ÁÅËÀÐÓÑÊÀß ²ÍÒÝÐÍÝÒ— Á²Á˲ßÒÝÊÀ

ÊÀÌÓͲÊÀÒ... | ×àñîï³ñû... | Ïàðòíýðû... | Âûäàâåöê³ÿ ñýðû³...À¢òàðû...

 
Ïàäï³øûñÿ íà àáíà¢ëåíüí³ ÊÀÌÓͲÊÀÒÓ

Ïîëüñê³ à¢êöû¸í  
[Allegro.pl]
Çàõîäçü!!!
 

    ÊͲò
    óñòîðûÿ
    ˳òàðàòóðà
    Ïåðàêëàäû
    Ìîâà
    Êðûòûêà
    Ðýë³ã³ÿ
    Ïàë³òûêà
    Ãðàìàäçòâà

 ×ÀÑÎϲÑÛ
  •  Àáàæóð
  •  Akcent

     
Białoruski

  • 
Annus
      Albaruthenicus
  •  ÀRCHE
  • 
Àñàìáëåÿ
  •  Białoruskie
     Zeszyty
     Historyczne

  • 
ÁÃÀ
  •  Áåëàðóñ
  •  Áåëîðóññêèé
     Ñáîðíèê

  •  Áåëüñê³
     Ãîñò³íýöü

  •  óñòàðû÷íû
     Àëüìàíàõ

  •  Ãîä Áåëàðóñê³
  •  Äçåÿñëî¢
  •  Druvis
  •  Çàï³ñû Á²Í³Ì
  •  Çÿìëÿ N
  •  Inform-Áàíê
  •  Êàëîñüñå
  •  ÊÀÌÓͲÊÀÒ
  •  ÊÐÀÉ-KRAJ
  •  ͳâà
  •  Ïàë³òû÷íàÿ

       
ñôåðà

  •  Ïàì³æ
  •  pARTisan
  •  Ïðàâ³íöûÿ
  •  Ðýçûñòàíñ
  •  Ñïàä÷ûíà
  •  Òýðìàï³ëû
  •  Terra Alba
  •  Terra Historica
  •  Ô³ëÿìàòû
  •  Ôðàãìýíòû
  •  Øóôëÿäà
  •  Czasopis

 

Íàøûÿ ñÿáðû

Òûäí¸â³ê Áåëàðóñࢠó Ïîëüø÷û ͲÂÀ SETPro://DTP=Designing+Typesetting+Programming/ Áåëàðóñêà-Àìýðûêàíñêàå Çàäç³íî÷àíüíå Belarusan Newspaper in Free World ÁÀÏÖ Âàñ³ëü ÁûêࢠÁåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà Áåëàðóñêàÿ Ïàë³÷êà ÇÁÑ ÁÀÖÜÊÀ¡Ø×ÛÍÀ Ïàðòûÿ ÁÍÔ Âîêàwww.bialorus.pl ÏÀÃÎÍß BrestOnline Âiëüíÿ ÇÓÁÐ Àñàìáëåÿ NGO Ñóïîëüíàñüöü Äðàíiêi Õàðòûÿ ÂßÑÍÀ Ãàñïàäàð Êóðñ áåëàðóñêàå ìîâû Ïðàâàï³ñ Áåëàðóñêàÿ ìîâà ¢ ²íòýðíýò ArfaBel Áåëàðóñû ¢ ²çðà³ë³ Äç³ìà Çàâàäçê³ Áåëàðóñû ¢ À¢ñòðàë³³ ˳ðà Âîëüíû Êðàé ZBM

 

 
Ïàñûíê³ ³ âàêîë³öà, à. Ðûãîð Ñàñíà, Äàðàôåé Ô³¸í³ê

ks. Grzegorz Sosna
Doroteusz Fionik

Pasynki i okolice

Rozdział IX
Losy wojenne

Przyszło lato 1939 r. Ostatnie sianokosy i żniwa w drugiej Rzeczypospolitej. Doświadczeni w odczytywaniu znaków czasu wiekowi ludzie spoglądali na niebo, obserwując przeróżne, dziwne zjawiska. To słupy ognia na zachodzie, to krwawo zachodzące słońce, niektórym nawet udawało się zauważyć na niebie napisy. Oczekiwano zmian, tym bardziej że informacje dochodzące z trudno dostępnych środków masowego przekazu to potwierdzały. W sierpniu rozpoczęła się mobilizacja. Z Pasynek do armii trafił m. in. Włodzimierz Wesołowski.

We wrześniu dzieci nie poszły do szkół, gospodarze zaczęli kopać ziemniaki, przysłuchując się zbliżającej artyleryjskiej kanonadzie. Niebawem ujrzeli oddziały armii niemieckiej, które po krótkim marszu na wschód ustępowały miejsca wojskom radzieckim. Z zaciekawieniem podlascy Białorusini spoglądali na zbliżającą się legendarną armię. Początkowo byli zadziwieni słabym wyposażeniem wstępującego wojska, podziemna propaganda komunistyczna kreśliła bowiem obraz Związku Radzieckiego jako potęgi wojskowej i gospodarczej. Co gorliwsi działacze komunistyczni organizowali bramy i komitety powitalne — tak było m.in. w Hołodach. Dwudziestoletni wówczas Mikołaj Bagiński z Ogrodnik był świadkiem wjazdu oddziałów radzieckich do tej wsi. Doszło wówczas do ekscesu, który u wielu osób obalił wyobrażenie o Związku Radzieckim jako kraju wielkiej sprawiedliwości. Kobieta, która podawała jadącemu na tankietce żołnierzowi kwiaty, została przez niego znieważona wulgarnymi słowami. Żołnierz był po prostu głodny i zdenerwowany, zamiast kwiatów prosił o kawałek chleba1.

Ludzie wierzący z Pasynek i okolic niebawem przekonali się jeszcze dobitniej o prawdziwym ideologicznym obliczu nowego państwa. Uaktywnieni działacze komunistyczni w nastrojach rewolucyjnych postanowili rozprawić się z pasynkowskim proboszczem o. Dymitrem Doroszkiewiczem. Jak pamiętamy, w okresie międzywojennym duchowny ten w ostrych słowach piętnował komunizm i kraj jego idelogów. Miejscowi działacze pałali więc chęcią zemsty na duchownym. 25 września 1939 r. grupa tychże działaczy dokonała najścia na pasynkowską plebanię. Uzbrojeni w rewolwery zmusili o. Dymitra do opuszczenia domu, prowadząc go w kierunku Orli. Jak pisze duchowny w swoich wspomnieniach z tych dni (zapisanych na kartach kroniki cerkiewnej), po drodze znieważali go, kopali. Mieszkańcy mijanych wsi, Łoknicy, Krzywej i Szczytów, wychodzili, aby popatrzeć na ten żałosny widok. Kobiety płakały, mężczyźni zadziwieni zdejmowali czapki, niektórzy jednakże lżyli duchownego2. Nikt nie śmiał jednak sprzeciwić się woli komunistycznych aktywistów.

W Orli o. Dymitra Doroszkiewicza umieszczono w areszcie. Tu przebywali już o. Miron Sienkiewicz, proboszcz parafii prawosławnej w Dubiczach Cerkiewnych oraz kilku mieszkańców Krzywej i tychże Dubicz. Niepewni dalszego losu, zatrzymani doczekali poranka, kiedy im oznajmiono o dalszej drodze na sąd do Bielska Podlaskiego. Mieszkańcy Orli, Wólki, Parcewa i samego Bielska ujrzeli smutny widok — dwaj duchowni i kilku chłopów, jak złoczyńcy, byli gnani na niesprawiedliwy sąd. W Bielsku więźniów umieszczono w budynku byłego Starostwa Powiatowego przy ul. Mickiewicza. Zdarzenie to miało miejsce w wigilię święta Wozdwiżenija — Podwyższenia Krzyża Pańskiego. Wieczorem do piwnicy, w której przebywał o. Dymitr i Miron, dochodziły odgłosy dzwonów bielskich cerkwi, zwołujących na świąteczną bogosłużbę. Pasynkowscy parafianie żyli nadzieją, że w święto ujrzą swego duchownego. Tak też się stało. 28 września zatrzymani zostali uwolnieni. Ojciec Dymitr w swych zapiskach bardzo ogólnikowo traktuje tę kwestię. Można się domyślać, że wojskowe władze Bielska nieprzychylnie potraktowały samowolę miejscowych aktywistów, starając się na początku łagodzić wszystkie napięcia, które mogłyby narazić na szwank w miarę przychylny stosunek do nowej władzy podlaskiej ludności białoruskiej.

Po powrocie do Pasynek o. Dymitr ujrzał żałosny widok na pół rozgrabionego majątku arendatora Naulewicza. Oddziały armii radzieckiej zajęły posiadłość, bijąc na własne potrzeby zwierzęta gospodarskie. Właściciela nie było wówczas w Pasynkach, przezornie wyjechał do Bielska3.

Jesienią 1939 r. na Białostocczyźnie formowała się cywilna władza radziecka. Najmniejszą jednostką terytorialną władzy był sielsowiet (gmina). Teren parafii Pasynki wszedł w skład dwóch sielsowietów z siedzibą w Hołodach i Klejnikach. W prace tego pierwszego włączyły się dwie osoby z Pasynek: Mikita Monachowicz oraz Dymitr Zabrocki. Deputatem z Pasynek był Filip Nikitiuk, miejscowy stary pastuch4. W każdej wsi działały komitety włościańskie. Oprócz nich pracę propagandowo-agitacyjną w poszczególnych miejscowościach prowadziły chaty-czytelnie. W okolicach Pasynek najbardziej aktywna z nich, kierowana przez chłopa Martyniuka, znajdowała się w Klejnikach. Dorównywała jej czytelnia w Knorozach, licząca w 1940 r. 25 stałych czytelników. Nie była to jednakże liczba zbyt imponująca. Stałymi bywalcami byli zapewne miejscowi aktywiści5.

Od października 1939 r. we wsiach parafii pasynkowskiej zaczęło się odradzać szkolnictwo na poziomie podstawowym. Czteroklasowe placówki zaczęły funkcjonować w Knorozach, Łoknicy, Ogrodnikach, Pilipkach, Zubowie oraz samych Pasynkach. Kadra w tych szkołach była początkowo w większości miejscowego pochodzenia, dziesięciu na czternastu nauczycieli posiadało staranne wykształcenie sprzed 1915 r.6 W okresie międzywojennym, z uwagi na swe pochodzenie narodowo-wyznaniowe, nie mogli oni często otrzymać zatrudnienia w swych rodzinnych lub okolicznych miejscowościach z ludnością białoruską. W 1939 r. taką możliwość otrzymali, a zajęcia mogli prowadzić w językach wschodniosłowiańskich, białoruskim bądź rosyjskim (przed wojną nauczanie po białorusku w województwie białostockim było praktycznie niemożliwe). Jednym z miejscowych nauczycieli, którzy otrzymali wówczas pracę, był, pochodzący z Pilipków, Siemion Gierasimiuk, który objął posadę dyrektora szkoły w Pasynkach7. W Ogrodnikach, na odwrót, w miejscowej szkole zaczął uczyć Iwanienko, nauczyciel przybyły z głębi Związku Radzieckiego, znany ze swych radykalnych, komunistycznych poglądów8.

Zmianę systemu edukacyjnego odczuli również sami uczniowie. Z uwagi na to, że nauka w szkołach radzieckich rozpoczynała się o rok później oraz zakładano wyższy poziom nauczania, wszystkich przedwojennych uczniów cofnięto o klasę niżej. Dotyczyło to wszystkich klas, włącznie ze średnimi. W taki sposób Akulina Iwaniuk z Zubowa, która w 1938 r. po ukończeniu miejscowej szkoły czteroklasowej rozpoczęła naukę w bielskim Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki, w roku szkolnym 1939/1940 zamiast do klasy ósmej została przeniesiona do klasy szóstej Średniej Szkoły nr 1 w Bielsku9.

Od października 1939 r. bardzo ograniczono wpływ Cerkwi na oświatę. Katecheza była praktycznie zabroniona, duchowni nie mogli czynnie uczestniczyć w życiu szkół. Władze cerkiewne namawiały jednak duchownych i parafian do starań u władz oświatowych o umożliwienie nauczania religii. Jako przykład wskazywały Grodno, gdzie jeszcze w grudniu 1939 r. za zgodą władz w szkołach wykładano religię10. Ograniczanie roli Cerkwi w życiu społecznym, oprócz szkół, zawierało się także m.in. w odebraniu parafiom prawa prowadzenia akt stanu cywilnego i tworzeniu od stycznia 1940 r. na terytorium Zachodniej Białorusi państwowych tzw. ZAGS-ów (Zapisi Aktow Grażdanskogo Sostojanija). Księgi metrykalne od tej pory mogły być prowadzone jedynie na użytek parafialny. Powrócono przy tym do kancelaryjnego języka rosyjskiego, który w okresie międzywojennym był stopniowo rugowany z życia Cerkwi.

Realnym zagrożeniem dla Cerkwi, zarówno dla duchowieństwa, jak i wiernych, były prześladowania ze strony aparatu państwowo-partyjnego. Jak wiemy, już w pierwszych dniach wojny doświadczył tego proboszcz parafii o. Dymitr Doroszkiewicz. Miejscowi aktywiści zapewne nie mogli mu wybaczyć jego antykomunistycznej postawy, dlatego też wcześniej czy później można było oczekiwać z ich strony denuncjacji i represji ze strony aparatu bezpieczeństwa. W kwietniu 1941 r. pasynkowski duchowny został przeniesiony do parafii Malesze koło Brańska i, być może, uratowało to go przed prześladowaniami. Miejsce o. Dymitra zajął dotychczasowy proboszcz maleszowski o. Mikołaj Kulczycki, brat ówczesnego duchownego parafii Klejniki, o. Anatola. Niebawem przez powiat bielski przetoczyła się wielka fala represji wobec różnych warstw społeczeństwa, niezależnie od narodowości i wyznania. Zanim jednak do tego doszło, w okresie niespełna dwuletniego panowania władzy radzieckiej miało miejsce wiele wydarzeń, które podważyły w oczach miejscowych przychylną opinię o nowym państwie.

