatowa organizacja — Białoruski Instytut Gospodarki i Kultury”17. Nazwa nowej organizacji zapowiadała wyjście poza ramy działalności li tylko kulturalno—oświatowej. Nie bez przyczyny na pierwszym miejscu postawiono gospodarkę. Wszak współtwórcą powoływanego do życia Instytutu był Białoruski Związek Włościański.
26 maja 1926 roku Białoruski Instytut Gospodarki i Kultury został włączony do ewidencji rejestru stowarzyszeń i związków RP. Celem nowo powołanej organizacji miało być popieranie i rozwój „(...) a) rolnictwa krajowego we wszystkich jego gałęziach wraz ogrodnictwem, pszczelarstwem i przemysłem rolnym; b) przemysłu ludowego, rzemiosła, techniki i sztuki ludowej; c) krzewienie i popieranie kultury duchowej, nauki i oświaty.” Statut BIGiK jako teren działalności określał cały obszar RP. Pod względem organizacyjnym przewidywał tworzenie oddziałów i kół terenowych. Autorzy statutu dość szczegółowo wymienili formy działalności, które miały służyć osiągnięciu owych celów. Zamierzano więc zakładać i prowadzić wzorcowe gospodarstwa, stacje doświadczalne, pasieki, warsztaty, składy narzędzi rolniczych, przeprowadzać melioracje, organizować wycieczki „(...) celem poznania gospodarki rolnej, pszczelniczej, zagrodniczej, mleczarskiej, przemysłu ludowego, rzemiosł i techniki (...)”, udzielać porad, wskazówek i pomocy zawodowej przez wykwalifikowanych instruktorów, urządzać wystawy i pokazy, organizować odczyty, wykłady, pogadanki, zebrania dyskusyjne, przedstawienia teatralne i koncerty, wydawać i rozpowszechniać książki, broszury i pisma periodyczne, zakładać i utrzymywać czytelnie, biblioteki, księgarnie i muzea, prowadzić szkoły, kursy dokształcające, seminaria nauczycielskie i tym podobne przedsięwzięcia. Jako założycieli Instytutu statut wymieniał: Bolesława Grabińskiego, Aleksego Nazarewskiego, Bronisława Krzyżanowskiego, Aleksandra Własowa i Adama Bildziukiewicza18.
Chociaż siedzibą stowarzyszenia miała być Warszawa, to w rzeczywistości rolę centrum przez cały okres jego działalności pełniło Wilno. Istniały tu aż trzy szczeble organizacyjne Instytutu: Rada Centralna (zwana też Zarządem Centralnym), Zarząd Oddziału Wileńskiego oraz podległe mu koło (hurtok) wileńskie.
Radzie Centralnej przez pierwsze niespełna trzy lata, do stycznia 1929 roku, prezesował Adam Bildziukiewicz. W tym okresie należeli do niej także: ks. Adam Stankiewicz, Fabian Jaremicz, Stefan Świstun, Aleksy Nazarewski, Konstanty Budźko, A. (?) Babiański, Jan Wasilewski, Konstanty Juchniewicz, Paweł Karuzo, Edward Budźko, Jan Poźniak, Wiaczesław Bohdanowicz19 .
Pierwsze władze Oddziału Wileńskiego stanowili przewodniczący mu ks. Adam Stankiewicz, prawosławny teolog senator Wiaczesław Bohdanowicz, Eugeniusz Kozłowski, poseł Fabian Jaremicz oraz lekarz kliniki wileńskiej, były redaktor „Krynicy”, Bronisław Turonek20. W wyniku nowych wyborów przeprowadzonych w maju 1927 na czele Oddziału stanął Bronisław Turonek, jego zastępcą został Fabian Jaremicz, funkcję skarbnika otrzymał ks. Adam Stankiewicz, a sekretarza — Paweł Karuzo. Za sprawy techniczne odpowiadał inż. budownictwa Leon Dubiejkowski. Jako członkowie w skład zarządu weszli także Albin Stepowicz i Aleksander Jacyna21.
Lecz o ile władze centralne i oddziałowe wyznaczały kierunki rozwoju i pełniły funkcje koordynujące działalność Instytutu, to autentyczna praca miała odbywać się w organizowanych w terenie kołach.
We wrześniu 1926 roku powołano pierwszy, wówczas jeszcze tymczasowy, zarząd koła wileńskiego w składzie: dr Jan Stankiewicz (przewodniczący), Aleksander Jacyna (skarbnik) i Albin Stepowicz (sekretarz)22. Jednak na skutek nieporozumień, czy to o charakterze programowym czy też ambicjonalnym, drogi J. Stankiewicza z BIGiK dość szybko się rozeszły i już w 1927 roku oprócz wymienionych A. Stepowicza i A. Jacyny w skład zarządu koła weszli także Jan Zeniuk, Jan Pieszko, Wilhelm Malej, Halina Karuzo, Jan Szutowicz, J. Jermakowicz23.
Na zjeździe delegatów Wileńskiego Oddziału BIGiK w dniu 6 lutego 1927 r. podano do wiadomości informację o założeniu w terenie ponad 50 kół skupiających ogółem ponad 800 członków. W ciągu pierwszych miesięcy działalności zorganizowano 22 punkty biblioteczne, uzyskano od władz sześć koncesji szkolnych na białoruskie prywatne szkoły ludowe, z których ostatecznie otwarto tylko jedną w Szawlanach w pow. brasławskim. Przeszkodą były wydane przez polskie władze oświatowe negatywne opinie o osobach kandydujących na stanowiska nauczycieli. Niepowodzeniem zakończyły się starania o otrzymanie zezwolenia na otwarcie Białoruskiego Seminarium Nauczycielskiego24.
Z początkiem 1927 roku zainicjowano działalność o charakterze gospodarczym. Staraniem BIGiK 28 lutego 1927 r. rozpoczęto w Wilnie prowadzenie Białoruskich KooperatywnoBuchalteryjnych Kursów25, przygotowujących do pracy w spółdzielczości i prywatnych zakładach handlowych. Uczestnicy poznawali zasady ekonomii, organizacji spółdzielczej, handlu, uczyli się buchalterii, rachunkowości, zapoznawali z regułami białoruskiej i polskiej korespondencji handlowej. W pierwszym kursie, który zakończył się 21 maja, uczestniczyło do 40 osób, większość z prowincji. Świadectwo ukończenia otrzymało 29 osób. Źródła policyjne klasyfikowały uczestników kursu według poglądów politycznych na lewicowców (Leon Szadyra, Aleksander Łoban, Michał Moskalik, Bazyli Iwaszko, Antoni Krasnopolski), osoby o poglądach skrajnie lewicowych (Florian Erofiejew, Aleksander Kasiak, Antoni Czajkow, Michał Wołko, Piotr Kulipiak, Jan Bochen, Jan Sych, Siniawska), członków BZW (Zinaida Zimowicz, Ignacy Wierciński, Jan Romaniuk, Dawid Taranowski, Szaszura, Aleksy Rymlionek), członków BChD (Joachim Krasowski, Helena Karuzo), członków byłej BWRH (Edward Tatarczuk) oraz osoby o nieustalonych poglądach (Józef Żukowski, Jan Januszkiewicz, Sadowski, Michał Kościewicz, Aleksy Wasilenia). Prawdopodobnie w związku z ukrywaniem się przed represjami wobec byłych członków BWRH, kursu nie ukończyli Sergiusz Samochwałow oraz nie znana z imienia siostra Wsiewołoda Szyrana26. Instytut był gotów na przyjęcie wszystkich chętnych Białorusinów, bez względu na ich orientację polityczną czy wyznanie.
Przeprowadzenie pierwszego kursu uzmysłowiło organizatorom, jak wiele trudności stwarza tego typu działalność. Ponieważ większość kursantów pochodziła spoza Wilna, problemem było ich zakwaterowanie. Brak środków finansowych nie pozwalał na wynajęcie dużego lokalu. Siedziba koła znajdowała się w dwupokojowym mieszkaniu przy ul. Zawalnej 6 m. 5. Jednocześnie funkcjonował tam internat z kuchnią obsługującą uczestników kursu. W mieszkaniu mogło zmieścić się do 50 osób, większość miejsca zajmowały łóżka, które stały nawet na korytarzu. Komisja sanitarnotechniczna, wizytująca lokal z racji odbywających się w nim zebrań publicznych, w protokole pokontrolnym podkreśliła ciasnotę i niedostateczny stan sanitarny siedziby Instytutu27. Problemy lokalowe towarzyszyły BIGiK przez cały okres jego istnienia.
Wiosną 1927 r. białoruscy emigranci z Nowego Jorku i Chicago zaofiarowali Instytutowi ufundowanie stypendiów dla młodzieży białoruskiej, która chciałaby kształcić się w USA na kursach czy w szkołach typu zawodowego28. Do Oddziału Wileńskiego wpłynęło w tej sprawie 28 podań od osób zainteresowanych zakwalifikowaniem ich na wyjazd, w tym zgłosiło się siedmiu uczestników Kursu KooperatywnoHandlowego29. Była to szczególnie atrakcyjna oferta. Fundatorzy stypendiów mieli wstępnie rozeznać się, które z amerykańskich szkół i w jakiej liczbie byłyby gotowe na przyjęcie białoruskiej młodzieży. Władze Instytutu zobowiązywały się przesłać do Ameryki podania kandydatów ze szczegółowymi informacjami o każdym z nich, ze wskazaniem na kwalifikacje, rodzaj zajęcia, stosunek do białoruskich organizacji politycznych itp. Dopiero wówczas fundatorzy stypendiów nadesłaliby zakwalifikowanym bilety okrętowe z gotowymi wizami. Niestety, nie wiemy jakie były dalsze losy tej inicjatywy.