W 1940 r. wielu mieszkańców wsi wzięło udział w budowie lotniska koło Bielska. Wyznaczeni mężczyźni musieli stawić się na miejsce z podwodami konnymi do przewożenia kamieni. Była to oczywiście praca bezpłatna, niemniej obowiązkowa. Niestawienie się na miejsce groziło poważnymi konsekwencjami. Na pozór inny charakter miał werbunek młodzieży do pracy na terenie ZSSR. Nosił on wyraźne znamiona polityczne, swój aktywny udział w werbowaniu mieli doświadczeni agitatorzy. Jednemu z nich udało się zwerbować trzech niespełna dwudziestoletnich kawalerów z Pilipków: Jana Chilimoniuka, Bazylego Omelianiuka i Kuźmę Nikołajuka oraz ich dwóch kolegów z Zubowa. Mimo sprzeciwu rodziców chłopcy wyruszyli na wschód; stacją docelową okazał się Bobryk Donskoj i jedna z kopalni węgla. Wrażenia z pierwszych dni pobytu były jak najlepsze. Çàâåëi íàñ äî ñòîëó¢êi‚ òàì áûëi áóëêi áiåëû‚ êîòë’åöiêi, ÷àj — wspominał Kuźma Nikołajuk — ìóçûêà iãðàå‚ ïàíåíêi òàíöójóò... Ðàíî ïðûøîâ äî íàñ âýðáîâíiê ïðîñiòi íà ñíåäàí’å; ìû ïîiåëi — îò‚ õëîïöi‚ ìû ïîïàëi‚ ãîjíî íàñ ïðûí’àëi...11 Po trzech dniach beztroskiego życia rozpoczęły się jednak ciężkie, powszednie dni zarabiania na chleb. Pilipkowscy i zubowscy chłopcy przeżyli szok, pracę przy wydobyciu węgla trudno było porównywać z pracą na roli. W dodatku niskie wynagrodzenia wystarczały praktycznie tylko na wyżywienie. Podlascy górnicy zaczęli myśleć o wyjeździe do domu. Nie było to takie proste, podpisanego na rok kontraktu nie można było przerwać. Pozostawała jedynie możliwość ucieczki. Pierwszy opuścił kopalnię Jan Chilimoniuk; po wielu perypetiach udało mu się powrócić do Pilipków. Niebawem jego śladem poszli koledzy — Çóáîâöiå i íàñ äâîõ çãîâîðûëîñ’å i ø÷e æûä Àáðàì äî íàñ ïðûñòàâ, âóîí ïðîâîäûðîì âç’aâñ’å. Ñiåëi íà ïîiåçä‚ âçÿëi áië’åòû äî Ñêàïiíà. I òóò çàòðûìàâ íàñ ìiëiöûjaíò. Çàøëi äî êîìiñàðûjaòó, òàì ñêàçàëi‚ êîá ìû âîðî÷àëiñ’a â øàõòû‚ áî äðóãi ðàç ÿê çëàïóò òî íà „áiåëû ìeäâeäi” âûøë’yò. Autorowi wspomnień, Kuźmie Nikołajukowi, udało się wyjechać z kopalni za trzecim razem, po zdobyciu oficjalnej zgody. Po długiej podróży trafił do Mińska, gdzie trzeba było otrzymać przepustkę na przejazd do zachodniej Białorusi12. Kuźma Nikołajuk przepustkę otrzymał 21 czerwca 1940 r. i powrócił szczęśliwie do domu.

W połowie czerwca następnego roku do drzwi kilku gospodarzy parafii Pasynki zapukali służbiści z KGB. Jak można było oczekiwać, jedną z pierwszych była rodzina Wróblewskich z Użyków. Na terenie dawnego folwarku gospodarowało wówczas dwóch braci: Bazyli i Włodzimierz, ich kuzyn Paweł Wróblewski oraz wdowa po Janie Wróblewskim wraz z dziećmi. Wszyscy posiadali po siedemnaście hektarów ziemi i zwyczajne zabudowania wiejskie. Nie można ich było zaliczyć do obszarników, chociaż uchodzili za zamożnych gospodarzy, noszących de facto tytuły szlacheckie. Pierwsza na liście represjonowanych okazała się rodzina Włodzimierza Wróblewskiego, której dom stał najbliżej drogi z Ogrodnik do Łoknicy. Właściciel przebywał w owym czasie poza domem. Aresztowano jego rodzinę, która trafiła na syberyjską zsyłkę. Tego samego oczekiwali pozostali członkowie rodu Wróblewskich. Olga Prokopiuk, córka Bazylego Wróblewskiego, wspomina o ciężkich dniach niepewności, które przeżywała wraz z rodzicami w czerwcu 1941 r. Trudno się zatem dziwić, z jaką ulgą przyjęła wiadomość o wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej13.

Aby uniknąć zsyłki dwóm rodzinom Bagińskich z Ogrodnik zabrakło zaledwie kilku dni do 22 czerwca. Kalinik i jego brat Piotr Bagiński byli posiadaczmi średniej wielkości gospodarstw rolnych. W dodatku pierwszy z nich był na dorobku, bowiem w 1938 r. przeprowadził się na kolonię Piski i wszystkie środki łożył na przebudowę domu i obejścia. Przyczyną represji okazała się jednak przeszłość obydwu Bagińskich. Przed 1915 r. Kalinik był podoficerem w kawalerii, jego brat zaś oficerem. Nie bez znaczenia była również zła wola miejscowych aktywistów. W dniu aresztu jeden z nich przyszedł wraz z funkcjonariuszami KGB na Piski do domu Kalinika Bagińskiego. Rodzinie dano jedynie pół godziny na spakowanie rzeczy; cóż można było zabrać za ten czas? Podobnie postąpiono z rodziną Piotra Bagińskiego. Zabrano nawet staruszkę — jego siedemdziesięcioletnią matkę Paraskiewę. Po krótkim pobycie w Bielsku aresztowanych powieziono do Białegostoku. Jednym transportem pojechali braci Bagińscy, drugim zaś członkowie ich rodzin. Pierwszych służbiści z KGB mieli zamiar rozstrzelać w żwirowni koło Zabłudowa. Uratowały ich regularne oddziały armii radzieckiej, które przechodziły przez ten teren. Ich dowódca nie życzył sobie rozlewu krwi i nakazał prowadzić więźniów do Białegostoku. Kilka dni później wybuchła wojna. Po zajęciu miasta przez Niemców Bagińskich wraz ze współwięźniami uwolniono.

Ich rodziny tymczasem odbywały długą podróż na wschód. Towarzyszyła im nadciągająca z zachodu kanonada artyleryjska. Wyobraźmy sobie, co odczuwali wówczas zesłańcy, stłoczeni w ciemnych, bydlęcych wagonach. Wraz z Bagińskimi jechało wielu Polaków i Białorusinów z Bielska i okolic. Były wśród nich Zenaida i Swietłana Kostycewicz, żona i córka Jarosława Kostycewicza. Mikołaj Bagiński, syn Kalinika, znał już wcześniej tę rodzinę i bardzo im pomógł w drodze na zesłanie. Kostycewiczowie byli bliskimi kuzynami Ostasiewiczów, właścicieli dworu Szczyty — Dzięciołowo i częstymi tu bywalcami. A od ogrodnickich Pisków dzięciołowską posiadłość oddzielała jedynie dolina rzeki Orlanki. Bagińscy z oficerskimi rodowodami armii rosyjskiej byli gośćmi miejscowego dworu, którego gospodarz onegdaj także był oficerem14. Wśród zesłańców znalazła się również rodzina Flora Karpiuka z Zubowa. „Życzliwi” przedstawili gospodarza jako kułaka; osadzony w białostockim więzieniu, powrócił do Zubowa w pierwszych dniach okupacji niemieckiej. Jego rodzina tymczasem odbywała długą podróż na wschód.

Droga Bagińskich, Karpiuków i Kostycewiczów na zesłanie zakończyła się na Syberii, w ałtajskim Bijsku. Íàñ äîâåçëi â òóïiê, äî Áijñêà — wspomina Mikołaj Bagiński. Òîãäû ïî íàçíà÷åíijó íàñ çàâåçëi äî á’åðîçîâñêîãî ñîâõîçà — ôiðìà I — ìîëì’àñîñîâõîç. Íå çíàjó, ìîæå ïàðó ðàçû äàëi òàì i ì’àñà. Ìîëîêà òîæå ðåäêî, ðàç ëiåòîì ìiåäó äàëi... I â áàðàêi òàêi’å ïóñöiëi, òî ø÷óðû, i áëîø÷ûöi, i òàðàêàíû, òî ë’óäå íå ìîãëi ñïàòi... W barakach mieszkało m. in. siedem rodzin z Bielska Podlaskiego. Z ciężkiego bytowania w sowchozie udało się Bagińskim wyrwać do miasta Barda. Tu Mikołaj Bagiński znalazł zatrudnienie w miejscowym ałtajsko-rosyjskim teatrze, jako obsługa techniczna. Niebawem dyrekcja zauważyła w nim talenty aktorskie, dlatego też czasem występował na deskach teatru w drobnych rolach15.

W tym czasie w ziemi ojczystej Bagińskich, na terenie parafii pasynkowskiej, trwała okupacja niemiecka. W gospodarstwie Naulewicza, który w czerwcu 1941 r. powrócił do Pasynek, zamieszkał niemiecki agronom z rodziną. Świadkowie tamtych dni do dziś wspominają jego brutalne zachowanie wobec mieszkańców, kiedy zmuszał ich do pracy16. Najgorsze chwile były jednakże jeszcze przed nimi. Szczególne powody do niepokoju mieli byli działacze samorządowi z okresu władzy radzieckiej oraz aktywiści komunistyczni. Na przykładzie wsi Krzywa, gdzie z powodu denuncjacji Jakuba Strelczuka zginęło kilkanaście takiego pokroju ludzi, było widać, że nowi włodarze nie mieli w tym względzie żadnych skrupułów. Z drugiej strony, również ludność cywilna, zupełnie nie związana z polityką, o czym możemy mówić na przykładzie spacyfikowanego Rajska, była narażona na masowe represje ze strony Niemców. Przyczyną tych represji mogła być partyzantka, która działała również w okolicach Pasynek, szczególnie w rejonie wsi Ogrodniki i Kożyno. Ostatnia z tego powodu ucierpiała najbardziej. Jej mieszkańcom władze niemieckie nakazały rozebrać zabudowania i przenieść na grunta wiejskie położone między wsią Pilipki i Zubowo. Na terenie parafii pasynkowskiej najtragiczniejsze wydarzenia miały jednak miejsce dopiero w ostatnim roku wojny.

Aktywna działalność partyzantki w rejonie linii kolejowej Białystok — Bielsk — Czeremcha sprawiła, że okoliczną ludność, także z parafii Pasynki, zmuszano do dyżurów na torach. Niestawienie się na miejscu w wyznaczonym terminie mogło zakończyć się tragicznie. Czasami dramatycznie kończyło się jednak samo pilnowanie kolei. Do takiego zdarzenia doszło 13 lutego 1944 r. w okolicach Lewek. W czasie mijania się pociągów (na trasie były wówczas dwa torowiska) zostali zgnieceni trzej mieszkańcy Ogrodnik, dyżurujący w tym dniu na torach: Bazyli Panasiuk, Paweł Nikołajuk i Onufry Michaluk17. W całej parafii zapanowała żałoba, tym bardziej że tydzień wcześniej, 5 lutego, w Pasynkach doszło do jeszcze bardziej brzemiennych w skutkach wydarzeń. Żandarmeria niemiecka urządziła w tym dniu „polowanie” na mieszkańców wsi. Na podwórzu zastrzelono wówczas Dymitra Zabrockiego, byłego sekretarza Sielsowietu. Aresztowano również całą jego rodzinę, sędziwego Filipa Nikitiuka (rozstrzelany w Osuszku — Lesie Pilickim), Antoniego Zabrockiego i Andrzeja Monachowicza (zginęli w Buchenwaldzie) oraz Bazylego Karpiuka (przeżył obóz koncentracyjny w Stuthoffie). Zatrzymano również żonę wraz z niemowlęciem poszukiwanego przez hitlerowców Nikity Monachowicza, który w tym czasie ukrywał się w różnych miejscach (m.in. w kaplicy cmentarnej)18. Jako zakładnika za Monachowicza aresztowano również wspomnianego Andrzeja Monachowicza. Jego kuzynowi, młodemu Borysowi Monachowiczowi, również groziło rozstrzelanie. Cudem uszedł z życiem. Ocalała także, aresztowana kilka dni później, żona Filipa Nikitiuka19. Wydarzenie, które można określić mianem „pasynkowskiego pogromu”, z założenia miało dotknąć działaczy komunistycznych. Widzimy jednak, że ofiarami drakońskiej polityki odpowiedzialności zbiorowej padli również młodzi chłopcy, kobiety, a nawet maleńkie dzieci.

Mimo realnych zagrożeń życie w Pasynkach i okolicach toczyło się swoim rytmem. Funkcjonowała parafia, która w 1941 r. liczyła 3269 osób. Dwa lata później powiększyła się o 123 parafian, z czego w Pasynkach mieszkało 342, Sakach — 257, Ogrodnikach — 388, Łoknicy — 256, Miękiszach — 188, Treszczotkach — 295, Zubowie — 474, Knorozach — 484, Pilipkach — 520, Użykach — 37 i kolonii Zubowo — 151 osób20. Proboszczem parafii pasynkowskiej był od kwietnia 1941 r. o. Mikołaj Kulczycki. Jego synowie, Jan i Mikołaj, uczyli się w warszawskim seminarium duchownym, działali także w Komitecie Białoruskim21.