Ponieważ wieś białoruska odczuwała brak kredytów, jesienią 1927 r. Zarząd Centralny BIGiK przystąpił do rozpatrzenia propozycji założenia w Wilnie Białoruskiego Przemysłoworolniczego Banku Spółdzielczego. Inicjatorami przedsięwzięcia byli senator Wiaczesław Bogdanowicz, Adam Bildziukiewicz, poseł Fabian Jaremicz, senator Aleksander Nazarewski, poseł ks. Adam Stankiewicz. Statut Banku opracował A. Bildziukiewicz przy współudziale Edwarda Budźko i Jana Wasilewskiego30. 27 września 1927 r. na posiedzeniu członków BIGiK z udziałem posła Bazylego Roguli, Bronisława Turonka, Bolesława Grabińskiego, Aleksandra Jacyny, senatora Wiaczesława Bogdanowicza, inż. Leona Dubiejkowskiego, Haliny Karuzo, Wilhelma Maleja, Jana Wasilewskiego, Adama Bildziukiewicza, protojereja Łukasza Gołoda, Stanisława Urbana, studenta J. Jermakowicza, Jana Pieszko i nauczyciela gimnazjum białoruskiego Włodzimierza Mankiewicza odbyło się głosowanie nad zatwierdzeniem statutu oraz dyskusja nad kwestią odpowiedzialności członków banku. W tajnym głosowaniu do Zarządu banku zostali wybrani: A. Bildziukiewicz, B. Turonek, J. Wasilewski. W skład komisji nadzorczej weszli: W. Mankiewicz, W. Bogdanowicz i ks. A. Stankiewicz, a jako zastępcy W. Malej, B. Rogula i Aleksander Jacyna31.
Pomimo ambitnych planów gospodarczych, brak środków finansowych na ich realizację dość szybko wymusił na BIGiK ograniczenie działalności jedynie do pracy kulturalno—oświatowej. Najczęściej stosowaną formą aktywności Instytutu były odczyty oświatowe. Koło wileńskie miało specyficzny charakter: działało na terenie miejskim, jego członkami była wileńska białoruska inteligencja oraz studenci Białorusini z Uniwersytetu Stefana Batorego. Członkowie koła stanowili zaplecze intelektualne prawie całego stowarzyszenia, a ich działalność częstokroć wykraczała poza granice Wilna. W okresie istnienia BIGiK w samym tylko Wilnie odbyło się kilkadziesiąt odczytów o najróżniejszej tematyce: społecznej, historycznej, gospodarczej, kulturalnej32. Ze względu na trudne warunki lokalowe w siedzibie Instytutu, miejsca na spotkania z prelekcjami częstokroć użyczało Gimnazjum Białoruskie przy ul. Ostrobramskiej 9. Niekiedy korzystano też z życzliwości Litwinów, którzy udostępniali salę parafialną przy litewskim kościele św. Mikołaja w Wilnie.
Równie często jak odczyty oświatowe odbywały się imprezy rocznicowe, podczas których świętowano ważne dla społeczności białoruskiej wydarzenia historyczne, bądź też czczono pamięć osób szczególnie zasłużonych dla kultury, głównie pisarzy i poetów. Tylko w maju 1927 roku miały miejsce trzy takie akademie, z których pierwsza była poświęcona osobie i twórczości Kazimira Swajaka (ks. K. Stepowicza), druga odbyła się z okazji 10. rocznicy śmierci Maksima Bahdanowicza, a kolejna została zorganizowana pod ogólnym hasłem Wieczoru Białoruskiej Pieśni i Poezji33. W okresie karnawałowym w każdą sobotę odbywały się w siedzibie koła niepubliczne zabawy z wejściem za zaproszeniem34.
Od jesieni 1927 r. przy BIGiK rozpoczęła działalność sekcja teatralna pod artystycznym kierownictwem Piotra Bułhaka. Wieczory teatralne odbywały się w Gimnazjum Białoruskim lub w sali Klubu PrzemysłowoHandlowego przy ul. A. Mickiewicza 3. Podstawowy repertuar stanowiły adaptacje sceniczne utworów E. Orzeszkowej (szczególną popularnością cieszył się „Cham”) oraz komedie W. Marcinkiewicza („Zaloty”), J. Kupały („Paulinka”), F. Olechnowicza („Zaręczyny Paulinki”, „Pan Minister”), L. Rodziewicza („Zakłopotany Sawka”)35.
24 października 1927 r. BIGiK złożył podanie do wojewody wileńskiego Władysława Raczkiewicza o udzielenie koncesji na białoruski teatr objazdowy. Podanie rozpatrzono odmownie. Naczelnik wydziału administracyjnego Wileńskiego Urzędu Wojewódzkiego Władysław Dworakowski negatywne stanowisko władz uzasadniał następująco: „(...) przy sposobności przedstawień teatralnych prowadzona byłaby przez specjalnie dobranych aktorów nieuchwytna i wymykająca się nadzorowi władz agitacja antyrządowa, która już została stwierdzoną w związku z występami zespołu w powiatach; 2) proponowany przez BIGiK kandydat na kierownika [Piotr Bułhak] nie wykazał swych kwalifikacji dających gwarancję do prowadzenia teatru ludowego na niezbędnym poziomie kulturalnym (...)”36. Starostowie zostali poinstruowani, aby w podobny sposób ustosunkowywać się do indywidualnych podań BIGiK, jakie przedkładano by w sprawie organizacji imprez kulturalnych na terenie powiatów37.
6 lutego 1928 r. wybrano nowy zarząd koła wileńskiego. W jego skład weszli białoruscy studenci: Michał Moskalik — przewodniczący, Józef Najdziuk — skarbnik i Antoni Czajkow — sekretarz. W 1928 r. stowarzyszenie w Wilnie straciło pierwotny impet działania. Zorganizowano kilka kwest ulicznych na rzecz szkoły białoruskiej, w miarę aktywny był zespół teatralny przygotowujący i wystawiający coraz to nowe sztuki sceniczne — zarówno w Wilnie, jak i na prowincji (jak widać trudności czynione przez władze okazały się mało skuteczne), działały koła terenowe, które mobilizowały włościan do składania deklaracji w sprawie tworzenia białoruskich szkół początkowych38. Zaskakujące, że w opinii polskich władz administracyjnych BIGiK i tak był uznany za organizację przejawiającą w 1928 r. dużą aktywność, gdy tymczasem Litewskie Towarzystwo im. Św. Kazimierza — uznawane zwykle za wzór prężnie działającej organizacji mniejszościowej — te same władze oceniały jako „(...) stowarzyszenie nie przejawiające prawie żadnej działalności (...)”39.
Monopolizowanie życia społecznokulturalnego przez BChD i BZW, wymuszone przez okoliczności jakie m.in. spowodowała delegalizacja BWRH, dotknęło także polityczną reprezentację polskich Białorusinów, jaką niegdyś z założenia miał być Białoruski Komitet Narodowy w Wilnie.
W okresie istnienia Hromady Białoruski Komitet Narodowy w Wilnie przyjął strukturę organizacyjną bliską ugrupowaniom komunistycznym. Powstały sekcje: ogólnopolityczna (z działami agitacyjnym, dywersyjno—powstańczym i wywiadowczym), prasowoinformacyjna (z działami wydawniczym, kolportażowym i informacyjnym) oraz kulturalno—oświatowa (z działami szkolnym i wokalnomuzycznym). Pierwsza z sekcji zajmowała się gromadzeniem materiału dostarczającego informacje o niezadowoleniu ludności z rządów polskich, a w przyszłości miała werbować do oddziałów przygotowujących wybuch powstania na terenie zachodniej Białorusi. Zadaniem drugiej był kolportaż prasy, zaś trzecia zabiegała o rozwój białoruskiego szkolnictwa początkowego i średniego. Praca BKN była prowadzona dwutorowo: legalnie i nielegalnie. Do legalnej należało tworzenie białoruskiego szkolnictwa i organizowanie włościaństwa białoruskiego w lokalnych kółkach rolniczych. Organizowanie włościaństwa było m.in. przedmiotem zebrania BKN w dniu 8 kwietnia 1925 roku. Oprócz prezydium Komitetu uczestniczyli w nim posłowie: Szymon RakMichajłowski, Piotr Miotła, ks. Adam Stankiewicz i Bronisław Taraszkiewicz. Postanowiono do pracy przy organizowaniu włościaństwa włączyć ponad 600 nauczycieli białoruskich. Polski wywiad twierdził, że A. Łuckiewicz jest finansowo wspierany przez Mińsk. Także część prasy białoruskiej miała otrzymywać fundusze z Mińska40.
Zapatrzenie się na Radziecką Białoruś nie było jednak powszechne w gronie ścisłego kierownictwa BKN. Różnica poglądów wystąpiła np. w momencie propozycji byłego prezesa Rady Białoruskiej Republiki Ludowej Piotra Kreczewskiego, aby utworzyć w Pradze nowy rząd białoruski. Większość prezydium BKN potępiła P. Kreczewskiego za ignorowanie uchwał konferencji berlińskiej i rozbijanie jedności białoruskiej. Ks. Adam Stankiewicz, chociaż z innych powodów nie poparł pomysłu tworzenia nowego rządu, to jednak zdystansował się od totalnej krytyki P. Kreczewskiego podkreślając, że „bezwzględne poddawanie się woli Sowietów stoi w sprzeczności z aktem niepodległości Białorusi z 25 marca 1918 roku”. Pochwalił on dążenie P. Kreczewskiego do stworzenia samodzielnego i niezawisłego państwa białoruskiego i przyznał, że stał on na straży uchwały niepodległościowej41.
25 marca 1926 roku uchwalono nowy skład plenum BKN, ponieważ od 1923 roku zaszły zmiany w białoruskim życiu politycznym. Przestały istnieć takie partie jak Białoruska Partia SocjalDemokratów czy Białoruska Partia SocjalRewolucjonistów, a powstały nowe organizacje, nie figurujące w uchwale z 25 października 1923 roku, np. Białoruska Włościańskorobotnicza Hromada, Białoruski Związek Włościański, Zjednoczenie Białorusinów Katolików (białoruscy chadecy) czy Białoruski Bank Spółdzielczy w Wilnie. Nowy skład plenum BKN tworzyły następujące organizacje: Białoruska Włościańskorobotnicza Hromada (3), Białoruski Związek Włościański (2), białoruska chadecja (3), Białoruska Centralna Rada Szkolna (4), prasa białoruska (3), spółdzielczość białoruska (3), Białoruski Komitet Pomocy Ofiarom Wojny z Kołem Kobiet Białoruskich (2), Białoruskie Towarzystwo Naukowe (2), Białoruskie Towarzystwo Wydawnicze w Wilnie (2), Komitet Rodzicielski przy Wileńskim Gimnazjum Białoruskim (2), Białoruski Związek Studencki (2), kółka rolnicze (2). Razem 31 delegatów, ale w plenum BKN mogli też uczestniczyć delegaci organizacji prowincjonalnych oraz duchowieństwo.
Z pozoru istniała równowaga sił między trzema głównymi partiami politycznymi wchodzącymi w skład BKN, jednak w rzeczywistości dominowali hromadowcy, którzy byli delegatami większości pozostałych organizacji. Jest znamiennym faktem, że w organizowanych uroczyście każdego roku przez środowisko białoruskie obchodach rocznicy ogłoszenia niezależności Białorusi, w 1926 roku ze strony wileńskiego BKN udział wzięli jedynie członkowie Białoruskiego Związku Włościańskiego i białoruskiej chadecji. Nieobecność na uroczystości marcowej innych grup BKN wypływała być może z porzucenia przez nie idei niepodległości i niezależności państwowej Białorusi.
18 kwietnia 1926 roku dokonano wyboru prezydium BKN w składzie następującym: przewodniczący — Jan Sawicki, zastępca przewodniczącego — Józef Sznarkiewicz, sekretarz — M. Martynczyk. Jak było do przewidzenia BWRH miała w rzeczywistości znaczną większość na plenum BKN i będąc tego świadoma postanowiła wykorzystać ów fakt, proponując wybór Komisji Politycznej, której zadaniem było opracowywanie programu działalności narodowej i politycznej obowiązującej wszystkie organizacje podległe Komitetowi. Przedstawiciele Białoruskiego Związku Włościańskiego i Zjednoczenia Białorusinów Katolików nie zgodzili się na powyższy projekt. Rozumieli bowiem dobrze, że Komisja Polityczna, w której Hromada miałaby zapewnioną większość, narzuciłaby wszystkim organizacjom politykę i program Hromady, a to było nie do przyjęcia dla Białoruskiego Związku Włościańskiego, a już zwłaszcza dla odmiennej ideologicznie białoruskiej chadecji. Stawało się coraz bardziej widoczne, że współpraca wszystkich białoruskich organizacji na forum BKN jest niemożliwa. Wobec spodziewanego wystąpienia Hromady przeciwko BZW i białoruskiej chadecji na plenum BKN, które miało się odbyć w końcu kwietnia, prezydium — rozumiejąc, że przeprowadzenie uchwały Hromady w sprawie Komisji Politycznej doprowadzi do rozpadnięcia się Komitetu — odłożyło termin zebrania plenarnego na czas nieokreślony. Ów unik polityczny na niewiele się zdał, ponieważ po zebraniu BKN w dniu 18 września 1926 roku Białoruski Związek Włościański i białoruska chadecja ostatecznie zerwały z BKN, przez co Komitet stracił swój charakter szerokiej reprezentacji politycznej42.
Delegalizacja Hromady w styczniu 1927 roku sprawiła, że działalność BKN zamarła całkowicie. Przez ponad rok nie odbyło się ani jedno plenarne zebranie Komitetu. Wówczas to z inicjatywą reaktywowania, a właściwie utworzenia nowego BKN, wystąpiły BChD i BZW. 2 lipca 1927 roku odbył się walny zjazd. Z 13 zaproszonych stowarzyszeń i partii przybyli przedstawiciele następujących: Białoruskiego Klubu Poselskiego, Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji, Białoruskiego Związku Włościańskiego, Białoruskiego Instytutu Gospodarki i Kultury, Towarzystwa „Pogoń”, białoruskiego duchowieństwa katolickiego i Białoruskiej Drukarni im. F. Skoryny. Tym razem BKN został zdominowany przez chadecję i jej przybudówki. Ponieważ zebranie uznano za prawomocne (na 27 zaproszonych delegatów przybyło 15), zorganizowano wybory, w wyniku których senator Wiaczesław Bohdanowicz został przewodniczącym, a Fabian Jaremicz i Paweł Karuzo jego zastępcami43. Dominacja białoruskiej chadecji w wileńskim BKN istniała aż do jego rozwiązania w 1938 roku.
„Biełaruskaja Krynica” jako organ prasowy białoruskiej chadecji starała się na bieżąco informować czytelników ważnych wydarzeniach z życia Białorusinów w Polsce, jak i w sąsiednich krajach. Oprócz artykułów o tematyce społeczno—politycznej i — coraz rzadziej — religijnej, pojawiały się publikacje dotyczące kultury i historii. Często drukowano teksty wygłoszone wcześniej na różnych uroczystościach rocznicowych oraz w ramach odczytów prowadzonych przez BIGiK. Bieżącym sprawom krajowym i międzynarodowym poświęcano niewiele miejsca, zamieszczając je w telegraficznym skrócie w kolumnach na ostatniej stronie. Dominowały treści związane z aktualnymi wydarzeniami w regionie. Ukazywało się sporo ogłoszeń informujących o planowanych imprezach kulturalno—oświatowych. Pojawiły się nowe rubryki: „Prau˘nyja parady” („Porady prawne”), przegląd prasy zamieszczany w rubryce „Z hazetau˘” („Z gazet”) czy kącik dla najmłodszych „Addzieł dla našych dzietak” („Rubryka dla naszych dzieci”).
Współpraca białoruskiej chadecji z Białoruskim Związkiem Włościańskim dotyczyła również wspólnych inwestycji. W maju 1926 r. posłowie ks. A. Stankiewicz i Fabian Jaremicz zakupili w Wilnie część drukarni „Lux” przy ul. Żeligowskiego i założyli własną drukarnię w lokalu przy ul. Ludwisarskiej 1, która otrzymała nazwę Białoruskiej Drukarni im. Franciszka Skoryny44. Było to rozsądne posunięcie, bowiem aby prowadzić własną działalność wydawniczą należało uniezależnić się od nieustannego wędrowania po wileńskich drukarniach. 25 maja 1926 r. do wydziału prasowego w Wilnie wpłynął dokument podpisany przez ks. A. Stankiewicza i F. Jaremicza, w którym powiadamiano o powstaniu w mieście nowej drukarni, a jako kierownika odpowiedzialnego wymieniano Albina Stepowicza, studenta Uniwersytetu Wileńskiego, brata zmarłego ks. K. Stepowicza45. Powyższe przedsięwzięcie bynajmniej nie było wynikiem nagłej prosperity finansowej „Biełaruskaj Krynicy” czy „Sialanskaj Nivy”. Jak pisze J. Turonek, białoruski ruch chrześcijańsko—demokratyczny w Wilnie otrzymywał wsparcie z zasobów kasy klasztornej Zgromadzenia Księży Marianów w Drui. Druk książek i czasopism przekraczał możliwości finansowe chadecji. Powstała więc myśl o założeniu własnej drukarni. Jeszcze w 1925 r. zawiązała się w Wilnie spółka, którą tworzyły cztery osoby: ks. A. Stankiewicz, ks. W. Godlewski, F. Jaremicz i superior drujskiego klasztoru o. A. Cikoto. Decydującą rolę w realizacji zakupu drukarni miał odegrać wkład finansowy drujskiego klasztoru; możliwości materialne pozostałych udziałowców były znikome46. Od 9 lipca 1926 r. „Biełaruskaja Krynica” zaczęła wychodzić w Białoruskiej Drukarni im. F. Skoryny47.
6 grudnia 1926 r. Tomasz Wojciechowicz — redaktor „do więzienia” — przestał pełnić powierzoną mu funkcję. 12 kwietnia 1927 r. nowy metropolita wileński R. Jałbrzykowski zabronił ks. A. Stankiewiczowi redagować czasopismo. Ks. Stankiewicz został też zmuszony wycofać się z prezydium BChD, które formalnie było wydawcą „Biełaruskaj Krynicy”48. Powołano nowe kolegium redakcyjne49. Do końca 1928 r. redaktorami „Biełaruskaj Krynicy” byli na przemian Albin Stepowicz, Jan Poźniak, Paweł Karuzo50. Kierownictwo drukarni od 7 maja 1927 r. powierzano kolejno zecerom: Romanowi Pławskiemu, Mikołajowi Awrejcewiczowi, a następnie Wilhelmowi Malejowi51.
Od 1927 r. „Biełaruskaja Krynica” zmieniła podtytuł na „Palityčnaja, hramadzkaja i literaturnaja hazeta” („Polityczna, społeczna i literacka gazeta”). Bardziej inteligenckiego szlifu nadał tygodnikowi nowy redaktor Paweł Karuzo. Był on także autorem interesujących artykułów, jak np. „Geneza powstania idei niepodległości Białorusi i jej znaczenie jako białoruskiego święta narodowego”52. W ogóle dała się zauważyć pewna tendencja odchodzenia od podpisywania swoich publikacji inicjałami czy pseudonimami prasowymi na rzecz podawania pełnego brzmienia nazwiska. Do „starej gwardii” księży od lat publikujących w „Krynicy”—„Biełaruskaj Krynicy”, coraz częściej zaczęli dołączać świeccy publicyści (np. Władysław Kozłowski, Jan Zeniuk) oraz młodzież studencka.