W owym czasie na terenie parafii funkcjonowało kilka szkół białoruskich. Ich działalność była zapoczątkowana jeszcze jesienią 1941 r. przez ówczesnego wójta gminy Bielsk Jarosława Kostycewicza. Po jego rezygnacji z tego stanowiska sprawy organizacyjne szkolnictwa białoruskiego na tym terenie przejął Piotr Kisiecki, który jednocześnie pełnił obowiązki dyrektora szkoły w Pasynkach22. We wspomnieniach współczesnych ten były unter-oficer armii rosyjskiej i białoruski działacz patriotyczny jawi się jako dobry nauczyciel, potrafiący przyciągnąć do siebie młodzież śpiewem i grą na skrzypcach. Jego wielką pasją było prowadzenie gospodarstwa rolnego; zasiewał sporo lnu, hodował dwie krowy. W sprawach oświatowych pomagała mu nauczycielka Eudokia Siemionowna23. Szkoła w Pasynkach nie była jedyną placówką oświatową na terenie parafii. Oprócz niej działały szkoły w Zubowie, Knorozach i Ogrodnikach; w każdej z nich naukę pobierało 15-20 dzieci. Szczęśliwie zachował się do naszych czasów wykaz uczniów placówki w Ogrodnikach, sporządzony 27 marca 1943 r. Widnieją tu nazwiska siedemnaściorga uczniów w wieku 8-12 lat, które warto w tym miejscu przytoczyć: Maria Oniszczuk, Zenaida Wakulewska, Lidia Kirnicewa, Wiera Jurczuk, Wiera Jakoniuk, Anna Grygoruk, Jan Bagiński, Andrzej Oniszczuk, Mikołaj Oniszczuk, Bazyli Bohomaz, Włodzimierz Bohomaz, Stefan Szwed, Mikołaj Wasiluk, Mikołaj Wróblewski, Grzegorz Pierewoj, Dymitr Karpiuk i Jerzy Siergiejuk24.

Można przyjąć, że liczba uczących się w pozostałych trzech szkołach była podobna. Osiemdziesięcioro dzieci, objętych podstawową oświatą, nie stanowiło grona zbyt licznego. Dodatkowo, zakres nauczania był nie nazbyt szeroki, obejmując praktyczną naukę czytania i pisania w języku białoruskim i niemieckim, liczenia, katechezę oraz zajęcia praktyczne. Miejscowi nauczyciele, jeżeli mieli aspiracje, mogli jednakże „po cichu” realizować program ponadplanowy. Wiemy, że Piotr Kisiecki z Pasynek wychodził szerzej poza ramy programowe. Ogólnie rzecz biorąc, szkoły białoruskie działające w czasie okupacji odegrały bardzo ważną rolę w kształtowaniu świadomości narodowej ówczesnego pokolenia. Dawały przy tym dzieciom i rodzicom nadzieję na lepszą przyszłość, jeżeli przetrwają dramatyczne lata okupacji hitlerowskiej.

Było to szczególnie ważne w okresie, gdy synowie i córki podbielskich włościan byli odłączani od rodziców i wysyłani na roboty przymusowe w głąb Reichu. Ta nieludzka akcja rozpoczęła się już w 1942 r. i trwała nieprzerwanie prawie do wyzwolenia w lipcu 1944 r. Od pierwszych dni deportowani byli traktowani jak niewolnicy. Potwierdzają to dobitnie wspomnienia Jakuba Dudzicza z Łoknicy. Po stawieniu się w punkcie zbornym w Bielsku, powołanych na roboty przetrzymywano cały tydzień w garażach przy Hindenburgstrasse (ul. Mickiewicza). Potem w wagonach bydlęcych wszystkich przewieziono do Morąga. Tu odbył się swoisty targ niewolników: Íiåìöi jaê òî ïîðîñ’aò íàñ âûáiðàëi, òîj — òîãî‚ òîj — òîãî; êàæäû íiåìeö’ çà ÷îëîâiåêà ïëàòiâ ïî 8 ìàðîê... — wspominał Jakub Dudzicz to uwłaczające godności ludzkiej wydarzenie25.

Główna fala robotników przymusowych z Podlasia, w tym również z Pasynek i okolic, trafiła wówczas w okolice Königsberga (Królewca) oraz Olsztyna. Była to przeważnie młodzież urodzona w latach 1922-24. Wśród deportowanych dziewcząt trafiały się jednak osoby o dwa lata młodsze, jak chociażby Maria Łukianiuk i Anna Iwaniuk z Treszczotek (rocznik 1926). Na listę robotników przymusowych trafiły one już w marcu 1942 r.; do wyzwolenia wiosną 1945 r. pracowały w gospodarstwie rolnym pod Königsbergiem. Dziewczęta starały się wykonywać narzucone obowiązki jak najsumienniej, czym zaskarbiły sobie poszanowanie u gospodarza. Przez gospodynię były jednak poniżane; taki stosunek do robotników dość często się powtarza we wspomnieniach. Nie można jednak zapominać, że byli również tacy Niemcy, którzy współczuli doli niewolników26.

Większość powoływanych na roboty przymusowe z Pasynek i okolic, podobnie jak wspomniane wyżej osoby, trafiała do gospodarstw wiejskich. Tak było w przypadku Jakuba Dudzicza z Łoknicy, który pracował na 65-hektarowym gospodarstwie Paula Keisera z Bürgenhoffen k. Morąga. Niedaleko pracował też Michał Dmitruk z Zubowa, którego do bielskiego arbeitamtu wezwano w 1943 r. Nie bacząc na to, że żona pozostała w domu z niemowlęciem, wysłano go do pracy w gospodarstwie rolnym we wsi Bulfelda koło Gołdapi. Rok później, w obliczu zbliżającego się frontu, 22-letniego mężczyznę zmobilizowano do kopania okopów w okolicach Suwałk. Stąd M. Dmitrukowi udało się zbiec na radziecką stronę frontu. O mały włos nie przypłacił tego życiem; wzięto go tu za własowca. Udało mu się jednak przekonać dowództwo, że był robotnikiem przymusowym. W taki sposób Michał Dmitruk trafił do armii radzieckiej. Walczył w okolicach Suwałk, nacierał na wcześniej kopane przez siebie okopy. Swój szlak bojowy zakończył w Königsbergu, gdzie został ranny. Po wojnie nie od razu wrócił do rodzinnej wsi. Z Prus przetransportowano go na Ukrainę, gdzie służył jeszcze kilka lat w Nieżynie koło Kijowa. Do Zubowa powrócił dopiero w 1947 r.27

Borys Monachowicz z Pasynek jako dwudziestoletni młodzieniec w maju 1944 r. trafił do Morąga, gdzie pracował w fabryce Baugeschafte (Makowski), wytwarzającej gotowe elementy do budowy baraków oraz drewniane konstrukcje bunkrów. W obliczu zbliżającego się frontu wszystkich robotników fabrycznych zmobilizowano do kopania okopów w okolicach Kętrzyna, Bartoszyc i Mikołajek. Stąd w styczniu 1945 r. przez Braniewo i Mierzeję Wiślaną poprowadzono ich w kierunku Gdańska. Zimowa podróż przez ten smagany wiatrami skrawek lądu była koszmarna. Wielu w drodze zmarło z wycieńczenia i mrozu. Ocalałych w Tczewie wyzwoliły oddziały radzieckie. Wojna dla Borysa Monachowicza jednak na tym się nie zakończyła, podobnie jak Michała Dmitruka wcielono go do armii; walczył o Gdańsk i wybrzeże Bałtyku28.

Chociaż na roboty przymusowe zabierano przeważnie panny i kawalerów, trafiały się jednakże rodziny, nawet z dziećmi. Według relacji Kuźmy Nikołajuka z Pilipków z jego rodzinnej wsi na roboty wywieziono dwie pełne rodziny: Tadeuszuków i Filipiuków. Do tego grona należy również włączyć Jana Chilimoniuka z żoną. Chociaż zabrany był sam gospodarz, żona dołączyła do niego dobrowolnie29. Bazyli Sakowski w swej książce opisuje pożegnania udających się na roboty: Ïðàâîäçiëà iõ i ðàçâiòâàëàñÿ ç iìi ¢ñÿ â¸ñêà, ÿê ç ïàêîéíiêàìi. Ç ãîðêiì ïëà÷àì i æàëàñíûìi ïåñíÿìi... I ïëàêàëi íàä iõ ë¸ñàì ¢ñå: ÿíû ñàìi, iõ ðîäíûÿ i ¢ñÿ â¸ñêà. I áûëî íàä ÷ûì ïëàêàöü. ×àêàëà iõ òàì êàòàðæíàÿ ïðàöà i íå÷àëàâå÷ûÿ àäíîñiíû. Ìíîãiÿ ç ix òàê i íå âÿðíóëiñÿ àäòóëü äàäîìó30. Dwie pełne rodziny na roboty przymusowe trafiły z Zubowa: Biedryccy (Stefan, Olga i ich kilkuletnia córeczka Irena) oraz Jakimiukowie (Dymitr, jego syn Aleksander i drugi syn Dymitr z żoną Paraskiewą i dziećmi Nadzieją i Niną)31. Przyczyną wywózek rodzin mogła być zła opinia o poszczególnych ich członkach w oczach niemieckiej administracji bądź, jak to było w okresie władzy radzieckiej, zła wola współmieszkańców.

Aby unaocznić straty osobowe na terenie parafii pasynkowskiej w czasie deportacji na roboty przymusowe, warto zapoznać się z poniższym zestawieniem (przy nazwisku podano rok urodzenia; w przypadku kobiet przytaczamy nazwisko panieńskie):

Pasynki:

Bazyli Wesołowski (1922), Luba Monachowicz (1923), Borys Monachowicz (1924), Luba Prokopiuk (1925), Sergiusz Prokopiuk (1923), Trochim Polanowski (1914), Włodzimierz Polanowski (1922), Aleksy Polanowski (1923), Olga Sidoruk (1924), Klaudia Sidoruk (1926), Filip Siebieszuk (1923), Maria Siebieszuk (1926), Teodor Romaniuk (1924), Włodzimierz Kobus (1924), Dymitr Iwaniuk (1924), Olga Misiejuk (1925), Aleksander Sidoruk (1924), Klaudia Andrzejuk (1922), Grzegorz Ignatiuk (1922), Maria Ignatiuk (1924), Zofia Ignatiuk (1926), Anastazja Ignatiuk (1922), Filip Piotrowski (1920), Aleksander Adamiuk (1916), Jerzy Naulewicz (1924), Kupryjan Zabrocki (1906), Dionizy Zabrocki (1906), Włodzimierz Wesołowski (1924), Bazyli Wesołowski (1927), Jan Wesołowski (1926), Nina Korczewska (1924). Razem: 31 osób;

Zubowo:

Piotr Stepaniuk (1921), Stefan Wiazowski (1927), Jakub Wiazowski (1923), Włodzimierz Adamiuk (1926), Walentyna Andrejuk (1926), Nadzieja Michaluk (1926), Mikołaj Zieniuk (1924), Anna Zieniuk (1926), Grzegorz Tichoniuk (1927), Maria Tichoniuk (1926), Nina Oniszczuk (1925), Stefan Biedrycki (1909), Olga Biedrycka (1913), Kira Biedrycka (1938), Luba Artemiuk (1926), Mikołaj Karpiuk (1925), Michał Dmitruk (1922), Włodzimierz Niczyporuk (1924), Nina Niczyporuk (1924), Grzegorz Siemieniuk (1920), Tatiana Karpiuk (1925), Dymitr Karpiuk (1926), Barbara Zieniuk (1925), Mikołaj Wyrkowski (1924), Daniel Grygoruk (1926), Dymitr Jakimiuk (1902), Paraskiewa Jakimiuk (1902), Nadzieja Jakimiuk (1930), Nina Jakimiuk (1927), Aleksander Jakimiuk (1936), Klaudia Jaroszuk (1926). Razem: 31 osób;

Treszczotki:

Anna Iwaniuk (1924), Bazyli Łukianiuk (1925), Maria Łukianiuk (1925), Olga Gawryluk (1925), Piotr Demianiuk (1924), Jan Lewczuk (1924), Anastazja Łukianiuk (1924). Razem: 7 osób;

Ogrodniki:

Maria Jurczuk (1924), Olga Bagińska (1924), Anna Bagińska (1924), Olga Jakimiuk (1923), Włodzimierz Kamiński (1922), Olga Pawluczuk (1926), Anna Strelczuk (1922), Dymitr Strelczuk (1924), Eugenia Onufryjuk (1925), Wiera Bogomaz (1925), Teodor Gordziejuk (1921), Jan Zabrocki (1922), Włodzimierz Karpiuk (1922). Razem: 13 osób;

Łoknica:

Jakub Dudzicz (1923), Luba Dudzicz (1924), Bazyl Michalczuk (1922), Andrzej Bartoszuk (1925), Dymitr Sacharczuk (1923), Mikołaj Bowtruczuk (1921), Maria Bartoszuk (1925), Wiera Ostapczuk (1925). Razem: 8 osób;

Miękisze:

Konstanty Kowalczuk (1924), Jakim Iwaniuk (1924), Jan Profiruk (1922), Olga Kowalczuk, Jan Iwaniuk (1924): Razem: 5 osób;

Saki:

Lidia Jakoniuk (1927), Antoni Golonko (1923), Anna Pawluczuk (1926), Nadzieja Nesteruk (1925), Nina Nesteruk (1925), Wiera Jaświłowicz (1925), Paweł Łozowik (1923), Porfiry Golonko (1926), Jan Szachowicz (1924). Razem: 9 osób;

Pilipki:

Klim Tadeuszuk z żoną Krystyną i dwójką dzieci, Filip Pilipiuk (1907) z żoną Stefanidą i dwójką dzieci, Jan Chilimoniuk (1922) z żoną, Bazyli Fiedoruk (1922), Denis (Dionizy) Nikołajuk (1922), Leon Gierasimiuk (1922), Grzegorz Florczuk (1925), Jan Abramiuk (1925), Marta Filipiuk (1925), Lidia Jakoniuk (1925), Maria Wasiluk (1926) i jej siostra Lidia (1918), Jan Iwaniuk (1923), Anna Juszczuk (1921), Mikołaj Nikołajuk (1925). Razem: 22 osoby;

Źródło: Relacje Borysa Monachowicza (Pasynki), Michała Dmitruka (Zubowo), Nadziei Iwaniuk (Treszczotki), Olgi Szafran (Ogrodniki), Bazylego Aleksiuka (Miękisze), Jakuba Dudzicza (Łoknica), Kuźmy Nikołajuka (Pilipki, Saki), „Prichodskaja kniga Pasynkowskago prichoda” z 1932 r., przechowywana w Archiwum Parafii Prawosławnej w Pasynkach.