Zmiany programowe BChD, jej wyjście poza dość hermetyczne środowisko katolickiego duchowieństwa, współpraca w ramach działalności Białoruskiego Instytutu Gospodarki i Kultury z Białoruskim Związkiem Włościańskim, do którego należeli także prawosławni Białorusini, zaowocowała jesienią 1927 r. powstaniem pierwszej — efemerycznej jak się później okazało — prawosławnej partii białoruskiej w II RP o orientacji narodowej: Prawosławnego Białoruskiego Zjednoczenia Demokratycznego (PBZD). Twórcami ugrupowania i jego programu byli senatorowie Wiaczesław Bohdanowicz i Aleksy Nazarewski oraz duchowny prawosławny protojerej Łukasz Gołod. Wydaje się, że podobieństwo do wcześniejszej nazwy BChD — Białoruskiego Zjednoczenia Chrześcijańsko—demokratycznego nie było dziełem przypadku. Narodziny PBZD poprzedziło ukazanie się 1 października 1927 r. w Wilnie przy ul. Ludwisarskiej 1 (a zatem w Białoruskiej Drukarni im. F. Skoryny) dwutygodnika cerkiewnospołecznego i politycznego p.t. „Pravasłau˘naja Biełaruś” („Prawosławna Białoruś”). Jego redaktorem i wydawcą był protojerej Ł. Gołod. Czasopismo miało prezentować życie cerkiewne z narodowego punktu widzenia, z uwzględnieniem także problemów politycznych, społecznych, narodowych i kulturalnych ujmowanych pod kątem chrześcijańsko—prawosławnym. Ubolewając nad podziałem narodu białoruskiego na dwa odłamy religijne, które wytworzyły dwa kulturalno—historyczne typy Białorusinów, postulowano utworzenie na wzór BChD prawosławnej partii politycznej, która przyczyniła by się do zniwelowania tych różnic między Białorusinami. Program polityczny PBZD był nieomal kopią programu BChD53.
Nie negując szlachetnych intencji, jakie od strony ideowej towarzyszyły powstaniu PBZD, trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż było to doraźne działanie polityczne obliczone na zbliżające się w marcu 1928 r. wybory do Sejmu i Senatu. Można przypuszczać, że tworząc partię z przymiotnikiem „prawosławna” w nazwie, zamierzano pozyskać prawosławny elektorat białoruski, który niegdyś popierał zdelegalizowaną Hromadę. W grudniu 1927 r. powołano Centralny Białoruski Zjednoczony Komitet Wyborczy, który tworzyli: P. Karuzo, J. Poźniak, A. Stepowicz, B. Turonek, (BChD), F. Jaremicz, B. Rogula, T. Kunicki (BZW), W. Bohdanowicz, Ł. Gołod (PBZD), J. Sobolewski (bezpartyjny)54. Przyjęta 28 grudnia 1927 r. przez przedstawicieli białoruskich organizacji politycznych platforma Centralnego Białoruskiego Zjednoczonego Komitetu Wyborczego Bloku Mniejszości Narodowych obejmowała program, który zawierał hasła obrony ogólnopolitycznych praw narodu białoruskiego, walki o ziemię, ochronę lasów, bogactw naturalnych, o interesy robotników, żądano obniżenia wysokości podatków, obrony ojczystego szkolnictwa, pełni swobód religijnych, narodowego, politycznego i ekonomicznego wyzwolenia narodu białoruskiego55.
Z początkiem 1928 r. redakcja „Biełaruskaj Krynicy” zakomunikowała czytelnikom, iż od nowego roku pismo będzie ukazywało się dwa razy w tygodniu. Informacja kończyła się apelem: „Niechaj nie będzie ani jednej wioski w naszym kraju, do której nie dotarła by „Biełaruskaja Krynica”. Obowiązkiem każdego naszego prenumeratora jest podanie do redakcji adresu swojego znajomego, sąsiada, aby można było im wysłać na próbę numery naszej gazety!” Przedwyborczy okres skłaniał do podsumowań politycznych. Albin Stepowicz w artykule „Na parozie Novaha Hodu” („Na progu Nowego Roku”) zawarł ocenę rządów pomajowych obozu sanacyjnego w stosunku do mniejszości białoruskiej. Pisał, że wielkie nadzieje Białorusinów na pozytywne dla nich zmiany, jakie rozbudził przewrót majowy J. Piłsudskiego, szybko się rozwiały. Bowiem wypadki majowe w 1926 r. wywołały krótkotrwały zwrot BChD w kierunku porozumienia z Polakami, to jednak już debata nad zmianą konstytucji wyzbyła z wszelkich mrzonek, a ks. Stankiewicz konkludował: „Oparcie losu narodu naszego o Polskę jest rzeczą niemożliwą teoretycznie. Jest to budowanie na piasku bez trwałych fundamentów. Mając przed sobą wroga znanego ze swego wiarołomstwa, lekkomyślnie postępuje ten, kto wierzy w jego obietnice i oddaje zajęte dotychczas pozycje”56. Marszałek Piłsudski okazał się być politykiem „wielkich rozczarowań i wszelkich niespodzianek”. Według A. Stepowicza białoruska chadecja w maju 1926 r. sądziła, iż władzę przejęli ludzie o lewicowych poglądach politycznych. Wielkim więc zaskoczeniem było, gdy okazało się, że ci, którzy „przypisują sobie moralne uzdrowienie państwa”, weszli w sojusze z „burżuazją i uzupełnili swój skład znanymi obszarnikami reakcjonistami”. Likwidacja Hromady, która „(...) choć była w swoich podstawach tworzona obcymi rękoma i dla obcych nam celów, ale mimo wszystko miała tę zaletę, że chcąc nie chcąc uświadamiała naród i w sprawach narodowościowych”, pozbawiła społeczność białoruską jakichkolwiek złudzeń na korzystne dla niej zmiany. Autor artykułu zarzucał władzom, że spychając Hromadę do podziemia, nie pomyślały o jakimkolwiek wypełnieniu pozostawionej po niej pustki, nie zaoferowały niczego w zamian. „I oto znowu — pisał — jak w przeciągu całego 1927 r. stoimy przed faktem, że rząd Piłsudskiego niczego nam naprawdę realnego nie dał, żeby nie liczyć niewielkiej w sumie liczby szkół początkowych na miejsce setek pozamykanych”57.
Białoruski Komitet Wyborczy czynił starania w celu pozyskania elektoratu pohromadowskiego, apelując o oddanie głosów w wyborach na listę nr 18. W publikacjach zamieszczanych w „Biełaruskaj Krynicy” podkreślano, że chociaż białoruska chadecja nigdy nie zgadzała się z taktyką i ideologią Hromady, określając ją „kolosem na glinianych nogach pozbawionym mocnych fundamentów, który w sztuczny sposób urósł na gorzkim rozczarowaniu do Polski”, to jej delegalizację przyjęła z oburzeniem i niewiarą w powodzenie tegoż posunięcia władz polskich. Hromada zeszła do podziemia, ale — jak pisano — likwidacja Hromady nie może się powieść, dopóki nie zostaną „zaspokojone te żądania narodu, na gruncie których ta partia wyrosła”58.
Ostatecznie w wyborach do Sejmu i Senatu, które odbyły się kolejno 4 i 11 marca 1928 r. z listy Bloku Mniejszości Narodowych do Sejmu weszło czterech kandydatów: F. Jaremicz, P. Karuzo, A. Stepowicz i K. Juchniewicz oraz dwie osoby do Senatu: W. Bohdanowicz i W. Rogula. Wraz z posłami ukraińskimi tworzyli w latach 1928—1930 Klub Ukraińsko—Białoruski.
Początek 1928 r. przyniósł pojawienie się na rynku wydawniczym kolejnych tytułów prasowych związanych z Białoruską Drukarnią im. F. Skoryny. Pod egidą BChD została reaktywowana „Studenckaja Dumka” („Myśl Studencka”) — społeczno—naukowy i literacki miesięcznik Białoruskiego Związku Studentów USB. Początkowo funkcję redaktora pełnił student medycyny Ignacy Gogoliński, a od października 1928 r. Jan Szutowicz59.
Drugim czasopismem, które stanowiło nowość na białoruskim rynku wydawniczym, był religijny periodyk skierowany do Białorusinów katolików „Chryścijanskaja Dumka” („Myśl Chrześcijańska”) — 8—stronicowe pismo w formacie A4, drukowane łacinką, do złudzenia przypominające „Krynicę” z pierwszych lat jej ukazywania się — tak w układzie treści, jak i szacie graficznej. Podobieństwo to nie było dziełem przypadku, redaktorem „Chryścijanskaj Dumki” był ks. A. Stankiewicz60.
Pojawienie się religijnego czasopisma redagowanego przez ks. A. Stankiewicza nie powinno było stanowić zaskoczenia. Od pewnego czasu można było zauważyć usuwanie się w cień grupy duchownych, którzy niegdyś decydowali o profilu tematycznym „Biełaruskaj Krynicy”. Dokonywała się zmiana pokoleniowa. W redakcji pojawili się nowi, często jeszcze bardzo młodzi ludzie, którzy mieli ambicje redagować organ prasowy BChD jako pismo ogólnobiałoruskie o tematyce społeczno—politycznej i kulturalnej. Wątpliwe, aby zmianom koncepcji wydawniczej „Biełaruskaj Krynicy” towarzyszył jakikolwiek konflikt pokoleniowy w redakcji. Odnosiło się raczej wrażenie, że owa zmiana była wynikiem wewnętrznych uzgodnień. Niewątpliwie wpływ na ich kierunek wywierała coraz trudniejsza sytuacja białoruskiego duchowieństwa katolickiego w archidiecezji wileńskiej.
Odejście ks. J. Matulewicza z biskupstwa wileńskiego 3 sierpnia 1925 r. nie mogło pozostać bez komentarza „Biełaruskaj Krynicy”. Ks. W. Godlewski dopatrywał się przyczyn jego rezygnacji w uwikłaniu się w konflikt z polskimi władzami. Zdaniem ks. W. Godlewskiego przyczyną owego konfliktu był opór ks. J. Matulewicza wobec koncepcji budowania polskości na Kresach. „Wiadomo, że Polska — pisał publicysta — buduje swoją państwowość u nas w oparciu o policję, osadnictwo i szkoły. Brakowało jej jeszcze czwartego filaru w tej budowie, konkretnie — kościoła. A biskup Matulewicz jak raz nie pomagał polskiemu rządowi w tej polityce (...)”. Autor artykułu zadawał pytanie, jaki był ks. biskup J. Matulewicz dla Białorusinów i odpowiadał — „ani dobry, ani zły”. Nie znając kulis wielu spraw, w których ks. J. Matulewicz z racji pełnionego w Kościele urzędu był stroną, ks. Godlewski dokonał surowego osądu, pisząc: „Nie był on dobry, bo niczego pozytywnego dla nas nie zrobił: nie wydał żadnego rozporządzenia w sprawie języka białoruskiego w kościele, nie dał nam w Wilnie kościoła (...), nie przeczytał nam nawet w czasie swojego ingresu do Wileńskiej Katedry bulli papieskiej po białorusku, choć czytał ją po polsku i po litewsku (...). Ale z drugiej strony nie możemy powiedzieć, żeby odnosił się do nas wrogo. (...) czasem w rozmowie z białoruskimi działaczami żałował, że nic dla białoruskiego narodu nie może zrobić, bo sam jest skrępowany polityką polskich władz. Widział nasze krzywdy, wszystkie niedole, litował się nad białoruskim ludem jak nad politycznym Łazarzem, rozumiał jego problemy — ale podać mu ręki i podnieść z niewoli nie odważył się”. Za pozytywny aspekt w traktowaniu problemu białoruskich katolików ks. Godlewski uważał przyzwolenie na prowadzenie działalności wydawniczej przez białoruskich księży (mimo protestów sekretarza biskupa — ks. Ł. Chaleckiego) oraz nieusuwanie języka białoruskiego z tych kościołów, w których był używany61.
Następcą ks. J. Matulewicza w diecezji wileńskiej, podniesionej do rangi archidiecezji, miał być ks. biskup Jan Cieplak, który po okresie uwięzienia w Rosji Radzieckiej przebywał w USA, gdzie 14 grudnia 1925 r. dotarła do niego wiadomość o otrzymaniu godności metropolity wileńskiego. Niestety, zanim udał się powrotną podróż do Europy, rozchorował się i zmarł w Stanach Zjednoczonych 17 lutego 1926 r.62 Wybór padł więc na ks. Romualda Jałbrzykowskiego, biskupa tytularnego w Łomży i sufragana sejneńskiego63.
Do momentu objęcia archidiecezji wileńskiej przez ks. R. Jałbrzykowskiego w dniu 8 września 1926 r., funkcję tymczasowego administratora pełnił biskup sufragan ks. K. Michalkiewicz. Jednym z pierwszych posunięć ks. K. Michalkiewicza było przeniesienie ks. dra Józefa Reszecia z posady profesora w Wileńskim Seminarium Duchownym na stanowisko prefekta w Seminarium Nauczycielskim w Białymstoku. Białoruscy katolicy odebrali ów krok jako chęć pozbycia się z seminarium wileńskiego białoruskiego księdza patrioty. Białoruscy posłowie katolicy 1 października 1925 r. wystosowali w tej sprawie protest do nuncjatury w Warszawie, domagając się m.in. powrotu ks. J. Reszecia do Wilna. Argumentowali, iż „Wileńska diecezja (...) w większości zamieszkała jest przez Białorusinów. Odsetek Białorusinów katolików w diecezji wileńskiej jest następujący: w powiatach dziśnieńskim, wilejskim, duniłowickim i wołożyńskim ilość Białorusinów katolików szacuje się na 95 %, w powiatach wileńskim, lidzkim, święciańskim i oszmiańskim — 60—70% (...)”64.
Po przejęciu archidiecezji przez ks. R. Jałbrzykowskiego, białoruscy duchowni 12 listopada 1926 r. zwrócili się do nowego arcybiskupa z memoriałem, w którym postulowali: 1) niezwłoczne wprowadzenie do Wileńskiego Seminarium Duchownego nauki języka białoruskiego oraz białoruskiej historii i literatury, 2) przyznanie Białorusinom katolikom kościoła w Wilnie, 3) dopuszczenie języka białoruskiego w kontaktach z hierarchią kościelną na równi z łaciną i językiem polskim, 4) wydanie rozporządzenia, aby w parafiach z ludnością białoruską kazania i dodatkowe nabożeństwa odbywały się po białorusku, 5) aby duchowni Białorusini byli wysyłani do parafii białoruskich, a nie polskich65.
Jednak metropolita ks. R. Jałbrzykowski podzielał negatywne poglądy kapituły wileńskiej na kwestię białoruską w archidiecezji. Za jego rządów zaprzestano głosić kazania w języku białoruskim w prafiach Dzisnieńszczyzny i Brasławszczyzny. W parafii zaświrskiej kazania w języku białoruskim zakończyły się wraz ze śmiercią w 1926 r. ks. Konstantego Stepowicza, a w innych stosowano zasadę przenoszenia białoruskich księży do parafii z ludnością polską. Tak stało się chociażby w przypadku ks. Wiktora Szutowicza, który od lutego 1917 r. pełnił funkcję proboszcza w Borodzieniczach (pow. brasławski), a od 1921 r. wygłaszał kazania w języku białoruskim. W piśmie z 2 marca 1925 r. skierowanym do biskupa wileńskiego, powołując się na argumenty niemal identyczne jak te, które przytaczał ks. W. Godlewski, objaśniał przyczyny używania języka białoruskiego podczas kazań oraz prezentował ich porządek: „(...) po białorusku odbywa się kazanie w każdą niedzielę i święto podczas sumy, a po polsku w ważniejsze święta (...)”. Taki stan rzeczy uzasadniał małą liczbą wiernych polskiej narodowości66. Kazania w Borodzieniczach musiały być solą w oku kurii biskupiej, zatem każda nadarzająca się okoliczność wydawała się dobrym pretekstem do ich likwidacji. 15 grudnia 1926 r. nowy metropolita podjął decyzję o wszczęciu śledztwa kościelnego w sprawie zajść w Jodach, jakie miały miejsce 6 grudnia 1926 r., oskarżając o sprawstwo ks. Szutowicza. Arcybiskup R. Jałbrzykowski powołał też komisję dla zbadania sprawy, do której weszli księża I. Bobicz i J. Sławiński67. Ks. Szutowicz protestował przeciwko takiemu składowi komisji, zarzucając jej brak bezstronności. Pisał: „(...) są ci księża od szeregu lat moimi osobistymi wrogami z powodu odmiennych mych przekonań narodowościowych”68. 12 stycznia 1927 r. decyzją arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego został pozbawiony probostwa w Borodzieniczach pod zarzutem naruszenia dobrego imienia duchownego oraz rzekomego znienawidzenia przez parafian. W piśmie odwoławczym skierowanym do Św. Stolicy Apostolskiej m.in. wyjaśniał: „Chodzi o to, jak tłumaczył Jego Eminencja R. Jałbrzykowski, że nie namawiałem parafian do odebrania cerkwi niegdyś unickiej, a dziś prawosławnej. Otóż katolickie me sumienie i dokładna znajomość psychiki miejscowego ludu białoruskiego tak katolickiego, jak i prawosławnego, na podobną akcję mi nie pozwoliły. Podobna ma akcja, która w praktyce nie obeszłaby się bez interwencji policji, jeszcze bardziej podnieciłaby nienawiść prawosławnych do katolików, stworzoną przez rosyjskie rządy carskie, a kontynuowana dziś przez rządy polskie i tym bardziej jeszcze oddaliłaby sprawę Unii Świętej”69. Jednakże Stolica Apostolska zatwierdziła pozbawienie ducha kapłaństwa70. Po odebraniu w 1927 r. probostwa przeniesiono ks. Szutowicza najpierw na krótko do Lidy (był tam wikarym ), a następnie do miejscowości Trzcianne w Łomżyńskiem (od 1928 r.)71. Na miejsce usuwanych z parafii duchownych wyznaczano nowych proboszczów, posłusznych zaleceniom Kurii Wileńskiej. W Borodzieniczach był to ks. Stanisław Możejko. Tymczasem borodzieniccy parafianie zaczęli słać do kurii pisma w sprawie przywrócenia języka białoruskiego. W podaniu z 25 listopada 1926 r., podpisanym przez około 140 osób, stwierdzali: „Wiele lat w naszym życiu religijnym cierpieliśmy ogromną krzywdę. To prawda, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia błysnęło nam słonko sprawiedliwości, bo usłyszeliśmy Boże Słowo w języku ojczystym, ale teraz owe słonko znowu zasnuwa się chmurami. Przybycie do naszej parafii drugiego księdza, który zaczął uczyć nasze dzieci w szkole religii w języku polskim, pomijając naszą ojczystą mowę białoruską, bardzo jest dla nas krzywdzące.”72 Rok później ponad stu parafian borodzienickich w liście do arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego prosiło: „Na zgodę Jego Ekscelencji przy złożeniu podania po raz pierwszy o dodatkowych nabożeństwach w kościele borodzienickim w języku białoruskim, na co delegacji Jego Ekscelencja obiecał i przyrzekł, ale do obecnej chwili nie było tego, wobec czego dnia 9 września r.b. była po raz drugi delegacja u Arcypasterza w Borodzieniczach również nam przyobiecał i wydał zezwolenia Proboszczowi, aby była nauka i śpiew w języku białoruskim. Parafianie Kościoła Borodzienickiego w ogromnej swej większości są Białorusini i po obaleniu caratu rosyjskiego, za zezwoleniem Jego Ekscelencji Arcybiskupa Roppa i Arcybiskupa Matulewicza w kościele Borodzienickim w nabożeństwach dodatkowych język białoruski był używany w przeciągu lat dziesięciu. Po wydaleniu z parafii borodzienickiej ks. W. Szutowicza używanie języka białoruskiego w nabożeństwach zostało skasowane całkowicie. Parafianie Borodzienickiej parafii kilkakrotnie zwracali się do Waszej Ekscelencji z prośbą o uwzględnienie naszej mowy ojczystej w kościele w celu lepszego zrozumienia prawdziwej świętej wiary katolickiej: Wobec tego jednak, iż w obcym nam polskim języku słabo rozumiemy wykładane prawdy Św. Wiary Katolickiej, my niżej podpisani przedstawiciele ludności parafii Borodzienickiej, wyrażając swą synowską wierność Stolicy Apostolskiej, pokornie prosimy Waszej Ekscelencji o zarządzenie, aby oprócz języka polskiego dla nielicznych u nas Polaków, w nabożeństwach dodatkowych był w naszym kościele używany także i nasz ojczysty język białoruski.”73 O tym, że nowo naznaczony do Borodzienicz ks. S. Możejko nawet nie miał zamiaru stosować się do próśb wiernych, świadczy charakter niektórych odpowiedzi udzielonych odnośnie parafialnego życia w ankiecie kościelnej. Na pytanie o czytelnictwo książek lub gazet odpowiadał: „przeważnie czytano dotychczas bezpłatną gazetę: Krynicę (białoruską), zasługa ks. Szutowicza”, a w innym miejscu pytany o największy odbiór tytułu prasowego wśród wiernych pisał: „najbardziej «Krynica», białoruska wstrętna gazeta; (...) nic się robi, bo «Krynica» uchodzi za chrześcijańską”74.