Porównując liczbę deportowanych należy stwierdzić, że nie była ona do końca zależna od ogólnej liczby mieszkańców w danych miejscowościach. Procentowo największe w tym względzie straty poniosły Pasynki z liczbą 31 deportowanych. Tyle samo osób zabrano z liczącego o ponad sto osób więcej Zubowa. Z niewiele mniejszych od Pasynek Treszczotek wyjechało jedynie siedem osób, z najmniejszych zaś Miękiszów — pięć.

Powyższe suche zestawienie nie oddaje jednak dramatyzmu tych wydarzeń. Trzeba pamiętać, że w Pasynkach, podobnie jak w Pilipkach i Zubowie, wywożono również po kilka osób z rodziny, często brutalnie odbierając rodzicom kilkoro dorosłych już dzieci. Tak było w przypadku Andrzeja Nikitiuka z Pasynek, którego trójka dzieci: Grzegorz, Maria i Zofia trafiła na roboty przymusowe. Najstarszy z rodzeństwa — Grzegorz trafił do Königsbergu, gdzie pracował w firmie Holzhandlung. Rodzeństwa z tej wsi to również deportowani do Prus Luba i Borys Monachowiczowie, Trofim i Włodzimierz Polanowscy, Filip i Maria Siebieszuk, Kupryjan i Dionizy Zabroccy oraz Włodzimierz, Jan i Bazyli Wesołowscy. Nie wszystkim dane było wrócić do domu rodzinnego. Po wyzwoleniu przez wojska radzieckie, mężczyzn w wielu przypadkach wcielano do armii, często do oddziałów karnych — bo pracowali na Niemca. Niektórzy w czasie walk ginęli, nawet w ostatnich dniach wojny. Tak było w przypadku dziewiętnastoletniego Jana Wesołowskiego z Pasynek, który zmarł od odniesionych ran dziewiątego maja 1945 r.. Nie powrócił z frontu także inny mieszkaniec tejże wsi, Teodor Romaniuk32. Piątego maja pod Berlinem śmierć dosięgła Andrzeja Bagińskiego z Ogrodnik33. W walkach zginął również Włodzimierz Karpiuk z tejże wsi. W Prusach pozostał na zawsze Mikołaj Zieniuk z Zubowa. Grzegorz Ignaciuk, który również walczył w szeregach Armii Czerwonej, określił ten czas mianem drugiej niewoli34. W zawierusze wojennej ginęły bez wieści również dziewczęta. Wymownym świadectwem tego czasu jest drewniany krzyż, postawiony przy cerkwi pasynkowskiej przez rodziców Luby Dudzicz z Łoknicy. Urodzona w 1924 r. dziewczyna została deportowana na roboty przymusowe do Prus i tam zmarła w czasie kopania okopów. Podobnie było z Olgą Gawryluk z Treszczotek. Inaczej ułożył się los Nadziei Michaluk z Zubowa, która w 1945 r. trafiła wraz z mężem — Holendrem do jego rodzinnego kraju (poznała go w czasie robót w Prusach). Kilka dziewcząt z Prus Wschodnich przejechało w głąb ZSSR, gdzie potem założyły swoje rodziny (m.in. Anna Bagińska z Ogrodnik).

Przeprowadzona przez Niemców akcja wywózek na roboty przymusowe była jednym z najtragiczniejszych doświadczeń ludności parafii Pasynki w dwudziestym stuleciu. Bezpośrednio dotknęła ona blisko sto pięćdziesiąt młodych ludzi, z których część, jak widzieliśmy z przykładu Pasynek, Zubowa i Łoknicy, do domu nie wróciła. Kierując swe eksterminacyjne działania w stronę ludzi młodych, będących na progu założenia rodzin, hitlerowcy znacznie osłabiali miejscową populację. Znamienne także, że represjom deportacji poddane było pokolenie zrodzone bezpośrednio po powrocie Białorusinów-Podlaszuków z bieżeństwa. Jemu również dane było przeżyć swoisty exodus.

Nie mniej dramatycznie układał się los młodych ludzi, którzy w latach 1939-1941 byli zmobilizowani do armii polskiej bądź radzieckiej. Włodzimierz Wesołowski z Pasynek, który po walkach z Niemcami we wrześniu 1939 r. trafił do niewoli radzieckiej, zginął w Poczajowie na Ukrainie. Więcej szczęścia miał Jan Iwaniuk z Treszczotek, również żołnierz polskiego września. Wraz ze swym oddziałem trafił do niewoli radzieckiej. Więziony w obozie jenieckim w Miednoje, w 1942 r. skorzystał z możliwości wstąpienia do armii gen. Andersa. Przeszedł z nią cały szlak bojowy przez Iran, Irak, Palestynę (był, być może, pierwszym obywatelem parafii pasynkowskiej, który odwiedził Ziemię Świętą), północną Afrykę, walczył pod Monte Cassino, gdzie został poważnie ranny. Do 1947 r. kurował się w Anglii, po czym skorzystał z możliwości powrotu do rodzinnej wsi35. Do swych rodzinnych Miękiszów nie powrócił natomiast inny żołnierz września Borys Derpoła. W czasie działań wojennych trafił do niewoli niemieckiej, skąd udało mu się uciec za Bug — na teren ZSSR. Tu dopiero zaczęła się jego prawdziwa gehenna, kiedy został zatrzymany przez wojska radzieckie. Uznany za niemieckiego szpiega, bez specjalnego dochodzenia został wysłany na głęboką Syberię. Przeżywszy piekło Kołymy, osiadł na stałe w Związku Radzieckim36.

Spośród kilkunastu osób z terenu parafii pasynkowskiej wcielonych do armii radzieckiej w 1941 r., prześledźmy losy dwóch mieszkańców Ogrodnik: Bazylego Zabrockiego i Konona Michalczuka. Obaj byli zmobilizowani do armii w końcu marca 1941 r., trafili do dwóch roboczych batalionów saperskich, które stacjonowały w okolicach Zambrowa. Podstawowym zadaniem żołnierzy było kopanie rowów przeciwczołgowych. Marny był to jednak trud — po napadzie Niemców na Związek Radziecki oddziały te niemal natychmiast trafiły do niewoli. Po krótkim pobycie w Generalnym Gubernatorstwie jeńcy zostali przewiezieni do obozu w zachodnich Niemczech nad Renem. Tragiczne warunki bytowe dziesiątkowały żołnierzy; w niedługim czasie spośród 6 tysięcy jeńców zginęło pięćset osób. Następnym etapem jenieckiej gehenny był obóz w Lumbergu, potem praca w dużym gospodarstwie rolnym. Stąd Konona Michalczuka zabrano do pracy w jednej z kopalń Zagłębia Ruhry, aczkolwiek dzięki swym umiejętnościom stolarskim nie musiał pracować pod ziemią. Dwaj jeńcy doczekali wyzwolenia przez Amerykanów. Nie od razu jednak mogli powrócić na Podlasie. Władze radzieckie uważały ich za swoich obywateli, w dodatku poddanie się jednostek w 1941 r. było kwalifikowane jako działalność antypaństwowa, co mogło pociągnąć za sobą represje. Odczuł to na sobie Bazyli Zabrocki, który po przekazaniu jeńców stronie radzieckiej trafił do Zagłębia Donieckiego. Tu przez dwa lata za karę (!) pracował w kopalni. Powrócił do domu dopiero w 1947 r. Kononowi Michalczukowi udało się uniknąć podobnego losu. W czasie przejazdu pociągu z Niemiec do ZSSR wysiadł w Olsztynie i szczęśliwie dotarł do swych Ogrodnik37. Inaczej z kolei ułożył się los Andrzeja Fiedoruka z Pilipków. Wcielony w 1941 r. do armii radzieckiej, w czasie walk trafił do niewoli niemieckiej. Po wyzwoleniu z obozu jenieckiego w 1945 r. został przewieziony w głąb ZSSR, skąd już nie powrócił. Po wielu przeżyciach założył tam rodzinę, przyjmując radzieckie obywatelstwo; zmarł ok. 1985 r.38

* * *

Na początku lipca 1944 r. do Pasynek zbliżał się front. Przecinające teren parafii doliny rzek Orlanki i Łoknicy stanowiły ważny punkt w strategii obronnej Niemców, co z kolei narażało miejscowości tu położone na bezpośrednie działania wojenne. Ludność zaczęła w pośpiechu opuszczać domostwa, udając się do wcześniej przygotowanych prowizorycznych schronów w pobliskich lasach i zagajnikach. Szczególnie zacięte boje toczyły się w rejonie Ogrodnik i Pilipków. W pobliżu pierwszej wsi wojska niemieckie okopały się na kolonii Piski, wcześniej wysiedlając jej mieszkańców. Oddziały radzieckie, ulokowane za rzeką Orlanką, w leśnym uroczysku Seredni Korczye, po długim ostrzale artyleryjskim zdobyły pozycje niemieckie. Kilkanaście zagród na Piskach, powstałych zaledwie kilka lat wcześniej, zostało praktycznie zrównanych z ziemią39. Bardzo poważnie ucierpiała również wieś Pilipki, nieopodal której Niemcy ulokowali swe pozycje obronne. Wojska radzieckie z ciężkim sprzętem rozstawiły się za rzeką Łoknicą, skąd był na zachód kierowany grad pocisków. Wiele z nich spadło na zabudowania pilipkowskie, niszcząc domy, chlewy, stodoły, maszyny rolnicze, zabijając inwentarz żywy oraz ludzi, którzy zawczasu nie uciekli do tzw. „schronów”. Los skrywających się w nich także nie był pewny, taka ziemianka nie stanowiła przecież realnego zabezpieczenia przed siłą pocisków. Dramatyzm tych chwil opisuje w swej książce o Pilipkach Bazyli Sakowski: (...) Ïîìíþ, ÿê ó ÷àñ áîþ âàêîë íàøàãà ñõðîíó ðâàëiñÿ ñíàðàäû — óñ¸ òàäû ãóäçåëà, êiïåëà, ðà¢ëî, àæ çÿìëÿ äðûæýëà. Áûëî âåëüìi ñòðàøíà i ìû, äçåöi, ïëàêàëi, à ñòàðýéøûÿ ìàëiëiñÿ, ïðîñÿ÷û Áîãà ðàòóíêó. Âåëüìi õàöåëàñÿ ïåðàæûöü ãýòàå ïåêëà40.

Tragiczne wydarzenia tych dni, chociaż jedynie poprzez suche fakty, ukazują zapisy metrykalne. Przytoczmy w tym miejscu wykaz ofiar z okresu od 16 lipca do 20 października 1944 r.

Źródło: Archiwum Parafii Prawosławnej w Pasynkach, akta metrykalne z 1944 r.

Wojenna gehenna mieszkańców Pasynek i okolic nie zakończyła się wraz z wyzwoleniem. Kilkunastu mężczyzn wcielono do LWP lub armii radzieckiej, niektórzy zginęli w czasie walk. Taki los spotkał m.in. Aleksandra Dudzicza z Treszczotek, który zginął w ostatnich dniach wojny 1945 r. W rodzinnej wsi pozostawił żonę Nadzieję i dwuletnią córeczkę41. Wraz z przybyciem w 1944 r. Armii Czerwonej dramatyczne chwile przeżyło czterech mieszkańców Pasynek: Aleksy Tarasiuk, Aleksander Adamiuk, Grzegorz Adamiuk oraz Porfiry Wieliczko. Oskarżeni o rzekomą współpracę z okupantami niemieckimi zostali przez władze radzieckie aresztowani i osadzeni w syberyjskich łagrach. Osamotnili rodziny, których niektórzy członkowie wcześniej byli deportowani na roboty przymusowe i jeszcze z Prus nie wrócili. Aleksander Adamiuk w Pasynkach pozostawił żonę i piątkę dzieci. Deportowano również jego syna Grzegorza. Brat Grzegorza Aleksander przebywał jeszcze na robotach w Prusach. Od stron rodzinnych oderwano również sześćdziesięcioletniego Aleksego Tarasiuka. Młodszego od niego o trzy lata Porfirego Wieliczko aresztowano kilkanaście dni po śmierci żony [patrz: tabela]. Jako jedyny z czterech pasynkowskich zesłańców do ojczyzny już nie powrócił; zginął w łagrze 16 marca 1947 r.42

Największe jednakże straty osobowe w okresie bezpośrednich wpływów władzy radzieckiej interesujące nas wsie przeżyły w wyniku repatriacji do ZSSR w latach 1944 — 1946. Największe nasilenie akcji przesiedleńczej miało miejsce w początkowej jej fazie; do czerwca 1945 r. z rejonu Bielska Podlaskiego wyjechało 5791 osób, czyli dziesięć sporej wielkości wsi43. Wśród repatriantów znalazło się ponad sto osób z terenu parafii Pasynki. Nazwiska gospodarzy oraz liczbę osób im towarzyszących podajemy poniżej:

Zubowo:

Artemiusz Artemiuk (żona + dwójka dzieci), Makar Jaroszuk (żona + 3 dzieci), Aleksy Jaroszuk (żona +3 dzieci), Konstanty Karpiuk (żona + dziecko), Makary Jaroszuk (żona + 3 dzieci), Owerko Dawidziuk (żona + 3 dzieci), Aleksy Prokopiuk (żona + 2 dzieci), Daniluk N., Siemieniuk Kirył (żona + 3 dzieci), Michał Prokopiuk (żona + 7 dzieci), N. Tomasz z synem (żona została): razem blisko 50 osób;

Pilipki:

Jaryna Florko (trójka dzieci; mąż Dymitr zginął od wybuchu miny), Aleksander Florko (kawaler; brat Dymitra), Włodzimierz Nikołajuk (kawaler), Jan Wołosowicz (kawaler), Aleksander Omelianiuk (żona + 3 dzieci). Razem 11 osób;

Kolonia Pietuchówka:

Aleksander Sołowianiuk (żona + 2 dzieci), Maksim Andrejuk — Kuźmiuk (żona + 6 dzieci), Józef Łukianiuk (żona + 4 dzieci), Grzegorz N., Siemion N., Wiera Romaniuk (trójka dzieci). Razem ponad 25 osób;

Treszczotki:

Harasim N.N. (dużo dzieci), wyjechał także Ukrainiec Włodzimierz Jarmolenko;

Łoknica:

nikt nie wyjechał;

Miękisze:

Włodzimierz Grygoruk z żoną;

Ogrodniki:

Jakub Zdrojkowski (żona i syn), Mikołaj Zabrocki (żona + 2 dzieci), Dymitr Pierewoj (kawaler). Razem 8 osób;

Pasynki:

Sebastian Iwaniuk (liczna rodzina);

Saki:

Andrzej Szachowicz s. Siemiona (żona + 2 dzieci), Michał Szachowicz z rodziną. Łącznie ok. 10 osób.