Głośnym echem odbiła się wówczas także sprawa białoruskiego kazania w Idołcie, parafii ks. M. Boryka, które 16 lipca 1927 r., w czasie uroczystości Najświętszej Marii Panny Szkaplernej, wygłosił ks. Kazimierz Smulko ze Zgromadzenia Marianów. Został zaproszony na uroczystość przez proboszcza M. Boryka. Jego kazanie słyszeli obecni tam księża I. Bobicz i J. Borodzicz. Jeden z nich poinformował o tym kurię. Metropolita zażądał od proboszcza wyjaśnienia, na co ks. Boryk napisał: „(...) Kazania białoruskie były mawiane w Idołcie już od 1917 r. — na początku zaś 1925 r. obecny o. Superior X. X. Marianów w Drui otrzymał od ś.p. Arcybiskupa Matulewicza ustną aprobatę na mawianie kazań po białorusku na odpustach w Idołcie, które i przetrwały do ubiegłego roku. Wobec powyższych faktów ks. Smulko, chociaż wyraźnie co do języka ze mną się porozumiał, mógł jednak sądzić, że, na mocy tradycji ubiegłych lat, przypadające mu kazanie ma wypowiedzieć w języku białoruskim”75. Tymczasem kazania w Idołcie w 1917/1918 r. wprowadził ks. I. Bobicz, późniejszy proboszcz Choroszucha ich nie kontynuował, ale przy ks. Boryku zostały wznowiane, a następnie zaniechane. Ks. K. Smulkę spotkała kara suspensy na 2,5 miesiąca (nie mógł spowiadać i głosić kazań w diecezji wileńskiej). Zdjęto ją dopiero po tym, jak świadkowie zaproszenia do Idołty, księża Gajlewicz i Witalis poświadczyli, że ks. Smulko został poproszony o wygłoszenie kazania. Suspensa teoretycznie była nie za kazanie w języku białoruskim, ale za samowolne wygłoszenie kazania bez upoważnienia proboszcza 76.
Jak pisze T. Górski, przypuszczalnie ostatnią parafią, w której pozostawał jeszcze w życiu religijnym język białoruski, była Druja77.
Usuwanie języka białoruskiego z kazań kuria motywowała żądaniami oburzonych polskich parafian, którzy składali w tej sprawie protesty. Już za ordynariatu ks. Matulewicza miały one miejsce, jednak zgodnie z zasadami sprawiedliwego rządzenia diecezją, były wyjaśniane i polubownie rozstrzygane. Jak działał mechanizm pisania owych protestów, znakomicie pokazuje jedno z podań, jakie wpłynęły wówczas do Kurii Diecezjalnej Wileńskiej, dotyczące ks. Józefa Hermanowicza, proboszcza parafii w Łużkach, „zaciętego wroga polskości”, i znanej już z 1923 r. sprawy katechizacji dzieci w języku białoruskim. Aktywiści miejscowego koła Polskiego Towarzystwa Opieki nad Kresami oraz Koła Osadników Wojskowych w imieniu parafian zażądali usunięcia ks. Hermanowicza z parafii78.
Od czasów objęcia archidiecezji wileńskiej przez ks. R. Jałbrzykowskiego petycje tego rodzaju stawały się pretekstem do rugowania białoruszczyzny z kościołów. Nic więc dziwnego, że już w lutym 1927 r., w pośmiertnych wspomnieniach po tylko co zmarłym 27 stycznia w Kownie ks. J. Matulewiczu, publicysta „Biełaruskaj Krynicy” z najszczerszym żalem pisał: „(...) zmarł arcybiskup Matulewicz... Mówią, że najbardziej wdzięczne za modlitwę są w czyśćcu te dusze, o których wszyscy, a przede wszystkim najbliżsi, zapomnieli... Lecz kim był ten, który o nas Białorusinach, zapomnianych w czyśćcu naszych bied, niedoli, cierpień, mąk przypomniał, podał nam rękę, nazwał ludźmi, przyznał nam prawo do wolności, do życia, do szczęścia... Tym człowiekiem był św. p. Arcybiskup Matulewicz... (...) Zapiszemy Twoje imię w naszych latopisach i sercach naszych i my Białorusini, bo chciałeś i pracowałeś nad tym, aby naród nasz istniał, i żeby istniał wielką wiarą, nadzieją i miłością do Boga...”79.
W 1927 r. krytyczną ocenę kwestii białoruskiej w Polsce, opartą na źródłach białoruskich, zaprezentował związany z kręgami kościelnymi późniejszy biograf papieża Piusa XI — franciszkanin Ritter von Lama. W artykule opublikowanym w monachijskim „Allgemeine Rundschau” dokonał analizy problemu białoruskiego, uwzględniając cztery kryteria: religijne, moralne, narodowe i polityczne. Zastrzegając we wstępie, że chociaż „(...) w świetle wieczności mało na tym zależy, czy umrę jako Białorusin czy Polak czy też Japończyk, bylebym umarł w Panu (...) a narodowość rozpatrywana z punktu wieczności nie jest prawem najwyższym (...)” to jednak „(...) abyśmy mogli w Panu umrzeć musimy nasze narodowe dylematy w taki sposób (...) uporządkować, aby to co czasowe zostało określone przez to co jest wieczne”.
Według Rittera von Lamy religijny aspekt kwestii białoruskiej nierozerwalnie wiązał się problemem unii. Uważał, że Białoruś tak pod względem historycznym, jak geograficznym i etnicznym, przeznaczona była do połączenia się Kościołów, jako styczny punkt między Wschodem i Zachodem. Pisał: „Prawie siedem milionów stałych mieszkańców tej ziemi należy do schizmatyckiej ortodoksji i prawie trzy miliony do tego katolicyzmu, który przez nich samych uważany jest jako polski”. Sytuację neounii na wschodnich ziemiach polskich w czasach mu współczesnych — wbrew pozytywnym ocenom w prasie — oceniał źle. Twierdził, że powstanie placówek unijnych w Pińsku, Lublinie, Albertynie, Wilnie, Siedlcach dokonało się pod naciskiem Stolicy Apostolskiej, ale opinia społeczna, państwo, olbrzymia część kleru sprzeciwiali się unii (chyba, żeby prawosławni od razu przeszli na katolicyzm łacińskiego obrządku). Powoływał się na negatywny przykład Delatycz w woj. nowogródzkim, gdzie cała parafia złożona z trzech tysięcy Białorusinów przeszła na katolicyzm, ale naznaczono kapłana, który mówił tylko po polsku. „Po trzyletniej unii stado zaczyna się rozbiegać, gdyż nie chce ono być ani łacińskim, ani polskim (...)”. Przywoływał przykład białoruskiego księdza Onoszko, który chcąc się przyczynić do unii przyjął obrządek słowiański, ale został wysłany na placówkę, gdzie nie miał nic do robienia, bo nie było tam Białorusinów. „Wykaz takich wypadków — pisał — dałby się zwiększyć. Godlewski, Lisowski, Reszeć, Tatarynowicz, Szutowicz, wszyscy ci księża skazani są na bezowocną pracę dlatego tylko, że są wysłani do parafii czysto polskich”. Oceniając kwestię białoruską od strony moralnej zadawał pytanie: „Co mają czynić synowie tego narodu, którzy w stosunku do innych słowiańskich narodów uświadamiają swoją specyficzną odrębność, a którym ze wszystkich stron wmawiają: wy oszukujecie siebie samych, uważając się za Białorusinów, wy nimi nie jesteście, wy jesteście Polakami, Rosjanami, Moskalami, bolszewikami. Nazywając siebie Białorusinami, naruszacie jedność i pokój kraju, powstajecie przeciwko państwu”. Podkreślał w artykule istnienie nacji białoruskiej — narodu bez państwa, ale z historyczną przeszłością oraz tragedię podziału ziem białoruskich między Polskę i Rosję, od wieków rywalizujących o nie80.
Artykuł w „Allgemeine Rundschau”, choć nie pozbawiony uproszczeń, dość wiernie oddawał poglądy białoruskich księży w Polsce związanych z ruchem chrześcijańsko—demokratycznym i redakcją „Biełaruskaj Krynicy”. Autor nie ustrzegł się drobnych błędów, do których należało m..in. stwierdzenie, iż pośród księży białoruskich przeniesionych do polskich parafii znalazł się także ks. W. Godlewski. Losy tego duchownego w owym czasie ułożyły się inaczej — w momencie ukazania się artykułu ks. Godlewski przebywał w więzieniu.
Po zamieszkach w Żodziszkach w kwietniu 1925 r., powtórne aresztowanie ks. Godlewskiego nastąpiło 29 września 1925 r.81 W raporcie pisanym z aresztu do biskupa sufragana wileńskiego z prośbą o interwencję w celu uwolnienia donosił, iż stawiane są mu zarzuty „żem namawiał parafian do zdradzieckich czynów i do rewolucji, którą szykowałem na rok 1924, ale odłożyłem na wiosnę roku 1925 (sic!), zdaje mi się, że jestem aresztowany w jakichś nieznanych celach”. Dalej wyjaśniał: „Każdy wie, że jestem Białorusinem, że pracuję nad odrodzeniem mojego narodu, ale żeby działać wbrew prawu sposobem rewolucyjnym — tego nigdy nie robiłem”82. 7 października ks. Godlewskiemu przedstawiono akt oskarżenia, w którym zarzucano mu przygotowywanie zbrojnego antypaństwowego wystąpienia i podburzanie ludności do nienawiści narodowościowej83. 13 października 1925 r. ks. Godlewski został zwolniony z aresztu i oddany pod nadzór policyjny84. Proces odbył się w marcu 1926 r. i zakończył wyrokiem skazującym na dwa lata twierdzy. W liście z 14 marca 1926 r. do redaktora „Przeglądu Wileńskiego” Ludwika Abramowicza, ks. W. Godlewski, dziękując za obiektywną relację z procesu zamieszczoną na łamach gazety, pisał: „Zeznania świadków ze strony prokuratury zmierzały ku temu, ażeby wykazać, że ja buduję fundamenta pod niezależną Białoruś. Temi fundamentami mają być: szkoła białoruska, język białoruski w kościele, uświadomienie i organizacja mas białoruskich. Gdy te fundamenta będą założone, wtenczas jakoby przy jakiejś rewolucji czy wojnie Białoruś mogłaby powstać jako niezależna... Te poglądy jakoby były poszerzane pomiędzy ludnością parafii żodziskiej. W ostatniej przemowie zaznaczyłem, że budowanie fundamentów nie jest zbrodnią (...) Budować fundamenta pod niezależność swej ojczyzny jest obowiązkiem każdego obywatela kraju — a właśnie nim chcę być...”85. Rozprawa apelacyjna odbyła się w czerwcu 1926 r. Obrońca księdza, mecenas E. Śmiarowski w mowie końcowej stwierdzał, że jeśli odrzucić niektóre zeznania świadków, wręcz nieprawdopodobne i nie zasługujące na zaufanie, to za ustalone można było uważać jedynie to, że ks. Godlewski oddziaływał w duchu narodowego uświadomienia ludu białoruskiego przez dążenie do utworzenia białoruskiej szkoły. Podkreślał, że tego rodzaju działalność w państwie demokratycznym, opartym na konstytucji uznającej prawa mniejszości narodowych, nie może być uważana za występną. Rozprawa zakończyła się werdyktem niekorzystnym dla ks. Godlewskiego — wyrok dwóch lat twierdzy podtrzymano 86.
4 lutego 1927 r. ks. Godlewski został pozbawiony probostwa w Żodziszkach87. Wyrok odsiadywał w Warszawie w więzieniu mokotowskim od 25 marca 1927 r. do 15 lipca 1928 r. Po prawie półtorarocznym pobycie w więzieniu opuścił je na mocy amnestii88. W tym czasie parafianie żodziscy domagali się naznaczenia przez Metropolitę wileńskiego nowego księdza proboszcza, pisząc w podaniu z 7 kwietnia 1927 r.: „(...) Niżej podpisani parafianie Żodziscy już po raz trzeci zwracają się do Waszej Ekscelencji z prośbą o przysłanie nam księdza Białorusina. Czynimy to dlatego, że parafia nasza w ogromnej swej większości pod względem narodowościowym jest białoruska. Stosunki narodowościowe w naszej parafii Żodziskiej przedstawiają się procentowo w sposób następujący: Białorusinów — 84,8 %, Polaków — 10,4 %, Litwinów — 0,4 %, nieokreślonych — 4,6 %, prosimy przeto Arcypasterza o wysłuchanie naszej własnej prośby, abyśmy mogli Boga chwalić i poznawać nauki Świętego Kościoła Katolickiego w swym ojczystym języku białoruskim (...)”89.
Parafianie z Żodziszek w sprawie ks. W. Godlewskiego interweniowali w warszawskiej nuncjaturze, przedkładając 22 maja 1928 r. memoriał. Domagali się w nim uwolnienia księdza oraz usunięcia nowego proboszcza ks. Romualda Dronicza, o którym pisali, iż „większość parafian nie uważa go za swojego proboszcza, ani nawet za katolickiego duchownego, tylko za zwyczajnego policyjnego agenta”90.
Nowy proboszcz przybył do Żodziszek w maju 1927 r.91 z misją uspokojenia nastrojów i zaprowadzenia porządku. „Uzdrowienie stosunków parafialnych” okazało się trudnym zadaniem. W raportach nadsyłanych regularnie do Wileńskiej Kurii Metropolitalnej ks. Dronicz informował o sytuacji w parafii, która w jego relacjach była mało atrakcyjnym „zapadłym kątem”, zamieszkałym w większości przez biedną ludność obstającą za białoruskością. W opinii nowego proboszcza opcja narodowościowa wybrana przez biedotę była wynikiem „wywrotowej agitacji” ks. W. Godlewskiego, a „rozsadnikiem niemoralności w parafii” coraz mniej aktywne koło młodzieży białoruskiej. Program naprawczy ks. Dronicza był oparty na założeniu, że „życie tak zapadłego kąta jak Żodziszki, ogniskuje się przeważnie w kościele”. Zatem umiejętne kierowanie życiem wiernych miało doprowadzić do „delikatnego usunięcia” tych, co dotąd „dzierżą poniekąd prym w parafii”. Należało więc „sprawić ładną procesję, do niej zaś zebrać porządniejszy element (...) zorganizować, a raczej wytworzyć inteligencję wśród ludu, by ona zajęła naczelne stanowisko, (...) całą uwagę skierować na wyrobienie inteligencji i przyzwoitości wśród dzieci kończących szkołę i z nich wytworzyć organizację parafii (...) urządzić wycieczkę do Warszawy, Krakowa i urządzić białą procesję”, a białoruskość „ostatecznie bardzo prędko wyjdzie z mody”92. Rzeczywistość okazała się bardziej złożona, a opór ludności wobec działań podejmowanych przez ks. Dronicza doprowadził do narastania konfliktu. Rozzłoszczony brakiem efektów proboszcz, z początkiem października 1927 r. ogłosił zaniechanie wygłaszania kazań w języku białoruskim. W liście do arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego argumentował: „Ta urojona korzyść, jakoby lud lepiej rozumie po białorusku niż po polsku, nie da się usprawiedliwić okropną krzywdą wyrządzaną przez bolszewizm, kryjący się pod pokrywką białoruską. Utrzymywać tę gwarę w kościele, to przygotowywać kanwę, na której bolszewicy wyszywają krwawe wzory. Prawie wszyscy tzw. Białorusini w żodziskiej parafii chcą słyszeć swoją gwarę w kościele nie dla miłości i przywiązania do niej, lecz dlatego, by podkreślić swoje prawa, a ich prawa to wszechwładztwo motłochu (...) Ulegać żądaniom tzw. Białorusinów chociażby w mówieniu kazań w ich gwarze, to pójść na podłego służalca zdziczałego motłochu. Jestem przekonany, że nawet najgorliwszy ksiądz Białorusin nie utrzyma tego tłumu przy kościele, jeśli będzie podtrzymywał ruch białoruski”. Winą za ten stan rzeczy ks. Dronicz obciążał księży Godlewskiego i Stankiewicza, charakteryzując ich następująco: „Jeden siedzi w więzieniu, a drugi jeszcze pracuje nad odciąganiem ludzi od Kościoła Bożego. Pracę bowiem «Krynicy», jego organu, z którego on się i teraz chlubi, inaczej nie można nazwać jak pracą antychrysta. Wycofanie się jego jest na tyle pozorne, z tej podłej gazetki, że nikt mu nie wierzy. Wioski są zarzucone tą gazetą. Szerzy ona najniemożliwsze oszczerstwa, by tylko podrywać autorytet duchowieństwa wśród ludu”. Żodziski proboszcz nie omieszkał też wspomnieć o miejscowym kole Białoruskiego Instytutu Gospodarki i Kultury, ironizując: „Nie trzeba zapominać, że ogół Białorusinów są to kompletni analfabeci. Dla ich otumanienia i wytłumaczenia im, że są mądrzy, zorganizowany jest „Instytut”, w potocznej mowie zwany „Hudzioła”. Rozumu nabiera się przez samo zapisanie się, bo większość członków nie jest przygotowana by czytać jakąś książkę. Najwyżej poezje księdza z Ławryszek (...)”93. Kolejne miesiące mijały ks. Droniczowi, oprócz spełniania duszpasterskich obowiązków, na zwalczaniu wpływów działaczy białoruskich i tropieniu domniemanej konspiracji, rozsiewaniu niesprawdzonych pogłosek w rodzaju: „Czytając «Krynicę» i rozumiejąc ich sposób porozumiewania się doszedłem do wniosku, że w Wilnie wydany jest rozkaz wywołać awanturę w ławryskim kościele, i że Waszą Ekscelencję należy spotykać z czarnymi ściahami...”94 oraz zmaganiu się z krytycznymi publikacjami o proboszczu żodziskim zamieszczanymi w „Biełaruskaj Krynicy”. W raporcie z lipca 1928 r. donosił: „W Żodziszkach zastosowałem się do wskazówek Waszej Ekscelencji. Misja Św. swoje zrobiła, nie zmienił się tylko ks. Stankiewicz z kompanią. Cała ich polityka, jak widać z ostatniego numeru „Krynicy” starać się by mnie wygryźć z Żodziszek, gdyż mój pobyt dłuższy to ostateczne uśmiercenie kościelnego bolszewizmu (...)”95. Z jaką więc satysfakcją informował 22 października 1928 r: „W Żodziszkach już koniec białoruskości dotychczasowej... (...) Część ludności otrzeźwieje, resztę spotka los prawosławnych, to jest zupełnej apatii religijnej, przy zaognionej żądzy używania dóbr tego świata. Coraz częściej narzekają na ks. Godlewskiego, że „naród popsuł”. Najgorszą jest młodzież, która wzrastała pod wpływem księży Godlewskiego, Stankiewicza i Reszecia. Wojsko wpływa bardzo dodatnio. Każdy wracający z wojska traci wiarę w możliwość obalenia Polski, ale za to potęguje się świadoma żądza wewnętrznego przewrotu, o którym tak często mówił ks. Godlewski”96.