Dla większości rodzin repatriacja oznaczała kres ustabilizowanego życia, czasem prawdziwą gehennę. Zamiast do najlepszych gospodarstw w zachodniej części Białorusi, trafiali do biednych kołchozów wschodniej Białorusi czy Ukrainy, w czasie podróży często tracąc zabierany ze sobą majątek. Nie będziemy w te kwestie się zagłębiać, bowiem los repatriantów z terenu parafii pasynkowsiej może stanowić temat na oddzielne opracowanie.


1 Relacja Mikołaja Bagińskiego, s. Kalinika (ur. 1922) z 24.09. 2000 r. Informator był również świadkiem wkraczania oddziałów armii radzieckiej do Bielska Podlaskiego.
2 Cerkownaja Letopiś, k. 50-52; wspomnienie o tych dniach jest napisane szczerze i emocjonalnie.
3 Informacja Borysa Monachowicza, zam. w Augustowie (ur. 1924 r.) z 10 listopada 1999 r.
4 Tamże.
5 S. Tokć, Aðãàíiçàöûÿ ñàâåöêàé óëàäàé àãiòà-ïðàïàãàíäûñöêàé ðàáîòû ¢ Áåëàñòîöêàé âîáëàñöi ¢ 1939-1941 ãã., „Białoruskie Zeszyty Historyczne” nr 13, s. 138; moralne oblicze niektórych działaczy sielsowietu obrazuje przykład przewodniczącego z Klejnik. We wrześniu 1939 r., wzorem sąsiednich Pasynek, pięcioosobowa grupa działaczy komunistycznych z Klejnik i okolic dokonała najścia zbrojnego na dom proboszcza miejscowej cerkwi o. Anatola Kulczyckiego. Jedynie płacz gromadki dzieci oraz prośba jednego z aktywistów — młynarza Ostrowskiego z Kożyna, spowodowała odstąpienie od zamiaru użycia broni wobec duchownego; relacja Zofii Naulewicz, córki o. Anatola Kulczyckiego z marca 1995 r.
6 J. Wójtowicz, Szkolnictwo w rejonie Bielska Podlaskiego w okresie władzy radzieckiej, „Bielski Hostineć” nr 12/2000, s..
7 Relacja Borysa Monachowicza z listopada 1999 r.
8 Relacja Mikołaja Bagińskiego z Ogrodnik z 24 września 2000 r.
9 Relacja Akuliny Dmitruk z d. Iwaniuk z Zubowa z października 2000 r.; Akulina Iwaniuk należała do nielicznego grona wiejskiej młodzieży białoruskiej, która otrzymała możliwość nauki w gimnazjum. Większości nie pozwalały na to warunki materialne. W latach 1939-1941 pobieranie nauki w miejskich szkołach średnich przez dzieci ze wsi było powszechniejsze.
10 Okólnik dziekana bielskiego o. Mikołaja Żukowa z 2 grudnia 1941 r., przechowywany w archiwum parafii prawosławnej w Orli.
11 Relacja Kuźmy Nikołajuka z 15. 10. 2000 r.
12 Mimo oficjalnego zjednoczenia wschodniej i zachodniej Białorusi, granica sprzed września 1939 pozostawała de facto realną barierą. W czasie ponad miesięcznego pobytu w Mińsku Kuźma Nikołajuk spotykał wiele osób, które zostały zawrócone przy próbie przejścia tej granicy. Opowiadał o pierwszym takim spotkaniu: Øóêàjy Ë’åíiíñêóé ãóëiöi; áà÷ó òàì ë’yäi ñòîjaò ïîîáðûâàíû. Êàçàëi‚ øòî áûëi ñîáàêàìi ø÷óòû‚ ÿê õîòiåëi ïeðeõîäiòi ãðàíiö’y; áûëi òàêiå jaê i ja — âîðî÷àëiñ’å ç ðîáîòû. À òeïeð ÷ûêàëi íà âûäàâàí’å ïðîïóñêóîâ.
13 Relacja Olgi Prokopiuk z Użyków z 20 stycznia 2000 r.
14 Mikołaj Bagiński wspominał, że w czasie podróży odnalazł należącą do Kostycewiczów maszynę do szycia, która wydatnie pomogła im przetrwać zsyłkę. Sam Jarosław Kostycewicz był aresztowany przez organa NKWD w styczniu 1941 r. Osadzony w więzieniu w Łomży został uwolniony w pierwszych dniach wojny niemiecko-radzieckiej. W czasie okupacji niemieckiej, gdy rodzina przebywał na zsyłce, był przez krótki okres czasu wójtem gminy Bielsk, prowadził nielegalną szkołę średnią w swoim domu na ul. Dubicze.
15 Relacja Mikołaja Bagińskiego.
16 Relacja Borysa Monachowicza.
17 Księga metrykalna zmarłych z 1943 r., przechowywany w archiwum parafii prawosławnej w Orli.
18 Raszyli nie pić harełki. Uspaminy Mikity Manachowicza, żychara Pasynak, narodżanaha u 1916 h., „Niwa”, 2000, nr 20.
19 Relacja Borysa Monachowicza.
20 APP w Pasynkach, Klirowyja Wiedomosti z lat 1941 i 1943.
21 Starszy syn o. Mikołaja Kulczyckiego zginął w powstaniu warszawskim, młodszy trafił do Anglii; por. wspomnienia Melanii Prokopiuk z Pasynek [w:] Kali tam dobryja ludzi, „Niwa”, 2000, nr 48.
22 J. Turonek, Szkolnictwo...
23 Relacja Borysa Monachowicza.
24 Ispowiednaja Wiedomost’... z 1902 r., k. 56, APP w Pasynkach; spis był sporządzony na ostatniej, wolnej karcie dokumentu.
25 Relacja Jakuba Dudzicza z Łoknicy z 15 stycznia 2001 r.
26 Relacja Marii Ostaszewskiej z d. Łukianiuk, obecnie zamieszkałej w Bielsku Podlaskim, z 10 listopada 1999 r.
27 Relacja Akuliny Dmitruków z Zubowa z 30.07.1997 r. i Michała.
28 Relacja Borysa Monachowicza z Augustowa.
29 Relacja Kuźmy Nikołajuka.
30 B. Sakowski, Historyja..., s. 96.
31 Relacja Michała Dmitruka z Zubowa.
32 Relacja Borysa. Monachowicza z Augustowa
33 Takoje życcio, uspaminy Wolhi Szafran, narodżanaj u 1924 h., pra prymusowyja raboty u Niamieczczynie, „Niwa”, 2000, nr 44.
34 Niewiasiołaje wyzwalennie, uspaminy Ryhora Ihnaciuka z Pasynak, narodżanaha u 1922 h., „Niwa”, 2000, nr 28; Grzegorz Ignaciuk powrócił do domu dopiero w 1947 r.; przez ostatni okres czasu był przetrzymywany w obozie w Łosośnej k. Grodna.
35 Relacja Nadziei Iwaniuk z Treszczotek (ur. 1924) z 15 października 2000 r.; Jan Iwaniuk został powołany do służby czynnej w 1937 r.; nie wiedział wówczas, że jego żołnierska odyseja potrwa równo dziesięć lat.
36 Relacja Bazylego Aleksiuka z Miękiszów (ur. 1928 r.) z 15.01.2001 r.
37 Relacja Konona Michalczuka z 24 sierpnia 1998 r.;por.: P. Szafran, Moj los, majo nakanawannie, „Niwa” nr 49, 2000; A. Sakowicz, Życie jak jedna minuta [wspomnienia Bazylego Zabrockiego), „Czasopis”, 2000, nr 12.
38 Relacja Luby Fiedoruk z Pilipków z 21 grudnia 2000 r.;
39 Relacja Stefana Wasiluka z Ogrodnik z 7 października 2000 r.
40 B. Sakowski, Historyja..., s. 100.
41 Relacja Nadziei Iwaniuk.
42 Relacja Borysa Monachowicza; Prichodskaja kniga Pasynkowskago prichoda....
43 AP w Białymstoku, Urząd Wojewódzki Białostocki, sygn. 230, k. 45.

Rozdział X
Pasynki i okolice w latach 1946-1972

W historii Pasynek i okolic okres powojenny rozpoczyna nowy rozdział jej dziejów. Zmiany polityczno-ustrojowe wprowadziły wiele nowinek w życie miejscowej społeczności. Powszechny dostęp do szkolnictwa umożliwił uzyskanie średniej edukacji przez dużą liczbę chłopskich synów i córek, przeważnie w utworzonym w 1944 r. w Bielsku gimnazjum i liceum białoruskim. Z ich grona wyrośli pierwsi studenci pochodzenia chłopskiego. Oczywiście, taki awans nie był by możliwy bez zamiłowania do oświaty miejscowej ludności oraz wcześniejszej pracy pedagogów w opisywanych przez nas szkołach sprzed 1915 r., okresu międzywojennego, władzy radzieckiej i okupacji niemieckiej. Szkoły te na terenie parafii w dalszym ciągu funkcjonowały prawie we wszystkich wsiach. Nauczycielami byli w większości ludzie miejscowi, posiadający odpowiednie kwalifikacje, m.in. dobrze już nam znany Nestor Pierewoj, który w 1944 r. powrócił do rodzinnych Knorozów. Niebawem władze oświatowe skierowały go do pracy w szkole w Zubowie, gdzie przepracował czternaście lat1.

We wszystkich szkołach z terenu parafii pasynkowskiej, adekwatnie do składu narodowościowego, został dopuszczony jako wykładowy na równych prawach z polskim język białoruski. Miejscowa ludność ujrzała, że państwo, chociażby oficjalnie, traktuje wszystkich swoich obywateli jednakowo. Dla prawosławnych Białorusinów ważne było również to, że w pierwszych latach po wyzwoleniu Cerkiew funkcjonowała bez większych przeszkód. W szkołach nauczano religii, odbywały się tradycyjne obchody pól, decyzje państwowe sprzyjały odrodzeniu struktury parafialnej. Bezpośrednio dotyczyło to również parafii pasynkowskiej, z której po utworzeniu w 1947 r. parafii Ploski wyłączono wieś Knorozy (do dziś wraz z Ploskami i Deniskami tworzy parafię ploskowską).

Lata powojenne tylko w części jednak okazały się łaskawe dla mieszkańców Pasynek i okolic. W 1947 r. gospodarze boleśnie odczuli radykalizację polityki rolnej państwa. Podwajany wymiar podatków gruntowych doprowadzał wielu na skraj nędzy. Niebawem rozpoczęła się akcja kolektywizacyjna, poprzedzona szeroko zakrojoną działalnością agitatorów. Rolnicy, przyzwyczajeni do samodzielnego gospodarowania, nie bardzo jednak kwapili się do zakładania spółdzielni. Znali również z autopsji próby kolektywizacji z lat 1939-1941. Świadome tego władze stosowały wobec gospodarzy różne formy nacisku. Oprócz wysokich podatków i dostaw obowiązkowych dużą rolę odgrywali agitatorzy — kolektywizatorzy. Zajmowali się oni m.in. również zastraszaniem osób, które miały dzieci w szkołach średnich bądź były „nieprawomyślne politycznie” lub uwikłane w procesy sądowe. Niewstąpienie do kołchozu mogło grozić poważnymi konsekwencjami2. Odczuł to boleśnie m. in. ojciec Bazylego Sakowskiego z Pilipków; po przyjęciu w Zubowie, gdzie śmiał wypowiedzieć się sceptycznie o kolektywizacji, został wezwany do bielskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Tu przedstawiono mu do wyboru: więzienie lub wstąpienie do kołchozu. Wybrał to drugie i w taki sposób stał się członkiem Spółdzielni Produkcyjnej „Nowe Życie” w Pilipkach.

Bardzo opornie przebiegała organizacja spółdzielni w Sakach, Miękiszach i Łoknicy. W połowie 1955 r. istniały tam jedynie komitety założycielskie, nie stanowiące jednakże realnej siły gospodarczej. W Sakach komitet składał się z ośmiu chłopów małorolnych, którzy dysponowali niespełna 60 ha gruntów. Taki stan wprowadzał w zakłopotanie miejscowych aktywistów gromadzkich. Na jednym z posiedzeń Gromadzkiej Rady Narodowej Charyton Sidoruk z Saków zażądał nasilenia akcji agitacyjnej oraz likwidacji umarzania podatków i dostaw obowiązkowych. Przyczynę niepowodzenia akcji kolektywizacyjnej widział także we wtargnięciu do spółdzielni „wrogich elementów”3.