W świetle korespondencji nadsyłanej przez ks. R. Dronicza z Żodziszek w Wileńskiej Kurii Metropolitalnej powstawał obraz zrewoltowanej prowincji, w czym niemały udział mieli mieć katoliccy duchowni Białorusini i kolportowana przez nich „Biełaruskaja Krynica”. Negatywnego obrazu „zbolszewizowania” dopełniały zapewne relacje z kolejnych zjazdów Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji publikowane w organie prasowym BChD.
Pierwszy zjazd BChD odbył się w Wilnie 6 listopada 1927 r. „Biełaruskaja Krynica” podkreślała, iż liczny udział delegatów (129 osób) i około 50 gości — „świadomych i szczerych Białorusinów” — świadczył o poparciu, jakim cieszył się obrany przez BChD w 1926 roku kierunek zmian. Ponownie dyskutowano nad statutem partii, w którym poczyniono korektę do paragrafu 35 mówiącego o tzw. pracowniczej normie ziemi i możliwości zatrudniania na niej od jednego do dwóch robotników rolnych. Zjazd wprowadził poprawkę, iż takie zatrudnienie może mieć miejsce tylko wówczas, gdy dana rodzina, posiadająca ową pracowniczą normę ziemi, na skutek choroby, starości czy kalectwa nie jest w stanie sama podołać w jej uprawie. Świadczyło to o szczególnym wyczuleniu na kwestie społeczne i dość specyficznym pojmowaniu równości. Z jednej strony trzymano się zasady prawa do własności prywatnej, ale z drugiej dbano, aby nie wiązało się to z wyzyskiem i nadmiernym bogaceniem się jednych kosztem innych97.
Drugi zjazd BChD odbył się 25 listopada 1928 r., także w Wilnie, z udziałem licznie przybyłych delegatów w liczbie około stu osób. „Biełaruskaja Krynica” i tym razem przedstawiła obszerną relację z jego przebiegu. Po porannym nabożeństwie odprawionym przez ks. A. Stankiewicza w kościele św. Mikołaja, dokonano wyboru prezydium, do którego weszli dr I. Gogoliński, ks. A. Stankiewicz i poseł A. Stepowicz. Uczestników witali poseł P. Karuzo oraz założyciele BZW, senator B. Rogula i F. Jaremicz. Referat poświęcony ideologii BChD wygłosił ks. W. Godlewski, który po powrocie z wiezienia nie otrzymał parafii i od 10 sierpnia 1928 r. był kapelanem kaplicy św. Józefa Oblubieńca N.M. Panny przy Szpitalu Oftalmicznym w Wilnie98. „W swoim wystąpieniu — pisał sprawozdawca — ks. Godlewski na dłużej zatrzymał się nad głównymi celami partii, podkreślając problem niepodległości naszej Ojczyzny. Rola chrześcijaństwa — mówił dalej ks. Godlewski — miała i ma olbrzymie znaczenie w życiu narodów. Chrześcijaństwo — to doniosły fakt w historii, i z tego powodu powinien zajmować poczesne miejsce w programie naszej partii i w życiu. Komunizm opiera się wyłącznie na światopoglądzie materialistycznym (marksizm). Inne formy socjalizmu, które nie odrzucają idealizmu, też przyznają najważniejszą rolę materialistycznemu czynnikowi. Białoruska Chrześcijańska Demokracja łączy dwa wymienione światopoglądy w jedną harmonijną całość i tworzy z niej osnowę dla swojej ideologii”. Następnie ks. Godlewski z ubolewaniem stwierdził, że chrześcijaństwo na ziemiach białoruskich ma inny charakter, niż mieć powinno. Jest bowiem narzędziem wrogiej Białorusinom polityki, służącej polonizacji i rusyfikacji, poprzez uporczywe utrzymywanie w świątyniach języków obcych ludowi białoruskiemu. Poruszył także problem rozumienia pojęcia narodowładztwa (demokratyzmu), przedstawił poglądy na zagadnienie własności oraz na kwestię robotniczą, domagając się walki z kapitalizmem, obszarnictwem i wyzyskiem. Delegaci z terenu mówili o problemach z nieudanymi próbami tworzenia białoruskiego szkolnictwa, o trudnościach w prenumeracie „Biełaruskaj Krynicy” konfiskowanej w urzędach pocztowych, o potrzebie większego uświadamiania w kwestii narodowej prawosławnych Białorusinów. Centralny Komitet BChD powołano tak z delegatów katolików, jak i prawosławnych. Znaleźli się w nim: Paweł Karuzo, Albin Stepowicz, Ignacy Gogoliński, ks. Adam Stankiewicz, Mikołaj Dworecki, ks. Piotr Tatarynowicz, Jan Szutowicz, Jan Poźniak, Joachim Krasowski, delegat z Lidy (?) Golec i dr J. Żuk. Komisję Rewizyjną tworzyli: dr Bolesław Grabiński, ks. Wincenty Godlewski oraz delegaci A. Waszkowicz i student (?) Uszakiewicz.
Uczestnicy zjazdu podjęli kilka rezolucji. W kwestiach religijnych protestowano przeciwko polityce wileńskiej katolickiej hierarchii duchownej, oskarżając ją o polonizowanie białoruskiej ludności przy pomocy kościoła. Po raz kolejny żądano: 1) niezwłocznego wprowadzenia do Wileńskiego Seminarium Duchownego wykładów języka białoruskiego, białoruskiej historii i literatury; 2) wydania okólnika dla duchowieństwa, aby we wszystkich białoruskich parafiach wprowadzono w kościołach język białoruski, tak w kazaniach jak i dodatkowych nabożeństwach, oraz poinformowania o trybie wprowadzenia języka białoruskiego do życia kościelnego; 3) protestowano wobec pogwałcenia języka białoruskiego w Żodziszkach i Borodzieniczach; 4) protestowano przeciwko wysyłaniu księży Białorusinów do polskich parafii, domagając się ich powrotu; 5) żądano oddzielnego kościoła w Wilnie dla Białorusinów katolików. Zjazd BChD występował także z żądaniami wobec prawosławnego duchowieństwa. Domagano się więc: 1) wprowadzenia zajęć z białorusoznawstwa w prawosławnym Seminarium Duchownym w Wilnie; 2) wydania podległemu duchowieństwu rozporządzenia, aby we wszystkich cerkwiach na ziemiach białoruskich zamieszkałych przez wyznawców prawosławia był używany język białoruski. Jeszcze 27 listopada 1928 r. dwaj prawosławni wiceprzewodniczący BChD, Joachim Krasowski i Mikołaj Dwarecki, wręczyli prawosławnemu arcybiskupowi w Wilnie memoriał z powyższymi żądaniami99.
W sprawach oświatowych protestowano przeciwko tworzeniu szkół utrakwistycznych oraz domagano się powołania państwowych szkół białoruskich szczebla podstawowego i średniego. W kwestii ziemi postulowano przeprowadzenie reformy rolnej i krytykowano osadnictwo wojskowe. Żądano uruchomienia długoterminowych kredytów i większego inwestowania kapitału w ziemie wschodnie Rzeczypospolitej.
W komentarzu pozjazdowym jeden z publicystów „Biełaruskaj Krynicy” za szczególny sukces uznał udział w nim prawosławnych delegatów (bowiem, zdaniem działaczy chadeckich, Prawosławne Białoruskie Zjednoczenie Demokratyczne okazało się organizacją sterowaną przez czynniki państwowe w celu rozbicia i osłabienia BChD) oraz szerokie poparcie dla linii programowej partii, której powodzenie uzasadniał następująco: „Nasz prosty kierunek, bez wahania się w prawo czy w lewo, bez orientowania się czy to na Moskwę, czy na Warszawę, nasza wytrwałość w walce za ideały szerokich mas pracujących, znalazły zrozumienie i poparcie w narodzie. Słowem — rośniemy i rozwijamy się”100.
Wileńska Kuria Metropolitalna natychmiast zareagowała na rezolucję II zjazdu BChD w kwestii religijnej. Jeszcze 1 grudnia 1928 r. arcybiskup wileński zwrócił się z pismem do kapituły, aby na sądzie kanonicznym ustosunkowano się do żądań przedstawionych w rezolucji BChD. 2 grudnia 1928 r. zebrała się kapituła wileńska w składzie: ks. biskup pomocniczy Kazimierz Michalkiewicz, księżą kapitulni: Jan Hanusewicz, Jan Sadowski, Franciszek Wołodźko, Jan Uszyłło oraz księża kanonicy: Karol Lubianiec, Łukasz Chalecki, Leon Żebrowski, Stanisław Maciejewski, Adam Sawicki i Antoni Cichoński. W głosowaniu nad tekstem rezolucji BChD, kapituła wileńska ustosunkowała się negatywnie do przedstawionych żądań. Swoje uzasadnienie przedstawiła w dwóch punktach. Po pierwsze stwierdzała, że „z faktu używania przez część wiernych dla potrzeb domowych dialektu zwanego «prostym» czy też «prostackim» nie wynika jeszcze, że mamy do czynienia z jakimś narodem białoruskim, jak chcą go nazywać autorzy rezolucji”. Kapituła stwierdzała, że owi „Białorusini” posyłają swoje dzieci do szkół polskich, a nie do białoruskich i wielokrotnie zwracali się do ordynariusza wileńskiego (w tym także parafianie Borodzienicz i Żodziszek), aby nie wyrażać zgody na wprowadzanie języka „prostego” do kościołów, lecz żeby zachować w nich lub przywrócić język polski.
W punkcie drugim uzasadnienia stwierdzano z największym ubolewaniem, że do Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji należą m.in. tacy księża jak Adam Stankiewicz, Wincenty Godlewski, Józef Reszeć, Franciszek Romejko, a jest to organizacja, której program (tu odwoływano się do tekstu relacjonującego zjazd w 54. numerze „Biełaruskaj Krynicy”) przesiąknięty został „duchem komunizmu, indyferencji religijnej, protestantyzmu” oraz tym, co „ (...) w obecnych czasach nazywa się zazwyczaj «Akcją Francuską»” (dosł.: „Action Française”)101. Zestawienie BChD, akcentującej w swoim programie demokratycznorepublikańskie ideały, z agresywnie nacjonalistyczną, antydemokratyczną i monar |