Takiego typu „wrogie elementy” mogły się znaleźć również w składzie Gminnej, a potem Gromadzkiej Rady Narodowej, których członków zobowiązano do zapisania się do spółdzielni. Radni jednakże nie pałali zbytnią chęcią wstąpienia do spółdzielni. Na posiedzeniu Rady 23 marca 1953 r. rozpatrywano sprawy trzech z nich: Grzegorza Sidoruka z Saków, Mirona Kuczyńskiego z Pasynek i Włodzimierza Iwaniuka z Miękiszów. Pierwszy powiedział na forum, że wstąpienie do spółdzielni stanie się przyczyną zgryźliwych komentarzy współmieszkańców, drugi oświadczył, że zamierza wyjechać na Ziemie Odzyskane, trzeci natomiast stwierdził wprost: „jak zapisałem się do Spółdzielni Produkcyjnej to straciłem zaufanie u swoich sąsiadów”4. Za miesiąc Rada rozpatrywała sprawę innej radnej Katarzyny Borysiuk z Ogrodnik, która była otwartą przeciwniczką kolektywizacji. Po rozpatrzeniu sprawy, kobietę usunięto z Rady. W uzasadnieniu zapisano: „Jej wybryki dało się zauważyć podczas organizowania Spółdzielni Produkcyjnej w gromadzie Ogrodniki, gdzie ona wraz ze swą rodziną pomimo tego, że była zapisana jako członek, starała się nie dopuścić do zorganizowania jej na wiosnę tłumacząc się tym, że nie będzie komu pracować i przyjdzie się z głodu umrzeć, gdy wszystkie plony trzeba będzie oddać za pracę traktorzystów i innych narzędzi, wypożyczanych w POM-ie oraz szereg innych wypowiedzi”5. Dzięki postawie takich osób jak Eugenia Borysiuk, spółdzielnia w Ogrodnikach praktycznie nie funkcjonowała. Widzimy więc, jakim autorytetem cieszyły się na białoruskiej wsi ówczesne RSP.

Najprężniej działającą spółdzielnią było gospodarstwo w Zubowie. Posiadało one we wsi dobre zaplecze osobowe i ideologiczne. Tu przecież działała jedna z najprężniejszych w powiecie bielskim komunistyczna organizacja partyjna, jeszcze z przedwojennymi tradycjami, oraz liczna jednostka ORMO. Î przyczynach tego pisze Bazyli Sakowski: Çóáà¢ëÿíå âåëüìi õóòêà i áåñïàìûëêîâà çðàçóìåëi‚ øòî íàðîäíàÿ ¢ëàäà — ãýòà âåëüìi äîáðû ÷àñ äëÿ íiçî¢ ðàáiöü êàð’åðû. Ðàçóìåëi òàêñàìà i òîå, øòî, íå ìàþ÷û äàñòàòêîâàé àäóêàöûi, íàéïðàñöåé i íàéõóò÷ýé ìîæíà çðàáiöü êàð’åðó ïà ïàðòûéíàé ëiíii. Ïåðøûì êðîêàì äëÿ òàêîé êàð’åðû áûëî òàäû çâÿðíóöü íà ñÿáå ¢âàãó ïàëiòû÷íàãà íà÷àëüñòâà. À çðàáiöü ãýòà ìîæíà áûëî ðîçíûìi ñïîñàáàìi: ñòàöü àêòû¢íûì ïàðòûéöàì, âåðáàâàöü íîâûõ ÷ëåíࢠó ðàäû ïàðòûi, àðãàíiçàâàöü íîâûÿ ïàðòûéíûÿ ÿ÷ýéêi, äðóæûíû ÎÐÌÎ, çàñíî¢âàöü êàëãàñû, âûêðûâàöü êóëàêî¢ i iíøûõ âîðàãࢠíàðîäíàé óëàäû, áûöü äàíîñ÷ûêàì...6

Mylne było by jednakże stwierdzenie, że Zubowo składało się z samych zwolenników kolektywizacji i nowego ustroju. Przeciwnie, w tej największej wsi parafii pasynkowskiej duża grupa gospodarzy, szczególnie zamożnych, była sceptycznie nastawiona do nowego ładu. Nie śpieszyli oni z wywiązywaniem się z obowiązkowych dostaw płodów rolnych, mleka i żywca. W 1953 r. Zubowo znajdowało się pod tym względem na ostatnim miejscu w gminie Pasynki7. W tymże roku Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Pasynkach udzieliło ulg w obowiązkowych kontyngentach 24 gospodarzom, wśród których aż połowę stanowili rolnicy z Zubowa8. Szeroko znana, również poza gminą, stała się sprawa Dymitra Opalińskiego, posiadającego 16 ha gruntów. Aby uniknąć płacenia podatków, ziemię przepisał na synów, którzy w tym czasie uczyli się w szkołach poza województwem. Podatków, oczywiście, nie płacił, z obowiązkowych dostaw się nie wywiązywał, a ziemia leżała odłogiem9. Nawet ci, którzy do spółdzielni wstąpili, nie bardzo byli skorzy do pracy w niej. Niektórych za niesubordynację po prostu usuwano z członkostwa, jak to było w przypadku Jana Bartoszewicza, który bez zgody członków Rady Spółdzielni podjął pracę w Zakładzie Mleczarskim w Bielsku Podlaskim10.

Jak już wspomnieliśmy, poważną formą nacisku na wstępowanie do spółdzielni były wygórowane podatki oraz obowiązkowe dostawy. Wiele gospodarstw, których liczba pod koniec lat czterdziestych znacznie wzrosła, doprowadzało to do ruiny, odbierając przy tym młodym gospodarzom sens rozwoju rolnictwa11. Z każdym rokiem zwiększała się liczba gospodarstw tzw. „podupadłych”, z których ściągnięcie należności było praktycznie nierealne; w 1955 r. na terenie Gromady Pasynki można było ich naliczyć kilkadziesiąt. Niektóre domy zalegających gospodarzy odwiedzali egzekutorzy, zabierając przysłowiowy „ostatni kożuch”. Dowiadujemy się o tym z jednego z protokołów posiedzenia GRN: „Egzekutorzy dokonują często egzekucji u takiego chłopa, który faktycznie nie jest w stanie należności swe uregulować, ponieważ miał upadki w swym gospodarstwie i należałoby mu przyjść z pomocą, a oni często pomijają gospodarstwa kułackie idąc do chłopa małorolnego i średniaka zabierając mu ostatni kożuch, gdzie to miejsce miało we wsi Saki”12.

Członkowie Prezydium GRN, w miarę swoich kompetencji, starali się ulżyć doli mieszkańców podległych im wsi. Pozytywnie rozpatrywano dziesiątki wniosków o ulgi w podatkach i dostawach obowiązkowych (w 1953 r. umorzono je ponad stu gospodarzom). Prezydium GRN składało się wówczas z następujących osób: Aleksy Kotelczuk — przewodniczący, Mikołaj Filimoniuk — zastępca i Nikita Monachowicz — sekretarz. Sumy i ilości umarzanych podatków i dostaw były w niektórych przypadkach znaczne. Dla przykładu, w grudniu 1953 r. Lubie Kowalczuk z Łoknicy umorzono 2621 zł podatku, Dymitrowi Popławskiemu z Ogrodnik 2000 zł, Pawłowi Wróblewskiemu z Ogrodnik 1600 zł, a Konstantemu Piotrowskiemu z Pasynek 650 l mleka. W październiku 1954 r. Maksymowi Stepaniukowi z Zubowa umorzono dostawę aż 2,26 ton ziemniaków13. Część wniosków rozpatrywano jednak odmownie. Z danych zawartych w aktach GRN możemy wnioskować, że dotyczyło to blisko połowy wnioskodawców14. Kompetencje Prezydium Rady w tym względzie były bowiem poważnie ograniczone przez gminną delegaturę Ministerstwa Skupu, od której w znacznej mierze zależało powodzenie załatwiania wniosków15. Mimo tego, władze powiatowe bardzo krytycznie odnosiły do sprawy realizacji dostaw obowiązkowych i udzielania ulg na terenie gminy, potem gromady Pasynki. We wrześniu 1955 r. Prezydium GRN otrzymało w tym względzie poważną reprymendę od Powiatowego Pełnomocnika Ministerstwa Skupu16.

Ilość zaległości rosła jednak w dalszym ciągu wprost proporcjonalnie do udzielanych ulg. Władze gminne oficjalnie tłumaczyły to wzrostem liczby gospodarstw podupadłych oraz tych, w których na ich normalne funkcjonowanie nie pozwalała sytuacja rodzinna. Pod koniec 1956 r. m. in. pozytywnie rozpatrzono wniosek o umorzenie 3 tys. zł zaległości podatkowych Andrzeja Szachowicza z Saków, któremu zmarła żona, a córka była ciężko chora. Aleksemu Polanowskiemu z Pasynek anulowano z kolei sumę 2817 zł z powodu braku rąk do pracy, zabudowań gospodarskich oraz inwentarza. Sytuacja rodzinna była także przyczyną umorzenia podatku (3 tys. zł za kilka lat wstecz) dla Eliasza Michalczuka z Łoknicy. Innym gospodarstwom, uznanym za „podupadłe”, jak już wskazywaliśmy wcześniej, umarzano znaczne ilości kontyngentów. W 1956 r. dotyczyło to m. in.: wspomnianego Aleksego Polanowskiego z Pasynek (1520 kg ziemniaków i 1083 kg zboża), Luby Kowalczuk z Łoknicy (1384 kg zboża i 1480 kg ziemniaków) i Konona Polanowskiego z Pasynek (1150 kg ziemniaków i 842 kg zboża)17.

Po zmianach politycznych, które nastąpiły w 1956 r., i liberalizacji polityki rolnej nastąpiło zahamowanie akcji kolektywizacyjnej. Z istniejących na terenie GRN Pasynki RSP w Ogrodnikach, Pilipkach, Treszczotkach, Zubowie i Pasynkach, przetrwały tylko dwie ostatnie. Zmierzch spółdzielni oznaczał także liberalizację, a w końcu likwidację dostaw obowiązkowych. Rozumiały to zarówno władze gromadzkie, jak też sami gospodarze. W 1958 r. podatki i dostawy umorzono już blisko dwustu pięćdziesięciu gospodarzom (ponad połowa gospodarstw).

Skalę zaległości za rok 1958 unaocznia poniższe zestawienie:

Źródła: GRN w Pasynkach 1958-1972, sygn. 2. k. 60, Archiwum Parafii Prawosławnej Narodzenia Bogarodzicy w Bielsku Podlaskim, Wykazy parafialne diecezji Warszawsko-Bielskiej dekanatu Bielskiego parafii Pasynkowskiej sporządzone w 1960 r.

Oprócz spraw rolnych akta Gromadzkiej Rady Narodowej zawierają także inne informacje o życiu gromad na jej terenie. Znajdziemy tu m. in. uchwałę z 1956 r. o otwarciu sklepu tekstylnego w Pasynkach oraz wiadomość z 1958 r. o elektryfikacji Pasynek, Saków i Treszczotek. Niektóre dokumenty dotyczą spraw oświatowych, np. budowy szkoły w Ogrodnikach, ogrodzenia szkoły w Łoknicy czy zaopatrzenia jej w opał18. Znajdujemy tam również informacje o problemach dotyczących bibliotek na terenie GRN, ale o tym w dalszej części książki.

Oddzielnym tematem, poruszanym na sesjach GRN, były sprawy porządkowe i organizacja czynów społecznych. Obok dawnych form czynów drogowych, tzw. szarwarków, wprowadzono czyny niedzielne, które jawnie godziły w uczucia religijne chrześcijan. Z polecenia władz powiatowych Prezydium GRN organizowało także tzw. zespoły sianokosowe do wyjazdu na Ziemie Odzyskane. Zwracano także baczną uwagę na bezpieczeństwo wsi, szczególnie w obliczu pożarów, spowodowanych przez „wrogów ustroju”. Zalecono, by każda gromada (wieś) wystawiała warty nocne. Po sesji Rady 20 stycznia 1956 r. skierowano m. in. w tej sprawie pismo do Powiatowej Rady Narodowej. Jego fragmenty warto przytoczyć (zachowujemy pisownię oryginału): „(...) Daliej baczną uwagę zwrucić na pełnienie wart nocnych gdyż w niekturych wsiach woglie ich niema a to jest sprawa poważna gdyż na wypadek jakiegoś nieszczęścia ktuż może podnieść alarm o grożących niebezpieczeństwach. Dla lebszej sygnalizacji w każdej wsi wywiesić przynajmniej 3 dzwony w postaci odkładni starej lub gilzy od pocisku kture to wywieszone po koncach i w środku wsi”19.

W aktach GRN z lat pięćdziesiątych — nawet po 1956 r. — prawie w ogóle nie ma mowy o sprawach wyznaniowych i narodowościowych. Występują one jedynie na marginesie spraw gospodarczo-porządkowych i oświatowych. Dotyczą ogrodzenia cmentarza, którym miał zająć się komitet gromadzki do akcji sanitarno-epidemiologicznej oraz udzielenia ulgi w podatkach o. Anatolowi Kulczyckiemu — 50 zł i psalmiście Piotrowi Dworakowskiemu — 24 zł. Ulg tych udzielono w 1958 r., gdy ogólna suma opadatkowania proboszcza za 2,67 ha gruntów parafialnych wyniosła 4720 zł20. Powyższa ulga była więc raczej symboliczna.

Pod względem spraw demograficznych lata pięćdziesiąte były w parafii okresem stagnacji. Pod koniec 1947 r. liczyła ona 2187 osób, zamieszkałych w 478 domach. Do 1954 r. liczba domów zmalała do 453, przy tym nieznacznie powiększyła się liczba parafian (2191 osób). Przez sześć kolejnych lat odnotowano poważny ich spadek — w 1960 r. parafia liczyła 2054 wiernych21. Z każdym następnym rokiem zaczęło ich stopniowo ubywać.

Sprawy narodowościowe w aktach GRN ujawniają się jedynie w informacji z 1959 r. o stanie bibliotekarstwa na jej terenie. Bibliotekę w Pasynkach założono w 1953 r., liczyła ona wówczas 338 tomów. W latach następnych organizowano punkty filialne w Ogrodnikach, Treszczotkach, Sakach, Sobótce, Pilipkach, Łoknicy i Zubowie. Do 1959 r. ogólny księgozbiór we wszystkich placówkach osiągnął 3517 woluminów, z czego najwięcej książek znajdowało się w samych Pasynkach (2782). W pozostałych bibliotekach liczba tomów oscylowała od 89 (Treszczotki) do 172 (Łoknica).W zbiorach przeważały książki polskie, kilkanaście procent stanowiły jednak woluminy białoruskie i rosyjskie (w sumie 555 tomów; rosyjskich było dwa razy więcej). Największa liczba takich książek znajdowała się oczywiście w Pasynkach (450). Spośród filii największy odsetek książek białoruskich i rosyjskich posiadały Treszczotki (23) i Saki (22), najmniej zaś biblioteki w Ogrodnikach (10) i Zubowie (13). Przy niewielkim księgozbiorze statystyczne czytelnictwo było dość wysokie. W 1959 r. przy 545 zarejestrowanych czytelnikach wypożyczono 4072 książki, w tym 234 rosyjskie i 90 białoruskich. Bibliotekarka z Pasynek uskarżała się jednak, że pracownicy PGRN książek w ogóle nie czytają, biblioteka ma trzech czytelników radnych, a członków partii jedynie pięciu. Narzekała też na warunki lokalowe i prosiła o niezwłoczne przeniesienie siedziby biblioteki do innego lokalu22.

Biblioteki w owym czasie były głównymi animatorami życia kulturalnego, o czym dowiadujemy się ze sprawozdania o ich działalności za 1961 r. Przodował punkt filialny w Łoknicy (tu mieszkała bibliotekarka gromadzka Luba Kuczyńska), szczególnie w promowaniu literatury białoruskiej. Wraz z młodzieżą przygotowano tu kilka sztuk: „Mikitau Łapać”, „Boty”, „Piaresataja Krasula”; odbył się również wieczór literacki, poświęcony twórczości Kuźmy Czarnego. Dzięki takim działaniom czytelnictwo książek białoruskich wzrastało; w 1961 r. wypożyczono ich w sumie 236 (oraz 225 rosyjskich)23.

W 1960 r. w GRN Pasynki nastąpiły poważne zmiany terytorialne. Po likwidacji sąsiednich GRN w Zubowie i Kotłach, do Pasynek dołączono pięć miejscowości: Kotły, Białą, Zubowo, Kożyno i Stupniki24. Znacznie poszerzył się teraz zakres obowiązków pracowników Gromadzkiej Rady. Nie dbano jednak o polepszanie warunków pracy i płac. Na jednej z sesji przewodniczący GRN Mikołaj Wiesiołowski bardzo krytycznie ustosunkował się do traktowania podległej mu jednostki przez władze powiatowe. Upraszał, aby nie „komenderowały” pracami GRN, a pomagały i doradzały. Skrytykował praktykę odsyłania do Pasynek z powiatu pism różnych instytucji z prośbami o załatwienie spraw, co do których Gromada nie posiadała żadnych kompetencji. Zwrócił uwagę na konieczność polepszenia warunków lokalowych, potrzebę zakupu maszyny do pisania, liczenia oraz biurka. Narzekał również na „płynność kadr”, spowodowaną niskimi płacami (uposażenie pracownika GRN wynosiło 800 zł; pracownik GS otrzymywał dwa razy więcej)25.

Pomimo tych trudności radni i pracownicy GRN byli w latach sześćdziesiątych inicjatorami i koordynatorami wielu działań na rzecz miejscowej społeczności. Do 1964 r. było już dziesięć zelektryfikowanych wsi, na ulicach wiejskich ułożono blisko 3 km bruku, zbudowano dwa mosty drewniane, w Pasynkach ułożono 540 metrów chodnika, ulepszano drogi łączące poszczególne wsi. Przeprowadzenie prac drogowych było możliwe głównie dzięki funduszowi gromadzkiemu, który dla części gospodarzy był jednak sporym obciążeniem, dlatego też w wielu przypadkach go umarzano. Nie bez znaczenia były także czyny społeczne, które najczęściej odbywały się w niedzielę. W taki sposób wyremontowano drogę z Pasynek do Łoknicy.

Na fali realizowania hasła „tysiąc szkół na tysiąclecie” została wybudowana murowana szkoła w Kożynie. Pozostałe placówki (w 1961 r. na terenie GRN było ich sześć: Pasynki, Zubowo, Kotły, Kożyno, Łoknica i Pilipki) mieściły się w solidnych budynkach drewnianych, pamiętających początek wieku. Jedynie czteroklasowa szkoła w Pilipkach znajdowała się w domu prywatnym. Mimo starań mieszkańców tej wsi, którzy przekazali na budowę szkoły niemałe sumy do Powiatowego Komitetu Budowy Szkół, nigdy nie doczekano się jej realizacji26.

Gromadzka Rada Narodowa mogła poszczycić się także pomyślną realizacją nowej polityki rolnej. Do 1968 r. powstało tu siedem kółek rolniczych, skupiających 216 członków, wśród których wiodącymi były kółka w Pasynkach i Kożynie. Miały one w sumie do dyspozycji 19 ciągników, agregaty omłotowe, kopaczkę, sadzarkę i opryskiwacz27. Tradycyjną bolączką GRN w sferze rolnictwa było jednak słabe wywiązywanie się z obowiązkowych dostaw, a potem kontraktacji. Obecny na jednej z sesji w 1968 r. prezes GS z Bielska skrytykował Pasynki za plasowanie się na przedostatnim miejscu w powiecie pod względem wywiązywania się z kontraktacji28.

Aby unaocznić strukturę agrarną w tym czasie przedstawiamy poniższe zestawienie:

Źródło: AP w Białymstoku, GRN Pasynki 1954-1972, sygn. 10, k. 91; Prognoza rozwoju poszczególnych wsi na r. 1969

Jako ważne osiągnięcie tego czasu podkreślano także zmeliorowanie ok. 300 ha gruntów, w większości łąk nad Orlanką i Łoknicą. Regulacja tej ostatniej na odcinku od Treszczotek do Pilipków była jednakże posunięciem zbyt drastycznym dla zachowania naturalnego krajobrazu i ekosystemu. Piękna, meandrująca rzeczka, którą w pierwotnym stanie możemy jeszcze oglądać przy Łoknicy, Miękiszach i dalej za Pilipkami, została tu poprowadzona nowym, wyprostowanym korytem. Woda zaczęła szybko spływać, nadmiernie osuszając okoliczne łąki. Dodatkową przyczyną tragedii była odgórna likwidacja młynu wodnego koło Łoknicy. Znajdujemy o tym wzmiankę w wypowiedzi J. Zinkiewicza na jednej z sesji GRN: „Do niedawna na rzece Łoknica woda była zatrzymywana przez młyn wodny, to jednak trawy były o wiele lepsze jak obserwuje się w ostatnich czasach. Na skutek nie zatrzymywania się wody koryto rzeki jest głębokie i trawa jest wypalana przez słońce, że nie tylko kosić nie można lecz nawet paść krów”29. O utraconym pięknie rzeki Łoknicy z nostalgią wspomina w swej książce o Pilipkach Bazyli Sakowski.

Zagospodarowując osuszone użytki zielone rolnicy zyskali na dobrej paszy, mogąc rozwijać hodowlę zwierząt; w planach gospodarczych władz powiatowych priorytetem miała być hodowla bydła. Poważnym problemem, ograniczającym jednak rozwój rolnictwa, były nadal utrzymywane dostawy obowiązkowe zbóż i ziemniaków. Rolnicy w dalszym ciągu niechętnie podchodzili do ich realizacji, szczególnie w kwestii zbóż. W 1970 r. na gospodarzy dziesięciu wsi, wchodzących w skład GRN Pasynki, nałożono kontyngent sięgający 340 ton zboża. Zobowiązania zrealizowano niespełna w połowie. Najgorzej pod tym względem przedstawiała się Łoknica, gdzie gospodarze zalegali z dostawą 26,5 t zboża (przy 32,6 tonowym kontyngencie), Pasynki (odpowiednio 27 t z 46 t) oraz Zubowo (33 t z 71,4 t)30.

Na sesjach GRN potępiano „zalegających” rolników, wnioskując o zastosowanie wobec nich „jak najdalej idących środków egzekucyjnych”. W 1970 r. biuro Rady sporządziło 160 wniosków o ukaranie najbardziej „zalegających” gospodarzy. Z drugiej strony słabe wyniki w dostawach przed władzami powiatowymi tłumaczono niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Faktycznie, po śnieżnej zimie 1969/1970 duże obszary zasiewów zniszczyła pleśń śniegowa (przeciętne plony zbóż wyniosły 12 q/ha)31. Polityka nakazowa doskwierała rolnikom nie tylko w sferze dostaw obowiązkowych. Odgórnie wymagano pełnego wykonania tzw. zadań nawozowych. Opieszałych wzywano na przesłuchania do biura gromadzkiego i nakładano grzywny32.

Niebawem jednak nastąpiły poważne zmiany w polityce rolnej. W 1972 r., zgodnie z wytycznymi PZPR dostawy obowiązkowe płodów rolnych zostały zniesione. Wprowadzono przy tym obowiązkowe ubezpieczenia rolnicze; w ślad za tym wzrosły obciążenia finansowe gospodarzy, ograniczono umarzanie podatków. Grunta gospodarstw niewywiązujących się z płacenia podatków władze zaleciły przejmować na rzecz Skarbu Państwa33. Nowy kurs rolny sprzyjał poszerzaniu areału tworzących się wówczas PGR-ów; na terenie GRN Pasynki Państwowe Gospodarstwo Rolne zaplanowano utworzyć w Zubowie. W 1971 r. areał gruntów należących w tej wsi do Państwowego Funduszu Ziemi (PFZ) wynosił jedynie 42 ha, liczono więc na przejęcie ziemi od gospodarstw podupadłych. Już w lutym 1972 r. podjęto uchwałę o przejęciu gruntów od pięciu gospodarzy34.

Powyższa uchwała była jedną z ostatnich podjętych przez Radę z Pasynek. Zgodnie z wytycznymi nowego podziału administracyjnego miejscowa GRN miała być zlikwidowana. Ostatni dokument pasynkowskiej Rady jest datowany na sierpień 1972 r. i podpisany przez jej przewodniczącego Mikołaja Kowalczuka. Wraz z końcem urzędowania zamyka się prawie stuletni okres istnienia gminy (wołosti, gromady) Pasynki. Od tej pory wszystkie sprawy urzędowe miejscowa ludność będzie załatwiać w Bielsku Podlaskim. W Pasynkach najważniejszą instytucją pozostaje parafia prawosławna.


1 Podlaski Nestor — Letopisiec, „Bielski Hostineć” nr 2, 1998, s. 19; w latach trzydziestych Nestor Pierewoj przeniósł się z Knorozów do wsi Czoło k. Masiewa w powiecie prużańskim, gdzie do pacyfikacji wsi przez hitlerowców prowadził wzorcowe gospodarstwo rolne. Po wysiedleniu zamieszkał we wsi Łysków k. Wołkowyska; tam pracował jako nauczyciel. Będąc nauczycielem w Zubowie włączył się, jako radny, w prace GRN w Pasynkach, potem GRN w Zubowie. Na posiedzeniach często poruszał sprawy związane z racjonalnym i wydajnym gospodarowaniem na roli; założył we wsi „kółko miczurinowskie”, które prowadziło poletka doświadczalne. Podobną działalność od 1956 r. rozwijał Mikołaj Jakubiuk, nauczyciel szkoły w Pasynkach.
2 B. Sakowski, Historyja majoj wioski, s. 109.
3 AP w Białymstoku, Gromadzka Rada Narodowa w Pasynkach (dalej GRN 1954-1972), sygn. 1, k. 24; Protokół z posiedzenia Rady z 21.05.1955 r.; na tymże zebraniu przedstawiciel Prezydium Powiatowej Rady Narodowej skrytykował radnych, że nie przejawiają aktywności w rozwoju spółdzielczości „co hamuje budowę socjalizmu”.
4 Tamże, Gminna Rada Narodowa w Pasynkach (dalej GRN 1953-1954), sygn. 1, k. 10.
5 Tamże, k. 11-12; protokół z posiedzenia GRN z 28 kwietnia 1953 r.; mieszkańcy Ogrodnik, nie skorzy do kolektywizacji, przodowali w tym okresie w wywiązywaniu się z dostaw obowiązkowych. W 1953 r. z tego tytułu domagali się doprowadzenia do wsi energii elektrycznej, [w:] GRN w Pasynkach, sygn. 1, k. 22.
6 Tamże, s. 111.
7 AP w Białymstoku, Gminna Rada Narodowa w Pasynkach, sygn. 1, k. 15; Gminna Rada Narodowa w Pasynkach istniała do 1954 r., obejmując następujące miejscowości: Pasynki, Łoknica, Miękisze, Ogrodniki, Saki, Treszczotki, Zubowo, Kożyno, Pilipki, Sapowo, Krzywa, Sobótka. Po reformie administracyjnej w 1954 r. na miejscu gminy utworzono Gromady: Pasynki (Łoknica, Miękisze, Ogrodniki, Saki, Treszczotki), Zubowo (Kożyno, Pilipki); Krzywą dołączono do Gromady Szczyty, a Sobótkę do Gromady Kotły; Sapowo weszło w skład nowo utworzonego powiatu hajnowskiego.
8 Tamże, sygn. 2, k. 25; wśród gospodarzy, którym udzielono ulg, znajdujemy Floriana (Flora) Karpiuka. Jak pamiętamy, w 1941 r. jego rodzina została zesłana na Syberię do Ałtajskiego Kraju. Również po powrocie nie zaznała ona spokoju. Posiadacza znacznego obszaru gruntów władze nękały wygórowanymi kontyngentami. W 1953 r. darowano mu jednak zaległe 800 kg zboża. Ostatecznie, w 1972 r. grunta Flora (Floriana) Karpiuka zostały przejęte przez Skarb Państwa w ramach organizacji w Zubowie PGR-u.
9 Tamże, sygn. 1, k. 16;
10 Tamże, k. 15.
11 Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, w okresie największego nasilenia akcji kolektywizacyjnej, możemy zauważyć na terenie parafii Pasynki niewielkie zmniejszenie liczby ludności w stosunku do pierwszych lat powojennych, kiedy mieliśmy do czynienia z wyżem demograficznym, szczególnie w latach 1945 — 1948. Do rodzinnych domów z robót przymusowych i frontów powracali masowo młodzi ludzie, najczęściej panny i kawalerowie; we wsiach odbywało się wówczas wiele hucznych wesel; powstawały nowe gospodarstwa rolne.
12 AP w Białymstoku, GRN w Pasynkach 1954-1972, sygn. 1. k. 45; Protokół z 12 listopada 1955 r.
13 Tamże, GRN w Pasynkach 1953-1954, sygn. 2, k. 44-46, 103.
14 Tamże, k. 40-41; dane z grudnia 1953 r. w tym względzie przedstawiają się następująco: spośród 34 gospodarzy wnioskujących o umorzenie dostaw zboża 16 załatwiono odmownie; ziemniaki — na 17 wniosków 3 odmownie; żywiec — na 25 wniosków 18 odmownie; mleko — na 29 wniosków 13 odmownie.
15 13 października 1953 r. Prezydium GRN postanowiło, że zalegających w podatkach i dostawach będzie się wzywać we wtorki i środy do Gminnej Delegatury Ministerstwa Skarbu na przesłuchania, [w:] GRN w Pasynkach 1953-1954, sygn. 2, k. 30.
16 Tamże, GRN w Pasynkach 1954-72, sygn. 1, k. 51; Protokół z dnia 18 września 1955 r.
17 Tamże, k. 109; protokół z 28 grudnia 1956r. Suma trzech tysięcy złotych była wówczas znaczna, stanowiąc równowartość wysokiego wynagrodzenia miesięcznego w przedsiębiorstwie państwowym.
18 Tamże, GRN w Pasynkach 1953-54, sygn. 1, k. 6; GRN w Pasynkach 1954-72, sygn. 1, k. 53-56.; w składzie GRN była osoba odpowiedzialna za oświatę (w 1953 r. Stanisław Mierzwiński). O budowę nowej szkoły w Ogrodnikach szczególnie zabiegał jej nauczyciel i radny GRN Henryk Folwarski. W 1956 r. Prezydium PRN zawiadomiło GRN w Pasynkach, że budowa szkoły w tej miejscowości w planie pięcioletnim nie jest przewidziana. Z drugiej jednak strony proponowano rozważyć kwestię budowy w Ogrodnikach szkoły siedmioklasowej, która objęła by swym zasięgiem dzieci z Hołodów i Krzywej.
19 Tamże, GRN w Pasynkach 1954-72, sygn. 1, k. 54. Warty nocne na wsi nie były nowością dla jej mieszkańców; wystawiano je w pierwszych latach powojennych, w obliczu zagrożeń wynikających z działalności polskiego podziemia.
20 Tamże, sygn. 2, k. 60; Archiwum Parafii Prawosławnej w Pasynkach, nakaz płatniczy na podatek gruntowy na 1958 r.
21 AP w Pasynkach, Wykazy kleru z lat 1947, 1954, 1960.
22 Tamże, k. 186, sprawozdanie o działalności biblioteki w Pasynkach.
23 Tamże, sygn. 4, k. 78.
24 Taki stan trwał do 1968 r., kiedy po likwidacji GRN w Augustowie i Hołodach powstała jedna GRN w Bielsku Podlaskim. Wówczas do Bielska odeszły Kotły, Biała i Orlanka, Ogrodniki zaś przeszły z byłej GRN Hołody do Pasynek.
25 Tamże, sygn. 6, k. 71-82; przemówienie przewodniczącego na sesji 10 maja 1964 r.
26 Tamże, k. 52; dawna szkoła z Pilipków w okresie okupacji niemieckiej została przewieziona do Chrabołów k. Bielska (obecnie budynek Ośrodka Zdrowia).
27 Tamże, sygn. 10, k. 27, 111.
28 Tamże, k. 39; protokół z sesji GRN z 29.03.1968 r.
29 Tamże, sygn. 4, k. 5; protokół z sesji GRN z 26.94.1961 r. Istniejący do dziś murowany młyn między wsiami Łoknicą i Miękiszami wzniósł w okresie międzywojennym technik Maron; szerzej o tym traktuje jeden z rozdziałów rękopisu Nestora Pierewoja Załataja kniha pra wiosku Knarazy.
30 AP w Białymstoku, GRN Pasynki, sygn. 13, k. 5-17.
31 Tamże.
32 Tamże, k. 142.
33 Tamże, sygn. 14, k. 4.
34 Tamże, k. 9; uchwała GRN z 28 lutego 1972 r. dotyczyła Konstantego Wiazowskiego, Nadziei Jaroszuk, Lidii Dmitruk, Nadziei Pietruczuk i Floriana (Flora) Karpiuka.

Rozdział XI
Okres współczesny

Poprzedni rozdział naszej książki poświęciliśmy w większości sytuacji społeczno-gospodarczej w Pasynkach i okolicach. Wiele nam o tym powiedziały akta Gminnej i Gromadzkiej Rady Narodowej. Po jej likwidacji w 1972 r. najważniejszą instytucją na tym terenie pozostała niezmiennie trwająca od wieków parafia prawosławna. Po konflikcie wewnątrzparafialnym z lat 1970-1972 była ona jednak poważnie osłabiona. Dalecy od Cerkwi ludzie, wykorzystując konflikt pokoleń (młody wikariusz i sędziwy proboszcz), wprowadzili w życie parafii wiele zamieszania. Po pozorem troski o dobro Cerkwi rozstrzygali swoje problemy i porachunki sąsiedzkie. W ciągu zaledwie dwóch lat przez Pasynki przewinęło się ponad dwudziestu duchownych, delegowanych tu przez metropolię. Dopiero przybycie o. Jonasza Gołuba przyniosło parafii spokój. Zapanował duch pokuty za wypowiedziane w złości, bluźniercze słowa oraz zachowania niegodne chrześcijanina1.

Po objęciu stanowiska proboszcza przez o. Jonasza (oddelegowany z monasteru na Św. Górze Grabarce) nastąpiły także zmiany w obsadzie innych parafialnych funkcji. Opiekunem cerkwi (starostą) został wybrany Nikanor Pawluczuk, psalmistą zaś Andrzej Szachowicz; obaj pochodzili z Saków.

Początek lat siedemdziesiątych był kryzysowy nie tylko z powodu niepokojów w parafii. Od roku 1973 liczba zgonów zaczęła przewyższać liczbę chrztów (wówczas w parafii urodziło się trzynaścioro dzieci, zmarło zaś 26 osób). Liczba parafian w stosunku do 1960 r. spadła o kilkaset osób. Coraz więcej młodzieży zdobywało wykształcenie średnie i poszukiwało zatrudnienia w miastach2.

Z powodu zmniejszania się liczby dzieci liczne niegdyś szkoły wiejskie zostały zagrożone likwidacją. Pierwsze ku temu kroki poczyniono jeszcze w okresie funkcjonowania w Pasynkach GRN. 30 grudnia 1970 r. biuro gromadzkie, bez społecznej konsultacji, zaaprobowało wytyczne w sprawie reorganizacji sieci szkół, odgórnie narzucone przez władze powiatowe. Według planów pełnej likwidacji podlegały czteroklasowe szkoły w Ogrodnikach (w 1972 r.) oraz Łoknicy (w 1973 r.). Pierwsza w 1970 r. liczyła dwunastu uczniów, druga zaś — 22. Trzecią ze szkół — w Kożynie — postanowiono zredukować w 1975r. do czteroklasowej, uczniów zaś skierowano do Zubowa, Klejnik i Horodczyna3. Niebawem szkoła tysiąclatka w Kożynie zaczęła świecić pustkami, w końcu przekształcono ją w więzienie (obecnie dom pomocy społecznej „Arka”, organizowany przez parafię Klejniki). Na terenie parafii Pasynki pozostały dwie szkoły — w Pasynkach i Zubowie; pełna likwidacja szkolnictwa podstawowego na terenie parafii nastąpiła niespełna ćwierć wieku później.

W dobie likwidacji szkół w okolicach Pasynek miała miejsce dziejowa, można by rzec, inwestycja. Został pokryty asfaltem kilkunastokilometrowy odcinek drogi Ploski — Kożyno — Zubowo — Saki — Pasynki — Łoknica — Krzywa — Szczyty, czyli dawny trakt orlański. Autorem projektu modernizacji drogi był inż. Borysław Rudkowski, który w te prace włożył wiele trudu. Odtąd mieszkańcy Pasynek i okolicznych wsi nie musieli się martwić, jak naprawiać wiecznie psujące się piaszczyste szlaki. Mogli teraz bez trudu dotrzeć do cerkwi, szkoły czy poczty. Skróciła się również droga do Białegostoku, PKS otworzyło po tej trasie linię autobusową. W ślad za budową szosy niebawem poszła modernizacja dróg dojazdowych na pola.

Lata osiemdziesiąte parafia w Pasynkach rozpoczęła z 1430 parafianami, zamieszkującymi 380 domów. Nowy proboszcz, o. Eugeniusz Kossakowski (od 1979 r.), aktywnie przystąpił do przeprowadzenia remontów cerkwi parafialnej i cmentarnej oraz budowy domu parafialnego. Jak na owe czasy były to przedsięwzięcia bardzo ambitne. Również w innych dziedzinach mieszkańcy Pasynek starali się nadrabiać zaległości. Dotyczyło to szczególnie budowy remizy-świetlicy, o której mówiono od kilkunastu lat. Jeszcze w 1967 r. za otrzymane fundusze Rada Gromadzka zaplanowała wybudowanie świetlicy i utworzenie wokół niej wiejskiego parku ze stawem. Prace zakończyły się jednak na pogłębieniu stawu. Szczególnie zawiedzeni byli animatorzy wiejskiej kultury. Jedna z działaczek Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego powiedziała w 1969 r. dziennikarzowi „Gazety Białostockiej”: „Na terenie naszej wsi aktywnie pracuje ognisko BTSK. Praca ogniska w zasadzie skupia się w szkole. Nauczycielka tej szkoły Aleksandra Panasiuk służy nam pomocą w organizowaniu życia kulturalnego, udostępnia sale szkolne na nasze zebrania. Niestety, ciasno tu. Organizujemy corocznie wyjazdy z ciekawymi sztukami białoruskimi, wystawiamy je nawet w sąsiednim powiecie hajnowskim. Ale przecież do przygotowania każdej sztuki potrzebny jest swój własny kąt oraz miejsce, gdzie można kulturalnie spędzić czas. Czekamy więc na inicjatywę Gromadzkiej Rady w Pasynkach. Piękny plac w centrum wsi czeka na zabudowanie”4. Plac zabudowano dopiero w latach 1980-81. Powstał murowany budynek z białej cegły z salą świetlicową i garażem na wóz OSP. Miejscowym strażakom, w liczbie 28, przewodniczył wówczas Aleksander Kobus5. Oprócz parafii, szkoły i OSP we wsi funkcjonował także Urząd Pocztowy, kierowany przez Stefana Kuczyńskiego, zatrudniający dwóch listonoszy: Włodzimierza i Eugeniusza Wiesiołowskich. Mieli oni na swym koncie aż 103 prenumeratorów „Niwy”. W Pasynkach działał także ośrodek zdrowia, sklep oraz SKR, zatrudniający jedenastu traktorzystów6. Pasynki, mimo likwidacji gminy, pozostawały dla całej okolicy niekwestionowanym centrum usługowym, a nade wszystko — duchowym.

Godny odnotowania jest fakt, że w latach osiemdziesiątych bibliografia Pasynek i okolic wzbogaciła się o szereg bardzo istotnych pozycji, dotyczących głównie tradycji historycznych oraz folkloru. Pierwszoplanowa w tym zasługa Michała Szachowicza, urodzonego w Sakach białoruskiego poety, folklorysty i publicysty. W tygodniku „Niwa” oraz na łamach „Kalendarzy Białoruskich” zamieścił on szereg materiałów z tych okolic, szczególnie zaś literacko opracowanych legend. W tym też czasie w Katedrze Filologii Białoruskiej w Warszawie powstały trzy prace magisterskie, traktujące o folklorze wsi Pasynki, Saki i Zubowo7. Niektóre z pieśni tam zamieszczonych czytelnicy znajdą w aneksach. Lata osiemdziesiąte przyniosły także udane próby animacji życia kulturalnego. W Pilipkach z powodzeniem działała młodzieżowa grupa teatralna; koło BTSK prowadziło także działalność w Sakach. Niestety, w żadnej wsi nie uformowała się grupa śpiewacza, wykonująca miejscowe pieśni ludowe, aczkolwiek tradycje dobrego śpiewania trwały tu od dawna. Do dnia dzisiejszego w poszczególnych wsiach parafii Pasynki mieszkają doskonali wykonawcy takich pieśni, m.in. Olga Nikołajuk z Pilipków, Nadzieja Iwaniuk z Treszczotek, Nina Nazaruk z Zubowa i Luba Bagińska z Ogrodnik. Warto także wspomnieć o kobietach z Miękiszów, których maniera wykonawcza jest szczególnie archaiczna. Pieśni wszystkich wymienionych tu osób weszły w skład „Śpiewnika Podlaskiego”, a zostały zapisane przez młodzież z Bielska Podlaskiego i Hajnówki w czasie obozu historyczno-krajoznawczego, odbywającego się w 1998 r. w Hryniewiczach Dużych8. Kilka z nich, wraz z krótkim komentarzem, zamieszczamy w aneksach.

* * *

W latach dziewięćdziesiątych w dalszym ciągu pogłębiał się kryzys demograficzny w parafii. Liczba parafian spadła poniżej tysiąca; w 1996 r. wynosiła 921 osób. Z powodu małej liczby dzieci w wieku 7-15 lat (35 osób) podjęto decyzję o zamknięciu szkoły podstawowej w Pasynkach z początkiem roku szkolnego 1997/989. Nominalnie placówka funkcjonowała jednak jeszcze przez kilka lat, gdyż jej siedzibę przeniesiono do wyremontowanego, obszernego budynku szkolnego w Krzywej. Zmiana warunków lokalowych rokowała nadzieję na dłuższą działalność szkoły podstawowej w Pasynkach z siedzibą w Krzywej. Oczekiwania rodziców jednak się nie ziściły. Po reformie oświatowej i utworzeniu gimnazjów, liczba uczniów zmalała jeszcze bardziej. W 2000 r., decyzją Rady Gminy Bielsk Podlaski, placówka przestała istnieć. W taki sposób szkolnictwo podstawowe na terenie parafii Pasynki, posiadające półtorawieczne tradycje, przestało istnieć10. Ostatnim dyrektorem szkoły w Pasynkach był Eugeniusz Chilkiewicz. Dzieci zaczęto dowozić do szkoły w Augustowie; dla dzieci z Łoknicy czy Miękiszów stanowi to ok. 50 km dro